piątek, 13 sierpnia 2010

TBS - kłopoty to nasza specjalność

Od kilku lat Towarzystwo Budownictwa Społecznego ma problem, jego lokatorzy ból głowy a Bank Gospodarstwa Krajowego niespłacony przez TBS kredyt z odsetkami po stronie „winien” w swoich księgach.
Historia tego problemu jest nieco zawiła, ale w głównym zarysie wygląda następująco.
W 2002 roku TBS sprzedaje na rzecz spółki „Pharma Mediaca” pomieszczenia w budynku przy ulicy Świętosławy. Spółka zgodnie z umową wpłaca zaliczkę na poczet kupna lokali w wysokości 150.000 zł. Umowa sprzedaży mówi, że ponadto sumę 250.000 zł spółka ma wpłacić do końca roku 2004. „Pharma – Medica” wywiązuje się z podjętego zobowiązania i wpłaca należną kwotę. Razem więc spółka zapłaciła 400.000 zł za pomieszczenia, w których ulokowały się przychodnie lekarzy – specjalistów.
„Pharma – Medica” nabyła pomieszczenia i spodziewała się, iż z chwilą wywiązania się z jej strony z umowy otrzyma notarialnie poświadczone prawo własności do lokali, za które wniosła przewidzianą umową kwotę 400.000 zł.


Czas płynął a spółka nadal nie mogła doczekać się wpisu do ksiąg wieczystych. Powód był bardzo prosty. TBS budynek przy ulicy Świętosławy zbudował za kredyt uzyskany w BGK. Bank, by do czasy spłaty kredytu przez TBS zabezpieczyć swoje interesy, wpisał się na hipotece budynku, jako wierzyciel.
Czas płynął a „Pharma – Medica” nadal nie mogła doprosić się prawa własności do zapłaconych nieruchomości. Spółce znacznie utrudniało to sytuację ekonomiczna. Nie mogła bowiem pozwolić sobie np. na wzięcie kredytu pod zastaw nabytej nieruchomości, by zakupić sprzęt medyczny, którego ceny są dość wysokie. Wiadomo, że czym większa i pełniejsza oferta świadczeń medycznym, tym wyższy kontrakt z NFZ a i pacjenci chętniej się do takiej placówki zapisują.
Sytuacja taka trwała i trwała.
Aż miarka cierpliwości „Pharmy – Medica” się wyczerpała. A wyczerpała się po tym, jak nowy prezes TBS – Dariusz Chudy z Wrocławia zdecydował się na wszczęcie postępowania sądowego mającego doprowadzić do pozbawienia spółki zakupionych i zapłaconych przez nią lokali. Nerwy prezesa spółki się wyczerpały i sprawa, po kilku rozprawach, włącznie z apelacją założoną od niekorzystnego wyroku przez TBS, znalazła swój finał. Wyrok sądu z 29.12.2009 r. był dla TBS miażdżący. TBS miała zapłacić „Pharmie – Medica” ok. 602.000 zł, i dopiero wówczas opuścić dotychczas zajmowane lokale.
Wydawałoby się, że prezes Dariusz Chudy powinien być zadowolony z wyroku. Wszak pozbywał się spółki. Problem polegał jednak na tym, że TBS nie miało takich pieniędzy a więc spółka pozostała na swoim miejscu.
Wiosną tego roku do gry włączyły się samorządy: Góry i Rawicza. Burmistrz Góry Irena Krzyszkiewicz mając na uwadze dobro lokatorów, mieszkańców naszego miasta, podjęła się mało wdzięcznej roli mediatora w konflikcie. Samorząd Rawicza ma 11% akcji TBS i siłą rzeczy musiał zaangażować się w rozmowy, bo gdyby doszło do upadłości TBS zgodnie z prawem odpowiadałby za długi TBS. Pamiętać należy, iż TBS jest spółką prawa handlowego.
Prowadzono rozmowy, które miały doprowadzić do porozumienia. Po jednym ze spotkań wydawało się, iż osiągnięto porozumienie. Wydawało się tylko na chwilę. Dwa dni po „obiecującym” spotkanie prezes „Pharmy – Medica” otrzymał pismo wzywające go do niezwłocznego opuszczenia zajmowanych pomieszczeń przy ulicy Świętosławy 1.
Prezesowi spółki Stanisławowi Hoffmannowi - pozostała więc obrona interesów spółki, która ma swoich udziałowców. Jedynym logicznym posunięciem stało się wystąpienie do sądu z wnioskiem o nadanie wyrokowi klauzuli natychmiastowej wykonalności wyroku z 29 grudnia 2009 roku. I sąd bez zbędnych ceregieli ją wydał 1 lipca 2010 roku. Tak więc prezes i kierowana przez niego spółka mogły śmiało wysłać do TBS komornika, by ten zabezpieczył ich słuszne roszczenia, uznane przez sąd.
Pod względem finansowym wyglądało to tak. Na dzień 13 lipca należność główna wobec „Pharmy – Medica” wynosiła 693.815, 16 zł. Do tej kwoty należy doliczyć 33.591 zł kosztów sądowych, jakie sąd nakazał zapłacić TBS na rzecz spółki. To nie wszystko. Co miesiąc na rzecz spółki konto rosło o 2592 zł z tytułu odsetek od niezapłaconej kwoty zasądzonej przez sąd. Jak więc widać, nie są to błahe pieniądze. W ostatecznym rozrachunku nie zapłaci tego prezes TBS Dariusz Chudy, lecz lokatorzy TBS. Zresztą, już czynsze w TBS wzrosły. Od 1 maja o ok. 25% (z 7,20 do9 zł) i już wówczas prezes Dariusz Chudy zapowiada że ponownie mogą wzrosnąć z 9 zł do 12 za 1 metr kwadratowy mieszkania. No, na procesy – szczególnie przegrane – kasa jest niezbędna. Przegrywa prezes Chudy, ale płacą lokatorzy.
Na 10 sierpnia wyznaczono kolejne spotkanie s sprawie zawarcia porozumienia. Roli mediatora ponownie podjęła się burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Za stołem zasiedli przedstawiciele BGK w Warszawie (departament kredytów trudnych, prezes „Pharma – Medica” Stanisław Hoffmann, prezes TBS – Dariusz chudy, burmistrz i sekretarz gminy Rawicz.




