czwartek, 16 kwietnia 2009
Kowal zawinił - konia powiesili
Najbliższa sesja Rady Powiatu, która odbędzie się 28 kwietna ma w programie punkt, który w porządku obrad tego gremium znalazł się po raz pierwszy w ponad 10 – letniej historii. Radni będą rozpatrywali uchwałę o: „wygaśnięciu mandatu radnej Grażyny Zygan – Zeid”.
W uzasadnieniu do projektu tej uchwały przeczytać możemy: „zgodnie z art. 190 ust.1, pkt 2a u stawy z dnia 16 lipca 1998 r., Ordynacja wyborcza do rad gmin, powiatów i sejmików województw (…) Wygaśnięcie mandatu radnego następuje wskutek naruszenia ustawowego zakazu łączenia mandatu radnego z wykonywaniem określonych w odrębnych przepisach funkcji lub działalności”.
W uzasadnieniu czytamy dalej: „W miejscowości Rudna Wielka w budynku stanowiącym własność Powiatu Górowskiego prowadzi działalność spółka z o.o. VIS – MED, w której Pani Grażyna Zygan – Zeid jest udziałowcem i równocześnie zarządza tą działalnością będąc członkiem Zarządu tej spółki”.
I dalej: „W związku z powyższym w dniu 17 listopada 2008 roku pismem (…) poinformowałem Panią Grażynę Zygan – Zeid o treści art. 25b ustawy z dnia 5 czerwca o samorządzie powiatowym, który to przepis zabrania radnym powiatu między innymi zarządzaniem działalnością gospodarczą z wykorzystaniem mienia powiatu. W terminie trzech miesięcy Pani Radna miała podjąć decyzję w sprawie bądź rezygnacji z mandatu radnej bądź rezygnacji z członka Zarządu Spółki. Termin ten upłynął bezskutecznie, stąd z mocy prawa mandat radnej Powiatu Górowskiego wygasł, co potwierdza niniejsza uchwała”.
Tu należy podkreślić, iż takie postawienie sprawy jest zgodne z obowiązującymi przepisami. I nie można z tym dyskutować gdyby nie kilka „ale”, które rodzą się po bliższym przyjrzeniu się sprawie.
Grażyna Zygan – Zeid została radną w 2006 roku. W myśl obowiązujących przepisów 21 grudnia 2006 roku złożyła na ręce Przewodniczącego Rady Powiatu – Władysława Stanisławskiego – swoje oświadczenie majątkowe za rok 2006.
I tu szanowni Państwo pełna uwaga. W oświadczeniu Grażyny Zygan – Zeid znajduje się informacja, iż jest ona kierownikiem Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej z siedzibą w Wąsoszu: „VIS – MED.” Jak więc Państwo widzicie radna Grażyna Zygan – Zeid nie czyniła z tego faktu tajemnicy.
Tak samo nie robiła z faktu kierowania NZOZ w Wąsoszu w swoim oświadczeniu, które złożyła 30 kwietnia 2008 roku.
W myśl prawa oświadczenie majątkowe radnych składane są na ręce przewodniczącego Rady Powiatu. W naszym przypadku funkcję tę pełni od roku 2006 Władysław Stanisławski. To on zobowiązany jest dokonać analizy tych oświadczeń.
Co dzieje się – zgodnie z prawem – gdy mamy do czynienia z tego typu sytuacją? Przywoływana ustawa o samorządzie stwierdza wyraźnie, iż: „Jeżeli radny przed rozpoczęciem wykonywania mandatu prowadził działalność gospodarczą, o której mowa w ust. 1, jest obowiązany do zaprzestania prowadzenia tej działalności gospodarczej w ciągu 3 miesięcy od dnia złożenia ślubowania. Niewypełnienie obowiązku, o którym mowa w zdaniu pierwszym, stanowi podstawę do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu radnego w trybie art. 190 ustawy z dnia 16 lipca 1998 r.”
Mówiąc prosto; radna Grażyna Zygan - Zeid nie powinna być radną od lutego 2007 roku.
Dlaczego się nie stało zadość prawu? A oto mnie proszę nie pytać. To pytanie musi być skierowane do Przewodniczącgo. Na nim to ciąży obowiązek weryfikacji oświadczeń majątkowych i przedstawienia wyników Radzie Powiatu do dnia 30 października każdego roku.
I taką analizę Przewodniczący przedstawił w ubiegłym roku. Tyle, że nie było w niej ani jednego słówka dotyczącego Grażyny Zygan – Zeid.
Radna nie ukrywa zresztą, iż chce nabyć budynek przechodni w Rudnej wielkiej. W tej sprawie wielokrotnie występowała do Zarządu. Zarząd zgodnie z tradycją pochylał się nad tym zagadnieniem analizował, rozmyślał i następnie przekładał wydanie zgody na następne posiedzenie. I tak „kółko Macieja”.
Burmistrz gminy Wąsosz – Zbigniew Stuczyk – w ubiegłym roku i w tym również kierował pisma w sprawie budynku w Rudnej Wielkiej. Zarząd pochylał się nad problemem, dogłębnie analizował, zastanawiał się i nie udzielał jakichkolwiek wiążących odpowiedzi.
Dla jasności trzeba wspomnieć, iż Rada Powiatu już w 2007 roku podjęła uchwałę o zbyciu budynku. Szacowano, iż z tego tytułu do kasy wpłynie ok. 200 tys. zł. Uchwała Rady nie została wykonana przez Zarząd, który pochylał się nad problemem, analizował go i decyzji o ogłoszeniu przetargu nie podjął.
A teraz mamy bombę! Przewodniczący podaje Radzie projekt uchwały o wygaszeniu mandatu. Można – i należy zapytać się – Przewodniczącego: dlaczego dopiero teraz?! Musimy pamiętać, iż Przewodniczący jest w samorządzie powiatowym od 10 lat i trudno przypuścić, iż nie wiedział on, że radna Grażyna Zygan – Zeid prowadzi działalność na mieniu starostwa. Takie opowieści między bajki włóżmy.
Nie jest tajemnicą, iż radna nie należy do sympatyków rządzącej koalicji. Trudno zresztą, by wykształcona osoba mogła utożsamiać się z „SamąBronką”. Takie przypadki zachodzą w naszym powiatowym samorządzie, ale to już problem dla psychiatrów ( z tego można niezły doktorat napisać, ba! – a może nawet habilitację!).
Co więc jest powodem, iż Przewodniczący ładuje sobie klasycznego samobója?! Bez wątpienie jest on w całej tej sprawie najbardziej winien, bo wyraźnie zaniedbał wykonania ciążących na nim obowiązków. Teraz swoje fuszerkę próbuje naprawić rękami radnych. Obawiam się jednak, iż ten numerek mu nie przejdzie.
Jeżeli zaś chodzi o odpowiedzialność, to jak swój grzech zaniedbania odpokutuje Przewodniczący? Wydaje mi się, że słowo „przepraszam” może okazać się niewystarczające. A może czas Przewodniczącego przeminął? Może jest on jak jesienny liść, który na wiosnę jest już przeżytkiem.
W uzasadnieniu do projektu tej uchwały przeczytać możemy: „zgodnie z art. 190 ust.1, pkt 2a u stawy z dnia 16 lipca 1998 r., Ordynacja wyborcza do rad gmin, powiatów i sejmików województw (…) Wygaśnięcie mandatu radnego następuje wskutek naruszenia ustawowego zakazu łączenia mandatu radnego z wykonywaniem określonych w odrębnych przepisach funkcji lub działalności”.
W uzasadnieniu czytamy dalej: „W miejscowości Rudna Wielka w budynku stanowiącym własność Powiatu Górowskiego prowadzi działalność spółka z o.o. VIS – MED, w której Pani Grażyna Zygan – Zeid jest udziałowcem i równocześnie zarządza tą działalnością będąc członkiem Zarządu tej spółki”.
I dalej: „W związku z powyższym w dniu 17 listopada 2008 roku pismem (…) poinformowałem Panią Grażynę Zygan – Zeid o treści art. 25b ustawy z dnia 5 czerwca o samorządzie powiatowym, który to przepis zabrania radnym powiatu między innymi zarządzaniem działalnością gospodarczą z wykorzystaniem mienia powiatu. W terminie trzech miesięcy Pani Radna miała podjąć decyzję w sprawie bądź rezygnacji z mandatu radnej bądź rezygnacji z członka Zarządu Spółki. Termin ten upłynął bezskutecznie, stąd z mocy prawa mandat radnej Powiatu Górowskiego wygasł, co potwierdza niniejsza uchwała”.
Tu należy podkreślić, iż takie postawienie sprawy jest zgodne z obowiązującymi przepisami. I nie można z tym dyskutować gdyby nie kilka „ale”, które rodzą się po bliższym przyjrzeniu się sprawie.
Grażyna Zygan – Zeid została radną w 2006 roku. W myśl obowiązujących przepisów 21 grudnia 2006 roku złożyła na ręce Przewodniczącego Rady Powiatu – Władysława Stanisławskiego – swoje oświadczenie majątkowe za rok 2006.
I tu szanowni Państwo pełna uwaga. W oświadczeniu Grażyny Zygan – Zeid znajduje się informacja, iż jest ona kierownikiem Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej z siedzibą w Wąsoszu: „VIS – MED.” Jak więc Państwo widzicie radna Grażyna Zygan – Zeid nie czyniła z tego faktu tajemnicy.
Tak samo nie robiła z faktu kierowania NZOZ w Wąsoszu w swoim oświadczeniu, które złożyła 30 kwietnia 2008 roku.
W myśl prawa oświadczenie majątkowe radnych składane są na ręce przewodniczącego Rady Powiatu. W naszym przypadku funkcję tę pełni od roku 2006 Władysław Stanisławski. To on zobowiązany jest dokonać analizy tych oświadczeń.
