wtorek, 31 maja 2011

Sen zły i jeszcze gorszy

27 maja odbyło się posiedzenie Rady Społecznej SP ZOZ w Górze. Tematy posiedzenia były dwa. Pierwszym i najważniejszym tematem obrad było zaopiniowanie przez członków RS uchwały Zarządu Powiatu w sprawie przesunięcia daty likwidacji SP ZOZ z 30 maja na 30 czerwca 2011 roku.

Już na początku obrad pojawiły się pewne problemy dotyczące ważności zebrania. Chodziło o liczbę członków RS. W myśl statutu RS ma liczyć 9 członków. By wydać opinię zgodną z prawem na sali obrad musi się znajdować minimum 6 członków tego gremium. Tymczasem zebrało się ich jedynie czterech przystąpiono więc do ściągania w trybie pilnym i awaryjnym, ale tylko jednego członka.

W tym momencie pomiędzy starostą Piotrem Wołowiczem, który z tytułu pełnionej funkcji jest przewodniczącym RS a Edwardem Kowalczukiem powstał spór o ilość członków RS. Starosta Wołowicz twierdził, że członków RS jest 8 i dlatego dla ważności podejmowanych decyzji wystarczy 5 osób obecnych na sali. Edward Kowalczuk upierał się przy swoim wobec powyższego przewodniczący RS – Piotr Wołowicz udał się na konsultacje w tej sprawie.

Po powrocie przyznał rację Edwardowi Kowalczukowi. Okazało się, iż realnie członków RS jest 8. Sytuacja ta powstała w momencie, gdy obecny starosta przestał być przedstawicielem gminy Góra w RS a gmina Góra nie desygnowała nikogo na jego miejsce. Nie mniej do prawomocności podejmowanych decyzji potrzebne było quorum w ilości 6 obecnych członków RS na sali. W tej sytuacji na posiedzenie zawezwano jeszcze jednego członka RS, który przybył po dość długiej chwili i można było rozpocząć obrady.
Rozpoczęto debatę nad zmianą daty likwidacji szpitala. Dyrektorka Czesława Młodawska poinformowała zebranych o przyczynach przesunięcia terminu likwidacji.

Dyrektorka i jednocześnie likwidator SP ZOZ poinformowała, iż nie ma możliwości, by do końca maja zakończyć proces likwidacji SP ZOZ. Wynikało to m.in. z tego, iż jeszcze w maju SP ZOZ miał obowiązujący kontrakt z NFZ na opiekę świąteczną i ambulatoryjną. Faktury z tytułu udzielonych świadczeń należy przesyłać do dnia 3 czerwca.

W czerwcu SP ZOZ w likwidacji nie będzie prowadził już r5achunku bankowego, który zostanie zamknięty. Nastąpi również wykreślenie SP ZOZ w likwidacji z rejestru wojewody dolnośląskiego a następnie z Krajowego Rejestru Sądowego. Fizyczne zakończenie likwidacji zakończy się w momencie sporządzenia sprawozdania finansowego, przekazania dokumentacji medycznej do spółki a pozostałej dokumentacji do starostwa.

Dyrektorka Czesława Młodawska powiedziała również, iż przed sądami toczą się dwie sprawy o błędy w sztuce lekarskiej, do których mogło dojść na terenie naszego szpitala. Jedna z tych spraw pochodzi z 2001 roku a druga z 2010 (ta ostatnia dobędzie się 3 czerwca w Sądzie Okręgowym w Legnicy). W przypadku uznania przez sąd argumentów powodów odszkodowania będzie musiało wypłacić starostwo. Za pierwszy błąd lekarski powód domaga się 150.000 zł a w drugim przypadku 100.000 zł.
Dyrektorka Czesława Młodawska powiedziała, iż proces likwidacji szpitala jest możliwy na 95% do końca czerwca. Równocześnie stwierdził, iż do tej daty z całą pewnością nie uda się wszystkiego zakończyć i pewne sprawy będą się ciągnęły jeszcze przez kilka dni lipca.

Głos zabrał Edward Kowalczuk.
Członek SP ZOZ z ramienia gminy Wąsosz stwierdził, iż dyrektorka z likwidacją powinna zdążyć do 30 czerwca. Opóźnienia w likwidacji Edward Kowalczuk złożył na karb zmian, które się w szpitalu dokonały np. zmiany na stanowisku prezesa spółki. Edward Kowalczuk potwierdził swoje zastrzeżenia dotyczące biernej roli starostwa podczas procesu likwidacji SP ZOZ. „Przy likwidacji była obecna dyrektorka, która teraz odejdzie a różne sprawy będą jeszcze się ciągnęły. Sprawy z komornikami, to już starosta będzie musiał załatwiać. Gładko miały przechodzić do spółki kontrakty” – kontynuował Edward Kowalczuk – „tak nas zapewniano. A już spółka nie mam kontraktu na pogotowie, co powoduje, że szpital jest zagrożony. Bez starań starostwa i prezesa u władz NFZ we Wrocławiu, bez starań u wojewody nic nie zrobimy” – kontynuował.
„Sprawa wygląda tak, że NFZ zależy na fizycznej likwidacji takich szpitali, jak nasz”. Następnie Edward Kowalczuk zwrócił się do starosty z pytaniem: „Co miało wpływ na to, że nie mamy kontraktu na pogotowie?”

Starosta Piotr Wołowicz odpowiedział, że nie znamy oferty złożonej przez „Nasz Szpital”, bo NFZ jej nie udostępnia. Stwierdził, iż trudno znaleźć przyczyny.
Dyrektorka Czesława Młodawska stwierdziła, iż NFZ rozpisał konkurs, do którego może przystąpić każdy podmiot, nawet spoza województwa.

Edward Kowalczuk nie zgodził się ze starostą i powiedział, iż nie jest prawdą, że oferta „Naszego Szpitala” jest tajemnicą. „Trzeba zwrócić się do odpowiednich władz panie starosto, bo zawsze jest możliwość dowiedzenia się, jakie warunki lepiej od nas spełniała konkurencja. Znacie drogę do wojewody i tam trzeba się udać. Ponieśliśmy wiele wyrzeczeń, by ten szpital nadal istniał. Przystąpiliśmy do „planu B”, tak, jak to rząd chce. Więc nasz argument jest poważny. Ja bym to zrozumiał, gdyby w naszym szpitalu były jakieś karygodne zaniedbania, ale takich nie było”.

„Najgorsze jest to, że stworzono precedens. Może wkrótce być tak, że oddział ginekologiczno – położniczy również gdzieś przejdzie. Wyrwa w murze jest już zrobiona, bo przegrano kontrakt. Jestem od 13 lat w Radzie Społecznej SP ZOZ. I od kiedy jestem pamiętam, że ludzie na stołkach dyrektorskich, którzy przychodzili do nas z zewnątrz szkodzili temu szpitalowi. To byli szkodnicy! Czy w Górze nie było odpowiedniego człowieka na funkcję prezesa spółki? W utracie kontraktu jest duża wina prezesa spółki, bo wyraźnie mu nie zależało”.

Następnie Edward Kowalczuk zwrócił się do starosty z pytaniem o analizę skutków utraty kontraktu na pogotowie. W odpowiedzi usłyszał z ust starosty, iż: „prezes to na Radzie Powiatu przedstawi”.
Edward Kowalczuk ripostował: „Tu nie trzeba wielkich analiz. Są sprawozdania finansowe. Co tam, prezes będzie mówi, to … (machnięciem reki zakończył Edward Kowalczuk swój wywód).