Dyskusja była bardzo merytoryczna. Strony wyartykułowały swoje oczekiwania wobec partnerów rozmów. Prezes Stanisław Hoffmann potwierdził swoje intencje niedoprowadzenia sprawy do skrajności. "Jestem mieszkańcem tego miasta. Tu się urodziłem i ludzie mnie znają. Nie jest moim celem doprowadzenie TBS-u do upadłości. Mógłbym to zrobić, bo mam wyrok z rygorem natychmiastowej wykonywalności, ale wtedy musiałbym wyprowadzić się z miasta. Ale nie zamierzam też pozwolić na to, by dać upaść spółce, której jestem prezesem. Spółka jest własnością kilku ludzi, którzy zainwestowali w nią swoje pieniądze. Moja rolą jest pilnowanie interesów tej spółki. Rozumiem niepokój lokatorów TBS-u i nie chcę, by na skutek czyichś zaniechań i zaniedbań oni byli karani. Nadal podtrzymuję swoje kompromisowe propozycje, na które pan prezes Chudy mi nie odpowiedział.
W tym momencie burmistrz Irena Krzyszkiewicz zwróciła się do prezesa Stanisława Hoffmanna z prośbą o ich sformułowanie i przedstawienie zebranym. Stanisław Hoffmann odpowiedział, że "Propozycje i dalszy przebieg spotkania już wkrótce."


czwartek, 12 sierpnia 2010

Przygnębiająca statystyka



Okres letni nie przynosi znaczącego zmniejszenia bezrobocia na ternie naszego powiatu. Tylko w gminie Wąsosz odnotowano spadek bezrobotnych o 1 osobę. Można powiedzieć, że bezrobocie na terenie naszego powiatu i wszystkich jego gmin utrzymuje się na stałym, bardzo wysokim poziomie.

Na 2874 bezrobotnych na terenie naszego powiatu tylko 636 osób (22,13%) posiada prawo do zasiłku. Bez pracy pozostaje 1526 kobiet (53,1%) ogółu bezrobotnych.
W miejscowościach wiejskich zamieszkuje 1783 bezrobotnych, co stanowi 62% ogółu. Osób, które nie ukończyły 25 lata, a pozostają w rejestrze PUP mamy na terenie powiatu 710, co daje 24,7% ogółu bezrobotnych. Można powiedzieć, że co 4 bezrobotny jest młodym człowiekiem, który wciąż czeka na swoją szansę.