Co dzieje się – zgodnie z prawem – gdy mamy do czynienia z tego typu sytuacją? Przywoływana ustawa o samorządzie stwierdza wyraźnie, iż: „Jeżeli radny przed rozpoczęciem wykonywania mandatu prowadził działalność gospodarczą, o której mowa w ust. 1, jest obowiązany do zaprzestania prowadzenia tej działalności gospodarczej w ciągu 3 miesięcy od dnia złożenia ślubowania. Niewypełnienie obowiązku, o którym mowa w zdaniu pierwszym, stanowi podstawę do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu radnego w trybie art. 190 ustawy z dnia 16 lipca 1998 r.”
Mówiąc prosto; radna Grażyna Zygan - Zeid nie powinna być radną od lutego 2007 roku.
Dlaczego się nie stało zadość prawu? A oto mnie proszę nie pytać. To pytanie musi być skierowane do Przewodniczącgo. Na nim to ciąży obowiązek weryfikacji oświadczeń majątkowych i przedstawienia wyników Radzie Powiatu do dnia 30 października każdego roku.
I taką analizę Przewodniczący przedstawił w ubiegłym roku. Tyle, że nie było w niej ani jednego słówka dotyczącego Grażyny Zygan – Zeid.
Radna nie ukrywa zresztą, iż chce nabyć budynek przechodni w Rudnej wielkiej. W tej sprawie wielokrotnie występowała do Zarządu. Zarząd zgodnie z tradycją pochylał się nad tym zagadnieniem analizował, rozmyślał i następnie przekładał wydanie zgody na następne posiedzenie. I tak „kółko Macieja”.
Burmistrz gminy Wąsosz – Zbigniew Stuczyk – w ubiegłym roku i w tym również kierował pisma w sprawie budynku w Rudnej Wielkiej. Zarząd pochylał się nad problemem, dogłębnie analizował, zastanawiał się i nie udzielał jakichkolwiek wiążących odpowiedzi.
Dla jasności trzeba wspomnieć, iż Rada Powiatu już w 2007 roku podjęła uchwałę o zbyciu budynku. Szacowano, iż z tego tytułu do kasy wpłynie ok. 200 tys. zł. Uchwała Rady nie została wykonana przez Zarząd, który pochylał się nad problemem, analizował go i decyzji o ogłoszeniu przetargu nie podjął.
A teraz mamy bombę! Przewodniczący podaje Radzie projekt uchwały o wygaszeniu mandatu. Można – i należy zapytać się – Przewodniczącego: dlaczego dopiero teraz?! Musimy pamiętać, iż Przewodniczący jest w samorządzie powiatowym od 10 lat i trudno przypuścić, iż nie wiedział on, że radna Grażyna Zygan – Zeid prowadzi działalność na mieniu starostwa. Takie opowieści między bajki włóżmy.
Nie jest tajemnicą, iż radna nie należy do sympatyków rządzącej koalicji. Trudno zresztą, by wykształcona osoba mogła utożsamiać się z „SamąBronką”. Takie przypadki zachodzą w naszym powiatowym samorządzie, ale to już problem dla psychiatrów ( z tego można niezły doktorat napisać, ba! – a może nawet habilitację!).
Co więc jest powodem, iż Przewodniczący ładuje sobie klasycznego samobója?! Bez wątpienie jest on w całej tej sprawie najbardziej winien, bo wyraźnie zaniedbał wykonania ciążących na nim obowiązków. Teraz swoje fuszerkę próbuje naprawić rękami radnych. Obawiam się jednak, iż ten numerek mu nie przejdzie.
Jeżeli zaś chodzi o odpowiedzialność, to jak swój grzech zaniedbania odpokutuje Przewodniczący? Wydaje mi się, że słowo „przepraszam” może okazać się niewystarczające. A może czas Przewodniczącego przeminął? Może jest on jak jesienny liść, który na wiosnę jest już przeżytkiem.
Kochane pieniążki
Odbyła się dzisiaj nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej. Okazja do jej zwołania była znakomita. Udało się naszej gminie pozyskać dofinansowanie do zadania inwestycyjnego o nazwie: „Budowa nowej siedziby Ośrodka Rehabilitacji Dzieci Niepełnosprawnych w mieście Góra”.
Na tę inwestycję przeznaczono w budżecie naszej gminy kwotę 5.034.256,47 zł. Z Regionalnego Programu Operacyjnego dla Dolnego Śląska otrzymamy dofinansowanie w wysokości 2.376.530,40 zł. Stanowi to 42% kosztów całego przedsięwzięcia. Sesję należało zwołać w trybie pilnym, gdyż należało dokonać niezbędnych zmian w budżecie gminy, czego wymagają procedury. Dla jasności dodam, iż gmina musi do 17 kwietnia dostarczyć do Wrocławia 23 dokumenty, które są wymagane przez Zarząd Województwa.
Z tym wnioskiem to zresztą był niezły horror. Na pewnym etapie wydawało się, że wypadliśmy z gry. Złośliwość rzeczy martwych – a może sabotaż – spowodowała, iż w dokumentacji wniosku powierzchnia tego budynku wynosiła … 1 m kwadratowy. No i nas wysokie jury wywaliło za burtę. Dopiero po odwołaniu, sprostowaniu tej oczywistej pomyłki przywrócono nas do łask i nasz wniosek zajął 4 pozycję, wśród 30, które otrzymały dofinansowanie.
Budowa ośrodka ma rozpocząć się jeszcze w tym roku. Burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która z wielką wprawą prowadziła obrady sesji, poinformowała, iż przewiduje się postawienie budynku w stanie surowym do końca tego roku. Cała inwestycja ma być zrealizowana do końca 2011 roku. Najprawdopodobniej nowy budynek ośrodka zacznie funkcjonować już w 2010 roku.
Burmistrz Irena Krzyszkiewicz z dumą – i słusznie – zauważyła, iż od jej wyboru na pełnione stanowisko gmina pozyskała ponad 7 mln zł ze środków zewnętrznych.
Po zmianach w budżecie nasza gminna kasa wygląda na dzisiaj następująco. Dochody budżetu – 50 mln, wydatki – ok. 58 mln. Deficyt budżetowy – 7,6 mln. Wysokość deficytu może wzbudzać niepokój, ale nie ma powodu do paniki. Do budżetu gminy będą napływały środki z tytułu już zakończonych inwestycji, na które pozyskano dofinansowanie ze źródeł zewnętrznych. To spowoduje, iż deficyt będzie malał.
Na tę inwestycję przeznaczono w budżecie naszej gminy kwotę 5.034.256,47 zł. Z Regionalnego Programu Operacyjnego dla Dolnego Śląska otrzymamy dofinansowanie w wysokości 2.376.530,40 zł. Stanowi to 42% kosztów całego przedsięwzięcia. Sesję należało zwołać w trybie pilnym, gdyż należało dokonać niezbędnych zmian w budżecie gminy, czego wymagają procedury. Dla jasności dodam, iż gmina musi do 17 kwietnia dostarczyć do Wrocławia 23 dokumenty, które są wymagane przez Zarząd Województwa.
Z tym wnioskiem to zresztą był niezły horror. Na pewnym etapie wydawało się, że wypadliśmy z gry. Złośliwość rzeczy martwych – a może sabotaż – spowodowała, iż w dokumentacji wniosku powierzchnia tego budynku wynosiła … 1 m kwadratowy. No i nas wysokie jury wywaliło za burtę. Dopiero po odwołaniu, sprostowaniu tej oczywistej pomyłki przywrócono nas do łask i nasz wniosek zajął 4 pozycję, wśród 30, które otrzymały dofinansowanie.
Budowa ośrodka ma rozpocząć się jeszcze w tym roku. Burmistrz Irena Krzyszkiewicz, która z wielką wprawą prowadziła obrady sesji, poinformowała, iż przewiduje się postawienie budynku w stanie surowym do końca tego roku. Cała inwestycja ma być zrealizowana do końca 2011 roku. Najprawdopodobniej nowy budynek ośrodka zacznie funkcjonować już w 2010 roku.
Burmistrz Irena Krzyszkiewicz z dumą – i słusznie – zauważyła, iż od jej wyboru na pełnione stanowisko gmina pozyskała ponad 7 mln zł ze środków zewnętrznych.
Po zmianach w budżecie nasza gminna kasa wygląda na dzisiaj następująco. Dochody budżetu – 50 mln, wydatki – ok. 58 mln. Deficyt budżetowy – 7,6 mln. Wysokość deficytu może wzbudzać niepokój, ale nie ma powodu do paniki. Do budżetu gminy będą napływały środki z tytułu już zakończonych inwestycji, na które pozyskano dofinansowanie ze źródeł zewnętrznych. To spowoduje, iż deficyt będzie malał.
piątek, 10 kwietnia 2009
Czas życzeń
Święta się zbliżają, więc dzisiaj będę składał życzenia i wręczał symboliczne pisanki przemyślnie zdobione.
Zacznę od władz naszych – różnego szczebla – bom dobrze wychowany, władzę szanuję i się jej majestatu lękam.
Weźmy na warsztacik Zarząd Powiatu. Członkom tego gremium życzę, by jakoś dotrwało do końca kadencji. Nic tak im nie zaszkodzi jak trwanie. A że intencje mam czyste to pozwolę sobie życzyć im, by zaczęli myśleć i działać. Wiem, że to niemożliwe, ale życzyć zawsze można.
Z tego gremium wyróżnię dwie persony – „Urodzonego Dyrektora” Tadeusza Bireckiego i Jana „Mądrą” Sowę, którym niniejszym dedykuję pisankę malowaną asfaltem z wydrapanymi liniami boisk wszelakich. Niech żyją nam „asfalt – boys”!
„Bukietowej” życzę (oj! życzę, życzę!) wielu udanych rozmów w ministerstwach przeróżnych, z posłami, senatorami, marszałkami, których efektem będzie wyręczenie naszego powiatowego samorządu z procesów myślenia. Wiadomo, że każdy minister, poseł, senator na skutek takich rozmów pochyli się z rozrzewnieniem nad nierozwiązalnymi problemami naszego powiatu i rozwiąże je za nasz Zarząd. Życzę jej również, by dalej: analizowała, zastanawiała się, rozważała, pochylała się nad problemami, i by w tej pozie pozostała na wieki wieków.
