poniedziałek, 12 stycznia 2009

Górowska familiada

Po raz trzecie odbyła się ostatnią niedzielę w hali „Arkadia” impreza, której głównym bohaterami byli przedszkolacy Przedszkoli nr 1 i 3. Przed godzina 14 hala zaczęła zapełniać się dziećmi i dorosłymi. Milusiński towarzyszyły matki, ojcowie, babcie, dziadkowie, którzy przy takich okazjach zawsze spełniają życzenia dzieci.
Spotkanie przedszkolaków jest jedną z imprez towarzyszących Finałowi Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Cieszy się ono niesłabnącym zainteresowaniem tak dzieci jak i ich rodziców. Największe emocje są oczywiście udziałem milusińskich, którzy bardzo przeżywają swój występ.
W tym roku organizatorzy wnieśli do tej pierwszorzędnej zabawy dodatkowy element. Po raz pierwszy w rozgrywkach piłkarskich wzięły udział mamusie przedszkolaków.
Imprezę poprzedziło zbiorowe zdjęcie wszystkich uczestników tegorocznej edycji rozgrywek.



Pierwszym punktem programu był mecz tatusiów. Walka była zacięta, ale jednostronna. Zwyciężyli tatusiowie stanowiący reprezentację Przedszkola nr 3. Wynik nie jest tu ważny. Ważne były emocje, które towarzyszyły temu pojedynkowi. Drogie małżonki z zapartym tchem śledziły poczynania wybrańców swoich serc na boisku. Potomstwo nie szczędziło gardeł, by dopingować swoich ojców, których wydawane ochy! i achy! jakby trochę stremowały. Panowie odebrali gratulacje i dyplomy od prowadzącego imprezę Stanisława Żyjewskiego i rzęsiste brawa od publiczności.














Kolejną atrakcja popołudnia był pojedynek „mamuś”. Panie weszły na parkiet równie stremowane jak ich mężczyźni życia. Mecz miał niezwykle zacięty przebieg. Niektórzy z panów przecierali ze zdumienia oczy widząc swoje małżonki walczące na boisku do upadłego. Tak, tak. Okazuje się, że żony potrafią nie tylko w kuchni – i gdzie tam jeszcze co sobie kto wymarzy – ale również na arenie piłkarskich zmagań. Mecz był do tego stopnia zacięty, iż w regulaminowym czasie było 1 do 1. Stanisław Żyjewski zarządził regulaminowe karne, bo mecz bez rozstrzygnięcia jest jak zupa bez soli. W karnych lepsze okazały się reprezentantki Przedszkola nr 3.













Nadszedł czas na pojedynek gigantów i jednocześnie hit – hitów tego popołudnia. Napięcie sięgnęło zenitu gdy na boisku pojawiły się reprezentacje obu przedszkoli. Tu należy powiedzieć, iż zarówno Stanisław Żyjewski – oraz panie opiekujące się maluchami – mieli sporo pracy. Uporządkować ruchliwe niczym rtęć stadko kilkulatków graniczyło z cudem. Przedszkolaki bowiem całą swoją uwagę skupiły na piłce, która była ich największym przedmiotem pożądania w tym momencie. Kiedy już udało się uporządkować nieco przemieszane drużyn i z grubsza wyjaśnić, która drużyna w którą stronę piłkę kopie, rozpoczęła się gra. Gra – szanowni Państwo – to za mało powiedziane! To było istne szaleństwo. Nikt się nie oszczędzał. Ataki przenosiły się z jednej połowy boiska na drugą błyskawicznie. Z obawą spoglądałem na sufit hali, albowiem tupot tak wielu małych nóżek mógł przynieść nieobliczalne konsekwencje. Nóżki niby małe, ale jakie energiczne! Trzeba też wspomnieć, iż nasi milusińscy potrafią tak pokombinować, by wyjść na swoje. Jeden z zawodników z gąszczu nóg sprytnie wyłuskiwał piłkę i stosował przepisy żywcem wyjęte z rugby. Brał ją pod pachę a gdy już znalazł się poza nadmiernie zagęszczonym polem rywalizacji rzucał ją przed siebie i gnał na bramkę rywali. Zdarzały się również takie sytuacje, iż piłka na wiele sekund ginęła pomiędzy skupionymi wokół niej zawodnikami i absolutnie nikt jej nie widział. Milusińscy byli bardzo waleczni. Upadki, potknięcia, nieumyślne faule nie robiły na nich najmniejszego wrażenia. Każdy poszkodowany podnosił się błyskawicznie i z wypiekami na twarzy poszukiwał wzrokiem rzeczy najcenniejszej tego popołudnia – piłki. W regulaminowym czasie mecz zakończył się remisem 1 do 1. Stanisław Żyjewski orzekł: - wykonujemy karne. Chętnych do ich egzekucji było więcej niż przewidywał regulamin. Opiekunki maluchów jakimś tylko im wiadomym cudem udało się wytypować egzekutorów.
Emocje sięgnęły zenitu. Rodzice i obecni krewni zerwali się z miejsc. Wszyscy z zapartym tchem śledzili strzelanie rzutów karnych. Jęki zawodu i rozczarowania towarzyszyły niecelnym strzałom. Tego dnia szczęście towarzyszyło reprezentacji Przedszkola nr 3, i to ona zgarnęła całą pulę.
