Bez pracy pozostaje 21 osób, które nie ukończyły 27 roku życia, ale mają wyższe wykształcenie.
Wciąż duża jest armia ludzi bez kwalifikacji zawodowych zarejestrowanych w PUP. W lipcu było ich 770. To aż 26,8% wszystkich zarejestrowanych w PUP.

W lipcu 25 osób odmówiło bez uzasadnionej przyczyny podjęcia pracy a 30 nie potwierdziło gotowości podjęcia pracy. W tym samym okresie 98 osób zostało wyłączonych z ewidencji bezrobotnych. 278 osób zarejestrowało się w PUP po raz pierwszy i uzyskały tym samym status bezrobotnych.

PUP w Górze nie przygląda się biernie zjawisku wysokiego bezrobocia na ternie naszego powiatu. W I półroczu do PUP wpłynęły 604 oferty pracy, z tego z sektora publicznego 462.
W okresie tym do prac interwencyjnych i robót publicznych skierowano 96 osób. Na szkolenia PUP wysłał 197 osób, a staże uzyskały 143 osoby (z tego staż 8 miesięczny – 62 osoby, a półroczny 81 osób). W pracach społeczno użytecznych wzięło udział 30 osób. 12 osób mające status bezrobotnych podjęło ryzyko i sięgnęło po pożyczkę, by rozpocząć działalność gospodarczą na własny rachunek. 13 pracodawców otrzymało z PUP środki na stworzenie dodatkowego stanowiska pracy w swojej firmie.

Pieniądze na stworzenie tych form zatrudnienia PUP pozyskał z centralnego Funduszu Pracy, z rezerw Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej, środków leżących w gestii Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu. PUP sięgał – i sięga - po pieniądze wszędzie tam, gdzie rysowała się szansa ich pozyskania.

PUP kontynuuje realizację projektu „Wystarczy chcieć”. Środki na realizację tego projektu pochodzą z UE. W 2010 roku wartość tego projektu realizowanego przez nasz PUP wyniesie 2.314.000 zł. Dzięki projektowi PUP planuje objąć działaniami aktywizującymi 276 bezrobotnych. Szczególną uwagę zwróci się na osoby bezrobotne, które nie ukończyły 25 roku życia, długotrwale bezrobotnych oraz tych, którzy skończyli realizację kontraktu socjalnego.

W kręgu zainteresowania PUP przy realizacji tego programu znajdują się również bezrobotni, którzy ukończyli 50 rok życia. Baczną uwagę PUP zwróci na osoby bez kwalifikacji zawodowych, bez wykształcenia średniego.

Tu należy przypomnieć, iż do osób nie mających wykształcenia średniego lub wyuczonego zawodu pomocna dłoń wyciąga kierowana przez Krzysztofa Mielczarka instytucja o nieco przydługiej nazwie: Centrum Kształcenia Praktycznego i Ustawicznego, która znajduje przy ulicy Głowackiego w Górze. Od 1 września za darmo będzie można tam zdobyć wykształcenie, i to zupełnie za darmo. Uczniowie otrzymają za darmo podręczniki, bo dyrektor Krzysztof Mielczarek załatwił 1,5 mln zł z UE. CKUiP serdecznie zaprasza w swoje progi tych wszystkich, którzy pragną zwiększyć swoje szanse na rynku pracy.

W ramach projektu „Wystarczy chcieć” PUP planuje zorganizowanie staży dla 144 osób, 49 osób będzie mogło otrzymać środki na podjęcie własnej działalności gospodarczej, 138 osób będzie mogło wziąć udział w szkoleniach (kurs obsługi komputera, bukieciarstwo, aranżacja roślin. Zorganizowane zostaną też kursy spawania, obsługi wózków widłowych. Można będzie zdobyć prawo jazdy kat E i C, zawód kucharza oraz inne.

Już w I półroczu 2010 staż otrzymało 139 osób, na szkolenia skierowano 58 osób a 24 bezrobotnym przyznano środki na rozpoczęcie działalności gospodarczej na własny rachunek.
Jeżeli chodzi o stopę bezrobocia na ternie naszego powiatu, to była ona najwyższa w tym roku w miesiącu lutym, gdy wynosiła 26,6%. W tym samym miesiącu dla województwa dolnośląskiego wynosiła ona 13,9% a dla kraju – 13,0%.

Najświeższe dane dotyczące stopy bezrobocia pochodzą z czerwca. Poziom bezrobocia na terenie powiatu górowskiego wynosił wówczas – 23,7%. Wyższym poziomem bezrobocia legitymowały się tylko dwa powiaty na terenie naszego województwa: złotoryjski – 24,9% oraz lubański – 24,3%.