Jej pisanka niech ma na swej skorupce ptaka dodo, którego poznaliśmy z filmu „Epoka lodowcowa”.
Członkini Zarządu – Teresie Sibilak – życzę uzmysłowienia sobie, iż wdepła w coś, w co wdepnąć nie powinna, bo blade pojęcie ma o tym, co robi, a raczej, czego nie robi.
Jej dedykuję pisankę ozdobioną sympatycznym dzidziusiem, bo to do radnej pasuje jak ulał.
Członkowi Zarządu Stefanowi Mrówce życzę zdrowia. Aby go nie nadszarpnąć nadmiernie zalecam dalsze bierne trwanie w Zarządzie. Niech radny Mrówka pod żadnym pozorem nie da się namówiona myślenie! To może nadszarpnąć jego zdrowiem.
Pragnę wręczyć mu pisankę zdobioną pewnym misiem: „z bardzo małym rozumkiem”.
Naszemu najdroższemu Przewodniczącemu – Władysławowi Stanisławskiemu – życzę, by w te święta powrócił do źródeł i przypomniał sobie o ideałach, które niegdyś wyznawał i propagował. Popadł nasz Przewodniczący w złe towarzystwo niczym zbłąkany podróżnik w bagno.
Jego pisanka niech ma na skorupce taki oto obraz: baron Münchhausen wyciąga się za własne włosy z bagna.
Nie mogę przeoczyć naszego radnego powiatowego Jana „Milczka” Bondziora, któremu życzę zdrowia, wszelkiej pomyślności w zalesianiu i liczeniu mrówek leśnych. Radny Bandzior jest ewenementem w naszej Radzie Powiatu, bo w swoim dostojnym milczeniu bije nawet fredrowskiego rejenta Milczka. A to już godne jest Księgi Guinnesa.
Pisanka dla niego niech będzie ozdobiona obrazkiem przedstawiającym zasznurowane usta.
Wackowej małżonce – Annie Berus – winszuję skuteczności w zamienieniu Starostwa w targ. Życzę jej, by dalej skutecznie obsadzała siebie i swoje pociechy na stanowiskach. Wszak po to: „szła w politykę”. W samej rzeczy ją podziwiam: proszę, jak można daleko zajść nic sobą nie reprezentując.
Pisanka dla radnej Berus: oślica w paskowanym krawacie.

Radnemu Tadeuszowi Podwińskiemu życzę, by opuściły go boleści, które tak niemiłosiernie trapią go od dłuższego czasu. Stanowczo przy tym zaprzeczam, jakoby spowodowane one zostały grzechami popełnionymi przez niego w przeszłości. Równocześnie życzę mu wyprostowania krętych ścieżek myślenia, by nikt nie mówił, iż: „Tadeuszowi ufać nie można”.
Obrazek na jego pisance: portret „Świętoszka” z Moliera.
Radnemu Pawłowi Niedźwiedziowi ślę życzenia szczęścia, zdrowia, pomyślności w każdej dziedzinie jego poczciwego żywota. Jednocześnie – jako kolega, jak mniemam – pozwolę sobie zauważyć, iż bycie w politycznym rozkroku może powodować uszkodzenie wiadomej (i jakże cennej dla mężczyzny) części ciała. Pisanka Pawła niech ozdobiona będzie widokiem sympatycznego misia koala z dalekiej Australii.
Radnemu Markowi Biernackiemu życzę, by szlag trafił globalny kryzys. Niech zbliżające się epokowe wydarzenie w jego życiu (żal chłopa!) było pierwsze i ostatnie. Gratuluję mu powrotu do samodzielnego myślenia, które – jak się okazało – nie jest takie bolesne.
Na pisance jemu dedykowanej taki oto obrazek: Marek szczęśliwym ojcem pięcioraczków z burmistrz Ireną Krzyszkiewicz w tle (oczywiście matką chrzestną).
Radnemu Markowi Hołtrze życzę, by dalej się rozwijał ku pożytkowi naszego samorządu. Niech nie załamuje rąk nad niewiedzą rządzących, bo tego, co natura skrzywiła on nie jest w stanie wyprostować. Szkoda zdrowia, bo trzeba je zachować na lepsze czasy.
Pisanka dla niego: obrazek fantastyczny - „Bukietowa” po raz pierwszy mówi na temat.
Radnemu Kazimierzowi Boguckiemu składam wyrazy najwyższego podziwu za to, że bezustannie próbuje coś wytłumaczyć rządzącym.
Ten ogromny trud zasługuje na pisankę z takim oto obrazkiem: „Syzyf wtacza kamień na szczyt”.
Radnemu Janowi Kalinowskiemu życzę pogody ducha i trwania w ironicznym dystansie do tego, co się dzieje – a raczej wyprawia – w samorządzie. Niech pan Jan leczy ludzi, bo ludzisk nie uleczy.
Pisanka doktora przedstawia: udany zabieg grupowego przeszczepienia prawdziwych mózgów dla członków Zarządu.
Radnej Grażynie Zygan – Zeid przesyłam życzenia radości z życia i podziękowania za wciąż uśmiechnięta twarz. Niech nasza urocza pani doktor ma samych zadowolonych pacjentów.
Pisanka: poczekalnia bez chorych pacjetów.
Radnemu i wiceprzewodniczącemu Rady Powiatu Edwardowi Szendrykowi życzę, by nabył sobie niezawodny zegarek firmy „Patek”. Znacznie skróci to czas oczekiwania pacjentów na jego przybycie a wówczas do lamusa przejdzie przysłowie: „punktualny jak Edward”.
Pisanka: doktor Szendryk pięć minut przed czasem jest na stanowisku pracy.
Burmistrz Góry – Irenie Krzyszkiewicz – życzę spełnienia w 100% planów rozwoju naszego miasta i gminy. Niech do zamierzchłej przeszłości przejdą bulwersujące wpadki takie, jak ostatnia. Pragnąłby również, by pani burmistrz bardziej wsłuchiwała się w głosy tych, którym również zależy na rozwoju naszej gminy. Mądrość nie jest tylko i wyłącznie domeną ratusza.
Pisanka: obraz z zaprzysiężenia burmistrza Góry w roku 2010 z Ireną Krzyszkiewicz w roli głównej.
Burmistrzowi Wąsosza trudno życzyć czegokolwiek, bo ten ma wszystko, o czym zamarzy (a może mi się tak wydaje?). Niemniej, życzyć wypada. Życzę mu, by w połowie maja miał bardzo dużo frezu i był hojny. Niech jego ukochane dziecko „Orla” awansuje uczciwie do III ligi. No i zdrowia oczywiście, bo bez zdrowej (np. wątroby) trudno coś załatwić.
Pisanka: „Orla” Wąsosz remisuje na własnym boisku z „Pogonią” Góra.
Wójtowi Jemielna – Czesławowi Połczykowi – życzę, by spełniło się jego marzenie o budowie hali widowiskowo – sportowej w Jemielnie. Jego rządy w gminie Jemielno niech przejdą do historii jako czas rozwoju tej gminy, gdzie jak mówiono: „diabeł mówi dobranoc”.
Pisanka: „Wójt Połczyk goni diabła”
Wójtowi Niechlowa życzę, by nie wystawiał się przegrywając sprawy, których wygrać nie można. Zalecana większa pokora wobec mieszkańców gminy, bo to dzięki nim jest się wójtem. Trzeba pamiętać, iż: „wójtem się bywa a człowiekiem jest się zawsze”.
Pisanka: Wójt Głuszko życzliwie wysłuchuje petenta.
Moim najukochańszym Czytelnikom życzę świąt pogodnych, radosnych i ciepłych uczuciowo. Niech troska w te świąteczne dni nie ma dostępu do Państwa twarzy a każda chwila pozostanie na zawsze w pamięci.
Wrogom moim najdroższym życzę samych sukcesów i zdrowia, bo żeby być moim wrogiem trzeba mieć końskie zdrowi. Niech Państwa szeregi się nieustannie powiększają. Życzę smacznego jajka, ale III gatunku świeżości.
Zacznę od władz naszych – różnego szczebla – bom dobrze wychowany, władzę szanuję i się jej majestatu lękam.
Weźmy na warsztacik Zarząd Powiatu. Członkom tego gremium życzę, by jakoś dotrwało do końca kadencji. Nic tak im nie zaszkodzi jak trwanie. A że intencje mam czyste to pozwolę sobie życzyć im, by zaczęli myśleć i działać. Wiem, że to niemożliwe, ale życzyć zawsze można.
Z tego gremium wyróżnię dwie persony – „Urodzonego Dyrektora” Tadeusza Bireckiego i Jana „Mądrą” Sowę, którym niniejszym dedykuję pisankę malowaną asfaltem z wydrapanymi liniami boisk wszelakich. Niech żyją nam „asfalt – boys”!
„Bukietowej” życzę (oj! życzę, życzę!) wielu udanych rozmów w ministerstwach przeróżnych, z posłami, senatorami, marszałkami, których efektem będzie wyręczenie naszego powiatowego samorządu z procesów myślenia. Wiadomo, że każdy minister, poseł, senator na skutek takich rozmów pochyli się z rozrzewnieniem nad nierozwiązalnymi problemami naszego powiatu i rozwiąże je za nasz Zarząd. Życzę jej również, by dalej: analizowała, zastanawiała się, rozważała, pochylała się nad problemami, i by w tej pozie pozostała na wieki wieków.
Jej pisanka niech ma na swej skorupce ptaka dodo, którego poznaliśmy z filmu „Epoka lodowcowa”.
Członkini Zarządu – Teresie Sibilak – życzę uzmysłowienia sobie, iż wdepła w coś, w co wdepnąć nie powinna, bo blade pojęcie ma o tym, co robi, a raczej, czego nie robi.