Kolejne pytanie Edward Kowalczuk skierował pod adresem starosty. Interesowała go sprawa kontraktów zawartych z lekarzami. A dokładnie czy ich wysokość została na poprzednim poziomie czy też doszło do ich obniżenia.
Starosta Piotr Wołowicz poinformował, że podpisano kontrakty na okres od 1 do 15 maja. Zrobiła to jeszcze dyrektorka Czesława Młodawska, która pełniła wówczas funkcję prezesa spółki. W tej chwili nowy prezes podpisał kontrakty na okres od 16 do 31 maja.
W tym momencie Edward Kowalczuk zwrócił się do starosty z prośbą o konkrety. Interesowało go czy kontrakty są na takim samym czy tez niższym poziomie. „Konkretnie proszę panie starosto … „.
Z wypowiedzi starosty wynikało, że coś tam się zmieniło, ale tak naprawdę niewiele. Strata poinformował, że podniesiony zostanie kapitał spółki do 500.000 zł.

Ponownie głos zabrał Edward Kowalczuk, który stwierdził, że koniecznie trzeba przejrzeć kontrakty i doprowadzić do zmniejszenia kosztów funkcjonowania szpitala. Stwierdził on: „Przyjęło się, że to lekarze maja mieć pieniądze, kontrakty i dyżury”. W tym momencie zwrócił się do dyrektorki z pytaniem: „ile lekarze w naszym szpitalu mają za dyżury?” „Czesława Młodawska odpowiedziała: „1500 zł z dyżur”.
Głos zabrał Edward Kowalczuk, który swoje słowa skierował do starosty: „Jak Rada Powiatu będzie chciała panu zabrać 500 zł, to pan przestanie być starostą?” Odpowiedzi nie usłyszeliśmy.

Edward Kowalczuk swoim zgrabnym pytaniem nawiązał do ciągle pokutującej opinii, iż obniżenie wysokości kontraktów z lekarzami doprowadzi do ich rezygnacji z pracy. Bo od dłuzsego czasu część napływowej kadry lekarskiej trym nas szantażuje. I to działa!

W tym momencie Edward Kowalczuk opowiedział o swoim pobycie w górowskim szpitalu, gdy był chory. Lekarz, który miał dyżur nawet nie chciał oglądnąć jego rany w nodze. Opatrunek zrobiła pacjentowi Edwardowi siostra a rano lekarz pochwalił pacjenta, ze ten dał sobie sam radę.

Edwarda Kowalczuka interesował również problem zapewnienia środków na wypłaty dla pracowników szpitala. Jak wiadomo może dojść do sytuacji, w której fundusz przez miesiąc czy dwa nie będzie jeszcze płacił spółce za wykonem przez nią usługi medyczne.
Starosta Piotr Wołowicz stwierdził, iż spółce pieniądze na wypłatę pożyczy starostwo. Ta odpowiedź nie zadowoliła pytającego. W związku z tym zapytał: „Czy spółka wystąpiła do NFZ o wypłacanie zaliczki w kwocie 1/12 miesięcznego kontraktu, bo taka możliwość istnieje? Starosta nie potrafił na to pytanie udzielić precyzyjnej odpowiedzi. Powiedział jedynie, iż o taka zaliczkę będzie można wystąpić od 1 czerwca.
Przystąpiono do głosowania projektu uchwały. Za przedłużeniem procesu likwidacji szpitala do dnia 30 czerwca 2011 roku byli wszyscy (6) członków RS SPZOZ.

Wszyscy członkowie tego gremium pozytywnie zaopiniowali zakup drobnego sprzętu medycznego, który zakupiony zostanie z dotacji bezzwrotnej udzielonej naszemu szpitalowi przez Polską Miedź. By być w zgodzie z prawdą, to należy stwierdzić, iż 30.000 zł dotacji zawdzięczamy staraniom dyrektorki Czesławy Młodawskiej.

Na koniec Edward Kowalczuk dopytywał się o kroki, jakie zostaną podjęte w sprawie przejęcia kontraktu na pogotowie przez Wschowę. Starosta zapewnił, iż będzie odwołanie od tej decyzji, na które mamy 7 dni od daty ogłoszenia wyników konkursu (termin upływa dzisiaj).

W trakcie dyskusji i dociekania nad przyczynami utraty przez nasz szpital kontraktu na pogotowie, starosta Piotr Wołowicz zaczął snuć bardzo dziwne rozważania. Mówił coś o „środowiskach” na terenie Góry, które nie chcą istnienia szpitala w Górze. Wspomniał coś również o bieżącym informowaniu Wschowy na temat tego, co dzieje się w naszym szpitalu. Z tej mowy nie popartej najmniejszym nawet śladem dowodów wynikało, że był jakiś przeciek do Wschowy, który spowodował, że konkurencja złożyła lepszą od nas ofertę.

Ponieważ wiek, w którym wierzyłem w krasnoludki i inne dziwożony, jak też w to, że platforma nadaje się do rządzenia minął (niestety!) bezpowrotnie musiałem zabrać głos.
A sprawa wygląda tak. Treść oferty składanej do NFZ znają w naszym szpitalu dwie osoby: dyrektor placówki oraz informatyk, który wprowadza dane do komputera i przesyła drogą elektroniczną do NFZ we Wrocławiu.

Jeżeli już mamy mówić o jakichś „środowiskach” powiedziałem panu staroście, to mówmy konkretnie, bo tylko te dwie osoby znały treść i wartość naszej oferty. Jeżeli te osoby wykluczymy, to znaczy, że przyczyn należy szukać we Wrocławiu a nie mówić o jakiś niedookreślonych środowiskach”.

Ja rozumiem, że utrata kontraktu, to bolesne dla Zarządu Powiatu, ale „miały gały, co chciały”. Trzeba było dreptać wokół sprawy, bo informacje o przymierzaniu się do pogotowia przez Wschowę nie były żadną nowością! Sam informowałem o tym wicestarostę ponad 2 miesiące temu. Gdy wszystko było jeszcze w powijakach. Ale widocznie pokładano nadmierną wiarę w „chody” we Wrocławiu. W sumie okazało się, że „chody” dla NFZ znaczą tyle, co nic. A my wszyscy przekonaliśmy się, iż wyborcze obietnice pana starosty, to bajki z mchu i paproci.

środa, 25 maja 2011

Diablo dobre rządy

9 grudnia 2010 roku odbyła się II sesja Rady Powiatu, podczas której wybrano nowego starostę Piotra Wołowicza. Z okazji swojego wyboru wygłosił on mowę, której interesujący nas dzisiaj fragment przytaczam z protokołu z sesji:

Są sprawy bardzo pilne, są sprawy ważne i są sprawy które trzeba zrealizować, do tych najbardziej priorytetowych musimy zaliczyć i tak będę to postrzegał i do tego będę przekonywał Zarząd jest sprawa Szpitala Powiatowego, chciałbym aby ten proces który został rozpoczęty, to co zostało zrobione a było dobre, bo nie jest tak, że to co było zrobione do tej pory będziemy negować i będziemy od dzisiaj mówić tylko o złych rzeczach w czasie przeszłym, a dobrych które nas czekają, nie, będziemy mówić o rzeczach dobrych, będziemy rzeczy dobre kontynuować, będziemy je wspierać być może przyspieszać, z tych rzeczy które w naszej ocenie były błędne będziemy wyciągać wnioski bez odnoszenia się personalnie do osób które te decyzje podejmowały, bo to w przyszłości nie ma najmniejszego znaczenia, kwestią podstawową jest Szpital mam nadzieję że ten plan który jest realizowany nazywany powszechnie planem B wreszcie zacznie dynamicznie być wprowadzany w życie, mamy na to przykład w Powiecie Wołowskim gdzie Powiat już otrzymał znaczna kwotę tych pieniędzy o które się starał, samorząd województwa - Sejmik również otrzymał te kwoty, a więc należy ten proces zrealizować to co jest najważniejsze i to co miałem okazję usłyszeć w ostatnim czasie, przede wszystkim jasno i precyzyjnie o tym informować przede wszystkim Radę i wszystkich zainteresowanych o tym co się dzieje i to w jakiej jesteśmy sytuacji, co może się wydarzyć i co się wydarzy ewentualnie co robimy żeby pewne rzeczy się nie wydarzyły, to jest rzecz podstawowa i myślę że będzie rzutowała na przyszłość sytuację finansową i społeczną Powiatu Górowskiego”.