W czerwcu poziom bezrobocia dla naszego województwa wynosił 12,4% a dla Polski – 11,6%. Ze smutkiem i zaniepokojeniem odnotować należy fakt, iż bezrobocie w czerwcu 2010 roku (23,7%) było wyższe o 3,5% w stosunku do stopy bezrobocia w czerwcu 2009 r. – 20,2%.

środa, 11 sierpnia 2010

Żelazna aorta

Wczoraj odbyło się spotkanie w sprawie linii kolejowej nr 372 Bojanowo – Góra. W spotkaniu wzięli udział nieliczni radni powiatowi (pół tuzina) i jeszcze bardziej nieliczni radni gminy Góra (2 sztuki).

Gminę Góra reprezentowała burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Starostwo – oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P., wicestarosta – Tadeusz Birecki. Na sali zauważyłem również przewodniczącego Unii Górowian – Zbigniewa Józefiaka.
Tradycyjnie, starostwo nie uważało za stosowne poinformować opinii publicznej o spotkaniu w tak żywotnej dla nas wszystkich sprawie. Z góry chyba założono, że Państwa to nie dotyczy, a już broń Boże zainteresuje. Taki to już sobaczy urok tej kadencji, bezpowrotnie straconej.

Na spotkanie przybyli przedstawiciele kolei z dyrekcji w Ostrowie Wlkp.
Linia kolejowa nr 372 nie jest martwa. Przedstawiciel spółki Cargo, która prowadzi przewozy towarowe poinformował zebranych, iż od 1 stycznia 2010 roku do wczoraj linią 372 przewieziono 7700 ton, które przetransportowano w 175 wagonach. W 69 wagonach przetransportowano 2200 ton drewna, a w 106 wagonach – 5500 ton węgla.
Przykładowo w kwietniu tego roku w 38 wagonach przetransportowano 1140 ton ładunku.

Przedstawiciel PKP Cargo poinformował, iż koszt 1 godziny pracy lokomotywy wynosi ok. 300 zł. Towary, które przywożone są do stacji Góra Śląska najpierw przybywają do Leszna i dopiero stamtąd przewożone są do Góry. Czas transportu wynosi ok. 3 – 4 godzin. Oprócz opłaty z tytułu wynajmu lokomotywy Cargo płaci również za inne rzeczy (rezerwacja toru, opłata realizacyjna, opłata za korzystanie z toru). Te wszystkie dodatkowe opłaty wpływają na wysokość cen za przewóz towarów koleją. Można liczyć, że z wszystkimi opłatami koszt transportu ładunku z Leszna do Góry kształtuje się na poziomie ok. 600 zł za 1 godzinę. Od Cargo kasuje je spółka Polskie Linie Kolejowe, która jest właścicielem torów.

Jak zapewnił zebranych przedstawiciel Cargo: „nie musimy się wstydzić ilość towarów przewożonych na naszej linii kolejowej”.

Przedstawiciel Cargo przedstawił potencjalne scenariusze dotyczące przyszłości linii 372.

Wariant pierwszy.

Samorząd gminy przejmuje linię na własność. Wiąże się to z koniecznością zapewnienia do obsługi linii fachowców znających się na eksploatacji torów i bocznic. To dodatkowe koszty i problem dla samorządu. To samo dotyczy wydzierżawienia linii. Trzeba pamiętać o tym, że w takim przypadku to samorząd będzie ustalał cenę za przewóz towarów.

Wariant drugi.

Linię może przejąć przedsiębiorca lub grupa przedsiębiorców zainteresowanych transportem kolejowym. Mamy wówczas do czynienia z „komercyjną jazdą”. Oznacza to, iż każdy przewoźnik wykupuje od właściciela linii trasę za cenę wyznaczoną przez właściciela linii.

Wariant trzeci.

W Kaliszu istnieje Stowarzyszenie Kolejowych Przewoźników Lokalnych. Organizacja ta zrzesza samorządy w m.in. Kościanie, Czempiniu, Śremie, Śmiglu. Samorządy w tych miejscowościach przejęły linie kolejowe, które PLK chciała zamknąć. Co najważniejsze, SKPL ma koncesję na zarządzanie liniami kolejowymi oraz przewozy towarowe i osobowe. Dysponuje też fachowa kadrą znająca się na kolejnictwie. W praktyce wyglądałoby to tak.
Cargo dostarcza węgiel zamówiony przez PPZ w Niechlowie do Bojanowa. Z Bojanowa towar przewożony jest przez SKPL do Góry.
Wielką zaletą takiego rozwiązania jest doświadczenie, jakie ma SKPL w realizacji tego typu zadań. Cargo bardzo blisko współpracuje z SKPL i zachwala sobie tę współpracę. I ten wariant zachwalano zebranym, jako „najwspanialszy”.

