poniedziałek, 25 lutego 2008

Narodziny gwiazdy


Zadebiutowała nam dzisiaj w "Elce" nowa pani burmistrz - Irena Krzyszkiewicz. W tym miejscu składam Irenie Krzyszkiewicz gratualcje z powodu wyboru na burmistrza, bo od dzisiaj jest ona i moim burmistrzem. Przyznać muszę szczerze, że nie jest to burmistrz z mojej bajki, ale jak powiedział pewien amerykański kongresmen, którego wyborcy nie wybrali ponownie: "Wyborcy dokonali wyboru. Sukinsyny!" I w ten sposób na czele powiatu i gminy mamy dwie nauczycielki, co pocieszające nie jest.
Nowa burmistrz w wywiadzie dla "Elki" stwierdziła, iż "Najważniejsza sprawa to uporządkowanie sytuacji finansowej gminy, która jest bardzo zła." Jeżeli sytuacja gminy jest bardzo zła, to co można powiedzieć o sytuacji finansowej powiatu, któremu przewodzi koleżanka po fachu, czyli też nauczycielka Beata "Bukietowa" Pona? Nie można zapominać, iż nowa burmistrz ma swój niezaprzeczalny wkład w utrzymywanie przy życiu obecnej koalicji udającej, iż potrafi ona rządzić powiatem. Spoiwem tej koalicji, w skład której wchodzi dwóch aparatczyków zeszłej z tego świata PZPR, jedna dezerterka z "SamejBronki" oraz członek najbardziej obrotowej partii, czyli PSL, jest "Czas na zmiany". "Czas na zmiany" jest ugrupowaniem, do którego jej szefowa - Irena Krzyszkiewicz - się podczas wyborów nie przyznawała. I słusznie! Zmian nijakich nie było i hasełko okazało się pustym i nic nie znaczącym frazesem. I zmian dalej nie będzie. Burmistrz - elekt Irena Krzyszkiewicz w "elce" tak dziś nawijała: "Zapewnia, że w urzędzie nie będzie czystek, ale dokona analizy pracy urzędników". Ta wypowiedź rozśmieszyła mnie do łez. Teraz będzie się przyglądać a jako radna nie miała czasu i okazji?! Na zebraniach wiejskich nie słyszała dwóch nieprzerwanie pojawiających się nazwisk naczelników wydziałów, którzy wkurzają ludzi na dzień dobry? Ja słyszałem a burmistrz Irena Krzyszkiewicz nie!
Następny wybuch niczym niepanowanego śmiechu ogarnął mnie po usłyszenie następującej informacji: "Na pewno zaś powoła zastępcę. Jak mówi, ma już kandydata, ale nie podaje jego nazwiska. Jeszcze z nim nie rozmawiałam". Oto szczęśliwy człowiek! Jeszcze nie wie, że został namaszczony! Jak nie rozmawiała, to skąd wie, że on chce?! Niektóre nauczycielki mają jednak dużo wdzieku i uroku. A jaki zamęt we łbie potrafią zrobić! Pół urzędu już wie, kto będzie wickiem, ale kandydat jeszcze nie! To jest poooorrrraaaażżżżaaajjjjąąącccceee! A jak się nie zgodzi? Ta opcja odpada zupełnie, bo kobiecie się nie odmawia. Jeszcze na dodatek kobiecie, która jest burmistrzem?!
Tak ogolnie jestem zadowolony z wyborów. Będę miał o czym pisać, bo burmistrzyni już debiutując udowadnia, iż tematów mi nie zabraknie. Państwo będą mieli co czytać, bo ja jestem jak to dziecko z dowcipu o nauczycielce:
"Mówi nauczycielka:
- W mojej klasie, dzieci są bardzo muzykalne. Wszystkie grają mi na nerwach".

niedziela, 24 lutego 2008

Nieoficjalne wyniki wyborów


Obwód nr 1 - Aleja Jagiellonów, os. Kazimierza Wielkiego
Marek Hołtra - 107, Irena Krzyszkiewicz - 232

Obwód nr 2 - ul. Korczaka i ul. Piastów
Marek Hołtra - 120, Irena Krzyszkiewicz - 208

Obwód nr 3 - Dąbrówki, Dworcowa, os. Mieszka I, Poznańska itd.
Marek Hołtra - 150, Irena Krzyszkiewicz - 214

Obwód nr 4 - śródmieście Góry
Marek Hołtra - 183, Irena Krzyszkiewicz - 314

Obwód nr 5 - Wrocławska i ulice wokół Urzędu Miejskiego
Marek Hołtra - 141, Irena Krzyszkiewicz - 173

