poniedziałek, 25 maja 2009

"Królowa nauk" na sportowo


22 maja odbył się VII Powiatowy Turniej – "Dzień Matematyki i Sportu", w którym wzięło udział 96 uczniów z 12 szkół podstawowych naszego powiatu. Tegorocznym gospodarzem turnieju była Szkoła Podstawowa w Czarnoborsku, która zorganizowała zawody w zawsze otwartej i gościnnej hali „Arkadia”

Organizatorem turnieju był Powiatowy Zespół Nauczycieli Matematyki i Powiatowy Zespół Nauczycieli Wychowania Fizycznego działający PCDNiPPP w Górze.
Warto tu wspomnieć, iż pomysłodawcą turnieju był w roku 2003 obecny dyrektor PCDNiPPP – Bernard Bazylewicz. Celem turnieju jest propagowanie matematyki wśród młodzieży, rozwijanie jej zainteresowań sportowych i wychowanie w duchu sportowej rywalizacji.

Trzeba przyznać, iż połączenie „królowej nauk” ze sportem okazało trafionym pomysłem. Recepta na sukces jest prosta. Turniej składa się z pięciu konkurencji sportowych i pięciu matematycznych. W każdej z tych konkurencji można zdobyć od 0 – 14 punktów. Na równi traktowane są wiadomości z matematyki i umiejętności sportowe. Każda szkoła wystawia drużynę składającą się z ośmiu osób – 4 dziewcząt i 4 chłopców.
W sześciu turniejach, które rozegrano w latach 2003 – 08 zwycięstwo odnosiła Szkoła Podstawowa nr 3 w Górze.

W tym roku hegemonia ta została przełamana przez górowską „jedynkę”, która po raz pierwszy wygrała turniej. Drużyna z tej szkoły zdobyła 120 p., na 140 możliwych. Opiekunami zwycięskiej drużyny byli: Beata Rogowicz (nauczycielka w – f) oraz matematyk – Paweł Kwasik.

Tylko dwa punkty mniej w swoim turniejowym dorobku zdobyła drużyna z Publicznej Szkoły Podstawowej w Wąsoszu. Opiekunami wicemistrzów byli: Danuta Klinszport (w – f) oraz matematyczka Halina Wójcik.

Trzecie miejsce zajęła drużyna z Publicznej Szkoły w Czarnoborsku, która zdobyła 116 punktów. Byli oni rewelacją w części matematycznej, gdyż jako jedyni zdobyli komplet punktów (70/70!) w tej części turnieju. Opiekunami matematycznie uzdolnionych uczniów z tej szkoły było małżeństwo: Kamila i Tadeusz Szelestowie.

Uczestnicy turnieju świetnie się bawili, podobnie jak widzowie. Można tylko wyrazić żal, iż turniej nie odbywa się w bardziej dogodnym terminie, np. w godzinach popołudniowych. Być może frekwencja byłaby większa, gdyż wielu z rodziców, babć i najbliższej rodziny chciałoby zobaczyć swoich najbliższych w akcji./
Na terenie powiatu górowskiego mamy 14 szkół podstawowych. W rozgrywkach nie uczestniczyły dwie: „podstawówka” w Witoszycach (gmina Góra) oraz szkoła w Irządzach (gmina Jemielno). Tam chyba nie uczą matematyki i wychowania fizycznego, bo jak sobie inaczej można wytłumaczyć nieobecność reprezentacji tych szkół?

































piątek, 22 maja 2009

Górowski Eden


Niespostrzeżenie minie wkrótce pięć lat od oddania do użytku hali widowiskowo – sportowej – „Arkadii”. Obiekt wpisał się na trwałe w górowski krajobraz i znany jest wszystkim.
Pamiętam rok 2001, kiedy to jesienią spłonęła sala gimnastyczna w ówczesnym Zespole Szkół Zawodowych. Była to wielka tragedia, gdyż nasze miasto dotkliwie odczuwało brak tego typu obiektów. Budowano wówczas, co prawda, salę dla gimnazjum nr 2, ale utrata obiektu przy ZSZ była bardzo dotkliwa.