Jej dedykuję pisankę ozdobioną sympatycznym dzidziusiem, bo to do radnej pasuje jak ulał.
Członkowi Zarządu Stefanowi Mrówce życzę zdrowia. Aby go nie nadszarpnąć nadmiernie zalecam dalsze bierne trwanie w Zarządzie. Niech radny Mrówka pod żadnym pozorem nie da się namówiona myślenie! To może nadszarpnąć jego zdrowiem.
Pragnę wręczyć mu pisankę zdobioną pewnym misiem: „z bardzo małym rozumkiem”.
Naszemu najdroższemu Przewodniczącemu – Władysławowi Stanisławskiemu – życzę, by w te święta powrócił do źródeł i przypomniał sobie o ideałach, które niegdyś wyznawał i propagował. Popadł nasz Przewodniczący w złe towarzystwo niczym zbłąkany podróżnik w bagno.
Jego pisanka niech ma na skorupce taki oto obraz: baron Münchhausen wyciąga się za własne włosy z bagna.
Nie mogę przeoczyć naszego radnego powiatowego Jana „Milczka” Bondziora, któremu życzę zdrowia, wszelkiej pomyślności w zalesianiu i liczeniu mrówek leśnych. Radny Bandzior jest ewenementem w naszej Radzie Powiatu, bo w swoim dostojnym milczeniu bije nawet fredrowskiego rejenta Milczka. A to już godne jest Księgi Guinnesa.
Pisanka dla niego niech będzie ozdobiona obrazkiem przedstawiającym zasznurowane usta.
Wackowej małżonce – Annie Berus – winszuję skuteczności w zamienieniu Starostwa w targ. Życzę jej, by dalej skutecznie obsadzała siebie i swoje pociechy na stanowiskach. Wszak po to: „szła w politykę”. W samej rzeczy ją podziwiam: proszę, jak można daleko zajść nic sobą nie reprezentując.
Pisanka dla radnej Berus: oślica w paskowanym krawacie.

Radnemu Tadeuszowi Podwińskiemu życzę, by opuściły go boleści, które tak niemiłosiernie trapią go od dłuższego czasu. Stanowczo przy tym zaprzeczam, jakoby spowodowane one zostały grzechami popełnionymi przez niego w przeszłości. Równocześnie życzę mu wyprostowania krętych ścieżek myślenia, by nikt nie mówił, iż: „Tadeuszowi ufać nie można”.
Obrazek na jego pisance: portret „Świętoszka” z Moliera.
Radnemu Pawłowi Niedźwiedziowi ślę życzenia szczęścia, zdrowia, pomyślności w każdej dziedzinie jego poczciwego żywota. Jednocześnie – jako kolega, jak mniemam – pozwolę sobie zauważyć, iż bycie w politycznym rozkroku może powodować uszkodzenie wiadomej (i jakże cennej dla mężczyzny) części ciała. Pisanka Pawła niech ozdobiona będzie widokiem sympatycznego misia koala z dalekiej Australii.
Radnemu Markowi Biernackiemu życzę, by szlag trafił globalny kryzys. Niech zbliżające się epokowe wydarzenie w jego życiu (żal chłopa!) było pierwsze i ostatnie. Gratuluję mu powrotu do samodzielnego myślenia, które – jak się okazało – nie jest takie bolesne.
Na pisance jemu dedykowanej taki oto obrazek: Marek szczęśliwym ojcem pięcioraczków z burmistrz Ireną Krzyszkiewicz w tle (oczywiście matką chrzestną).
Radnemu Markowi Hołtrze życzę, by dalej się rozwijał ku pożytkowi naszego samorządu. Niech nie załamuje rąk nad niewiedzą rządzących, bo tego, co natura skrzywiła on nie jest w stanie wyprostować. Szkoda zdrowia, bo trzeba je zachować na lepsze czasy.
Pisanka dla niego: obrazek fantastyczny - „Bukietowa” po raz pierwszy mówi na temat.
Radnemu Kazimierzowi Boguckiemu składam wyrazy najwyższego podziwu za to, że bezustannie próbuje coś wytłumaczyć rządzącym.
Ten ogromny trud zasługuje na pisankę z takim oto obrazkiem: „Syzyf wtacza kamień na szczyt”.
Radnemu Janowi Kalinowskiemu życzę pogody ducha i trwania w ironicznym dystansie do tego, co się dzieje – a raczej wyprawia – w samorządzie. Niech pan Jan leczy ludzi, bo ludzisk nie uleczy.
Pisanka doktora przedstawia: udany zabieg grupowego przeszczepienia prawdziwych mózgów dla członków Zarządu.
Radnej Grażynie Zygan – Zeid przesyłam życzenia radości z życia i podziękowania za wciąż uśmiechnięta twarz. Niech nasza urocza pani doktor ma samych zadowolonych pacjentów.
Pisanka: poczekalnia bez chorych pacjetów.
Radnemu i wiceprzewodniczącemu Rady Powiatu Edwardowi Szendrykowi życzę, by nabył sobie niezawodny zegarek firmy „Patek”. Znacznie skróci to czas oczekiwania pacjentów na jego przybycie a wówczas do lamusa przejdzie przysłowie: „punktualny jak Edward”.
Pisanka: doktor Szendryk pięć minut przed czasem jest na stanowisku pracy.
Burmistrz Góry – Irenie Krzyszkiewicz – życzę spełnienia w 100% planów rozwoju naszego miasta i gminy. Niech do zamierzchłej przeszłości przejdą bulwersujące wpadki takie, jak ostatnia. Pragnąłby również, by pani burmistrz bardziej wsłuchiwała się w głosy tych, którym również zależy na rozwoju naszej gminy. Mądrość nie jest tylko i wyłącznie domeną ratusza.
Pisanka: obraz z zaprzysiężenia burmistrza Góry w roku 2010 z Ireną Krzyszkiewicz w roli głównej.
Burmistrzowi Wąsosza trudno życzyć czegokolwiek, bo ten ma wszystko, o czym zamarzy (a może mi się tak wydaje?). Niemniej, życzyć wypada. Życzę mu, by w połowie maja miał bardzo dużo frezu i był hojny. Niech jego ukochane dziecko „Orla” awansuje uczciwie do III ligi. No i zdrowia oczywiście, bo bez zdrowej (np. wątroby) trudno coś załatwić.
Pisanka: „Orla” Wąsosz remisuje na własnym boisku z „Pogonią” Góra.
Wójtowi Jemielna – Czesławowi Połczykowi – życzę, by spełniło się jego marzenie o budowie hali widowiskowo – sportowej w Jemielnie. Jego rządy w gminie Jemielno niech przejdą do historii jako czas rozwoju tej gminy, gdzie jak mówiono: „diabeł mówi dobranoc”.
Pisanka: „Wójt Połczyk goni diabła”
Wójtowi Niechlowa życzę, by nie wystawiał się przegrywając sprawy, których wygrać nie można. Zalecana większa pokora wobec mieszkańców gminy, bo to dzięki nim jest się wójtem. Trzeba pamiętać, iż: „wójtem się bywa a człowiekiem jest się zawsze”.
Pisanka: Wójt Głuszko życzliwie wysłuchuje petenta.
Moim najukochańszym Czytelnikom życzę świąt pogodnych, radosnych i ciepłych uczuciowo. Niech troska w te świąteczne dni nie ma dostępu do Państwa twarzy a każda chwila pozostanie na zawsze w pamięci.
Wrogom moim najdroższym życzę samych sukcesów i zdrowia, bo żeby być moim wrogiem trzeba mieć końskie zdrowi. Niech Państwa szeregi się nieustannie powiększają. Życzę smacznego jajka, ale III gatunku świeżości.
czwartek, 9 kwietnia 2009
Półwyższa ekonomia
Z okazji zbliżających się świąt poświęćmy nieco uwagi prezesowi spółdzielni „Wspólny Dom” – Jerzemu Żywickiemu (wykształcenie półwyższe!). Post ten piszę z największą i najdzikszą rozkoszą i jest on wyrazem hołdu złożonego temu nietuzinkowemu człowiekowi (z wykształceniem półwyższym!). Wiadomo, że jak kogoś „kocham”, to na zabój!
Prezes – z półwyższym! – uważa siebie za człowieka znającego się na sprawach zarządzania a więc również finansach. A liczyć umie!
I tak skalkulował cennik za odbitki kserograficzne wykonywane w biurze spółdzielni. Prezesowi wyszło, że w roku 2007 wykonano 50.175 odbitek ksero. Miesięcznie daje to 4181,25 odbitki. Naprawy i konserwacja ksero kosztowała spółdzielców – 1491,50 zł w ciągu całego 2007 roku.
Aby można było kserować trzeba było zakupić papier. Z ceny ryzy papieru wynika, że prezes ceni sobie dobrą jakość tego dobra. Ryzę (500 kartek formatu A4) kupowano po 15,99 zł (w dużych sieciach handlowych można było wówczas kupić po 11,99 za ryzę).
Wyliczono, że 1 kartka papieru kosztuje 0,03 zł.
Następnie prezes (z półwyższym!) - podał do wiadomości spółdzielców: „wynagrodzenie miesięczne brutto pracownika obsługującego ksero Canon 6216”. Pani obsługująca ksero zarabia miesięcznie brutto: 1566 zł.
Jak wyliczył prezes – z półwyższym! - wraz z narzutami jedna minuta pracy pani od ksera kosztuje – 0,19 zł.
W kolejnej pozycji kalkulacji prezesa – z półwyższym! – znalazło się zsumowanie wszystkich tych czynników cenotwórczych i ich podliczenie. Okazało się, iż – wg prezesa (z półwyższym!) cena skserowania 1 kartki wynosi brutto – 0,85 zł za sztukę.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, iż prezes – z półwyższym! – nie zauważył, iż w jego ekonomicznej wyliczance coś nie gra.