Obwód nr 6 - Głogowska, Leśna, Przylesie, Starogórska i in.
Marek Hołtra - 230, Irena Krzyszkiewicz - 327

Obwód nr 7 - osiedle Reja i okoliczne ulice
Marek Hołtra - 140, Irena Krzyszkiewicz - 260

Obwód nr 8 - Glinka i okoliczne miejscowości
Marek Hołtra - 37, Irena Krzyszkiewicz - 71

Obwód nr 9 - Witoszyce i okoliczne miejscowości
Marek Hołtra - 138, Irena Krzyszkiewicz - 125

Obwód nr 10 - Czernina i okoliczne miejscowości
Marek Hołtra - 74, Irena Krzyszkiewicz - 551

Obwód nr 11 - Kłoda Górowska i okoliczne miejscowości
Marek Hołtra - 192, Irena Krzyszkiewicz - 173

Obwód nr 12 - Grabowno i okoliczne miejscowości
Marek Hołtra - 77, Irena Krzyszkiewicz - 52

Obwód nr 13 - Osetno i okoliczne miejscowości
Marek Hołtra - 60, Irena Krzyszkiewicz - 132

Obwód nr 14 - Stara Góra i okoliczne miejscowości
Marek Hołtra - 53, Irena Krzyszkiewicz - 101

Obwód nr 15 - szpital
Marek Hołtra - 2, Irena Krzyszkiewicz - 1

Ogółem: Marek Hołtra - 1738 (37%), Irena Krzyszkiewicz - 2900 (63%).


Jak nam oświadczył, pragnący zachować anonimowość, członek sztabu wyborczego M. Hołtry - od jutra zaczynamy kampanię wyborczą przed wyborami w 2010 r.