W 2001 roku ówcześni starostowie: Sławomir Rutecki oraz Krzysztof Mielczarek rozpoczęli starania o zdobycie funduszy na budowę hali. Sytuacja była korzystna gdyż w owym czasie mieliśmy w sejmiku dolnośląski dwóch radnych: Stanisława Hoffmanna i Stanisława Żyjewskiego, którzy ostro lobowali za przyznaniem funduszy na ten cel spoza skromnego funduszu powiatu. Trzeba tu podkreślić rolę Stanisława Żyjewskiego, który bardzo mocno zaangażował się w projekt budowy nowej hali. Nie szczędził czasu i dużym poświęceniem starał się, by władze szczebla wojewódzkiego spojrzały przychylnie na nasz projekt.

Decydenci wpadli na wspaniały pomysł, by zbudować halę nowoczesną, która stanie się centrum wydarzeń sportowych w skali powiatu. Trzeba też wspomnieć, iż pomysł budowy „Arkadii” napotkał na cichy sabotaż ze strony niektórych ówczesnych decydentów na szczeblu gminy. Zakulisowe i wredne działania tych jełopów doprowadziły do utworzenia komitetu protestacyjnego, który absolutnie nie zgadzał się na zbudowanie hali na terenie boiska gimnazjum nr 1. Było protesty, mówiono o odbieraniu dzieciom miejsca do uprawiania sportu a boisko bujnie porastała trawa. Na szczęście opór zgaszono siłą spokojnych rozmów z ówczesną dyrekcją gimnazjum nr 1, przekonano do idei rodziców dzieci uczęszczających do tej szkoły a i sama młodzież zapałał radością na wieść o wzniesieniu nowoczesnej hali. A krytycy zachowywali się niczym kwoka, która gdacze, gdy inni znoszą jajka.

Pod koniec sierpnia 2002 roku dokonano wmurowania aktu erekcyjnego pod halę. W grudniu 2004 roku obiekt zaczął funkcjonować. Zarządzającym „Arkadią” został Stanisław Żyjewski. Fakt ten nie spotkał się z uznaniem wśród wielu radnych powiatowych. Starostowie byli jednak nieugięci w tej sprawie i nie pozwolili, by „Arkadia” znalazła się w rękach ludzi o sporcie nie mających nawet anemicznego pojęcia.

Przez pięć lat „Arkadia” była areną wielu wydarzeń sportowych. O tym jednak napiszę w kolejnym poście. Teraz chciałbym Państwu przybliżyć inną twarz hali. Dużo osób wie, ale też sporo jeszcze nie wie, iż perłą w koronie tego obiektu jest „Park Edukacji Ekologicznej im. Jana Pawła II”. Pomysł był Stanisława Żyjewskiego, który do utworzenia tego przedsięwzięcia przekonał Nadleśnictwo Góra Śl.

Park zajmuje obszar 17 arów. Na tym niewielkim obszarze zgromadzono ok. 500 gatunków krzewów, drzew i roślin, które odnaleźć możemy na 5 kontynentach. Całość wygląda imponująco, ale też i bardzo uroczo. Środek parku zdobi wysepka otoczona wodą, na której wzniesiono drewnianą budowlę kształtami przypominającą nieco azjatycką pagodę. W budowli tej znajduje się grill oraz stoły i ławki, na których można posiedzieć i wsłuchać się w szmer tryskającej z dwóch fontann wody. Kiedy spojrzymy w lustro wody zobaczymy dziesiątki wygrzewających się w słońcu barwnych ryb. Dokoła otaczał nas będzie tatarak i lilie wodne. Pilny obserwator zauważy liczne ptaki, które przysiadają na kamiennym brzegu i gaszą swoje pragnienie.