Wiem, że przytoczony fragment jest trudny do zrozumienia, ale tak wyglądała mowa nowego starosty. Odcedźmy z tego fragmentu pospolite i słabo zakamuflowane wodolejstwo, które jest typowe dla ludzi zaangażowanych w politykę. W tym fragmencie ściemniania jest jakieś 90%. Pozostańmy przy obietnicy dotyczącej naszego szpitala.

Owszem, wejście do „planu B” jest realizowane. Natomiast najwyraźniej od początku nie jest realizowana obietnica, iż Zarząd będzie: „jasno i precyzyjnie o tym informować przede wszystkim Radę i wszystkich zainteresowanych o tym co się dzieje i to w jakiej jesteśmy sytuacji, co może się wydarzyć i co się wydarzy ewentualnie co robimy żeby pewne rzeczy się nie wydarzyły, to jest rzecz podstawowa”.

Starosta i Zarząd nie zajmowali się podczas swoich nasiadówek sytuacją, jaka wytworzyła się wokół pogotowia. Na to są dowody w postaci protokołów z tychże nasiadówek. Nigdy nie przeprowadzono analizy zagrożenia, jakim stały się aspiracje szpitala we Wschowie do przejęcia kontraktu na ratownictwo medyczne na terenie naszego powiatu. Na żadnej sesji radni nie słyszeli, że istnieje zagrożenie dla kontraktu na pogotowie i informacji o działaniach podejmowanych przez Zarząd w celu ich wyeliminowania. Jawność działań Zarządu i deklarowana przez starostę transparentność podejmowania decyzji poszły w zapomnienie. I ponownie okazało się, iż polityk, a taką osobą bez wątpienia jest starosta – szef struktur powiatowych PO, co innego deklaruje a co innego robi. Dla mnie jest to zwykłe świństwo i ordynarny kant. Wiem, że to brzmi dość ordynarnie, ale ja mam czterech literach polityczną poprawność.

Czym zajmuje się sowicie opłacany Zarząd Powiatu mogą się Państwo przekonać czytając protokoły z jego posiedzeń dostępne na stronie internetowej starostwa. Lektura do budujących nie należy.

9 grudnia nic tak naprawdę się nie zmieniło. Zmienili się aktorzy grający na powiatowej scenie, ale wkrótce się okazało, że ani na cal nie różnią się od poprzedników, i to włącznie z głównym aktorem, który jako żywo przypomina w działaniach swą mało chwalebną poprzedniczkę. „Ponizm” znalazł wiernych wyznawców w osobach: Piotr Wołowicz, Paweł Niedźwiedź, Piotr First, Marek Hołtra. I trwa!

Od ponad dwóch miesięcy wiadomo było, że na kontrakt czai się konkurencja. W tym czasie starosta Piotr Wołowicz i Zarząd gros energii poświęcali na wybór nowego członka Zarządu po rezygnacji mojej osobistej Szelmy – Marka Biernackiego.
Sytuacja się skomplikowała, gdyż kilku radnych koalicyjnych stało na stanowisku, iż należy ograniczyć liczbę członków Zarządu do trzech osób. To zdroworozsądkowe myślenie obce jest jednak innym członkom koalicji. Ponieważ w statucie pozostał zapis, iż członków Zarządu ma być 5, toteż pilnie poszukiwano kandydata.

Trzeba Państwu też wiedzieć, że znaleziono takiego kandydata. I gdy wymieniono jego nazwisko, to rączęta i porcięta opadły! To byłaby żenada! Na skutek oporu stawianego przez kilku radnych będących jeszcze przy zdrowych zmysłach i mających poczucie godności osobistej oraz szacunku dla swoich wyborców zmieniono plany. Zarząd ma być 4 osobowy. Na chuj czterech jak trzech też wystarczy? – zapytają Państwo grzecznie. Dla kasy kochani, dla kasy! 1280 miesięcznie za około 10 godzin siedzenia na dupie i dłubania w nosie! A inaczej nie jest, bo wystarczy poczytać protokoły z posiedzeń tego gremium. Ale wszystko to oczywiście dla dobra powiatu. Bo jakżeby inaczej?!

Opowiem teraz Państwu pewna historyjkę, która wydarzyła się podczas spływu kajakowego 2 tygodnie temu. Na spływ przybyła burmistrz Irena Krzyszkiewicz. W pewnym momencie, w obecności przebywających tam osób wygłosiła taką mowę na temat starosty, że przesyła widokówki z Rzymu na telefon a ona też by chciała pojechać do Rzymu, ale nie ma na to czasu. Dla przypomnienia: starosta był w Rzymie w okresie, gdy szykowano ofertę do NFZ właśnie na pogotowie.

O decyzyjności starosty krążą w starostwie liczne dowcipy. Jeden z nich mówi, że szybciej kobietę w okresie bezpłodności zapyli mężczyzna zabezpieczony podwójna gumką niż starosta podejmie decyzję. To żart zabawny, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo płacimy za to wszyscy.

A to przykład „decyzyjności”. Od dawna wiadomo jest, że nasze pogotowie nie spełnia nowych norm. Dotyczy to m.in. powierzchni przypadającej na jednego pracownika. Narodziła się więc koncepcja, by przenieść je do budynku starej straży pożarnej, który stoi pusty. Odbyło się kilka narad, była wizja lokalna, gorące dyskusje. I na tym się skończyło. Na dyskusjach, rzecz jasna jałowych. A problem pozostał nierozwiązany. I tak jest ze wszystkim.

Oczywiście, nie muszę dodawać, że Zarząd nie ma strategicznego planu, co robić przez pozostałe 3,5 roku swojej kadencji. Pracuje się od zdarzenia do zdarzenia. Nikt nie słyszał o zamierzeniach na pół roku czy też rok. W najgorszej sytuacji są urzędnicy, bo tak naprawdę skoro nie dzieje się nic, Taki ich przywilej w kadencji 2010 – 2014.

Ostatnio do szału doprowadzał mnie radny Jan Kalinowski. Stworzył on taka oto teorię, która powtarzał mi przy każdej okazji. Brzmi ona tak: „Starosta zna marszałka województwa, marszałek województwa Schetynę, Schetyna zna Tuska, Tusk ma ministrów, którzy muszą go słuchać. Więc kochany! – ty się niczym nie przejmuj, bo widzisz kogo on zna i nic złego przytrafić się nam nie może”. Kończył swój wywód z serdecznym uśmiechem na ustach a mnie mało krew nie zalewała.
A wczoraj wydawało mi się, że nadszedł mój moment tryumfu, gdy szlag trafił nasze pogotowie.
„I widzi Pan, pana teoria się nie potwierdził” – rzekłem Janowi Kalinowskiemu. „Jak to się nie potwierdziła?” – zapytał mnie zdziwiony. „No to, że nic złego nam się nie może wydarzyć” – odpowiedziałem – „bo starosta zna tego i tamtego”. „Ależ kochany ja mówiłem, że zna, ale nie mówiłem, że oni zaraz pomogą! To dwie różne sprawy” – cierpliwie wyjaśnił mi Jan Kalinowski.

A chcę Państwu powiedzieć, że argumentu szerokich znajomości starosty używano bardzo obficie, by przełamać opór dwóch radnych, którzy wyczuli pismo nosem i wiedzieli, że Piotr Wołowicz nie nadaje się na starostę. I jak widać znajomości te i wpływy we Wrocławiu są znikome.

Zresztą, o jakich wpływach ja tu piszę, jak górowska PO nie potrafi od kilku lat zorganizować w Górze biura swojej partii? Nie potrafił tego zrobić również szef jej struktur powiatowych – Piotr Wołowicz. To nieźle świadczy o zdolnościach organizacyjnych tutejszej platformy.

Powróćmy jednak do sprawy pogotowia. Dzisiaj rozdzwoniły się telefony do senatorów posłów z PO z prośbą o interwencję w sprawie pogotowia. Rodziły się również i tak durne pomysły, by wzywać TV. W głowach przerażonych decydentów zakwitały też pomysły, by nowemu pogotowiu stworzyć administracyjną „drogę przez mękę”. I tak sobie kombinowali, tylko zapomnieli pierdolnąć się we własne piersi. Spisek, łapówka, korupcja – wszystko, tylko nie my, nieudacznicy!