piątek, 22 lutego 2008

Nasz cyrk powiatowy

Błysnęła i zamigotała nam niczym raca nasza Beata "Bukietowa" Pona. Starym zwyczajem, który wszedł jej w krew, gdy była wschodzącą gwiazdą denatki "SamejBronki", odwraca kota ogonem w sprawie przejęcia szpitala przez Edwarda Baranowskiego, drogiego - i mocno przereklamowanego w opinii wielu - lekarza z Leszna. Przyłapana na posiadaniu oferty, której nie chciała ujawnić radnym powiatowym, na przejęcie naszego szpitala w oburzeniu zakrzyknęła: "To kampania wyborcza pana Hołtry". Przypomina mi to stary socjalistyczny slogan propagandowy, który miał ukazywać, że w USA jest źle: "A w Ameryce Murzynów biją!" Idiotyzmu tego rozumowania nie muszę chyba Państwu rozwijać. Marek Hołtra i Kazimierz Bogucki biorą kasę za to, że są radnymi. Ich obowiązkiem jest czuwanie i kontrolowanie poczynań Zarządu tak, aby ten nie wychodził poza prerogatywy nadane mu mocą ustawy o samorządzie powiatowym. W ustawie tej art. 26.1. mówi: "Zarząd Powiatu jest organem wykonawczym powiatu". Zarząd jest więc jak ogon psa. A od kiedy to ogon merda psem? Nie merda?! To ja Państwu powiem, bo już mnie krew zalewa, kto merda. Władysławowi Stanisławskiemu zamarzyła się monarchia absolutna. Dobrał sobie Zarząd, który jest mu absolutnie uległy i posłuszny. Ma nad nim totalną przewagę intelektualną, no bo ilu Stefanów Mrówków czy Tadeuszów Bireckich potrzeba, by sprostać w dyskusji Przewodniczącemu? O starościnie nie wspomnę, bo po przeliczeniu algorytmem wychodzi mi liczba większa niż liczy mieszkańców nasz powiat. Ale dobrze! Poukładał to sobie, bo z nienawiści do kilku radnych przestała mu pracować znaczna część szarych komórek.I tu sam siebie przecenił! Nie zorientował się, że z tym Zarządem można jechać na sadzenie lasu, gdzie prosta komenda "zielonym do góry!" powoduje, iż po godzinie przestaje on sadzić drzewka korzeniami ku górze. Zresztą sam tego sobie nie ułożył. W ułożeniu obecnego układu bardzo pomogła mu Irena Krzyszkiewicz i jej "Czas na zmiany". Nagle Irena Krzyszkiewicz zapałała miłością do "SamejBronki", która zdradziła ją podczas kampanii wyborczej w roku 2006. A ponieważ Irena Krzyszkiewicz jest nauczycielką z krwi, ducha, kości i nawyków, poparła ona kandydaturę innej koleżanki po fachu - nikomu nieznanej Beaty Pony - umożliwiając jej wyjście na światło dzienne. I tak Państwo widzicie: Władysław Stanisławski otrzymał w darze od Ireny Krzyszkiewicz Beatę Ponę a Irenie Krzyszkiewicz dał w zamian Tadeusza Bireckiego. Tak się obdzieliwszy radzi usiedli i udawali, że to nie ich dziecina się narodziła. A tu sprawy zaczęły sie rypać! Zadłużenie szpitala, kredyty zaciągnięte by przetrwać i jeszcze porządzić, bałagan w zarządzaniu starostwem i ta cholerna opozycja. I zaczęło sie robić mniej przyjemnie! Lud szemrać zaczął a przecież nie powinien, bo geniusz prezesa PSS - u "Społem" znany jest pod każdą szerokością i długością geograficzną. A prezes i Przewodniczący się pogubił. Koncepcję trafił szlag! Wystawił się jak nigdy dotąd na negatywny osąd opinii publicznej. Obnażył swoje słabości i brak kompetencji w wielu sprawach. Irena Krzyszkiewicz była cwańsza. Nie wyrażała swojego poparcia głośno. Zarząd popierali jej ludzie z "Czasu na zmiany" w Radzie Powiatu: szwagier Jan "Milczek" Bondzior, Marek Biernacki, Paweł Niedźwiedź. Jej chodziło o to, by dostać od Władysława Stanisławskiego poparcie w wyborach na stanowisko, o którym śni po nocach. I dostała. Najpierw Przewodniczący udzielił wywiadu w "Życiu Powiatu", które finansowane jest z pieniędzy samorządowych. Tam pod niebiosa wychwalał wspólniczkę mówiąc wszystko i nic jednocześnie na temat jej - podobno - zalet i umiejętności. W akcie łaskawości pozwolił na rozwieszenie plakatów Ireny Krzyszkiewicz na witrynach spółdzielczych sklepów, co spotkało się z komentarzem, iż niedługo PSS będzie miał nową wiceprezes, bo tylko jej podobizna widnieje na szybach i drzwiach i chodzi o to, by pracownicy poznali nową szefową. I takie są kulisy tego interesu o nazwie Zarząd Powiatu.
Wróćmy jednak do naszego szpitala. Starościna Beata Pona stwierdziła, iż : "wpłynęła oferta od Ventriculusa, jednak, jak powiedziała, to jedna z wielu propozycji, ale to tylko jedna z wielu, jakie wpłynęły do zarządu. Zdaniem starosty z ofertą powinien najpierw zapoznać się zarząd, dlatego nie przekazano jej jeszcze radnym". Głupota bezdenna. Idiotyzm w krystalicznej postaci. Wszyscy radni są równi i ustawami mają zapewniony równy dostęp do dokumentów. Ubaw zacznie sie wówczas, gdy poprosi się starościnę o pokazanie tych kilku ofert. Patrzcie Państwo jakie cuda: nikt nie zgłaszał zapytania ofertowego a oferty wpływają?!
Skoro tak, to ja też pozwolę sobie złożyć ofertę. Oferuję się na własny koszt wysłać cały Zarząd rakietą w niekończącą się podróż do kresu wszechświata. Druga oferta jest dla Przewodniczącego i Ireny Krzyszkiewicz. Ponieważ Państwo to jednak inny format intelektualny i z byle kim postponować sie nie możecie, proponuję więc wystartowanie Przewodniczącego na szefa ONZ a Irenie Krzyszkiewicz na "Miss Wszechświata w latach 2008 - i po kres czasu".(x)