Wiosną w powietrzu krzyżują się liczne zapach kwitnących roślin. Często są one tak intensywne, że człowiekowi może zakręcić się w głowie. Wiosna w parku przy „Arkadii” przybiera najcudowniejsze barwy i zapachy. Fantastyczny jest widok setek pszczół uwijających się w twórczym akcie zapylania. W ciszy można godzinami wsłuchiwać się w wydawane p[rzez nie głosy. Niesie to z sobą ukojenie dla każdego, kto szuka wytchnienia i pragnie zastanowić się nad sobą i światem.

Cudowne w parku są zmierzchy. Słońce pieści ostatnimi promieniami bujną zieleń parku, którego kolory zmieniają się z minuty na minutę. Gdy robi się ciemno błyskają świtała 18 lamp ogrodowych. Uczestnik tego spektaklu znajduje się w barwnym mroku. Z biegiem czasu zaczyna się dostrzegać biel kwiatów. Jest to inna biel, niż ta widziana w dzień. Rośliny przybierają najbardziej fantastyczne kształty a wszystko spowija jakaś aura nierzeczywistości i tajemniczości. W głębokiej ciszy, która w tym czasie panuje w tamtej okolicy, słychać solowe popisy świerszczy i urocze dyskusje żab. I to jest najbardziej czarowny moment w tym miejscu, które wówczas można uznać za ziemski Eden. A kiedy zapalają się lampy oświetlające bryłę budynku efekt jest zwielokrotniony i wprost oszałamiający. Wydłużają się cienie wszystkich rzeczy i roślin w ogrodzie i poczuć można zazdrość, że park nie jest miniaturą, którą można zabrać do domu.

Bywam w parku, dość często, i zauważyłem, że miejsce to cieszy się dużym powodzeniem wśród mieszkańców Góry. Szczególnie lubią przychodzić tam młode mamy ze swoimi milusińskimi. Przerywam wówczas czytanie, któremu się w tym miejscu z pasją oddaję, i obserwuję dzieciaki. Trzeba widzieć ten ich zachwyt, gdy zauważą ryby. Trzeba widzieć minę, gdy powąchają kwiaty, albo obserwują motyle i pszczoły. Na twarzach dzieciaków maluję się wówczas zachwyt otaczającym światem i pragnienie poznania jego tajemnic. Dla nich park jest spotkaniem z nieznanym, z przyrodą, której jeszcze nie rozumieją, ale już jest ona dla nich fascynująca.

Utrzymanie parku jest drogie. Wymaga też dużego nakładu pracy, bez czego zmieniałby się on w busz. Pracownicy „Arkadii” z wielkim oddaniem pielęgnują zieleń i dbają o porządek, za co w tym miejscu bardzo im dziękuję, bo jestem wielkim fanem tego miejsca.

Park staje się coraz bardziej modny. Wielokrotnie widziałem zajeżdżające tam młode pary, które już sobie poślubione pragną swoje szczęście uwiecznić w miejscu i oprawie godnej tej najważniejszej chwili życia. Wybierają nasz park, który jest powodem do dumy i jednym z najpiękniejszych miejsc naszego miasta.

Parku nie da się opisać, trzeba go nosić w sobie, tak jak się nosi wspomnienie najszczęśliwszych lat – dzieciństwa.







środa, 20 maja 2009

Obiecanki cacanki a ...

Każdego dnia przeglądam korespondencję, którą zaszczycił moją najskromniejszą osobę nasz Dobroczyńca i Patron Małej Ojczyzny. Jest to moja ulubiona lektura, która w chwilach smętnych, pełnych niewypowiedzianie czarnych myśli i wszechogarniającego spleenu przynosi mi duchowe ukojenie. I już wydawało mi się, iż znam na pamięć boskie zdania nieziemskiego Przewodniczącego, a tu taka niespodzianka! Patrzcie Państwo, jaką człowiek ma krótką pamięć!


Pan
Władysław Stanisławski
Przewodniczący
Rady Powiatu


W związku z korespondencją, jaką kierował Pan do mnie w ubiegłym roku, w której zawarł Pan kilka niedotrzymanych do dnia dzisiejszego obietnic, pozwalam sobie nieśmiało prosić o wyjaśnienie mi wątpliwości nasuwających mi się po ich ponownej lekturze.