Niedzielne zmagania w „Arkadii” są znakomitym przykładem na powodzenie i skuteczność tego typu rodzinnych imprez. Wszyscy bawili się znakomicie w serdecznej i sympatycznej atmosferze. Stanisławowi Żyjewskiemu, nauczycielkom wychowania przedszkolnego, rodzicom i dzieciakom należą się słowa uznania za zrobienie tak fantastycznego nastroju. Zresztą, Stanisław Żyjewski zapowiedział publicznie, że „pójdzie za ciosem”. W przyszłym roku planuje on wzbogacenie imprezy o dodatkowe punkty programu, które zwiększą jej atrakcyjność i poszerzą grono uczestników i odbiorców.
Moim zdaniem należy rozwijać tego typu formy wypoczynku i zabawy. Może dobrą drogą do tego byłoby zorganizowanie raz w roku czegoś na kształt powiatowego turnieju familijnego?

Bieg w szlachetnej intencji

XVII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Górze miał bardzo bogatą oprawę. Głównej imprezie, która odbywała się w Domu Kultury, towarzyszyły inne imprezy. Jedną z nich był zorganizowany przez Ośrodek Kultury Fizycznej w Górze bieg „Policz się z Cukrzycą”. Celem imprezy jest zwrócenie uwagi opinii społecznej i mediów na problemy niemal dwumilionowej społeczności polskich diabetyków, czyli osób chorych na cukrzycę.
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy już od kilku lat aktywnie angażuje się w pomoc cukrzykom, głównie poprzez swój „Program Leczenia Pompami Insulinowymi Dzieci z Cukrzycą”. W jego ramach zakupiono i rozdano dzieciom w wieku 0 - 10 lat ponad 3000 osobistych pomp insulinowych. Stawia to nasz kraj na pierwszym miejscu na świecie pod kątem leczenia tak małych dzieci osobistymi pompami insulinowymi (najmłodszy pacjent podłączony do pompy miał 2 tygodnie).
Do biegu w Górze zapisało się 19 zawodniczek i zawodników: Joanna Piekarska, Tadeusz Kryszczuk, Krzysztof Głuszko, Krzysztof Głuszko – junior, Wojciech Wiśniewski, Andrzej Durbajło, Marek Sady, Andrzej Młynarski, Jacek Rzyski, Hubert Karyś, Jakub Mikołajczyk, Kamila Boguszewska, Magdalena Buda, Michał Gęstwa, Julita Kruszka, Przemek Skoczylas, Bartosz Tomaszewski, Michał Ratuś, Krzysztof Cempura, Piotr Chalicki. Nie wszyscy uczestnicy biegu byli dotknięci tą uciążliwą chorobą, biegli również ludzie zdrowi, którzy w ten sposób wyrazili swoją solidarność z tymi, którym ta choroba tak bardzo komplikuje życie. Start nastąpił o godzinie 13 spod Domu Kultury.
W równym tempie, bo nie o palmę pierwszeństwa chodziło w tej imprezie, przy pięknej słonecznej pogodzie uczestnicy biegu pokonali trasę: spod Domu Kultury, ulicami – Hirszfelda, Kościuszki, Żeromskiego, dwa razy dookoła Pl. B. Chrobrego, by powrócić tym samym szlakiem na metę pod Dom Kultury. Uczestnikom biegu towarzyszyły wozy policyjne i karetka pogotowia. Podczas biegu jadąca w radiowozie Jolanta Ludkowska, która na bieżąco przez głośniki, komentowała przebieg sportowych zmagań. Po około 15 minutach uczestnicy zameldowali się na mecie. Wszyscy ukończyli bieg i każdy został nagrodzony za swój wysiłek dyplomem, które wręczał dyrektor OKF – Ryszard Wawer. Ta piękna i szczytna idea biegu, który w Górze odbył się po raz pierwszy zasługuje na najwyższe uznanie dla jego organizatorów. W niedzielne wczesne popołudnie swój wolny czas poświęcili dla biegaczy Jan Dwornik, Krzysztof Łuksiewicz i Sławomir Kowalski. Podziękowania należą się też policji i pracownikom pogotowia. Wypada mieć nadzieję, iż za rok na starcie pojawi się jeszcze więcej uczestników.
