czwartek, 21 lutego 2008

Debata na niby


Dzisiejsza radiowa debata pretendentów do fotela burmistrza Góry, którą transmitowała "Elka", pozostawiła niedosyt. Trwała zbyt krótko a zadawane kandydatom pytania miały charakter standardowy. Irena Krzyszkiewicz w sposób płynny i wyuczony nieomal na pamięć posługiwała się ogólnikami, które z równym powodzeniem można stosować podczas debaty wyborczej startując np. na funkcję radnego, i to obojętnie jakiego organu samorządowego. Wypowiedzi Ireny Krzyszkiewicz nacechowane były pewnym dydaktyzmem.
Marek Hołtra miał zbyt aksamitny i cichy głos, jak na człowieka aspirującego do sprawowania najważniejszej funkcji w gminie. Mówił mniej niż jego szanowna kontrkandydatka, ale w znacznie większym stopniu operował konkretami. O ile Irena Krzyszkiewicz w odpowiedzi na pytanie o motywy skłaniające ją do ubiegania się o stanowisko burmistrza zalała słuchaczy swoistą odmianą nowomowy, o tyle jej konkurent krótko i precyzyjnie wymienił pięć punktów swojego programu. Szkoda, ze nie rozwinął swoich myśli i nie poświęcił więcej czasu na chociażby skrótowe omówienie każdego punktu. Kandydaci mieli prawo zadać sobie po jednym pytaniu. Irena Krzyszkiewicz spytała swojego rywala o jego ocenę budżetu gminy, który został przyjęty, i porównanie go z budżetem proponowanym przez byłego burmistrza Tadeusza Wrotkowskiego. W odpowiedzi usłyszała, iż przecież tak naprawdę budżet zwany umownie "budżetem Wrotkowskiego" był budżetem Rady Miejskiej, gdyż Tadeusz Wrotkowski dawno utracił większość w Radzie. Z kolei Marek Hołtra spytał Irenę Krzyszkiewicz o motywy odmowy odbycia debaty w Górze. Tłumaczyła się napiętymi terminami oraz tym, iż debatę taką odbyła w 2006 r. Co pozostanie w pamięci z tej debaty? Myślę, że ten moment, kiedy Irena Krzyszkiewicz dość cierpko stwierdziła, iż podczas wyborów w 2006 r Marek Hołtra ją popierał a obecnie... . W odpowiedzi usłyszała, iż nie dotrzymała wówczas umowy. Czyżby sprawdzały się słowa piosenki: "Nie wierz nigdy... .
Dla jasności sytuacji mogę już dzisiaj powiedzieć, to o czym wie niewielu. Irena Krzyszkiewicz mogła być jedynym kandydatem na fotel burmistrza. Marek Hołtra był gotów zrezygnować z kandydowania pod warunkiem, iż Irena Krzyszkiewicz wycofa swoich ludzi z koalicji, która udaje, że umie rządzić powiatem. Dla jasności sytuacji dodam, iż Marek Hołtra nie aspirował wówczas do funkcji starosty czy też wicestarosty. Propozycja została odrzucona przez Irenę Krzyszkiewicz, która najwyraźniej gra o wszystko. Rodzi się tylko pytanie: czy zdoła to przetrawić? Czy też ani ona ani jej ludzie w grze va banque zamiast kasy otrzymają od wyborców śliczny egzotyczny owoc - figę. Gorzkie plony tej koalicji przyjdzie zbierać nam, mieszkańcom powiatu, przez wiele lat.
Oceniając debatę powiem tak: była zbyt krótka, niewiele wniosła do posiadanej przez nas wiedzy na temat zasadności aspiracji obu kandydatów. Marek Hołtra swój chrzest bojowy przejdzie w najbliższy piątek podczas spotkania z wyborcami w górowskim Domu Kultury. Spotkania górowian z Ireną Krzyszkiewicz nie będzie. Szkoda, że Irena Krzyszkiewicz, kobieta medialna i otrzaskana w spotkaniach publicznych, nie zmierzy się ze swoim rywalem. To jest dla górowian gorzkie i niesprawiedliwe. Od kandydatów na burmistrza wymagajmy szacunku dla siebie - wyborców i jednocześnie mieszkańców tego miasta. (x)