W Pana piśmie z dnia 19 sierpnia 2008 r., odnajduję taki oto passus: „W tym miejscu pragnę Pana zapewnić, iż dołożę wszelkich starań by posiedzenia zarządu były nagrywane i po ich przyjęciu na następnym posiedzeniu były publikowane w sieci. Dlatego też kopię odpowiedzi kieruję również do Pani Starosty - Przewodniczącej Zarządu Powiatu - z prośbą by niezwłocznie realizować przedstawione wyżej sugestie.”
Z ubolewaniem muszę stwierdzić, iż Pana obietnica nie została spełniona i wciąż pozostaje moim niespełnionym marzeniem. W tym miejscu pozwolę sobie zauważyć, iż Pana pomysł, by uczynić odpowiedzialną za realizację tej obietnicy starościnę był – delikatnie mówiąc – niefortunny i zbyt pochopny.
I Panu, i mi, wiadomym jest, z jakiej formacji wywodzi się starościna. Składanie na jej barki tak „skomplikowanego” problemu przerastało jej możliwości intelektualne. Powie Pan, że przesadzam! Ależ skąd! Pomimo upływu ponad 9 miesięcy problem nie został rozwiązany a dane mi przez Pana słowo jest tylko pustym i niczym nieznaczącym dźwiękiem.

W jednym z pism, które skierował Pan do mnie wspomniał Pan o: „wyważaniu drzwi”. Z tym górnolotnym sformułowaniu nieco Pan przesadził. Za każdymi zamkniętym drzwiami kryje się jakaś tajemnica, którą wyważający pragnie poznać. Wobec tego proponuję zastąpić słowa: „wyważaniem drzwi” zwrotem „wyważaniem furtki”. Różnica jest drobna, ale zasadnicza. Furtka ma szczeble, przez które dużo widać. Tak więc nie bardzo ma sens jej wyważać. Konkludując: nie było sensu powierzanie przez Pana wykonania tego zadania starościnie, bo każdy, kto choć przez 60 sekund posłucha tej Pani wie, że nic sensownego nie usłyszy.

Kończąc, pragnę zadać Panu raz jeszcze pytanie: kiedy doprowadzi Pan do zmaterializowania się obietnicy, którą złożył Pan w swoim piśmie z 19 sierpnia 2008 roku?

Szczerze Panu oddany, ogromnie zobowiązany i zastygający w niemym podziwie:

/Robert Mazulewicz/

wtorek, 19 maja 2009

Własna chata

Od 1999 roku do końca kwietnia 2009 wzniesiono w naszym powicie 187 domków jednorodzinnych.
Najgorszym okresem dla jednorodzinnego budownictwa mieszkalnego był rok 2000. Oddano wówczas do użytku tylko 1 dom. Rok wcześniej oddano do użytku dwa domki jednorodzinne o łącznej kubaturze 361 m3. Był to najbardziej dramatyczny okres dla budownictwa rodzinnego.

Znacznie lepiej było już w roku 2001. Z zamieszkania w wymarzonym budynku mogło się cieszyć 10 właścicieli.
Rok 2002 przyniósł kolejną zapaść, bo tego typu budynków oddano do użytkowania tylko 3.
Kolejne lata przynosiły wyraźną poprawę w budownictwie jednorodzinnym. Dla większości z omawianych lat Rocznik Statystyczny naszego województwa nie podaje kubatury budowanych budynków.
Dopiero od roku 2003 można znaleźć w nim dane na ten temat.

Budownictwo indywidualne poszybowało w górę na terenie powiatu górowskiego od roku 2003. Ze swoich własnych domów cieszyć się mogło aż 27 właścicieli. Łączna kubatura zamieszkałych budynków wyniosła wówczas 18.021 m3. Średnia kubatura jednego budynku wyniosła wówczas 667 m3.