piątek, 9 stycznia 2009

Poza prawem

Kiedy w lipcu 2008 roku informowałem Państwa, iż dobiega końca pobyt rawickiej firmy „TE – MED.” W budynku „starej przychodni” nie sądziłem, iż Zarząd Powiatu powołany (autorstwa Władysława Stanisławskiego) da mi jeszcze powód, by do tematu powrócić. Przypomnijmy pokrótce o co chodzi. „TE – MED” od roku 2002 przejęła – w bardzo do dnia dzisiejszego niejasnych okolicznościach – opiekę zdrowotną nad znaczną częścią pacjentów, którzy dotąd należeli do SP ZOZ w Górze. Równocześnie wydzierżawiono dla „TE- MED” – u pomieszczenia w „starej przychodni”. Cena za 1 m kw. Wynosiła początkowo 2 zł + media. Później wzrosła do 2,50 za m kw. + media, by podnieść się na zawrotną kwotę 2,70 zł za m kw. + media w roku 2007. Później ja rozpocząłem kampanię na rzecz normalnego czynszu a nie śmiesznych paru groszy i z pomocą kilku radnych – przyjaciół w marcu 2008 roku udało się podnieść czynsz do 5,20 zł/m kw. Ta stawka absolutnie mnie nie zadawalała i dalej prowadziłem akcję na rzecz urealnienia czynszu. Starania te uwieńczone zostały sukcesem i Rada Powiatu w końcu uchwaliła nowe stawki. Z moją najwyższą radością spotkała się propozycja Przewodniczącego Rady Powiatu, by stawka za m kw. wynosiła z dniem 1 maja 2008 r. – 10 zł za m kw. + media. Wydawało się, że sprawa jest załatwiona. Jednak tylko się wydawało.
A oto fragment z protokołu posiedzenia Zarządu, które odbyło się 3 lipca 2008 roku. „Z Wydziału Geodezji, Katastru i Nieruchomości otrzymaliśmy pismo dotyczące odmowy podpisania aneksu do umowy najmu lokali w budynku położonym w Górze przy ulicy Armii Polskiej 8 przez NZOZ TE – MED. Opinia radcy prawnego zawiera wyjaśnienie, iż zgodnie z warunkami umowy najmu zmiana stawki czynszu może być zastosowana jeden raz w roku. Zmiana stawki nastąpiła na podstawie aneksu z dnia 5 lutego 2008 roku, stąd zmiana wysokości czynszu od dnia 1 maja 2008 roku nie znalazła zastosowania. Zarząd Powiatu ustalił, iż należy dokonać wypowiedzenia umowy najmu dla NZOZ TE – MED z zakończeniem terminu wypowiedzenia przypadającego na koniec grudnia 2008 r.”.
Wypowiedziano umowę najmu „TE – MED” – owi, który kupił budynek za „Polonią” i tam miał zamiar przenieść swoją siedzibę. Ale nie zdążył z remontem! A jak trwoga to do Zarządu.
A Zarząd z troska pochylił się nad firmą i z dniem 10 grudnia sporządzono aneks do wypowiedzianej przez „TE – MED.” Umowy, który pozwala temu podmiotowi na przebywanie w dotąd dzierżawionych pomieszczeniach do końca miesiąca stycznia 2009 r. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie taki oto drobiazg. Cena za 1 m kw. wynosi … 5,20 zł + media. A jest to cena z sufitu wzięta. Mamy bowiem nową uchwałę, która określa wysokość stawki za 1 m kw. na poziomie właśnie 10 zł + media. Skąd więc wzięło się 5,20 zł? A oto należy spytać sygnatariuszy tego aneksu. Widnieją pod nim podpisy „Bukietowej” i Tadeusza „Urodzonego Dyrektora” Bireckiego. Aneks kontrasygnował skarbnik powiatu – Wojciech Pospiech.
Do niego tez zwróciłem się z prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Poinformowałem o zaistniałym fakcie i o tym, iż stawka zawarta w aneksie do umowy jest nieaktualna, bo mamy nową uchwałę w tej sprawie. Skarbnik przyznał mi rację i poszedł sprawdzić podane przez mnie fakty. Potwierdził, że jest tak jak Państwu to przedstawiłem i obiecał interwencję. O jej skutkach Państwa poinformuję.
Należy wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Nad wypowiedzeniem umowy dla „TE – MED.” – u obradował Zarząd. Nad przychyleniem się do prośby o przedłużenie umowy Zarząd nie obradował, bo nie znalazłem tego w żadnym z protokołów z jego posiedzeń. Tak więc mamy tu do czynienia z inicjatywą własną „Bukietowej„ i „Urodzonego Dyrektora”.
Jak Państwo spostrzegli ta dobrana niczym w korcu maku para („Wart Pac pałaca a pałac Paca”) ma w dupie uchwały Rady Powiatu a więc i radnych. Zresztą, na ich miejscu to wolałbym udawać, że rzeczywiście ma się w „dupie” niż wyjść na skończonych prawnych idiotów.
A może za takim postępowaniem kryje się cos więcej niż tylko dwie wymienione przeze mnie przyczyny?
Ciekawe co na to powie ich Dobrodziej i Pan – Bob Budowniczy? Założę się, że tradycyjnie nic nie wiedział, bo to już taka jego nowa świecka tradycja – nie wiem, nie wiedziałem, nie mam wpływu! Tyle, że w to już nikt z wyjątkiem baranów i imbecyli nikt już nie wierzy.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Karciana promocja