środa, 20 lutego 2008

Akcesoria budowlane


Od pewnego czasu po Górze krążyły pogłoski dotyczące możliwości przejęcia przez znanego leszczyńskiego lekarza szpitala w Górze. Wieści tych nie traktowałem poważnie, gdyż wszyscy wiedzieli, iż przygotowywana jest oferta emisji akcji SP ZOZ w Górze, która ma oddłużyć szpital. Wczoraj wieczorem okazało się jednak, iż to, co brałem za pogłoskę, jest realne. Ryszard Baranowski - znany lekarz z Leszna - złożył ofertę wobec naszego szpitala. Bardzo dziwne jest to, iż Starostwo Powiatowe w Górze nie ogłaszało konkursu ofert w stosunku do naszego szpitala a oferta wpłynęła. Nie zrobiła tego również dyrekcja SP ZOZ. Dzisiaj radni Rady Powiatu, Kazimierz Bogucki oraz Marek Hołtra, próbowali dowiedzieć się czegoś bliższego na ten temat. W tym celu udali się do Starostwa, by wiedzy i oświecenia zaczerpnąć ze źródła mądrości wszelakiej - starościny Beaty "Bukietowej" Pony. Naiwnie sądzili, iż jako radnym przysługuje im pełen dostęp do informacji i dokumentów. I tu się Panowie pomylili! Starościna odmówiła im dostępu do dokumentów. I miała rację! Nie będzie byle radny powiatowy wścibiał nosa w różne sprawy! Żądać dokumentów, które widział Zarząd (organ wykonawczy Rady Powiatu) i jeszcze nie zajął w tej sprawie światłego stanowiska, to bezgraniczna bezczelność! Kazimierz Bogucki i Marek Hołtra nie rozumieją, że ich misją ma być posłuszne podnoszenie ręki za każdą decyzją Zarządu a nie zadawanie pytań. Niech ci szaleńcy biorą przykład z radnych np. Marka Biernackiego, Pawła Niedźwiedzia, Jana "Milczka" Bondziora, którzy nigdy o nic nie pytają. A oni - niedowiarki - nie ufają zbiorowej mądrości Zarządu, który w akcie twórczej kreacji wydumał Jego Ekscelencja Władysław Stanisławski.
Ponieważ krynica wiedzy wszelakiej - starościna Beata Pona - nie zrosiła radnych powiatowych rosą wiedzy, udali się oni z niczym do swoich "świątyń dumania".
O faktach tych zostałem poinformowany przez dźwięki tam - tamów oraz indiańskie znaki dymne. W celu zasięgnięcia informacji na ten temat ośmieliłem się zadzwonić do Najpromienniejszego Przewodniczącego Rady Powiatu. Z wielką nieśmiałością i obawą, cichym i słabowitym głosem, zapytałem Jego Słoneczność o tę sprawę. W odpowiedzi usłyszałem, iż sprawę zna on tylko ze słyszenia. Wówczas ogarnęła mnie zgroza! Ktoś knuje za plecami Najjaśniejszego - pomyślałem ze wzrastającym przerażeniem i włos stanął mi dęba na głowie! Biada nieszczęsnym! Kres ich jest bliski! I oczami wyobraźni swojej widziałem, jak Boski Przewodniczący wykorzystując ostatni lot "mądrej sowy", siedząc na jej grzbiecie, razi - niczym Zeus Gromowładny - mrówkowszczyznę, bireckowszczyznę i ponowszczyznę. Gniew Boskiego Promienistego jest bowiem straszliwy i każdy kto się nań narazi padnie niczym zboża łan pod sierpem (byli towarzysze Stefan Mrówka i Tadeusz Birecki dodaliby z lubością i emfazą w głosie "i młotem!"). Podczas pierwszej rozmowy z Najwyższym Autorytetem nie dowiedziałem się niczego istotnego. Toteż drżącym głosem i z ogromną nieśmiałością zaproponowałem Najbardziej Oświeconemu Spośród Oświeconych, iż nawiążę z Nim ponowny kontakt za 60. minut, które On poświęci rozwikłaniu tej dziwnej sprawy.
Po godzinie drżącymi z emocji i nieśmiałości palcami ponownie (po ósmym podejściu!)odważyłem się (ile mnie to kosztowało?)nawiązać łączność telefoniczną z Boskim Przewodniczącym. I już po pierwszych Jego słowach wpadłem w osłupienie. O bogowie na wysokim Olimpie! Wy, którzy dzierżycie losy tego świata w dłoniach swoich - niegodni tego jesteście! Blaskomiotny Przewodniczący poinformował mnie (aż strach pisać!), że Beata Pona - starościna (niestety!) - naszego powiatu odmówiła Jego Ogromności dostępu do dokumentów! Zgroza! Skandal! Bogowie?! Wy nie grzmicie?! Jak można tak spostponować Wielkiego Kreatora, któremu chleb i omastę do niego zawdzięczają członkowie Zarządu?! To On nadał im, mizernym postaciom, drugi wymiar - mieli długość a dostali od Grande Kraetore jeszcze szerokość, wyrażoną w dostępie do powiatowego korytka.
Kiedy to usłyszałem, omal że nie oddałem ducha. Zgubieni jesteśmy! - pomyślałem. Dotąd Jego Światłość panowała nad sytuacją, ale teraz to już najlepszym wyjściem byłby potop. Niewdzięcznicy zbuntowali się przeciw Jego Doskonałości! Doskonałości, która ich powołała do życia pomimo ich mniej niż przeciętności. Toteż poradziłem Boskiemu Przewodniczącemu, by gonił ich na cztery wiatry oraz wspomniałem coś o gadzinie wyhodowanej na własnej piersi. Emanacja Doskonałości spokojnym głosem oświadczył mi, iż on podchodzi do sprawy spokojnie. Każdy ma prawo złożyć ofertę, nawet o to nieproszony. Jego Wielkość mówił też dość długo o naturze ludzkiej, co przełożyłem na mowę prostą i zrozumiałą dla ogółu: są ludzie i parapety, ale żeby urodzić się klamką?
Grupa radnych, którzy pomimo konstruowania przez Zarząd biegu wzwyż z przeszkodami, chce znać prawdę, szykuje wniosek o zwołanie sesji nadzwyczajnej poświęconej ofercie złożonej przez Ryszarda Baranowskiego. Idealiści! W tym sezonie siedzi się cicho, bo rządzi Platforma Obywatelska, a jak wiadomo od czasów niejakiej Sawickiej: "przy służbie zdrowia też się będzie kręcić lody". Patrzcie Państwo: jeszcze zimno i chłodno a już są u nas amatorzy na te lody. (x)

Kandydat na burmistrza

wtorek, 19 lutego 2008

Jakiż zawód i ból


Rozprawa sądowa, która dziś miała się odbyć została przełożona na 27 marca 2008 o godzinie 11:45.

niedziela, 17 lutego 2008

Nie ma czasu dla wyborców?