Rok później (2004) zbudowano w naszym powiecie 26 domków rodzinnych o łącznej kubaturze – 20003 m3. Widać wyraźnie, iż zwiększeniu uległa kubatura stawianych budynków: z 667 m3 do 769 m3 (wzrost o 102 m3).

Rok 2005 też był niezły dla tego typu budownictwa. Do użytku oddano 22 budynki; kubatura – 13.146 m3 (średnia kubatura jednego budynku – 597 m3).

Z lat 2006 – 09 dysponujemy bardziej precyzyjnymi danymi. Mamy dane dotyczące ilości zgłoszeń dotyczących pragnienia wybudowania takiego budynku. I tak w roku 2006 zgłoszono rozpoczęcie budowy 47 domów jednorodzinnych. Z tej ilości indywidualnym inwestorom udało się w tym samym roku zakończyć budowę 11. Powierzchnia użytkowa tych 11 domków, w których zamieszkano wyniosła 1676 m2. Średnio powierzchnia jednego budynku mieszkalnego wyniosła 152 m2.

Rok później (2007) było jeszcze lepiej. Zgłoszono zamiar budowy 57 domów jednorodzinnych. W tym samym roku zgłosiło zakończenie budowy 18 inwestorów. Łącznie oddano do użytku 2866 m2 powierzchni użytkowej, co daje średnią na jeden budynek – 159 m2.

W ciągu całego 10 – lecia najlepszym rokiem okazał się 2008. Na terenie naszego powiatu mieliśmy boom budowlany. W roku tym do budowy zgłoszono 51 domków, ale zakończono budowę aż 58 (różnica bierze się z tego, iż proces inwestycyjny w przypadku tego rodzaju budownictwa nie trwa rok, ale dłużej). Te 58 oddanych do użytkowania domków miało łączną powierzchnię 8452 m2. Średnia powierzchnia użytkowa – 146 m2.

Do końca maja 2009 roku odnotowano 29 zgłoszeń na budowę jednorodzinną. W tym samym czasie zakończono 9 takich inwestycji. Powierzchnia użytkowa oddana do użytku wyniosła 1554 m2.W stosunku do roku poprzedniego zaobserwować możemy wzrost średnie powierzchni domku jednorodzinnego o 27 m2.

Z przeprowadzonych rozmów wynika, iż budują się głównie ludzie młodzi, którzy swój wymarzony dom budują za pieniądze z kredytu. Często korzystają oni z pomocy swoich rodziców, którzy pragną pomóc swoim dzieciom w rozpoczęciu nowego życia.

Fachowcy oceniają stan budownictwa jednorodzinnego na terenie naszego powiatu, jako bardzo dobry, biorąc pod uwagę otoczenie gospodarcze, w którym się znajdujemy. Młodzi inwestorzy nie przesadzają z wielkością użytkową wznoszonych domów, gdyż zdają sobie sprawę z późniejszych wysokich kosztów eksploatacji budynków.

Umiar i rozsądek – są cecha charakterystyczną tych inwestycji. W większości przypadków wznoszone domy są estetyczne i zharmonizowane z otoczeniem. Z tym zresztą wcześniej różnie bywał, bo i kilka niedorzecznych domów w stylu „wczesno gargamelskim” znaleźć można. A przy niektórych gipsowa krowa, koza i konik i skrzat się znajdzie. Ale to już przeszłość, miejmy nadzieję.