Zarząd Powiatu podczas swoich posiedzeń nacechowanych brakiem nawet najmniejszych śladów dyskusji i połączonej z tym wymiany myśli, podejmuje też decyzje. Trudno na podstawie zawartości tych – umownie powiedzmy „protokołów” – wysnuć jakikolwiek wniosek na temat logicznych i merytorycznych podstaw podejmowania decyzji. Dyskusji i wymiany myśli brak, ale decyzja podjęta. Duża sztuka!
W „protokołach” można wyczytać i prześledzić np. kierunki polityki kulturalnej i sportowej, którą preferuje Zarząd. Czcigodni ojczulkowie i ciotki podejmują decyzje o dofinansowaniu imprez sportowych, konkursów, zawodów, nagród. Już niegdyś pytałem o regulamin, na podstawie którego przezacny Zarząd decyduje o przyznaniu środków finansowych na powyższe cele. Odpisano mi, że w chwili obecnej nie ma takiego regulaminu, ale będzie. Tradycji stało się zadość: nikt ci nie da tyle, ile obieca Zarząd.
Prześledziłem kilka protokołów dotyczących przyznawania dofinansowania. Można po ich przestudiowaniu wyciągnąć kilka wniosków, które wcale nie są budujące.
Największą szansę na dofinansowania maja miłośnicy gier karcianych.
I tak np. na posiedzeniu tego gremium (26 września 2008) czterem grajkom karcianym przyznano na wyjazd do Bolesławca (Mistrzostwa Polski Samorządowców) 1500 zł. (Srogi i gospodarny Zarząd obciął postulowaną kwotę 1750 zł aż o 250 zł.). Na czele ekipy naszych samorządowców stanął wicestarosta Tadeusz Birecki. Wypada więc po 375 zł na łeb.
Inny przypadek. Dyrekcja LO w Górze: „złożyła wniosek o udzielenie dofinansowania do organizacji wymiany międzynarodowej pomiędzy młodzieżą z LO w Górze a uczniami ze szkół w Borgo we Włoszech. Wniosek o dofinansowanie opiewa na kwotę 6 000 zł z przeznaczeniem na częściowe pokrycie kosztów transportu. Zaproponowano udzielenie dofinansowania w wysokości 2 tyś. zł.” (posiedzenie z 30 października 2008 - jak widać tu też Zarząd zadbał o środki publiczne i ciachnął je o 4000 zł.). W wyjeździe uczestniczyło 20 uczniów. Jak więc Państwo widzą na jednego ucznia Zarząd przyznał wspaniałomyślnie i z gestem po całych 100 zł! Widać więc, że poznawanie kultury innego kraju, doskonalenie opanowania języka obcego nie jest najważniejsze. I z tego młodzież powinna wyciągnąć wnioski. Nie uczyć się języków, nic nie wiedzcieć o świecie, ale dniami i nocami łupać w karty! Wziąść przykład z członków Zarządu. Żadnych obcych języków nie znają a jak wysoko zaszli?! Wtedy znajdziecie uznanie w oczach członków, Zarządu rzecz jasna, i też dostaniecie po 375 zł na łeb.