Wczoraj zadałem publicznie pytanie - czy odbędzie się debata między pretendentami do fotela burmistrza? Sztab wyborczy Marka Hołtry czeka na odpowiedź, a ja już ją otrzymałem. Nie ma jak siła internetu! W sobotę pani Irena Krzyszkiewicz spotkała się z wyborcami w Kruszyńcu. Przed spotkaniem poinformowała mnie, że debaty między kandydatami nie będzie, ponieważ ... - uwaga! - .. nie ma czasu. Ma tak napięty kalendarz wyborczy, że nie wygospodaruje jednego dnia na to, żeby publicznie podyskutować z Markiem Hołtrą.
Zapewne spotka w jakiejś miejscowości z 10 lub 11 ... no dobrze 13 wyborcami. Woli ich niż wyborców z Czerniny, bo w tej miejscowości Marek Hołtra zamierzał dyskutować. Nasuwa mi się jedno słowo - lekceważenie, tyle że nie wiem, czy konkurenta do funkcji burmistrza, czy wyborców, a może lekceważenie wszystkich.
A szkoda! Liczyłem na spotkanie wyborcze w Górze naszej drogiej kandydatki do objęcia stanowiska burmistrza. Na razie się nie doczekałem, a finisz kampanii wyborczej tuż, tuż ... Muszę za nią jeździć po wsiach naszej gminy, żeby samemu zadać pytanie a i posłuchać o co inni pytają. W najbliższym czasie o tym napiszę. Przy okazji poznaję uroki naszej przepięknej gminy, za co dziękuję w tym miejscu naszej drogiej dyrektorce Liceum Ogólnokształcącego. Podróże kształcą!

sobota, 16 lutego 2008

Czy będzie debata?


Z informacji, jaką uzyskałem z obozu kandydata na burmistrza Góry - Marka Hołtry - wynika, iż w czwartek 14 lutego złożono jego kontrkandydatce propozycję odbycia debaty publicznej w Górze. Pismo w tej sprawie dostarczono pełnomocnikowi kandydatki Ireny Krzyszkiewicz - Andrzejowi Rogali. Propozycja nie określa terminu, zakresu dyskusji ani też tematyki spotkania. Pełnomocnik wyborczy Marka Hołtry - Kazimierz Bogucki, oświadczył, że do dnia dzisiejszego Andrzej Rogala nie nawiązał z nim kontaktu w celu uzgodnienia szczegółów proponowanego spotkania wyborczego.

Nie dupa jest dla papieru toaletowego, ale ...