poniedziałek, 18 maja 2009

Mocny koniec maja


Sezon na imprezy w plenerze rozwija nam się doskonale. Co prawda w naszym mieście marazm panuje w tej dziedzinie, ale w miejscowościach przyległych do naszego miasta naród nie próżnuje.
Przykładem tego choćby Stara Góra, gdzie pod koniec miesiąca każdy chętny i spragniony rozrywek będzie mógł ich zakosztować pełną piersią (i nie tylko piersią!).
Już 30 maja (sobota) Rada Sołecka tej przeuroczej miejscowości zaprasza na doroczną „Majówkę w Starej Górze”. Organizatorzy postarali się, by atrakcji nam nie zabrakło. W bogatym programie przewidziane są tańce, śpiewy i pierwszorzędna zabawa przy muzyce na żywo. Podziwiać i oklaskiwać będziemy tez mogli dzieci, które przygotowały swój program artystyczny, by pokazać się, że coś potrafią i warte są rzęsistych oklasków, których z całą pewnością nie zabraknie.
Inną atrakcją tego dnia będzie „Loteria fantowa”. Główną wygraną będzie …? Przybędziecie Państwo i zobaczycie, co ja będę wyprzedzał wydarzenia. Zdradzę tylko tyle, iż dochód loterii przeznaczony będzie na bardzo szczytny cel: budowę parkingu w tej miłej miejscowości.
Dla wszystkich smakoszy potraw wszelakich i ich popychaczy organizatorzy szykują bufet nieziemski z ziemskimi cenami, na szczęście.




Impreza ma trwać do ostatniego gościa wyrażającego jeszcze chęć zabawy. Zresztą, nie będzie sensu się rozchodzić. Wystarczy dotrwać do 14 dnia następnego (31 maja), by znowu być w Starej Górze świadkiem kolejnych emocji. Tego dnia odbędą się tam na szkolnym boisku zawody sportowe. Uświetnia one „Dzień Strażaka”, który również będzie odbywał się 31 maja. I tego dnia nie zabraknie atrakcji dla tych wszystkich, którzy znajdą się w Starej Górze.
W dniach 30 – 31 maja organizatorzy oprócz świeżego powietrza, ciekawych imprez, miłej atmosfery zapewniają cudowna pogodę. Jest to pewne, gdyż zasłużyli oni na nią sobie swoją gospodarnością i zaangażowaniem w upiększanie miejsca, w którym żyją. Jeżeli ślicznej pogody nie będzie, jeżeli Państwo nie przybędą, to znaczy, że nie ma sprawiedliwo0ści na tym świecie i wszystko można o wiadomą część ciała rozbić.

Suplika do Ojca Powiatu

W miniony weekend przypomniałem sobie, iż już dawno nie pisałem do naszego Ojca Powiatu. I aż mi się wstyd zrobiło, ze tak znaczną personę zaniedbuję, co może on odczytać jako objaw lekceważenia i lekkiego podejścia do Jego Najzacniejszej Osoby, co przecież byłoby niedopuszczalne i o pomstę – w wiadomym kierunku – wołające. Toteż dzisiejszego poranka w trudzie i znoju, w pozycji klęczącej i ze świadomością nieomal popełnianego świętokradztwa skreśliłem te kilka lichych linijek, by Ten, Który Wszystko Wie i Nad Wszystkim Czuwa raczył oświecić moją marną osobę w zagadnieniach, które mi po nocach sen z powiek moich spędzają. żoną suplikę dostarczył4m do kancelarii i drżąc w kolanach opraz innych cilesnych organach przekazałem natychmiast do najłaskawszego rozpatrzenia.

Przewodniczący
Rady Powiatu
Pan
Władysław Stanisławski



Zwracam się do Wielce Szanownego Pana Przewodniczącego z prośbą o łaskawe wyjaśnienie mi następujących spraw:
W odpowiedzi na moje pismo z sierpnia 2008 roku a dotyczące sposobu sporządzania protokołów z posiedzenia Zarządu Powiatu w swojej doskonałości i bezbrzeżnej łasce odpisał Pan: „w czwartym kwartale br. zostanie wprowadzony do planu pracy Komisji Rewizyjnej punkt dotyczący zagadnienia – czy protokoły z posiedzeń Zarządu są zgodne z postanowieniami § 61 Statutu Powiatu Górowskiego”.