Pamiętam, jak w poprzedniej kadencji opozycyjny wówczas radny Marek Hołtra przy każdym większym niepowodzeniu ówczesnej władzy twierdził, że ludzie honoru podali by się w takiej sytuacji do dymisji. Więc należy oczekiwać, iż jako człowiek honoru radny Marek Hołtra poda się do dymisji w związku z klęską, jaka jest dla nas utrata kontraktu na pogotowie. Chyba, że honor ma dla niego ma wartość niższą niż 1280 zł miesięcznie. Trzeba też powiedzieć, że czytając protokoły z posiedzeń Zarządu trudno zauważyć, by ten radny coś ożywczego, nowego i twórczego wnosił do obrad. Te 1280 zł wydawane na jego dietę, to duże nieporozumienie.

9 grudnia 2010 roku dokonano fatalnego wyboru i starosty i członków Zarządu. Ja sumienie mam czyste, bo od początku mówiłem, że Piotr Wołowicz nie nadaje się na tą funkcję. Wiedziałem wystarczająco wiele na temat jego umiejętności od pracowników UMiG, którzy z nim pracowali. Jedna upór grona ludzi spowodował, że ten nieszczęsny (na miarę „Bukietowej!) wybór stał się faktem. Nie oczekujmy, że coś się zmieni, po wpadce z pogotowiem. Nie zmieni się nic, bo nie zmieni swojego charakteru Piotr Wołowicz. Członkowie Zarządu również nie będą poczuwali się do winy oraz nie zrozumieją, że pełniona przez nich funkcja ich przerasta. Na to nie pozwoli im „honor wart 1280 zł”.

Ale mam nadzieję, że spełni się stare przysłowie: „diabli nadali - diabli wezmą!”

Porażka z nieobliczalnymi konsekwencjami

Przegraliśmy konkurs ofert na ratownictwo medyczne. Od 1 lipca do 31 grudnia 2011 roku ratownictwo medyczne będzie znajdowało się w rękach spółki „Nowy Szpital” z siedzibą w Szczecinie. Teren naszego powiatu obsługiwało będzie wschowskie pogotowie, które należy do tej spółki. Tu warto wspomnieć o tym, iż spółka „Nowy Szpital” zarządza siecią składającą się z 10 szpitali.

W ogłoszeniu NFZ we Wrocławiu dotyczącym konkursu na składanie ofert podane jest, iż: „wartość zamówienia wynosi nie więcej niż 1.314.757,28 PLN na okres rozliczeniowy od 1.07.2011 do 31.12.2011”.
Znajduje się tam również informacja, iż na podstawowe ratownictwo medyczne NFZ przeznaczy dla wygrywającego konkurs nie więcej niż 572.240 zł a na specjalistyczne – 742.517,28 zł.

Z informacji z NFZ wynika, iż nasza porażka w konkursie była efektem niższej ceny za świadczenie usług ratownictwa medycznego zaproponowanej przez spółkę. Nie znamy wysokości ich oferty, ale nie znamy też oferty przedstawionej przez nasz szpital. Za złożenie ofert odpowiedzialna była dyrektorka szpitala Czesława Młodawska.

W związku tym, iż od 1 lipca działalność medyczną SP ZOZ miała przejąć spółka powołana przez samorząd powiatowy zapewniano radnych, iż wszystkie kontrakty zostaną cesją przekazane spółce. Dzisiaj wiadomo, że kontraktu na ratownictwo medyczne spółka miała nie będzie.

Kontrakt na ratownictwo medyczne był zawsze bardzo dobry, bo sporo pieniędzy z niego zostawało. Ratownicy medyczni stanowczo twierdzą, iż była to kwota rzędu ok. 50 tys. zł miesięcznie. Ostatnio jednak znacznie wzrosły koszty zarządu pogotowiem i dyrektorka Czesława Młodawska dostarczyła Zarządowi Powiatu wyliczenia, iż obecnie miesięczny zysk z pogotowia wynosi ok. 5 tys. zł. Nikt z członków tego szacownego gremium nie pofatygował się jednak, by zapytać dyrektorkę dlaczego tak się dzieje.
Utrata kontraktu na ratownictwo medyczne jest wiadomością z kategorii najgorszych z możliwych.

Podobno dla pacjentów nic się nie zmieni, bo pogotowie będzie miało swoja bazę w Górze (budynek po dawnej siedzibie ZEC na osiedlu Kazimierza Wielkiego).
Na pewno wiele zmieni się dla naszej szpitalnej spółki Powiatowe Centrum Medyczne. Przez okres pół roku nie będzie mogła liczyć na zastrzyk finansowy z kontraktu na ratownictwo medyczne. A trzeba Państwu wiedzieć, że szpital nadal przynosi stratę.

Wiele zmieni się również dla osób zatrudnionych w naszym pogotowiu. Pracuje tam 28 osób. Ratownicy medyczni znajdą pracę w nowym pogotowiu. Już 10 z nich podpisało wstępne umowy, w których wyrazili gotowość do podjęcia pracy w nowym pogotowiu. Co z pozostałymi pracownikami? Tego nie wie nikt.

W internecie pojawiły się w związku z tym głosy o zdradzie naszych ratowników medycznych. To idiotyzm. Oni po prostu zabezpieczyli się na przyszłość w trosce o los swoich rodzin. Wschowski szpital w przypadku braku ich zgody poszukałby innych chętnych. Wówczas nasi zostaliby na lodzie.

Utrata kontraktu na pogotowie negatywnie wpłynie również na szpital. Chyba mało kto pokłada wiarę w zapewnienia dyrekcji wschowskiego szpitala, iż pacjenci z naszego terenu będą kierowani do najbliższego szpitala. Nie po to wschowski szpital brał pogotowie, by oprócz kontraktu nie mieć z tego nic więcej. Można więc założyć w ciemno, że dyspozytor we Wschowie bardzo często poleci zawieźć pacjenta do Wschowy. A to oznaczało będzie mniej pieniędzy dla naszej spółki.

Jak więc widać nasz szpital zaczął staczać się po równi pochyłej.

poniedziałek, 23 maja 2011

Platforma odkryła karty

Wczoraj wieczorem Rada Regionu Dolnośląskiego PO zatwierdziła listy kandydatów do jesiennych wyborów parlamentarnych. W okręgu wyborczym nr 3, w skład którego wchodzą powiaty: górowski, milicki, oleśnicki, oławski, strzeliński, średzki, trzebnicki, wołowski, wrocławski oraz miasto na prawach powiatu –Wrocław, o mandat poselski ubiegali się będą:

1. Bogdan Zdrojewski
2. Ewa Wolak
3. Jarosław Charłampowicz
4. Sławomir Piechota
5. Aldona Młyńczak
6. Władysław Sidorowicz
7. Stanisław Huskowski
8. Lilla Jaroń
9. Marek Łapiński
10. Michał Jaros
11. Norbert Raba
12. ???
13. Roman Kaczor
14. Piotr Wołowicz
15. Renata Granowska
16. Sebastian Burdzy
17. Maria Domaradzka
18. Cezary Sierpiński
19. Marek Zalewski
20. Anna Wróbel
21. Dariusz Machiński
22. Wioletta Efinowicz
23. Dobrosława Dzierzgowska-Herman
24. Krystyna Jędrzejewska
25. Ewa Trybuyła-Kiernicka
26. Bożena Karaba
27. Krystyna Wróblewska
28. Maciej Zieliński

Na każdej z nich zostało jednak wolne miejsce 12. Na nie kandydatów wskaże przewodniczący Platformy Obywatelskiej - Donald Tusk.