Dzisiaj garść najnowszych wydarzeń, których opisać Państwu nie mogłem z braku czasu. Tydzień przebiegł jak zwykle, czyli mało ciekawie. Nuda, po prostu nuda.
12 lutego odbyło się posiedzenie Komisji Rolnictwa, Leśnictwa i Gospodarki Nieruchomościami Rady Powiatu. Zwołał je Jan "Milczek" Bondzior, który nie tak dawno został z łapanki wzięty na szefa Komisji Rewizyjnej. Po rozpoczęciu obrad okazało się ,że "Milczek" nie miał prawa zwoływania posiedzenia, ponieważ z chwilą objęcia funkcji przewodniczącego Komisji Rewizyjnej musiał zrezygnować z przewodniczenia Komisji Rolnictwa itd. Zarządzono 10-sekundową przerwę i posiedzenie zwołał ponownie wiceprzewodniczący tej komisji Jan Sowa, który w swoich rodzinnych, niechlowskich stronach, zwany jest "Drwalem" bądź "Mądrą Sową". W porządku obrad znalazła się między innymi sprawa utworzenia Powiatowego Muzeum Ziemi Górowskiej. To, że rządząca koalicja: "Czas na zmiany" (szefowa - Irena Krzyszkiewicz), Regionalne Centrum Niezależnych (szef - Władysław Stanisławski) oraz nie dobite jeszcze resztki SLD żadnego muzeum nie chcą, było jasne od początku. By jednak nie narażać się opinii publicznej należało coś wymyśleć, czymś zamknąć buźki oponentom. I wymyślono! W celu zagmatwania sprawy na posiedzenie komisji przybył nieodzowny w takich sytuacjach wicestarosta Tadeusz "Urodzony Dyrektor" Birecki. Zabrał głos i mówił, mówił, mówił, mówił... . A mowa jego była równie zrozumiała i interesująca jak przemówienie Władysława Gomułki. Jedyne co zrozumiałem to fakt, iż Zarząd Powiatu jest za muzeum, ale bez wskazywania jego siedziby. Obecny na sali radny powiatowy Marek Hołtra starał się wytłumaczyć członkom Zarządu, iż wskazanie na budynek po Powiatowym Urzędzie Pracy nie jest jednoznaczne z uruchomieniem w nim muzeum. Marek Hołtra wskazywał, iż nie należy niweczyć energii ludzi, którzy chcą włączyć się do tworzenie muzeum, zbierania eksponatów, szukania funduszy. Kandydat na burmistrza mówił o potrzebie posiadania przez grupę inicjującą powstanie muzeum pomieszczeń, gdzie będą oni mogli inwentaryzować zbiory, spotykać się i równocześnie sformalizować swoją działalność, by starać się o fundusze na tworzenie tego muzeum. Ale gdzie tam! Członkowie komisji wyszli z założenia, iż są za utworzeniem muzeum, ale bez wskazania miejsca jego lokalizacji. Jan "Drwal" Sowa zaproponował, aby odkupić od osoby prywatnej obiekt i tam utworzyć muzeum. Jeden członek wspólnoty samorządowej - obecny na sali - zwrócił "Drwalowi" uwagę, iż Starostwo Powiatowe jest już właściwie bankrutem, więc nie ma pieniędzy na taki zakup. Jan "Drwal" Sowa pominął tę uwagę głuchym, nieomal puszczańskim milczeniem. Radna Teresa Sibilak zaproponowała, by zamiast muzeum włączyć się do prac jakiejś grupy służącej pisaniu przeróżnych strategii i od tego pisania muzeum samo powstanie. A przecież nie idzie tu o "Muzeum Wypisanych Wkładów i Odcisków Od Siedzenie na Dupie", lecz o nasze muzeum - Powiatowe Muzeum Ziemi Górowskiej.
Można rzec tak: obecni na posiedzeniu komisji radni wykazali wielkie zrozumienie dla społecznej inicjatywy. Jak Państwo widzą, oni nas rozumieją, popierają i też chcą coś zrobić. Problem tkwi w tym, że nie wiedzą: jak? Zafundowali nam - łaskawcy - wirtualne muzeum, czyli takie, które nie ma siedziby, nie ma eksponatów, ale ma uchwałę o jego powołaniu. I to jest szczyt ich możliwości! I głupoty zarazem. Dostaliśmy do ręki mgłę i z niej to mamy tworzyć muzeum. Z tej mgły budować mury i wystawiać w nich eksponaty. To jest tak, jakby dostać stanowisko wicestarosty bez wskazania, gdzie się nim będzie.
I jeszcze słów kilka do wiadomości Jana "Drwala" Sowy. Naucz się pan ustawy o samorządzie. Pańska przygłupawa uwaga o tym, iż ja mam pana informować o chęci przybycia na posiedzenia komisji stanowi Himalaje niewiedzy o samorządzie i roli, jaką pan masz obowiązek wypełniać wobec mnie - członka wspólnoty samorządowej. To pan masz obowiązek informowania nas wszystkich - członków wspólnoty samorządowej - o zamiarze odbycia posiedzenia komisji. I masz pan z radością i dziką rozkoszą cieszyć się, kiedy ktoś z nas przyjdzie na posiedzenie komisji, której pan tak nieudolnie przewodniczysz. I niech pan sobie zapamięta: nie dupa jest dla papieru toaletowego, ale na odwrót.

piątek, 15 lutego 2008

Co ma wisieć nie utonie


W dniu dzisiejszym otrzymałem z Prokuratury Rejonowej w Głogowie pismo dotyczące wszczętych kroków w sprawie mojego zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez Zarząd Powiatu.
Oto treść pisma:
Zgodnie z decyzją Prokuratury Okręgowej w Legnicy, wyrażoną w piśmie z dnia 28 stycznia bieżącego roku -sygn. I Ko 30/08, w ślad za aktami głównymi i podręcznymi postępowania 2 Ds.1473/07 tutejszej Prokuratury, w załączeniu uprzejmie przedstawiam pismo, złożone w przedmiotowej sprawie przez Roberta Mazulewicz, a w celu wykorzystania w prowadzonym przez Waszą Prokuraturę postępowaniu – sygn. 5 Ds.29/08.
Postępowanie prowadzone przez Prokuraturę w Lubinie prowadzone jest na wniosek Komisji Rewizyjnej (w składzie: Marek Hołtra, Paweł Niedźwiedź, Kazimierz Bogucki) Rady Powiatu, która skierowała do Prokuratury zawiadomienie o niezarejestrowaniu dwóch czasopism: "Życia Powiatu" i "Biuletynu Regionalnego". Czasopisma te finansowane były z funduszy Starostwa Powiatowego w Górze. Zastanawiającym jest fakt, iż Prokurator Okręgowy zadecydował o przeniesieniu postępowania z Głogowa do Lubina.