Zadałem sobie trud i przeanalizowałem sprawozdanie z pracy Komisji Rewizyjnej rok 2008. Z najgłębszym zdziwieniem i smutkiem stwierdziłem, iż Komisja Rewizyjna nie zajmowała się tym problemem, pomimo tego iż Pan w swoim piśmie zapewniał mnie, że to nastąpi. Równocześnie przypomniało mi się, że nikt – w tym Pan – nie złożył takiego wniosku. Sprawa sporządzania protokołów z posiedzenia Zarządu Powiatu niezgodnie z prawem pozostaje nadal otwarta i nadal nieuporządkowana. Nie muszę chyba dodawać, iż protokoły ten nie spełniają postanowień Statutu Powiatu Górowskiego. Dla przypomnienie; chodzi mi o zapis dyskusji, która odbywa się podczas posiedzeń tego gremium. Każdy – nawet niezbyt rozgarnięty Czytelnik – po lekturze tych dokumentów – zorientuje się natychmiast, iż żadnej dyskusji tam nie ma. Dobitnie potwierdza to zapis z przebiegu posiedzeń, gdzie ze świecą szukać można jakichkolwiek głosów w tzw: „dyskusji”.
Znając intelektualne możliwość członków Zarządu, którego jest Pan politycznym mentorem, raczej nie przypuszczam, że odbywają się tam jakiekolwiek dyskusje. Zgodzi się Pan ze mną, iż członkowie Zarządu nie dyskutują nawet podczas sesji.
Być może wyjściem z tej niezręcznej sytuacji, byłoby umieszczanie w protokole z posiedzenia Zarządu informacji, iż: „w trakcie posiedzenia dyskusji nie było”, albo też: „członkowie Zarządu kiwali ze zrozumieniem głowami i przyjęli informacje poprzez aklamację”. Rodzi się tu, co prawda, pytanie: za co biorą pieniądze? – ale, to już temat na odrębne pismo.

W protokołach z posiedzeń Zarządu napotkałem również lakoniczną informację, iż gremium to miało zajmować się sprawą „Chemeko - System”. Mówi się, iż w trzeciej dekadzie maja odbędzie się kolejna rozprawa. Pozwolę więc zadać Panu Przewodniczącemu następujące pytanie: na jakim etapie jest postępowanie w tej sprawie?
Prosiłbym o wyjaśnienie mi - a za moim pośrednictwem Szanownym Czytelnikom – jakie są roszczenia „Chemeko – System” wobec naszego powiatowego samorządu i jakie mają one podstawy prawne?

W tym miejscu pragnę zauważyć, iż nasza lokalna społeczność nie jest informowana zbyt hojnie w tej sprawie, co powoduje liczne domysły i stwierdzenia nie zawsze prawdziwe. Sądzę, iż zgodzi się Pan ze mną, iż informacje tej wagi i znaczenia powinny być opinii publicznej znane i prezentowane na bieżąco. Sytuacja, w której nikt nie informuje opinii publicznej o tak poważnej sprawie, jest wysoce naganna. Musimy pamiętać, iż każda informacja dotycząca samorządu, jest publiczna i jako taka podlega upowszechnieniu.

Ostatnie, trzecie pytanie, które zaliczyć można do kategorii: „zawsze kij pod ręką się znajdzie”.
Na stronach internetowych Starostwa Powiatowego ostatni protokół z Sesji Rady Powiatu datowany jest na 26 września 2008 roku. Mnie to już oczywiście nie bulwersuje, ani też nie dziwi, bo stworzona przez Pana koalicja już niczym zadziwić nie może (nie pies ni wydra, coś na kształt świdra, jak to mówił nieodżałowany tow. Wiesław). Z obowiązku i szacunku jedynie informuję Pana, iż osoby odpowiedzialne z te strony, lekkimi i ciepłym moczem olewają, tak moje zapytania na ten temat podczas sesji, jak i Pana napomnienia.
Oczywiście, włos z głowy za to nieróbstwo nikomu z głowy nie spadł, bo najpierw Zarząd musiałby sobie dołożyć, iż nie zwraca uwagi na to, co jest a czego nie ma na stronach Starostwa Powiatowego. A przecież nie o to chodzi! Nie po to ustawił Pan ich „na świeczniku”, by cokolwiek robili. Biorą diety, wykonują Pana polecenia, i to w zupełności starcza. Panu oczywiście.
Kończąc bardzo Pana przepraszam za zajęcie Pana niezwykle cennego czasu i zwrócenie uwagi na problemy, które mnie nurtują.