Przyjrzyjmy się pozycji: „wynagrodzenie miesięczne brutto pracownika obsługfującego kasero”.
Zarabia ona za 168 godzin pracy miesięcznie 1566 zł brutto. Jak wyliczył prezes – z półwyższym! – ksero ma wydajność 4 stron formatu A4 na minutę. Podzielmy więc 50.175 stron skserowanych w roku 2007 przez 4 (wydajność ksera na minutę). Daje nam to 12.544 minut kserowania. Zamieńmy je na godziny i otrzymujemy 209 godzin niezbędnych do skserowania tej ilości papieru. Jeżeli nawet dodamy drugie tyle czasu niezbędnego na umieszczenie papieru w kserze, wyjęciu go z niego, przyłożeniu do szyby, to okaże się, iż pracownik obsługujący ksero pracuje niecałe 3 miesiące w roku.
Dlaczego więc prezes - z półwyższym! - wpuszcza pytających go o kalkulację kosztów spółdzielców w kanał? O to proszę spytać prezesa (z półwyższym!).
Zresztą, należy tu dodać, iż spółdzielcy płacą za ksera wykonywanych na ich żądanie dokumentów, które dotyczą ich spraw i problemów ich spółdzielni - 1 zł. W tym miejscu pragnę zauważyć, iż powinni oni spytać członków Zarządu na jakiej podstawie zaokrąglili oni uchwałą nr 4/2008 cenę wykonania ksera na 1 zł. Z całą pewnością prezes – z półwyższym! – uzasadni im tę decyzję w sposób wyczerpujący i spełniający wymogi formalne dla tego typu obliczeń.
Z drugiej strony Zarząd, którego karmią i utrzymują członkowie spółdzielni też powinien przeprowadzić kalkulacje. Kalkulacja ta winna zmierzać do określenia czy wysokość pobieranych wynagrodzeń z tytułu pełnienia funkcji w Zarządzie nie jest w zbyt małej korelacji do dbałości o interesy spółdzielców? Czy to nie ci Państwo mają obowiązek spoglądać pilnie prezesowi – z półwyższym! – na rączęta i dbać o interesy członków spółdzielni. Jak można przepuścić takiego bubla i nie zwrócić uwagi, iż kalkulacja ta jest zwykłą lipą i ściemą?!
Żeby członkowie Zarządu pozwalali drenować kieszenie ludzi, którzy płacą na ich utrzymanie w Zarządzie i puszczać w taki kanał, to już jest granda!
Teraz muszę odnieść się do wysokości zarobków prezesa (z półwyższym!). Te 6000 zł, to wcale nie jest dużo. To jest szczęście w nieszczęściu! Pomyślcie teraz, co by się działo gdyby prezes (obecnie wykształcenie półwyższe!) miał wyższe! (wiem, że to niemożliwe z oczywistych względów, ale poteoretyzujmy nieco). Wówczas musiałby zarabiać raz jeszcze więcej! A gdyby miał jeszcze tytuł (no wiem, że już przesadziłem!) magistra?! Tak, że nie narzekajcie Spółdzielcy, bo jego półwyższe mniej Państwa kosztuje.
Członkom „Wspólnego Domu” życzę z okazji zbliżających się świąt wszystkiego, czego tylko Państwo sobie życzycie, i jeszcze więcej. Życzę Państwu również przedterminowych wyborów na fotel prezesa „Wspólnego Domu”.
Prezesowi – z półwyższym! – życzę przejścia na pomostówkę i wielu lat życia, ale z dala od spraw publicznych.
Prezes – z półwyższym! – uważa siebie za człowieka znającego się na sprawach zarządzania a więc również finansach. A liczyć umie!
I tak skalkulował cennik za odbitki kserograficzne wykonywane w biurze spółdzielni. Prezesowi wyszło, że w roku 2007 wykonano 50.175 odbitek ksero. Miesięcznie daje to 4181,25 odbitki. Naprawy i konserwacja ksero kosztowała spółdzielców – 1491,50 zł w ciągu całego 2007 roku.
Aby można było kserować trzeba było zakupić papier. Z ceny ryzy papieru wynika, że prezes ceni sobie dobrą jakość tego dobra. Ryzę (500 kartek formatu A4) kupowano po 15,99 zł (w dużych sieciach handlowych można było wówczas kupić po 11,99 za ryzę).
Wyliczono, że 1 kartka papieru kosztuje 0,03 zł.
Następnie prezes (z półwyższym!) - podał do wiadomości spółdzielców: „wynagrodzenie miesięczne brutto pracownika obsługującego ksero Canon 6216”. Pani obsługująca ksero zarabia miesięcznie brutto: 1566 zł.
Jak wyliczył prezes – z półwyższym! - wraz z narzutami jedna minuta pracy pani od ksera kosztuje – 0,19 zł.
W kolejnej pozycji kalkulacji prezesa – z półwyższym! – znalazło się zsumowanie wszystkich tych czynników cenotwórczych i ich podliczenie. Okazało się, iż – wg prezesa (z półwyższym!) cena skserowania 1 kartki wynosi brutto – 0,85 zł za sztukę.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, iż prezes – z półwyższym! – nie zauważył, iż w jego ekonomicznej wyliczance coś nie gra.
Przyjrzyjmy się pozycji: „wynagrodzenie miesięczne brutto pracownika obsługfującego kasero”.
Zarabia ona za 168 godzin pracy miesięcznie 1566 zł brutto. Jak wyliczył prezes – z półwyższym! – ksero ma wydajność 4 stron formatu A4 na minutę. Podzielmy więc 50.175 stron skserowanych w roku 2007 przez 4 (wydajność ksera na minutę). Daje nam to 12.544 minut kserowania. Zamieńmy je na godziny i otrzymujemy 209 godzin niezbędnych do skserowania tej ilości papieru. Jeżeli nawet dodamy drugie tyle czasu niezbędnego na umieszczenie papieru w kserze, wyjęciu go z niego, przyłożeniu do szyby, to okaże się, iż pracownik obsługujący ksero pracuje niecałe 3 miesiące w roku.
Absurd wyliczeń prezesa – z półwyższym! – widać jeszcze wyraźniej jeżeli podzielimy 4181,25 odbitek wykonywanych miesięcznie przez 168 godzin (miesięczny czas pracy pani obsługującej rzekomo tylko ksero). Otrzymamy wówczas 25 odbitek wykonywanych w ciągu całego dnia pracy! Wg przedstawionych powyżej wyliczeń prezesa – z półwyższym! – w ciągu 8 godzin pracy zajmuje jej to 6,25 minut.
A prezes – z półwyższym! – liczy do kosztów kserowania okrągły miesiąc. Wszak to nieresorowana bujda! Z innych źródeł wiem, iż pracownik ten ma zgoła inny – o wiele szerszy zakres obowiązków – a ksero jest tylko wąskim dodatkiem do jego codziennych obowiązków.Dlaczego więc prezes - z półwyższym! - wpuszcza pytających go o kalkulację kosztów spółdzielców w kanał? O to proszę spytać prezesa (z półwyższym!).
Zresztą, należy tu dodać, iż spółdzielcy płacą za ksera wykonywanych na ich żądanie dokumentów, które dotyczą ich spraw i problemów ich spółdzielni - 1 zł. W tym miejscu pragnę zauważyć, iż powinni oni spytać członków Zarządu na jakiej podstawie zaokrąglili oni uchwałą nr 4/2008 cenę wykonania ksera na 1 zł. Z całą pewnością prezes – z półwyższym! – uzasadni im tę decyzję w sposób wyczerpujący i spełniający wymogi formalne dla tego typu obliczeń.
Z drugiej strony Zarząd, którego karmią i utrzymują członkowie spółdzielni też powinien przeprowadzić kalkulacje. Kalkulacja ta winna zmierzać do określenia czy wysokość pobieranych wynagrodzeń z tytułu pełnienia funkcji w Zarządzie nie jest w zbyt małej korelacji do dbałości o interesy spółdzielców? Czy to nie ci Państwo mają obowiązek spoglądać pilnie prezesowi – z półwyższym! – na rączęta i dbać o interesy członków spółdzielni. Jak można przepuścić takiego bubla i nie zwrócić uwagi, iż kalkulacja ta jest zwykłą lipą i ściemą?!
Żeby członkowie Zarządu pozwalali drenować kieszenie ludzi, którzy płacą na ich utrzymanie w Zarządzie i puszczać w taki kanał, to już jest granda!
Teraz muszę odnieść się do wysokości zarobków prezesa (z półwyższym!). Te 6000 zł, to wcale nie jest dużo. To jest szczęście w nieszczęściu! Pomyślcie teraz, co by się działo gdyby prezes (obecnie wykształcenie półwyższe!) miał wyższe! (wiem, że to niemożliwe z oczywistych względów, ale poteoretyzujmy nieco). Wówczas musiałby zarabiać raz jeszcze więcej! A gdyby miał jeszcze tytuł (no wiem, że już przesadziłem!) magistra?! Tak, że nie narzekajcie Spółdzielcy, bo jego półwyższe mniej Państwa kosztuje.
Członkom „Wspólnego Domu” życzę z okazji zbliżających się świąt wszystkiego, czego tylko Państwo sobie życzycie, i jeszcze więcej. Życzę Państwu również przedterminowych wyborów na fotel prezesa „Wspólnego Domu”.
Prezesowi – z półwyższym! – życzę przejścia na pomostówkę i wielu lat życia, ale z dala od spraw publicznych.
środa, 8 kwietnia 2009
O muzeum na poważnie
Rozpoczął się ruch wokół utworzenia powiatowego muzeum ziemi górowskiej. Wczoraj o godzinie 15,00 w Starostwie Powiatowym odbyło się spotkanie dotyczące problemów związanych z jego utworzeniem.