Goście przestrzegali zebranych przed przykładaniem wagi do podpisanego pozo rozumienia w sprawie budowy wiaduktu. Wg ich oceny język podpisanego porozumienia jest dwuznaczny i tak naprawdę nic ono nam nie daje. Zachęcano naszych samorządowców do wytrwałości w utrzymaniu linii 372. Faktem jest, że linia Bojanowo – Góra jest zaniedbana. Ale też jest faktem, iż betonowe podkłady wytrzymają jeszcze 20 – 25 lat. Właścicielowi linii 372 – PLK – linia się nie opłaca i chętnie ja zamknie pod byle pretekstem. Nie można dopuścić do tego – podkreślali goście – by chociaż na krótki okres dopuścić do zamknięcia ruchu na tej linii. Będzie to oznaczało jej śmierć, bo już nigdy ruch nie zostanie wznowiony. Musimy przejąć linię na własność.

W dyskusji głos zabrała burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Burmistrz również mówiła o dwuznaczności porozumienia. Stwierdziła jednak, iż nadszedł czas sprawdzenia intencji instytucji, które zawarły porozumienie.

Jeszcze w tym tygodniu, zgodnie z §3 p. 2 powiat górowski i gmina Góra wystąpią o: „wybudowanie dwupoziomowego skrzyżowania (wiaduktu kolejowego wraz z dojazdami) drogi S5 i linii kolejowej nr 372 w przypadku wystąpienia uzasadnionych potrzeb społeczno – gospodarczych”. To będzie sprawdzian intencji stron, czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, której planiści tyle sknocili przy projektowaniu S5. Na odpowiedź maja oni 30 dni.


Zgodnie z podpisanym porozumieniem (§ 1, p. 1) Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad – Oddział w Poznaniu – zobowiązała się do: „budowy wiaduktu kolejowego wraz z dojazdami nad drogą ekspresową nr S5 w ciągu dwóch lat po zgłoszeniu potrzeby uruchomienia linii kolejowej przez Starostwo Powiatowe w Górze, Gminę Góra lub PKP Polskie Linie Kolejowe”.

„Wystosujemy wraz ze Starostwem pismo w tej sprawie i w ten sposób sprawdzimy intencje sygnatariusza porozumienia” – stwierdziła Irena Krzyszkiewicz. „Poprosimy o harmonogram prac wiodących do wybudowania wiaduktu, bo według zawartego porozumienia ma on powstać do sierpnia 2012 roku” – stanowczo oświadczyła burmistrz.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz wyłożyła nasze racje, które przemawiają za utrzymaniem linii 372. Podstrefa, zamiary inwestycyjne firm Skanska oraz budowa fabryki konstrukcji stalowych, 10 podmiotów, które korzystają z tej linii, budowa mostu w Ciechanowie, obwodnica Góry – to nasze atuty w walce o utrzymanie linii 372. „S5 nie może być budowana naszym kosztem” – powiedziała Irena Krzyszkiewicz.

Goście byli pod wrażeniem argumentacji użytej przez szefową gminy. „Macie bardzo mocne karty” – orzekli. „Musicie tylko nimi grać w odpowiedniej kolejności. Musicie też pamiętać o tym, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie będzie waszym przyjacielem w Ministerstwie Infrastruktury. Nie możecie dopuścić nawet do chwilowej zamknięcia linii, bo już jej nigdy nie otworzą. Dążcie do takiego – chwilowego – rozwiązania, by ruch na linii odbywał się nocą, nawet gdy powstanie S5 a nie będzie jeszcze wiaduktu”.

Przewodniczący Rady Powiatu stwierdził, że on również nie wierzy w dobre intencje sygnatariuszy zawartego porozumienia. „Nigdy nie byłem zwolennikiem przejęcia linii przez samorząd, bo to zrodziłoby określone problemy. Nie my powinniśmy przejmować też wiadukt, bo nie mamy do tego fachowców. Zamknięcie linii na 2 lata spowoduje, iż linia umrze” – zakończył swoje wystąpienie Władysław Stanisławski.