Na pozycji nr 14 umieszczono obecnego starostę górowskiego – Piotra Wołowicza. Na drugiej pozycji znalazła się posłanka Ewa Wolak, która bardzo popierała „Bukietową” w jej aspiracjach do członkostwa w PO. Z jej powodu górowska platforma miała wiele bezsennych nocy i bólu głowy. Można rzec, że kandydatka nr 2 jest platformerską Kempą.

Na żadnej z list kandydatów do Sejmu nie odnajdziemy nazwiska obecnego wojewody dolnośląskiego – Marka Skorupy. Zrezygnował on z kandydowania z powodu zbyt niskiego miejsca proponowanego na liście. W praktyce oznaczać to może, iż obecny wojewoda wypadł z politycznego obiegu w PO i nie jest już trendy. W przypadku zwycięstwa wyborczego PO można się spodziewać, że będziemy mieli nowego wojewodę. Takie jest prawo buszu (pardon! – polityki).

Na listach wyborczych nie odnajdziemy również nazwiska marszałka dolnośląskiego – Rafała Jurkowlańca, co też może dziwić.
Listy z kandydatami na senatorów PO opublikuje później.

piątek, 20 maja 2011

Szkoła jak inne

Wyjazdowe posiedzenie Komisji Oświaty, Kultury i Sportu Rady Powiatu odbyło się wczoraj w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym w Wąsoszu.
Przewodniczący komisji Grzegorz Aleksander Trojanek z determinacją realizuje swoją obietnicę, iż radni poznają od wewnątrz funkcjonowanie każdej placówki podległej powiatowi.

Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy w Wąsoszu niedawno obchodził 50 lecie swojego istnienia. Placówka zajmuje się kształceniem specjalnym, które ukierunkowane jest na młodzież z upośledzeniem lekkim, umiarkowanym i znacznym. Dzieci i młodzież dotknięte upośledzeniem umysłowym uczą się tam w 11 oddziałach. Funkcjonuje szkoła podstawowa, gimnazjum, szkoła zawodowa oraz specjalna szkoła zawodowa. W chwili obecnej naukę w ośrodku pobiera 124 uczniów. Przy ośrodku funkcjonuje również internat, w którym od poniedziałku do piątku zamieszkuje 64 dzieci. Ośrodek zatrudnia 51 osób, z czego 30 osób stanowi kadra pedagogiczna. Każdy nauczyciel i wychowawca, by pracować w ośrodku musi mieć ukończony kurs oligofrenopedagogiczny (dział pedagogiki specjalnej zajmujący się nauczaniem i wychowaniem osób z upośledzeniem umysłowym).

Posiedzenie komisji rozpoczęło się od zwiedzenie ośrodka. Dyrektorka placówki – Wiesława Stuczyk – oprowadzała członków komisji po wszystkich pomieszczeniach, by mogli oni zorientować się w rzeczywistych potrzebach placówki.
Zwiedzanie rozpoczęto do strychu. Ośrodek ma duże potrzeby lokalowe i – jak wyjaśniła dyrektorka Wiesława Stuczyk – trzeba poważnie pomyśleć o adaptacji strychu, gdzie można by było przenieść administrację, co zwolniłoby pomieszczenia przez nią zajmowane. Za adaptacją strychu przemawia również fakt, że dach jest wyremontowany. Dachówkę na dach sprowadzano z Niemiec, gdyż w kraju nie było takiej, jakiej życzył sobie konserwator zabytków, bo ośrodek jest wpisany do rejestru zabytków. Radni mogli zobaczyć pomieszczenia do nauki, kuchnię gabinet lekarski, świetlicę, pralnię, pokoje i łazienki w internacie.

Podczas zwiedzania obiektu były też chwile zaskakujące. Oto z jednej z klas, gdzie odbywały się zajęcia plastyczne wyszła dziewczynka, która obdarowała wszystkich radnych wykonanymi przez dzieci sztucznymi kwiatkami. Na twarzach radnych widać było wzruszenie.

W innej klasie radni trafili na lekcję śpiewu. I tu również miał miejsce poruszający serca moment. Dwie dziewczynki zaśpiewały radnym wzruszającą piosenkę o „Laleczce z saskiej porcelany”. Refren tej piosenki brzmi doi dziś mi w głowie: „Twarz miała bladą jak pergamin/ Nie miała taty ani mamy /I nie tęskniła ani, ani... .”Widać było, że członkowie komisji słuchali piosenki z ogromnym wzruszeniem. Z sali wyszli wyciszeni i mocno zamyśleni.

Członkowie komisji zwiedzili również internat. Trzeba powiedzieć, że w pokojach, gdzie śpią dzieci jest ciasno. Duża liczba dzieci pragnących korzystać z internatu powoduję, że sypialnie są przytłoczone łóżkami i leżankami. Widać, że istnieje pilna potrzeba pomyślenia o rozbudowie internatu.

Dyrektorka ośrodka pokazała radnym plac zabaw, który kosztował 130 tys. zł. Jej marzeniem jest wybudowanie boiska sztucznego w miejscu, gdzie znajduje się plac zabaw. Placówka nie ma bowiem dość miejsca, by zbudować boisko gdzie indziej. Wówczas urządzenia z placu zabaw znajdą inne miejsce.

Po zwiedzeniu ośrodka dyrektorka Wiesława Stuczyk opowiadała radnym o pracy i problemach związanych z funkcjonowaniem placówki. I tak radni dowiedzieli się, iż na 124 osoby korzystające ze stołówki tylko 11 płaci za posiłek. Reszcie obiad opłacają Ośrodki Pomocy Społecznej. Szczerze i bez owijania w bawełnę dyrektorka stwierdziła, że 90% rodziców dzieci przebywających w ośrodku ma rodziców, którzy są niewydolni wychowawczo. Za tych rodziców sporo spraw trzeba załatwiać samemu. Tu padł przykład matki (ale bez nazwiska), która wybierała się do OPS – u niczym przysłowiowa „sójka za morze”.

Jeszcze do niedawna całodzienna stawka żywieniowa wynosiła 6,50 zł na 1 dziecko. Nowy Zarząd Powiatu podwyższył ją do 8 zł. Przebywające w ośrodku dziecko otrzymuje: pierwsze i drugie śniadanie, obiad i kolację. Obiady otrzymują wszystkie dzieci uczące się w ośrodku.

Dyrektorka poinformowała również radnych o problemach. A jak są problemy, to wiadomo, że stoi za nimi kasa. Z paragrafów przeznaczonych na zakup materiałów i usług szkole pozostało do końca roku ok. 3 tys. zł. Na szczęście placówka ma już zakupiony opał na zimę. Przy okazji okazało się, jak trafioną decyzję było pozostawienie tradycyjnej kotłowni węglowej. W innych jednostkach podległych powiatowi, gdzie ogrzewa je ZEC koszty ogrzewania wzrosły niebotycznie. O tym fakcie przypomniał wszystkim radny Władysław Stanisławski. Ośrodek na zakup środków czystości potrzebuje ok. 2 tys. zł miesięcznie.

Radni dowiedzieli się, iż od 3 lat ośrodek nie funkcjonuje w soboty i niedziele. Początkowo wywoływało to opór rodziców, z których wielu traktowało placówkę, jako miejsce stałego pobytu dziecka. Mowa była również o takim przypadku, gdy matka jednego z podopiecznych widywała swoje dziecko 3 czy 4 razy w roku, poza wakacjami oczywiście.

Przy ośrodku działa od 2 lat fundacja „Iskierka”. Jej celem jest gromadzenie funduszy wspomagających działanie placówki. Odbywają się bale charytatywne, z których udaje się pozyskać 6 – 7 tys. zł.
To właśnie dzięki gorącym sercom wspierającym fundację w najbliższym czasie dzieci wyjadą do Międzyzdrojów. Do tego wyjazdu dołożyło się również starostwo. Wyjazd dziecka na tę wycieczkę będzie kosztował rodziców 30 zł.