W spotkaniu uczestniczył burmistrz Wąsosza – Zbigniew Stuczyk, wójt Jemielna – Czesław Połczyk, wójt Niechlowa - Jan Głuszko. Władze samorządu górowskiego, pod nieobecność burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, reprezentowali: Marek Balowski (skarbnik gminy) oraz naczelnik wydziału oświaty – Bogumiła Rewers. W spotkaniu wziął udział Przewodniczący Rady Powiatu Władysław Stanisławski oraz starościna Pona.
Komitet organizacyjny muzeum zaprosił ponadto do udziału w spotkaniu radnych powiatowych, którzy podpisami wsparli projekt uchwały w tej sprawie: Kazimierza Boguckiego, Marka Biernackiego, Pawła Niedźwiedzia, Teresę Sibilak (obecni). Przypomnieć należy nazwiska tych radnych, którzy poparli uchwałę o utworzeniu muzeum, ale byli wczoraj nieobecni: Marek Hołtra, Jan Kalinowski, Tadeusz Podwiński, Grażyna Zygan – Zeid.

Spotkanie rozpoczął dyrektor wydziału oświaty w starostwie – Sławomir Bączewski - który przedstawił fazy tworzenia muzeum, tak by stało się zadość wymogom prawnym. W swojej prezentacji multimedialnej jasno i precyzyjnie określił działania, które należy podjąć, by idea utworzenia tej niezwykle potrzebnej placówki się skrystalizowała.
Kolejnym mówcą był Marek Wróbel, który pełni funkcję kierownika pracowni Reginalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w pracowni w Trzebinach. Zaczął on swoje wystąpienie od przypomnienia historii wykopalisk na terenie powiatu górowskiego, które sięgają XIX wieku. Marek Wróbel stwierdził: „znaleziskami z terenu powiatu górowskiego można obsadzić połowę muzeów regionalnych w Polsce”. Nasz powiat ma mnóstwo stanowisk archeologicznych, które są niezwykle bogate. Zostały one skatalogowane w książce napisanej przez dyrektora Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu. Pozycja ta zawiera ponad 800 stron druku! Kierownik pracowni wymieniał nazwy miejscowości, w których dokonano wykopalisk i znaleziono przedmioty kultury materialnej: Siciny, Bełcz Mały, Luboszyce, Płoski, Psary, Niechlów, Bartodzieje, Góra, Sądowel. Wiele z tych wydobytych z mroku niebytu eksponatów znajduje się w Trzebini. Jako kierownik tej placówki zadeklarował pomoc w tworzeniu muzeum, przekazaniu eksponatów znajdujących się w podległej mu placówce na rzecz muzeum w Górze. Wskazywał również, iż eksponaty z naszego terenu znajdują się również w muzeach wrocławskich.
Jako przykład na rozproszenie naszych zabytków wskazał trzy sarkofagi znajdujące się w Trzebiniach, które pochodzą z Sądowla. Na koniec Marek Wróbel wyraził radość i zadowolenie z faktu, iż jest szansa na powstanie muzeum w Górze. Przypomniał, iż mamy sojuszników i fachowców w dziedzinie archeologii, którzy wywodzą się z Góry. Padły nazwiska Michała Grzebielucha, który z wykształcenia jest archeologiem (pracuje we Wrocławiu, ale jest wiceprzewodniczącym komitetu muzeum w budowie) oraz prof. Jerzego Piekalskiego, dyrektora Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego, rodowitego górowianina.
Koordynatorka ds. tworzenia muzeum – Irena Gulczyńska – poinformowała o dotychczasowych działaniach, które podjęła na rzecz utworzenia muzeum. Pamiętać musimy, iż swoją funkcję pełni ona od 8 dni. Stworzona zostanie zakładka na internetowej stronie Starostwa Powiatowego, gdzie zamieszczony będzie apel do mieszkańców powiatu górowskiego o wsparcie działań na rzecz utworzenia muzeum. Rozważa się możliwość utworzenia fundacji na rzecz realizacji tej idei. Analizuje się możliwości uzyskania wsparcia finansowego z programów europejskich w ramach ochrony dziedzictwa narodowego i kulturowego.
Ta pierwsza część spotkania była bardzo dobrze zorganizowana i wszystkim obecnym przybliżyła problemy stojące na drodze utworzenia muzeum, które należy pokonać.
W części drugiej rozpoczął się cyrk.
W spotkaniu uczestniczył burmistrz Wąsosza – Zbigniew Stuczyk, wójt Jemielna – Czesław Połczyk, wójt Niechlowa - Jan Głuszko. Władze samorządu górowskiego, pod nieobecność burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, reprezentowali: Marek Balowski (skarbnik gminy) oraz naczelnik wydziału oświaty – Bogumiła Rewers. W spotkaniu wziął udział Przewodniczący Rady Powiatu Władysław Stanisławski oraz starościna Pona.
Komitet organizacyjny muzeum zaprosił ponadto do udziału w spotkaniu radnych powiatowych, którzy podpisami wsparli projekt uchwały w tej sprawie: Kazimierza Boguckiego, Marka Biernackiego, Pawła Niedźwiedzia, Teresę Sibilak (obecni). Przypomnieć należy nazwiska tych radnych, którzy poparli uchwałę o utworzeniu muzeum, ale byli wczoraj nieobecni: Marek Hołtra, Jan Kalinowski, Tadeusz Podwiński, Grażyna Zygan – Zeid.

Spotkanie rozpoczął dyrektor wydziału oświaty w starostwie – Sławomir Bączewski - który przedstawił fazy tworzenia muzeum, tak by stało się zadość wymogom prawnym. W swojej prezentacji multimedialnej jasno i precyzyjnie określił działania, które należy podjąć, by idea utworzenia tej niezwykle potrzebnej placówki się skrystalizowała.
Kolejnym mówcą był Marek Wróbel, który pełni funkcję kierownika pracowni Reginalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w pracowni w Trzebinach. Zaczął on swoje wystąpienie od przypomnienia historii wykopalisk na terenie powiatu górowskiego, które sięgają XIX wieku. Marek Wróbel stwierdził: „znaleziskami z terenu powiatu górowskiego można obsadzić połowę muzeów regionalnych w Polsce”. Nasz powiat ma mnóstwo stanowisk archeologicznych, które są niezwykle bogate. Zostały one skatalogowane w książce napisanej przez dyrektora Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu. Pozycja ta zawiera ponad 800 stron druku! Kierownik pracowni wymieniał nazwy miejscowości, w których dokonano wykopalisk i znaleziono przedmioty kultury materialnej: Siciny, Bełcz Mały, Luboszyce, Płoski, Psary, Niechlów, Bartodzieje, Góra, Sądowel. Wiele z tych wydobytych z mroku niebytu eksponatów znajduje się w Trzebini. Jako kierownik tej placówki zadeklarował pomoc w tworzeniu muzeum, przekazaniu eksponatów znajdujących się w podległej mu placówce na rzecz muzeum w Górze. Wskazywał również, iż eksponaty z naszego terenu znajdują się również w muzeach wrocławskich.
Jako przykład na rozproszenie naszych zabytków wskazał trzy sarkofagi znajdujące się w Trzebiniach, które pochodzą z Sądowla. Na koniec Marek Wróbel wyraził radość i zadowolenie z faktu, iż jest szansa na powstanie muzeum w Górze. Przypomniał, iż mamy sojuszników i fachowców w dziedzinie archeologii, którzy wywodzą się z Góry. Padły nazwiska Michała Grzebielucha, który z wykształcenia jest archeologiem (pracuje we Wrocławiu, ale jest wiceprzewodniczącym komitetu muzeum w budowie) oraz prof. Jerzego Piekalskiego, dyrektora Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego, rodowitego górowianina.
Koordynatorka ds. tworzenia muzeum – Irena Gulczyńska – poinformowała o dotychczasowych działaniach, które podjęła na rzecz utworzenia muzeum. Pamiętać musimy, iż swoją funkcję pełni ona od 8 dni. Stworzona zostanie zakładka na internetowej stronie Starostwa Powiatowego, gdzie zamieszczony będzie apel do mieszkańców powiatu górowskiego o wsparcie działań na rzecz utworzenia muzeum. Rozważa się możliwość utworzenia fundacji na rzecz realizacji tej idei. Analizuje się możliwości uzyskania wsparcia finansowego z programów europejskich w ramach ochrony dziedzictwa narodowego i kulturowego.
Ta pierwsza część spotkania była bardzo dobrze zorganizowana i wszystkim obecnym przybliżyła problemy stojące na drodze utworzenia muzeum, które należy pokonać.
W części drugiej rozpoczął się cyrk.
"Kukułcze jajko"
Druga część spotkania okazała się katastrofą. Oto niespodziewanie dla wszystkich inicjatywę postanowiła wziąć na swój język „Bukietowa”. I zaczął się cyrk!
Już w pierwszych słowach zapytała burmistrza Zbigniewa Stuczyka czy podtrzymuje swoją deklarację w sprawie współfinansowania muzeum. Burmistrz Stuczyk milczał długą chwilę. „Bukietowa” postanowiła chwycić „byka za rogi” i orzekła, iż jego milczenie oznacza zgodę. Usłyszeliśmy w odpowiedzi: „milczenie nie oznacza zgody”. To było preludium do dalszych wystąpień.
Wójt Jan Głuszko powiedział: „czujemy lekki niesmak, bo zapraszają nas, byśmy dali pieniądze a my chcemy współdecydować”. Następnie wójtowie i burmistrz przypuścili gremialny atak na pomysł, by musieli dokładać się do wynajmu pomieszczeń pod tymczasową siedzibę muzeum. Jan Głuszko stwierdził, iż: „Starostwo posiada mienie komunalne, w którym może znaleźć siedzibę muzeum w organizacji, a więc nie widzi powodów, by płacić za czynsz „Sanepidowi”.