Tak, mniej więcej, wyglądało spotkanie w sprawie utrzymania linii 372. Wszystkim uczestnikom uświadomiło ono zagrożenia, przed jakimi stoimy. Likwidacja linii 372 byłaby dla nas z ekonomicznego punktu widzenia katastrofą. Pod znakiem zapytania stanęłaby przyszłość podstrefy a dla wielu przedsiębiorców, którzy sprowadzają nią towary może okazać się gwoździem do trumny.

Przed naszymi samorządami (a szczególnie samorządem gminnym) stoi ogromne wyzwanie. Dużą sztuką będzie wygrać z potentatami. Ten, kto tego dokona w niebywały sposób zasłuży się dla naszej gminy.

Znowu przekręt?

Komisja Rewizyjna Rady Powiatu od 14 czerwca do 18 czerwca 2010 roku przeprowadzała kontrolę „wyjazdów służbowych starosty górowskiego”.
Wyjazdy oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P., sprawdzali członkowie komisji w składzie:
Tadeusz Podwiński – przewodniczący komisji oraz jej członkowie: Paweł Niedźwiedź, Jan Bondzior, Tadeusz Bieleń.

Komisja kontrolowała wyjazdy służbowe oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P{., na wniosek radnego Marka Hołtry. Co ciekawe, wniosek ten radny Hołtra złożył podczas sesji Rady Powiatu 24 marca 2010 roku.

Proszę zauważyć ile wody musiało upłynąć nim dostojna komisja raczyła zająć się sprawą. Ale nie utyskujmy, bo mogło być gorzej. Z drugiej strony w tej Radzie Powiatu już gorzej być nie może. Wczoraj – nawiasem mówiąc – mój znajomy stwierdził, że „wszyscy obecni radni powiatowi powinni mieć zakaz kandydowania w zbliżających się wyborach”. Powód? Nędza, do jakiej doprowadzili powiat.

Ale powróćmy do kontroli. Motywem przewodnim kontroli była analiza wyjazdów służbowych starościny do Wrocławia. Radnych zainteresowało, czy wyjazdy oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P., do Wrocławia nakładały się na terminy posiedzeń Rady Nadzorczej Polskiego Radia Wrocław, której oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P., była przewodniczącą.

Przypomnę Państwu, że przewodniczącą Rady Nadzorczej oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P., została w czasach, gdy pewna partia o świńskiej fizjonomii została jakże nieopatrznie dopuszczona do współrządzenia. Był to czas wielkiego obciachu!

Radnemu Hołtrze szło o to, by Komisja Rewizyjna sprawdziła czy oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P., nie pobierała: „zwrotu kosztów podróży z dwóch źródeł”.
Zagadnienie wyjazdów służbowych oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P., objaśniali: skarbnik powiatu – Wiesław Pospiech oraz główna księgowa – Elżbieta Pończocha.
Wcześniej Komisja Rewizyjna Rady Powiatu zwróciła się do Rady Nadzorczej Polskiego Radia Wrocław z próbą o podanie dat jej posiedzeń.

Po uzyskaniu tych informacji Komisja Rewizyjna porównała je z datami wyjazdów oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P.
W wyniku przeprowadzonej analizy okazał się, że: „dwukrotnie termin wyjazdu służbowego pokrywał się z terminem posiedzenia Rady Nadzorczej Polskiego Radia Wrocław. Miało to miejsce w następujących dniach: 17.12.2008, 13.02.2009 r.”.

W protokole z kontroli czytamy: „Analizując powyższą sytuację można zauważyć, że istnieje prawdopodobieństwo pobierania przez starostę górowskiego Beatę Ponę podwójnego zwrotu kosztów podróży. W związku z powyższym celowym jest podjęcie działań celem zbadania czy nie zostało w tym wypadku popełnione przestępstwo”.

Protokół podpisali wszyscy członkowie Komisji Rewizyjnej.

Komisja Rewizyjna w czwartek skieruje protokół kontrolny do Przewodniczącego Rady Powiatu Władysława Stanisławskiego. Co prawda przewodniczący Komisji Rewizyjnej usiłował doręczyć protokół przewodniczącemu Rady Powiatu wczoraj, ale ten nie wyraził pragnienia posiadania tegoż dokumentu. Pragnienie takie zacznie odczuwać w czwartek, i to najbliższy.