Jestem, co prawda przekonany – że i tym razem nie da Pan rady ich rozwiązać, ale ja, dla spokoju własnego sumienia, musiałem je poruszyć, by grzechu zaniechania nie nieść na moim mocno zużytym kręgosłupie.
Z wyrazami kolosalnej sympatii i gigantycznego podziwu, oddany Panu jawny wielbiciel:
/Robert Mazulewicz/

Wrocław dla Góry

Są dwie informacje z Wrocławia. Jedna dobra, a druga taka sobie.
Pierwsza dotyczy przetargu na budowę mostu w Ciechanowie. Ta wiadomość jest w połowie dobra a w połowie średnio dobra.
Dobra część tej wiadomości brzmi: do procedury przetargowej na budowę mostu w Ciechanowie przystąpiło 10 podmiotów gospodarczych. Termin zgłoszeń minął 15 kwietnia. Cała 10 – tka, to poważne firmy i konsorcja z udziałem kapitału zagranicznego. Mają one doświadczenie w budowie tego typu obiektów i dysponują odpowiednimi środkami technicznymi, by realizację inwestycji doprowadzić do szczęśliwego i terminowego zakończenia.
A teraz część informacji dotyczącej przetargu o wydźwięku średnio - dobrym. W chwili obecnej przetarg jest na etapie zadawania przez potencjalnych inwestorów pytań dotyczących przetargu. Chętni do wykonania tej inwestycji pytać mogą o wszelkie sprawy związane z parametrami technicznymi, wymaganiami dotyczącymi udziału w przetargu czy też problemami związanymi z kursem euro. Jak dotąd zadano 6 takich pytań, na które Dolnośląska Służba Dróg i Kolei udzieliła odpowiedzi.
Inwestycja ta jest bardzo poważna, bo są to duże pieniądze. Wystarczy dodać, iż wadium wyniesie 1,2 mln zł. Głównym kryterium oceny ofert będzie cena.
W tym przypadku bardzo ważna będzie gwarancja bankowa dla wykonawcy, iż otrzyma on od banku kredytowanie inwestycji wartej – wg kosztorysu – 89 mln zł. To duże wyzwanie dla wykonawców w kryzysie.
Trudno jest stwierdzić z całą pewnością, kiedy rozstrzygnięty zostanie przetarg i wyłoniony wykonawca. Widać już jasno, iż termin czerwiec 2009 roku, który podawano jako datę rozpoczęcia prac jest nierealny.
Patrząc na rzecz całą z innej strony, może okazać się, iż most będzie tańszy, bo do jego budowy jest dużo chętnych.

***
Druga informacja, która napłynęła z Wrocławia również nie napawa optymizmem. W piątek (15 maja) minął termin składania dokumentów dla aspirujących do objęcia funkcji komendanta naszej policji. Do piątku nikt nie wyraził swojego zainteresowania objęciem tej funkcji (chętni może by i byli, ale ten konkurs …!).
Rzecznik prasowy KWP we Wrocławiu nie potrafił mi dzisiaj odpowiedzieć na pytanie czy coś się zmieniło. Swój brak wiedzy w tym temacie usprawiedliwiał: „niemożnością skontaktowania się z osobą, która te sprawy prowadzi”. Komisja konkursowa zamknie przyjmowanie zgłoszeń w środę (20 maja). Wg rzecznika: KWP: „zgłoszenia mogą wpływać do środy drogą pocztową”. Zobaczymy w środę.
Swoją drogą widzę tu niezły pasztet Drodzy Państwo! Trzecie podejście i znowu nic!? Miejmy nadzieję, że z tego „pasztetu” kit okienny się nie zrobi, bo kto to zeźre!?