I tu zaczęły się schody! Najpierw w osłupienie popadł przewodniczący komitetu społecznego Grzegorz Trojanek, który wyraźnie zaskoczony pytał o jaki czynsz chodzi? Kolejnym zdziwionym był wiceprzewodniczący tegoż samego ciała Zbigniew Józefiak. Zdziwienie zebranych wywoływały kolejne wypowiedzi „Bukietowej”, która oświadczyła, iż na wynajem pomieszczeń w „Sanepidzie” bardzo nalegał komitet organizacyjny! Członkom tegoż gremium dech w piersiach zaparło!
Prawda wygląda tak, iż przedstawiciele społecznego komitetu pierwotnie wskazali jako tymczasową siedzibę pomieszczenia w „starej przychodni”. Już wówczas wiadomo było, iż „Temed” się stamtąd wyprowadzi. Później, ze strony wicestarosty Bireckiego, pojawiła się sugestia, by rozważyć możliwość innego miejsca – II – e piętro w „Sanepidzie”. Nie chcąc eskalować konfliktu komitet społeczny doszedł do wniosku, iż trzeba brać, co dają, bo goni nas czas. I wzięliśmy! Wspominano wówczas o opłatach za prąd, wodę i ścieki. Nikt nie wspomniał, iż będzie nieco inaczej. Nie chodzi tu tylko o media, ale w cenę użyczenia (bo jak się dzisiaj dowiedziałem jest to użyczenie) wchodzi też części opłat, które trzeba ponosić z tytułu udziału w nieruchomości.
Głos zabrał burmistrz Stuczyk, który w słowach dobitnych i wolno cedzonych rzekł: „Byłem na jednym spotkaniu. Obiecałem pomoc finansową i to podtrzymuję. Idea utworzenia muzeum jest jak najbardziej słuszna i nie ma, co z nią dyskutować”. Dalej mówił: „Przysłuchuję się rozmowie stron – Starostwa Powiatowego i społecznej i nadal podtrzymuję deklarację pomocy finansowej. Uważam jednak – kontynuował - że numerem jeden w sprawie dofinansowania powinna być gmina Góra. Numerem dwa – gmina Wąsosz”. Głos burmistrza Stuczyka zyskał wyraźną aprobatę wójtów.
Kolejnym mówcą był skarbnik gminy Marek Balowski. Przekazał on od burmistrz Ireny Krzyszkiewicz deklarację wsparcia finansowego dla muzeum. Stwierdził jednocześnie, iż nie może podać konkretnej kwoty, bo nikt z władz Starostwa nie sprecyzował finansowych oczekiwań wobec gminy Góra. „Nie znamy kosztów, nie wiemy, na co mamy łożyć”.
Jego wystąpienie wsparł Jan Głuszko, który stwierdził: „iż sprawa utworzenia muzeum w budynku na Podwalu (obecnie mieści się tam PUP) jest odległa”. I tu wyszedł naprzeciw oczekiwaniom „Bukietowej”, która od razu zachwyciła się tą myślą i lotnie (jak na członkinię „SamejBronki” przystało) podchwyciła popiskując z radości.
„Można pomyśleć o budynku po łaźni” – rzekła – „bo tam można się od razu przeprowadzić”. Scena jak z „Potopu” Sienkiewicza – Zagłoba darowuje Inflanty! Na sali nie ma burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, w której władaniu znajduje się ten budynek, a „Bukietowa” ze swadą i radością dysponuje nie swoim mieniem.
Skarbnika gminy – Marka Balowskiego - zamurowało!
A „Bukietowa” dalej trajlowała: „Jeżeli chodzi o PUP, to on w najbliższym czasie się nie wyprowadzi, bo nie mamy środków na remont pomieszczeń w „starej przychodni. Zwracałam się do posła Dudy i ministra pracy o pomoc w tej sprawie. Szukają dla nas pieniędzy na ten cel”. Ręce opadły nawet mi, który zahartowany jestem w znoszeniu głupot plecionych przez „Bukietową”. Nie wytrzymałem i słodkim głosem spytałem: „ O konieczności dostosowania PUP do przepisów mówi się od trzech lat. Co Zarząd zrobił przez te nieomal trzy lata, by znaleźć środki?” Pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Ten występ „Bukietowej” odebrał nawet najtwardszym chęć do dalszej dyskusji. Wszyscy zaczęli rozmawiać ze wszystkimi. Spostrzegł to dyrektor powiatowej oświaty – Sławomir Bączewski – który by przerwać ten bezsens zakończył spotkanie informując, iż zostanie powołana Rada Programowa, która zajmie się ustaleniem profilu muzeum. W skład Rady wejdą przedstawiciele wszystkich samorządów i społecznego komitetu. Zamknięcie tej części „obrad” wszyscy przyjęli z ogromną ulgą.
Zawsze twierdziłem, iż idea utworzenia muzeum jest tej władzy wybitnie nie na rękę. Wczorajsze spotkanie w całej rozciągłości potwierdziło moje przypuszczenia. Ta władza będzie robiła wszystko, by muzeum nie powstało. Już wczoraj chciała podrzucić te niewygodne dla niej „kukułcze jajko” burmistrz Irenie Krzyszkiewicz.
Ta władza nie rozumie aspiracji i marzeń górowian.
Ta władza z poważna miną debatuje nad budową boiska asfaltowego i nawet nie zauważa, jaka jest przy tym śmieszna i żałosna.
Każde zdanie wypowiadane przez „Bukietową” kompromituje Nas, mieszkańców powiatu górowskiego.
Obserwowałem wczoraj Władysława Stanisławskiego. Z każdym zdaniem wypowiadanym przez „Bukietową” spuszczał coraz niżej głowę i zmieniał się na twarzy. Nie wytrzymał do końca spotkania. Wyszedł.
Czy Władysław Stanisławski wypił wczoraj swój kielich goryczy do dna?
Wystąpienia „Bukietowej” już dawno mnie nie bawią. Zastanawiam się: komu służy przedłużanie tej hecy?
Już w pierwszych słowach zapytała burmistrza Zbigniewa Stuczyka czy podtrzymuje swoją deklarację w sprawie współfinansowania muzeum. Burmistrz Stuczyk milczał długą chwilę. „Bukietowa” postanowiła chwycić „byka za rogi” i orzekła, iż jego milczenie oznacza zgodę. Usłyszeliśmy w odpowiedzi: „milczenie nie oznacza zgody”. To było preludium do dalszych wystąpień.
Wójt Jan Głuszko powiedział: „czujemy lekki niesmak, bo zapraszają nas, byśmy dali pieniądze a my chcemy współdecydować”. Następnie wójtowie i burmistrz przypuścili gremialny atak na pomysł, by musieli dokładać się do wynajmu pomieszczeń pod tymczasową siedzibę muzeum. Jan Głuszko stwierdził, iż: „Starostwo posiada mienie komunalne, w którym może znaleźć siedzibę muzeum w organizacji, a więc nie widzi powodów, by płacić za czynsz „Sanepidowi”.
I tu zaczęły się schody! Najpierw w osłupienie popadł przewodniczący komitetu społecznego Grzegorz Trojanek, który wyraźnie zaskoczony pytał o jaki czynsz chodzi? Kolejnym zdziwionym był wiceprzewodniczący tegoż samego ciała Zbigniew Józefiak. Zdziwienie zebranych wywoływały kolejne wypowiedzi „Bukietowej”, która oświadczyła, iż na wynajem pomieszczeń w „Sanepidzie” bardzo nalegał komitet organizacyjny! Członkom tegoż gremium dech w piersiach zaparło!
Prawda wygląda tak, iż przedstawiciele społecznego komitetu pierwotnie wskazali jako tymczasową siedzibę pomieszczenia w „starej przychodni”. Już wówczas wiadomo było, iż „Temed” się stamtąd wyprowadzi. Później, ze strony wicestarosty Bireckiego, pojawiła się sugestia, by rozważyć możliwość innego miejsca – II – e piętro w „Sanepidzie”. Nie chcąc eskalować konfliktu komitet społeczny doszedł do wniosku, iż trzeba brać, co dają, bo goni nas czas. I wzięliśmy! Wspominano wówczas o opłatach za prąd, wodę i ścieki. Nikt nie wspomniał, iż będzie nieco inaczej. Nie chodzi tu tylko o media, ale w cenę użyczenia (bo jak się dzisiaj dowiedziałem jest to użyczenie) wchodzi też części opłat, które trzeba ponosić z tytułu udziału w nieruchomości.
Głos zabrał burmistrz Stuczyk, który w słowach dobitnych i wolno cedzonych rzekł: „Byłem na jednym spotkaniu. Obiecałem pomoc finansową i to podtrzymuję. Idea utworzenia muzeum jest jak najbardziej słuszna i nie ma, co z nią dyskutować”. Dalej mówił: „Przysłuchuję się rozmowie stron – Starostwa Powiatowego i społecznej i nadal podtrzymuję deklarację pomocy finansowej. Uważam jednak – kontynuował - że numerem jeden w sprawie dofinansowania powinna być gmina Góra. Numerem dwa – gmina Wąsosz”. Głos burmistrza Stuczyka zyskał wyraźną aprobatę wójtów.
Kolejnym mówcą był skarbnik gminy Marek Balowski. Przekazał on od burmistrz Ireny Krzyszkiewicz deklarację wsparcia finansowego dla muzeum. Stwierdził jednocześnie, iż nie może podać konkretnej kwoty, bo nikt z władz Starostwa nie sprecyzował finansowych oczekiwań wobec gminy Góra. „Nie znamy kosztów, nie wiemy, na co mamy łożyć”.
Jego wystąpienie wsparł Jan Głuszko, który stwierdził: „iż sprawa utworzenia muzeum w budynku na Podwalu (obecnie mieści się tam PUP) jest odległa”. I tu wyszedł naprzeciw oczekiwaniom „Bukietowej”, która od razu zachwyciła się tą myślą i lotnie (jak na członkinię „SamejBronki” przystało) podchwyciła popiskując z radości.