Co zrobi Przewodniczący? Zapewne zapozna się z protokołem, co potrwa, bo to aż jedna strona druku. Następnie intelektualnie go przetrawi. Czy zawiadomi organy ścigania? Któż to wie!
W tej sprawie nikt nie wykazuje pospiechu. Protokół sporządzono 9 lipca. I jak widać nic się długo nie działo w tej sprawie. I jak znam nasz kochany samorząd nadal długo nic działo się nie będzie.
A kasa do radnych płynie. Tyle, że za nic.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Nie jest dobrze

8 kwietnia odbył się sprawdzian dla uczniów klas szóstych szkół podstawowych. W powiecie górowskim do jego pisania przystąpiło 324 uczniów klas szóstych. Celem przeprowadzenia “Sprawdzianu” było zorientowanie się w postępach edukacyjnych uczniów kończących szkołę podstawową.

Na ternie naszego powiatu mamy 14 szkół podstawowych. Poniżej mają Państwo wyniki uzyskane przez uczniów poszczególnych szkół w roku bieżącym i ubiegłym.

Każdy uczeń mógł zdobyć 40 punktów. Punktowane były: umiejętność czytanie ze zrozumieniem – 10 p, umiejętność pisania – 10 p, poprawności rozumowania – 8 p, korzystania z informacji – 4 p, wykorzystania wiedzy w praktyce – 8 p.

W roku 2009 średnia dla kraju wynosiła 22,64 punktów, również na 40 możliwych do zdobycia. Średnia dla naszego województwa w roku ubiegłym wynosiła 22,4 p, a dla powiatu górowskiego – 20,1 p.

Na 26 powiatów ziemskich, na które dzieli się administracyjnie nasze województwo, uplasowaliśmy się na 21 pozycji.

Wynik ze sprawdzianu powyżej średniej uzyskała szkoła w Płoskach (gmina Wąsosz).

Szkoła Podstawowa nr 3 w Górze, Szkoła Podstawowa w Niechlowie, Szkoła Podstawowa nr 1 w Górze
osiągnęły wynik średni.

Poniżej średniej ogólnopolskiej Okręgowa Komisja Egzaminacyjna we Wrocławiu sklasyfikowała: Szkołę Podstawową w Sicinach, Szkołę Podstawową w Wąsoszu, Szkołę Podstawową w Czerninie, Szkołę Podstawową w Pobielu.

Wynik „niski” uzyskały placówki w: Czarnoborsku, Glince, Irządzach.

Szkoły podstawowe w Ślubowie i Jemielnie mają na swoim koncie wynik bardzo niski.

Szkoła Podstawowa w Witoszycach uzyskała wynik najniższy.

Wyniki sprawdzianu dla uczniów klas VI z kwietnia 2010 w szkołach podstawowych na terenie powiatu górowskiego
Średnia dla Polski – 24,56 p.
Średnia dla województwa dolnośląskiego – 24,3 p.
Średnia dla powiatu górowskiego 22,7 p.


piątek, 30 lipca 2010

Radosna działalność imbecyli

Dopiero podliczyliśmy ile kosztowała nas powódź a już można doliczyć do tego rachunku koszt ludzkiej głupoty. Ten kołek wsadzony w przepust będzie kosztował Dolnośląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych ok. 10 tys. zł. Taka jest wymierna cena ludzkiej głupoty i bezmyślności. Wsadzono go zapewne, by ułatwić przepływ rybom. A że zrobiono to debilnie, to całkiem inna sprawa.
No cóż, nie każdy został poczęty w pełni świadomie. A tyle się mówi o świadomym macierzyństwie, a tak niewiele odpowiedzialnym poczęciu.
Kierownikowi inspektoratu DZMiUW we Wrocławiu - inspektorat w Górze - serdecznie dziękuję za udostępnione zdjęcia.

Woda wypłukała miliony

Szacunek strat spowodowanych powodzią zakończyły gminy Góra i Jemielno. W gminie Góra oszacowano łącznie straty na kwotę – 1.773.497,50 zł. Oprócz infrastruktury zniszczeniu uległy uprawy, które bezpowrotnie pochłonęła woda. Łączna powierzchnia zalanych użytków rolnych w naszej gminie wyniosła 1108,52 ha. Stanowi to 6,31% wszystkich użytków rolnych znajdujących się na ternie naszej gminy.