Dyrektor Wydziału Oświaty, Kultury i Sportu Starostwa Powiatowego – Sławomir Bączewski, poinformował radnych o finansowaniu ośrodka. I tu wbił nieomal wszystkich w zdumienie. Uczeń LO otrzymuje na swoja naukę ok. 4700 zł na naukę. W przypadku dzieci przebywających w ośrodku subwencja oświatowa na 1 dziecka stanowi 7,5 krotność subwencji przypadającej na ucznia LO. Wychodzi, iż na utrzymanie 1 dziecka w ośrodku otrzymujemy 35.000 zł. Budżet ośrodka powinien wynosić ok. 4,3 mln zł. A w rzeczywistości placówka ma ok. 2 mln zł (wraz z internatem). Rodzi się pytanie: co dzieje się z resztą pieniędzy?

Wicestarosta Paweł Niedźwiedź poinformował, iż nie są to pieniądze znaczone i zasila się nimi budżety innych szkół. Wygląda więc na to, iż zarówno LO, jak i ZS w Górze są na w sporej części na utrzymaniu dzieci z upośledzeniem lekkim, umiarkowanym i znacznym. Wiem, że to brzmi ponuro, ale jest prawdziwe.

Wicestarosta zadeklarował, iż Zarząd Powiatu wspomoże budowę boiska. To kwota ok. 60 tys. zł. Wydaje mi się, iż nikt dzieciakom z ośrodka łaski nie robi. Bo tak naprawdę, gdyby dostawali swoją subwencję w całości nikogo o nic prosić by nie musieli. Ale u nas tak jest, że po pieniądze dzieci z upośledzeniem lekkim, umiarkowanym i znacznym sięgają w imieniu silnych, zdrowych i szczęśliwych inni. I to bez zahamowań. Najmniejszych! A Zarząd ustępuje, bo nie ma siły i charakteru, by powiedzieć odpowiednieć sympatyczne słówko rodem… wiadomo skąd.

Zresztą o budowie boiska dyskutowano długo. Radny Władysław Stanisławski stwierdził, iż w tym roku należy wykonać dokumentację obiektu, by wiosną przystąpić do budowy.

Posiedzenie komisji dobiegło końca i radni rozjechali się do domów, by było już po godzinie 15.

czwartek, 19 maja 2011

Projekt obwodnicy

Na stronie internetowej Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei we Wrocławiu ukazało się ogłoszenie, na które długo czekaliśmy. Ma ono długi, ale interesujący tytuł: Prace projektowe dla inwestycji pn.:

"Budowa obwodnicy Góry w ciągu drogi wojewódzkiej nr 323 wraz z uzyskaniem decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID) w ramach zadania inwestycyjnego pn.: Drogi dojazdowe do mostu na Odrze w m. Ciechanów na odcinku Ciechanów - Góra wraz z obwodnicą Góry”.

W ogłoszeniu znajdziemy również parametry projektowanej obwodnicy. Planuje się wybudowanie drogi klasy G ½, co oznacza, że może ona być zaliczona do kategorii dróg krajowych, wojewódzkich lub powiatowych. Po jej wybudowaniu kierowcy w terenie zabudowanym będą mogli poruszać się z prędkością 50 i 60 km/h. Prędkość projektowa drogi ma wynosić 70 km/h.

Obwodnica ma mieć najwyższą nośność, która wynosi 115 kN/oś, czyli tyle ile most w Ciechanowie. Szerokość jezdni ma wynosić 7 metrów a obustronnej opaski 2 razy po 0,5 m. Projektant ma także zaprojektować ulepszone pobocza gruntowe o szerokości 2,25 m, które jednak w uzasadnionych przypadkach może mieć 1,5 m. Planowanym miejscem budowy obwodnicy jest obszar pomiędzy Górą a Jastrzębią.

Zamawiający, czyli DSDiK chce, by projektant wytrasował minimalnie 3 warianty przebiegu planowanej ob. wodnicy miasta Góry.

Na wykonanie projektu wygrywający przetarg będzie miał 24 miesiące. Składanie ofert na wykonanie projektu wyznaczono na 9 maja 2011 roku. Niestety na stronie internetowej DSDiK nie podano jeszcze informacji na temat firm, które przystąpiły do przetargu.

Można pokusić się o wyliczenie terminu powstania obwodnicy. Dwa najbliższe lata (2011 – 2013) upłyną na projektowaniu inwestycji. Załóżmy, że wszystko projektantowi pójdzie jak po maśle. Projekt będzie więc gotowy w połowie 2013 roku. Załóżmy również, że w drugie połowie 2013 roku rozpisany i rozstrzygnięty zostanie przetarg na budowę obwodnicy. Jak więc można ostrożnie szacować obwodnica dla miasta Góry powstanie najwcześniej w 2015 roku.

Poniżej widzą Państwo, jak będzie wyglądał przekrój projektowanej obwodnicy, dla której przewiduje się kategorię ruchu KR - 4.

środa, 18 maja 2011

Ale wałek! - II

Powróćmy do „Opinii dotyczącej rozliczenia inwestycji Budowa Strażnicy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Górze”. Autorzy tego dokumentu przeanalizowali zawarte protokoły i podpisane na ich podstawie umowy.

Ich zastrzeżenia wzbudził np. Protokół nr 4/08, który obejmował: budowę stacji transformatorowej (szacunkowy koszt - 100 000,00 zł) oraz budowę masztu antenowego (szacunkowy koszt - 60 000,00 zł).

"Na podstawie Protokołu nr 4/08 podpisano Umowę nr 5-1/08-09 z dnia 6 października 2008 r.. którą zawarto na budowę stacji transformatorowej, ale nie za kwotę 100000,00 zł, lecz za kwotę 157.021,63 zł.

W umowie nr 5-3/08-9 zawarto „wykonanie wolnostojącego masztu antenowego oraz roboty wykończeniowe” na kwotę 134 899,00 zł brutto. Maszt antenowy został rozliczony za kwotę 62. 068,08 zł brutto (Protokół mówił o 60.000 zł). W odniesieniu do robót wykończeniowych nie ma podpisu osoby upoważnionej do zaciąganiu zobowiązań finansowych w imieniu inwestora, czyli Starostwa Powiatowego".

Bulwersująco wygląda sprawa wymiany gruntu i podniesienia jego poziomu pod budynkiem Straży Pożarnej. W „Opinii…” czytamy:

Pierwszego uzgodnienia dotyczącego konieczności podniesienia poziomu posadzek i gruntu przy budynku, dokonano na spotkaniu w dniu 24 września 2008 roku. Z ustaleń tego spotkania sporządzono protokół uzgodnień (bez numeru). Na spotkaniu uzgodniono również zmianę materiału i grubości ścian fundamentowych oraz sposobu posadowienia południowej części głównego budynku (studnie zamiast wymiany gruntu). Jako powody zmian podano przyspieszenie tempa realizacji i oszczędność kosztów. Wskazano również na konieczność podwyższenia ścian fundamentowych w związku z podniesieniem poziomu posadzek.

Protokół konieczności nr 1/08, stanowiący podstawę do sporządzenia aneksu do umowy i zmiany zakresu prac, spisano 29 września 2008 roku, a sam aneks 3/08 6 października 2008 roku. W protokole, konieczność podniesienia posadzek i gruntu uzasadniono poziomem sąsiedniej drogi, wyższym o 20cm od zaprojektowanego poziomu posadzek i arbitralnie przyjęto, że poziom posadzek należy podnieść o 55cm.

Należy zauważyć, że przepisy nakazują jedynie, by posadzka w pomieszczeniach nie znajdowała się poniżej poziomu terenu przy budynku. Ponieważ sąsiednia droga znajduje się w odległości około 25m od budynku, nie było żadnych powodów natury technicznej, by zmieniać poziom posadzki w budynku.

Trudno też znaleźć jakiekolwiek przesłanki natury formalnej dla postulowanych zmian. Odprowadzenie wód opadowych można było wykonać za pomocą odpowiednich systemów odwodnień liniowych do kanalizacji deszczowej lub nawet rowów melioracyjnych. Byłyby to rozwiązania wielokrotnie tańsze od podnoszenia poziomu posadzek i gruntu”.