Kolejny przykład. Posiedzenie z dnia 26 września 2008 r. MKS „Pogoń” Góra złożył wniosek: "o udzielenie dofinansowania do zakupu strojów sportowych dla sekcji juniorów piłki siatkowej. Sekcja ta na bieżący sezon tj. 2008/2009 została zgłoszona do rozgrywek „Dolnośląskiej Ligii Juniorów”. W sekcji są uczniowie z terenu powiatu górowskiego uczęszczający do Zespołu Szkół w Górze, do LO w Górze a także uczniowie z Gimnazjum Nr 1 i Nr 2 w Górze. Zaproponowano udzielenie dofinansowania w wysokości 2000zł.”.
W sekcji tej – której działalność i grę mam okazję często obserwować – gra 15 młodych ludzi. Wspaniałomyślny i popierający – przede wszystkim werbalnie – młodzież Zarząd dał więc im na głowę po 133,33 zł. Duży wyraz uznania dla młodzieży, która zamiast chlać po parkach, urządzać dzikie brewerie – trenuje i reprezentuje nas na zewnątrz. A jaka zachęta dla ich następców!? Dalekowzroczność Zarządu autorstwa Boba Budowniczego nie ma granic. Ich oczy patrzą w przyszłość, ale przez tył głowy. I jakoś nikt nie pomyślał, by sprawę strojów sportowych dla juniorów załatwić poważnie. Bo czym są ci młodzi ludzie? Są żywą promocja powiatu. Tyle, że na koszulkach nie ma nawet herbu powiatu, bo za te pieniądze być nie może. Nie muszę dodawać, że już buty siatkarscy juniorzy kupują sobie sami. Ale kto tam będzie przejmował się takimi drobiazgami? Zarząd Powiatu?! Wszak lepiej wydać – jak w roku 2008 - 5000 zł na karcianą imprezę pod nazwą „Mityng brydżowy”. Tłumy górowian walą na taki mityng. Ludzie z zapartym tchem śledzą punktacje i rozdania. Telewizja transmituje rozgrywki na żywo. Tłumy dziennikarzy, fotoreporterów. Przez tydzień temat nie schodzi z nagłówków prasy lokalnej. Widownia jest zapełniona niczym brzuch myszy kościelnej na przednówku.
To, że żadnej rozsądnej polityki wydawania pieniędzy na różne imprezy nie ma – wątpliwości nie ulega. Nie ma pomysłu – i wiedzy – na opracowanie długofalowego programu rozwoju i wspierania sportu, kultury, turystyki. A przecież powiat dysponuje na ten cel środkami, i to wcale nie małymi. Zarząd Powiatu nie jest zdolny do stworzenia takiego programu, bo nie ma koniecznych do tego mocy intelektualnych i wiedzy na ten temat. Skąd zresztą może mieć, skoro moje oczy nie widują nikogo z nich na żadnych imprezach sportowych. A jak już przyjdą, to by zaszczycić, coś zabełkotać i na tym koniec. Szczególnie lubią kochać sport przed kolejnymi wyborami. Wtedy są pełni zatroskania, dobrych chęci i zrozumienia. Ale czy ktoś jeszcze da się nabrać na te tandetne numery?