„Można pomyśleć o budynku po łaźni” – rzekła – „bo tam można się od razu przeprowadzić”. Scena jak z „Potopu” Sienkiewicza – Zagłoba darowuje Inflanty! Na sali nie ma burmistrz Ireny Krzyszkiewicz, w której władaniu znajduje się ten budynek, a „Bukietowa” ze swadą i radością dysponuje nie swoim mieniem.
Skarbnika gminy – Marka Balowskiego - zamurowało!
A „Bukietowa” dalej trajlowała: „Jeżeli chodzi o PUP, to on w najbliższym czasie się nie wyprowadzi, bo nie mamy środków na remont pomieszczeń w „starej przychodni. Zwracałam się do posła Dudy i ministra pracy o pomoc w tej sprawie. Szukają dla nas pieniędzy na ten cel”. Ręce opadły nawet mi, który zahartowany jestem w znoszeniu głupot plecionych przez „Bukietową”. Nie wytrzymałem i słodkim głosem spytałem: „ O konieczności dostosowania PUP do przepisów mówi się od trzech lat. Co Zarząd zrobił przez te nieomal trzy lata, by znaleźć środki?” Pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Ten występ „Bukietowej” odebrał nawet najtwardszym chęć do dalszej dyskusji. Wszyscy zaczęli rozmawiać ze wszystkimi. Spostrzegł to dyrektor powiatowej oświaty – Sławomir Bączewski – który by przerwać ten bezsens zakończył spotkanie informując, iż zostanie powołana Rada Programowa, która zajmie się ustaleniem profilu muzeum. W skład Rady wejdą przedstawiciele wszystkich samorządów i społecznego komitetu. Zamknięcie tej części „obrad” wszyscy przyjęli z ogromną ulgą.
Zawsze twierdziłem, iż idea utworzenia muzeum jest tej władzy wybitnie nie na rękę. Wczorajsze spotkanie w całej rozciągłości potwierdziło moje przypuszczenia. Ta władza będzie robiła wszystko, by muzeum nie powstało. Już wczoraj chciała podrzucić te niewygodne dla niej „kukułcze jajko” burmistrz Irenie Krzyszkiewicz.
Ta władza nie rozumie aspiracji i marzeń górowian.
Ta władza z poważna miną debatuje nad budową boiska asfaltowego i nawet nie zauważa, jaka jest przy tym śmieszna i żałosna.
Każde zdanie wypowiadane przez „Bukietową” kompromituje Nas, mieszkańców powiatu górowskiego.
Obserwowałem wczoraj Władysława Stanisławskiego. Z każdym zdaniem wypowiadanym przez „Bukietową” spuszczał coraz niżej głowę i zmieniał się na twarzy. Nie wytrzymał do końca spotkania. Wyszedł.
Czy Władysław Stanisławski wypił wczoraj swój kielich goryczy do dna?
Wystąpienia „Bukietowej” już dawno mnie nie bawią. Zastanawiam się: komu służy przedłużanie tej hecy?
Papierowy zysk
Radni powiatowi otrzymali: „Sprawozdanie z działalności SP ZOZ w Górze za rok 2008”.
Dowiadujemy się z niego, iż w Szpitalu pracuje 185 osób (w etatach przeliczeniowych). Mamy 8 lekarzy, 6 farmaceutów i innych osób z wykształceniem wyższym, 90 pielęgniarek i położnych, 31 techników medycznych, ratowników medycznych oraz personelu z wykształceniem medycznym średnim. Ponadto w Szpitalu zatrudnionych jest 28 salowych i kierowców. 11 osób pracuje w charakterze pracowników gospodarczych i obsługi. Personel administracyjny liczy również 11 osób. 7 lekarzy zatrudnionych jest na kontraktach.
Za rok 2008 koszta osobowe funkcjonowania Szpitala wyniosły 9.103.998,20 zł. Dla porównania w roku 2007 była to kwota 7.693.275,07 zł. Wzrost tych kosztów o 1.410.723,13 zł dyrekcja Szpitala tłumaczy: wypłaceniem w roku 2008 odpraw i nagród jubileuszowych i podwyżkami wynikającymi z przepisów prawa.
Największy wzrost płac wystąpił w kontraktach. W roku 2007 wartość kontraktów wynosiła 752103, 46 zł, by w roku 2008 wzrosnąć do 2.117.166,71 zł (wzrost o 181%). Zmniejszeniu uległa kwota wypłat z tytułu umowy o pracę (z 5.380.649,64 zł w 2007 do 5.309.137,38 zł w roku 2008).
Zwiększeniu uległa również kwota wydawana na umowy zlecenia i o dzieło. W roku 2007 było to 306.712,50 zł, by wzrosnąć w roku kolejnym do 522.471,51 zł (wzrost o 70%).
W roku 2008 przez nasz Szpital przewinęło się 4984 chorych. Zanotowano wzrost w stosunku do 2007 roku o 155 pacjentów. W roku 2008 wykonano łącznie 588 zabiegów operacyjnych i położniczych (2007 – 409). W Szpitalu w roku poprzednim na świat przyszło 326 dzieci (2007 - 332).
Zadłużenie Szpitala na dzień 31 grudnia 2008 roku wynosiło 41.738.712,65 zł (na 31 grudnia 2007 – 40.337,657,60 zł).
Z tej kwoty 22,7 mln zł stanowią zobowiązania publiczno – prawne, na których umorzenie liczy się w związku z „planem B”. Pozostanie nam do spłacenia ok. 19 mln., o ile te marzenia się ziszczą.
Za rok 2008 Szpital wypracował zysk w wysokości 407.852,14 zł. Należy jednak pamiętać, iż ten zysk Szpital zawdzięcza w dużej części temu, iż to Starostwo Powiatowe spłaca 12 mln kredyt wzięty na potrzeby Szpitala. Kwota ta jest niebagatelna, bo sięga ok. 4 mln zł. Przyznają to zresztą autorzy opracowania: „na zysk na działalności całkowitej wpływ ma ujęcie w przychodach finansowych spłaconych przez organ założycielski kredytu długoterminowego i odsetek od kredytów oraz zmniejszenie pozostałych kosztów operacyjnych (koszty egzekucji komorniczej)”.
Warto wiedzieć, iż roczna rata spłaty kredytu płacona przez Starsotwo to kwota ponad 800.000 zł. Jest to nieomal o 50% więcej niż wyniósł zysk Szpitala.
Gdyby Szpital sam miał spłacać kredyt, który wzięto na jego funkcjonowanie strata byłaby oczywista.
Wynika z tego wniosek prosty jak świński ogon: Szpital jest wciąż na garnuszku powiatu.
Dowiadujemy się z niego, iż w Szpitalu pracuje 185 osób (w etatach przeliczeniowych). Mamy 8 lekarzy, 6 farmaceutów i innych osób z wykształceniem wyższym, 90 pielęgniarek i położnych, 31 techników medycznych, ratowników medycznych oraz personelu z wykształceniem medycznym średnim. Ponadto w Szpitalu zatrudnionych jest 28 salowych i kierowców. 11 osób pracuje w charakterze pracowników gospodarczych i obsługi. Personel administracyjny liczy również 11 osób. 7 lekarzy zatrudnionych jest na kontraktach.
Za rok 2008 koszta osobowe funkcjonowania Szpitala wyniosły 9.103.998,20 zł. Dla porównania w roku 2007 była to kwota 7.693.275,07 zł. Wzrost tych kosztów o 1.410.723,13 zł dyrekcja Szpitala tłumaczy: wypłaceniem w roku 2008 odpraw i nagród jubileuszowych i podwyżkami wynikającymi z przepisów prawa.
Największy wzrost płac wystąpił w kontraktach. W roku 2007 wartość kontraktów wynosiła 752103, 46 zł, by w roku 2008 wzrosnąć do 2.117.166,71 zł (wzrost o 181%). Zmniejszeniu uległa kwota wypłat z tytułu umowy o pracę (z 5.380.649,64 zł w 2007 do 5.309.137,38 zł w roku 2008).
Zwiększeniu uległa również kwota wydawana na umowy zlecenia i o dzieło. W roku 2007 było to 306.712,50 zł, by wzrosnąć w roku kolejnym do 522.471,51 zł (wzrost o 70%).
W roku 2008 przez nasz Szpital przewinęło się 4984 chorych. Zanotowano wzrost w stosunku do 2007 roku o 155 pacjentów. W roku 2008 wykonano łącznie 588 zabiegów operacyjnych i położniczych (2007 – 409). W Szpitalu w roku poprzednim na świat przyszło 326 dzieci (2007 - 332).
Zadłużenie Szpitala na dzień 31 grudnia 2008 roku wynosiło 41.738.712,65 zł (na 31 grudnia 2007 – 40.337,657,60 zł).
Z tej kwoty 22,7 mln zł stanowią zobowiązania publiczno – prawne, na których umorzenie liczy się w związku z „planem B”. Pozostanie nam do spłacenia ok. 19 mln., o ile te marzenia się ziszczą.
Za rok 2008 Szpital wypracował zysk w wysokości 407.852,14 zł. Należy jednak pamiętać, iż ten zysk Szpital zawdzięcza w dużej części temu, iż to Starostwo Powiatowe spłaca 12 mln kredyt wzięty na potrzeby Szpitala. Kwota ta jest niebagatelna, bo sięga ok. 4 mln zł. Przyznają to zresztą autorzy opracowania: „na zysk na działalności całkowitej wpływ ma ujęcie w przychodach finansowych spłaconych przez organ założycielski kredytu długoterminowego i odsetek od kredytów oraz zmniejszenie pozostałych kosztów operacyjnych (koszty egzekucji komorniczej)”.
Warto wiedzieć, iż roczna rata spłaty kredytu płacona przez Starsotwo to kwota ponad 800.000 zł. Jest to nieomal o 50% więcej niż wyniósł zysk Szpitala.
Gdyby Szpital sam miał spłacać kredyt, który wzięto na jego funkcjonowanie strata byłaby oczywista.
Wynika z tego wniosek prosty jak świński ogon: Szpital jest wciąż na garnuszku powiatu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