I dalej:


„Należy zauważyć, że na zdjęciach z 26 września 2008 roku ( fot. 29,30), a więc dwa dni po dokonaniu przez kierownika budowy wpisu w dzienniku budowy dotyczącego rozpoczęcia betonowania "studni betonowych" , widoczne są ławy fundamentowe wykonane dla około połowy części administracyjnej budynku głównego. Zatem ławy musiały być wykonane co najmniej pięć dni wcześniej (według dziennika budowy 19 września 2008 roku) - czyli przed spotkaniem 24 września 2008 roku na którym uzgodniono po raz pierwszy konieczność podniesienia poziomu gruntu i posadzek.


Co więcej, na tych zdjęciach widać, że poziom wierzchu ław jest niewiele niższy od poziomu terenu (około 15cm). Zgodnie z projektem ławy winny mieć wysokość 40cm i być posadowione na głębokości 108cm poniżej terenu, a więc ich wierzch powinien znajdować się blisko 70cm poniżej powierzchni terenu. Biorąc pod uwagę to, że fundamenty powinny być posadowione poniżej głębokości przemarzania, co w warunkach Góry odpowiada głębokości 80cm (czyli wierzch ławy na głębokości 40cm).


Należy stwierdzić, że w dniu 24 września konieczność podniesienia gruntu prawdopodobnie wynikała jedynie z niezgodnego z projektem wykonania fundamentów. A proponowana wysokość podniesienia 55cm wynikała z różnicy między projektowanym poziomem posadowienia a rzeczywistym (wykonanym) poziomem posadowienia.


Aneks nr 3/08 podpisano między innymi na podstawie przedstawionego przez wykonawcę kosztorysu: „Podniesienie poziomu 0,00". Kosztorys ten miał, zgodnie z protokołem konieczności, określić dokładną wartość prac przewidzianych w protokole, stosując stawki przyjęte w kosztorysie ofertowym. Niestety w kosztorysie tym brak powołań na pozycje kosztorysu ofertowego i przewiduje on szereg zmian oraz prace kompletnie nie związanych z podniesieniem poziomu gruntu. Podniesienie gruntu winno być wykonane przez podwyższenie ścian fundamentowych i ułożenie dodatkowej warstwy kruszywa lub pospółki pod wszystkimi przewidzianymi w projekcie warstwami. Tymczasem w przedstawionym do aneksu kosztorysie pojawia się pozycja obejmująca wykonanie 150m3 podkładów betonowych na podłożu gruntowym za ponad 47 000 złotych oraz wykonania podbudowy z kruszywa naturalnego warstwa górna 8cm za ponad 18 000 złotych.
Jako 150m3 rozliczono "studnie betonowe".

Pozycja podkłady betonowe na podłożu gruntowym, dotyczy zamiennego rozwiązania posadowienia południowej części budynku i nie była ujęta w protokole konieczności nr 1/08, więc nie powinno jej w ogóle być w kosztorysie dotyczącym podniesienia poziomu gruntu.

W kosztorysie zmieniono również inną pozycję dotyczącą posadowienia południowej części budynku. Pozycja opisana jako podbudowa piaskowo-żwirowa (wymiana gruntu), w kosztorysie ofertowym dotyczyła wymiany gruntu w pod południową częścią budynku. W kosztorysie „Podniesienie poziomu 0,00" obmiar tej pozycji całkowicie zmieniono. Przyjęto inną krotność wykonywanej podbudowy (grubość), inną powierzchnię oraz inną cenę jednostkową.

Zmiana grubości podbudowy, była związana z rezygnacją z wymiany gruntu na rzecz wykonania studni (w rzeczywistości studni nie wykonano !) pozycję zaś pozostawiono jako warstwę podbudowy podnoszącą poziom w budynkach (stąd zmiana powierzchni i grubości). Przyjęta dla tej (faktycznie nowej) pozycji kosztorysu powierzchnia odpowiada powierzchni budynków mierzonej między ścianami fundamentowymi bez garażu i myjni.

Zastrzeżenia budzi jednak przyjęta grubość. Przyjęto podbudowę o grubości 70cm, gdy poziom miał być podniesiony jedynie o 55cm. Ponadto w przypadku realizacji zgodnej z projektem (bez podnoszenia terenu), w budynkach przewidziano warstwy podłogowe o łącznej grubości około 40cm i zdjęcie jedynie 15cm humusu. Konieczne więc byłoby zdjęcie jeszcze około 25cm gruntu rodzimego, żeby pomieścić wszystkie zaprojektowane warstwy podłogowe. Natomiast przy podnoszeniu poziomu o 55 cm, nie ma potrzeby zdejmowania tych 25cm gruntu rodzimego i po zdjęciu humusu należy jedynie uzupełnić podbudowę o 30cm (55cm podniesiony poziom +15cm przestrzeni po humusie - 40cm podłogi).

Tak więc dodatkowa warstwa winna mieć grubość około 30cm (krotność 1,5) a nie 70cm (krotność 3,5). Podobnie w odniesieniu do pozycji „Podbudowa z kruszywa naturalnego - warstwa dolna”.

Przyjęty obmiar w zakresie powierzchni jest niejasny i nie odpowiada rozwiązaniom przyjętym w projekcie. Jego grubość 70cm (wynikająca z krotności 3,5) też jest za duża”.

Kropla w morzu oczekiwań

Nieco lepsze wiadomości płyną z Powiatowego Urzędu Pracy. W kwietniu bezrobocie na terenie powiatu górowskiego zmniejszyło się o 4,9%. Pracę w kwietniu na terenie powiatu uzyskało 199 osób. W tej liczbie 188 osób podjęło pracę niesubsydiowaną (z tego 137 osób pracę sezonową), 11 bezrobotnych otrzymało pracę subsydiowaną, 9 podjęło prace interwencyjne, 2 bezrobotnych znalazło zatrudnienie w ramach refundacji pracodawcy kosztów związanych z zatrudnieniem osoby bezrobotnej.

W nowej rzeczywistości prawnej 33 osoby otrzymały staże, co oznacza, iż po zakończeniu stażu pracodawca tych osób będzie zatrudniał je przez okres minimum 6 miesięcy. Szkolenia rozpoczęło 9 bezrobotnych a 11 bezrobotnych rozpoczęło prace społeczno – użyteczne.

Z rejestru bezrobotnych skreślono w kwietniu 7 osób, które odmówiły bez uzasadnionej przyczyny oferowanej im pracy. Aż 101 osób nie potwierdziło w kwietniu gotowości do podjęcia pracy i one również straciły status bezrobotnego.

W tym samym miesiącu po raz pierwszy zarejestrowało się w PUP otrzymując status osoby bezrobotnej 235 osób (115 kobiet).

Spośród 3345 bezrobotnych jedynie 553 osoby miały prawo do zasiłku, co stanowi 16,5% bezrobotnych. W gminie Góra prawo do zasiłku na koniec kwietnia miało 323 bezrobotnych spośród 1938, co daje 16,6%. Warto dodać, iż w stosunku do marca liczba osób z prawem do zasiłku zmniejszyła się w gminie Góra o 31 osób. W mieście Góra, gdzie odnotowano 1097 bezrobotnych prawo do zasiłku ma 186 osób (5,9%).

W gminie Wąsosz tylko 101 spośród 590 bezrobotnych miało prawo do zasiłku na koniec kwietnia (17,1%). W mieście Wąsosz zarejestrowanych było 236 bezrobotnych a prawo do zasiłku miało 48 osób (20,3%).

Nie lepiej sytuacja z zasiłkami wygląda na terenie gminy n Niechlów. Tam zasiłek otrzymuje 69 bezrobotnych spośród 496 (13,9%). W gminie Jemielno zarejestrowanych jest 321 bezrobotnych a otrzymujących zasiłek jest 60 osób (5,35%).