W "Raporcie z akcji przeciwpowodziowej maj – czerwiec 2010", który sporządziła gmina Góra czytamy:

"W okresie trwania alarmu przeciwpowodziowego całodobowo prowadzony był stały dyżur oraz prowadzono monitoring wałów i poziomu wody. W okresie tym przekazano gminie Niechlów 2200 worków do piasku oraz w jednym przypadku jedna drużyna z OSP Czernina prowadziła monitoring wałów na terenie gminy Niechlów, w miejscowości Bełcz Wielki. Trzykrotnie w miejscowościach Wierzawice Małe oraz Ryczeń oczyszczano przepusty z naniesionych gałęzi, które utrudniały przepływ wody."

"Zamulonych zostało 17 km rowów melioracji szczegółowych. Oczyszczenia wymaga 10 przepustów. Zalane zostały dwa odcinki dróg gminnych (ok. 100 m w Osetnie Małym oraz Ryczeniu), które wymagają przebudowy".

W "Raporcie" znajdujemy też przyczyny podtopień na terenie gminy Góra. I tak czytamy: “Na podtopienia w gminie Góra nałożyły się wody roztopowe z okresu zimowego oraz wysoki stan wód po intensywnych opadach, co spowodowało, że wody roztopowe nie spłynęły, w związku z powyższym podtopienia występowały w okresie od marca do czerwca 2010 roku. Rów Śląski jest na długości, gdzie wystąpiły podtopienia, zarośnięty i zamulony; na Śląskim Rowie między przepompownia w Chróścinie do wsi Nowa Wioska, nie były od kilku lat prowadzone prace konserwacyjne. W kilku miejscach znajdują się tam stanowiska bobrów, które skutecznie tamują odpływ wody przez tamy”.

W opracowaniu tym odnajdziemy również wnioski z końcowe: "Należy niezwłocznie przeprowadzić oczyszczenie Śląskiego Rowu. Należy też zastanowić się czy nie byłoby celowe wyłączenie użytków zielonych, które położone są pomiędzy Rowem Śląskim a Rowem Polskim, z użytkowania rolniczego, gdyż teren te są często podtapiane".

Największy areał, jaki znalazł się pod wodą na terenie gminy Góra stanowiły łąki – 808,83 ha. Zboża i mieszanki zbożowe – 155,59 ha. , a pozostałe uprawy razem – 130,57 ha. Bezpowrotnie przepadło 9,86 ha rzepaku, 2,40 ha ziemniaków.

W gminie Jemielno straty w uprawach spowodowane powodzią wyceniono na 1.848.203, 18 zł. Powierzchnia upraw dotkniętych niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi wyniosła 1120,63 ha. Stanowi to 19,51% wszystkich użytków rolnych w tej gminie.

Do strat powstałych na terenie powiatu górowskiego należy doliczyć również szkody, jakie odnotował Dolnośląski Zarząd Urządzeń i Melioracji Wodnej – inspektorat w Górze. A są to straty rzędu ok. 7.000.000 zł, które powstały na skutek uszkodzenia przez wodę wałów i urządzeń przeciwpowodziowych. Po doliczeniu tej kwoty okazuje się, iż starty w infrastrukturze technicznej powstałe na terenie powiatu górowskiego sięgają łącznie ok. 11.330.000 zł.


Wystarczy dodać, iż wykaz poniesionych strat przez DZMiUW liczy 47 pozycji. Przy każdej z nich znajduje się adnotacja dotycząca pilności dokonania naprawy. W jednym przypadku (przepust wałowy na rzece Odrze w Karowie) ma adnotację: „bardzo pilne”. W 36 przypadkach w uwagach widnieje adnotacja: „pilne”. Tylko w 10 przypadkach uszkodzenie określone jest zwrotem: „mniej pilne”.

Szacunku strat, jakie powódź wyrządziła w ciekach i urządzeniach administrowanych przez DZMiUW Wrocław dokonany został przez rzeczoznawców z Politechniki Wrocławskiej, którzy oceniali je pod kierunkiem dr Jerzego Machajskiego. Kierownik inspektoratu DZMiUW w Górze – Jerzy Ruszczyński – z uznaniem mówił o postawie wójta Niechlowa – Jana Głuszki, który oddał prywatny samochód do dyspozycji ekipy szacującej straty na ternie gminy Niechlów. „Spotkaliśmy się na tamtym terenie z ogromną pomocą i życzliwością przy wykonywaniu szacunków strat. Goście byli pod dużym wrażeniem otwartości wójta Głuszki oraz wszechstronnej pomocy jaką uzyskali” – stwierdził Jerzy Ruszczyński.