Status osoby bezrobotnej posiada aż 2012 mieszkańców miejscowości wiejskich (60,1%). Aż 51,8% bezrobotnych stanowią kobiety.

poniedziałek, 16 maja 2011

Pozytywny szum

W sobotnie popołudnie nad brzegiem Baryczy w Ryczeniu zrobiło się gwarnie i kolorowo. Z inicjatywy Unii Górowian oraz Grupy Inicjatywy Turystycznej SEZESKO zorganizowano spływ kajakowy z Ryczenia do Osetna.
Oba stowarzyszenia żyją z sobą w ścisłej symbiozie. Szef SEZESKA – Grzegorz Krzyżanowski jest również członkiem UG i wchodzi w skład Zarządu tego ze wszech miar pożytecznego stowarzyszenia.

By być w zgodzie z prawdą losem opuszczonego obecnie i pogrążonego w cichym smutku ośrodka wypoczynkowego zainteresował się szef UG – Zbigniew Józefiak. Wielu z Państwa pamięta lata świetności ośrodka w Ryczeniu. Moja pamięć sięga lat 70, gdy miejsce to tętniło życiem i było masowo odwiedzane w krótsze niż obecnie weekendy. Niestety, stało się tak, jak się stało i dzisiaj po ośrodku wypoczynkowym w Ryczeniu łza się jeno w oku kręci a wspomnienia wyciskają łezkę z oka.

Dobrze się wiec stało, że wokół tego miejsca zrobił się pożyteczny szum. Ale najważniejsze jest w tym szumie to, iż wywołali go ludzie będący członkami stowarzyszeń. To bardzo cenne inicjatywa oddolna, która moim zdaniem ma pełne szanse na szczęśliwy finał. O zaangażowaniu tych „szaleńców Bożych” niech świadczy fakt, iż społecznie uporządkowali oni teren nad rzeką, by w sobotnie popołudnie można było tam miło spędzić czas. W sumie przepracowali wraz z rodzinami ok. 250 godzin, by teren nadawał się do odbycia spływu i spełnił miejsce mogące odgrywać rolę „punktu obsługi turystycznej”.

Kilka minut po godzinie 15,00 uczestnicy spławu zaczęli wsiadać do kajaków. W tym miejscu należy podziękować burmistrzowi Wąsosza – Zbigniewowi Stuczykowi za bezpłatne użyczenie 9 kajaków dla uczestników spływu. Oprócz kajaków będących własnością gminy Wąsosz na rzece pojawiły się kajaki należące do stowarzyszenia SEZESKO.

Trzeba powiedzieć, że w tym momencie łza zakręciła się mi w oku, bo przypomniałem sobie, że minęły trzy dziesięciolecia z okładem od czasu, gdy pływałem z kolegami pontonem po Baryczy. Pogoda była śliczna, bo jak stwierdził szef UG „załatwił on to ze Stwórcą”. Płynąc niespiesznie uczestnicy spławu podziwiali uroki przyrody nad rzeką. Jest się czym zachwycać, bo jest w brzegach naszej Baryczy jakaś taka dzikość. Widać, że nie ma tu zbyt wielkiej ingerencji człowieka w przyrodę. Pod ogromnym wrażeniem uroku Baryczy znalazł się dyrektor Wydziału Oświaty, Kultury i Sportu – Sławomir Bączewski, który na co dzień mieszka w Głogowie.

Zauroczeni chyba byli wszyscy uczestnicy kajakowego spływu. Tak właśnie rodzi się miłość do kajaków i pragnienie przebywania pośród przyrody. Dodajmy do tego śpiew ptaków, szum lasów i szmer nurtu rzeki. Słów brakuje, by opisać wrażenia. Wicestarosta Paweł Niedźwiedź również kocha kajaki. Okazało się, że płynął już z Wąsosza do Ryczenia. Zajęło mu to ok. 4 godzin. Podczas sobotniego spływu płynął samotnie rozkoszując się ciszą i spokojem.

Po ok. 50 minutach dotarliśmy do Osetna. Wyciągnęliśmy kajaki na brzeg i oczekiwaliśmy na transport. Najpierw odjechały od nas kajaki, co wzbudziło nostalgie i smutek, a później przyjechał bus, który bezpłatnie użyczyła uczestnikom spływu burmistrz Irena Krzyszkiewicz.

Po powrocie do Ryczenia wszyscy uczestnicy spływu zostali poczęstowani pyszną grochówką oraz pieczenią. Apetyty dopisywały, bo towarzystwo już kilka godzin spędziło na świeżym powietrzu. Posiłek przygotowała restauracja „Rosette”, która również – obok UG – go sfinansowała.
Nad brzegiem rzeki zrobiło się rojno. Przybywały kolejne grupy ludzi pragnących ożywienia dawnego ośrodka. Pojawili się miłośnicy Nordic Walking (kochają chodzenie o kijkach) z Tomkiem Wybierałą na czele, który jest wielkim propagatorem i miłośnikiem tego sportu.

Wielkie zainteresowanie wzbudziło pojawienie się bryczki i trzech stylowo ubranych dżentelmenów z Grupy Jeździeckiej „CWAŁ”. Panowie Ryszard Hołownia i Wiesław Lisowski wyrazili również zainteresowanie współdziałaniem ich grupy w dziele przywracania ośrodkowi w Ryczeniu dawnej wielkości. Jeszcze w tym tygodniu odbędzie się spotkanie w tej sprawie. Można rzec, że sprawy ruszyły z „kopyta”.

Bardzo cieszyła obecność sołtysów naszych nadbaryckich miejscowości. W spotkaniu wzięły udział: sołtys Ryczenia – Katarzyna Bursztyńska i szefowa Osetna – Anna Dymkowicz.

Nie zabrakło przedstawicieli Nadleśnictwa Góra Śląska, którzy również są zainteresowani turystycznym wykorzystaniem naszych przepięknych lasów. Wyrazem dobrej woli leśników było dostarczenie drewna na ognisko.
Sobotni spływ kajakowy miał jeden podstawowy cel: zgromadzić razem ludzi, którym zależy na tym, by wokół naszej rzeki coś zaczęło się dziać. I to się w pełni udało. Siły społeczne nie zawiodły.

Gorzej jednak z samorządami. Przedstawiciele samorządu powiatowego byli w silnym składzie, obecna na spotkaniu była burmistrz Irena Krzyszkiewicz i przewodniczący Rady Miejskiej – Andrzej Rogala. Natomiast kompletnie zawiedli wójtowie Jemielna i Niechlowa oraz burmistrz Stuczyk. Ten ostatni ma osiągnięcia w turystycznym wykorzystaniu rzeki i szkoda, że nie przybył, bo chętnie wszyscy wysłuchaliby jego uwag na temat funkcjonowania szlaku kajakowego na terenie gminy Wąsosz.

Spotkanie miało też doprowadzić do narodzin partnerstwa lokalnego, dzięki któremu będzie można sięgnąć po fundusze unijne. W takim programie muszą uczestniczyć organizacje pozarządowe (te już się zadeklarowały), przedsiębiorcy (na razie jest Rosette) oraz samorządy (górowski się zadeklarował).

Wszystko więc wydaje się układać jak najpomyślniej z widokami na reaktywację funkcjonowania ośrodka w Ryczeniu. Czy to się uda? Wydaje się, że jest ogromna szansa na sukces. Zbyt wiele osób zaangażowało się to szlachetne przedsięwzięcie, by mogło ono upaść na skutek czyjegoś widzimisię.

Do Góry powróciłem korzystając z uprzejmości członków „Grupy Jeździeckiej CWAŁ. Bryczka powożona pewną ręką przez Wiesława Lisowskiego mknęła leśnymi drogami. To była piękna jazda! Konie znały na pamięć drogę do domu. Jak stwierdził Ryszard Hołownia „mają one swoje końskie GPS – y”. Trzeba to przeżyć, by opisać, jak czymś cudownym jest jazda po lesie, gdy zachodzi słońce i w lesie panuje półmrok. Można odnieść wrażenie, iż za chwilę zmaterializuje się bajka o Czerwonym Kapturku a w leśnej gęstwinie zapocona wilcze oczy.