czwartek, 14 lutego 2008

Wolność słowa w sądzie

Niedawno pisałem o tym, że Tadeusz Birecki spojrzał ze swojego wysokiego stołka wicestarosty (opłacanego przez podatników) i dostrzegł mój blog. Dostrzegł i od razu podał do sądu. Kiedyś cenzura pilnowała, żeby nikomu nie zachciało się opisywać rzeczywistości, teraz zasłużony "aparatczyk" (rodem z PZPR-u) musiał osobiście pofatygować do sądu (co za niewygoda!), żeby zadbać o stłamszenie wolnego słowa. Więcej można o tym się dowiedzieć na TV MASTER pod datą 14 stycznia 2008 r. Proszę koniecznie tam zajrzeć!

poniedziałek, 11 lutego 2008

Odgrzewane kotlety

Na sesji Rady Miejskiej, która odbyła się 8 lutego przewodniczący Rady odczytał pismo, jakie na jego ręce skierowała Unia Górowian. W miarę czytania tegoż pisma moje oczęta zaczęły robić się coraz bardziej okrągłe, aż doszło do tego, że na moment wyszły mi z orbit. Wcisnął mi je na swoje miejsce, nieoceniony w takich momentach, Wiesław Pluta. Czegoż to słuchacze mogli się dowiedzieć z treści odczytanego pisma? Stowarzyszenie Unia Górowian zawiadomiło Szanowną Radę, iż dwoje radnych, którzy wybrani zostali do tejże Rady Roku Pańskiego 2006, przestało być członkami tej organizacji. Podpadli oni za złamanie statutu, który nakazywał: "utworzenie Klubu Radnych Unii Górowian" i "konsultacje na zebraniu ogólnym członków Stowarzyszenia tworzenia koalicji z innymi klubami, oraz radnymi niezrzeszonymi, których to obowiązków nie dopełniły." Dalej w piśmie tym znajdują się górnolotne frazesy o następującej treści: "Radny jest osobą zaufania publicznego, powinien więc budzić to zaufanie wśród wyborców, których reprezentuje w radzie, dlatego podanie tej informacji do publicznej wiadomości przez odczytanie na najbliższej sesji Rady Miejskiej stało się niezbędne, w celu obiektywnej oceny sprawowania mandatu radnego, powierzonego pani Lucynie Wilkiewicz oraz panu Janowi Bernardowi Kanickiemu." W imieniu Zarządu StUG pismo sygnował jego przewodniczący Zbigniew Józefiak.
Pimo ma charakter kuriozalny. Jego twórca nie zadał sobie trudu zapoznania się z ustawą o samorządzie, która w art. 23. 1 powiada: Radny obowiązany jest kierować się dobrem wspólnoty samorządowej gminy. Radny utrzymuje stałą więź z mieszkańcami oraz ich organizacjami, a w szczególności przyjmuje zgłaszane przez mieszkańców gminy postulaty i przedstawia je organom gminy do rozpatrzenia, nie jest jednak związany instrukcjami wyborców.
Jak więc widać przewodniczący StUG wnosi nieuzasadnione pretensje do obojga radnych. Gdyby nawet chcieli stosować się do światłych wskazań unito - górowian, to nie mogli, bo byliby na bakier z prawem. O sumieniu już nie wspomnę. Zapyta ktoś: po co ten cały hałas? No właśnie - po co?
Radnych Lucynę Wilkiewicz i Jana Kanickiego skreślono z list członków tego szacownego stowarzyszenia 11 maja 2007 roku. Fakt ten podano do publicznej wiadomości i informacja o nim znajduje się na ubożuchnej stronie internetowej unito - górowian: www.uniagorowian.cba.pl
Dlaczego więc odgrzewa się ten kotlecik? Wszem i wobec wiadomo, że 24 stycznia 2008 roku stowarzyszenie to poparło Irenę Krzyszkiewicz w zbliżających się wyborach na burmistrza. Wszyscy zainteresowani wiedzą również, iż radni Lucyna Wilkiewicz i Jan Kanicki są w opozycji w stosunku do "rządzącej opozycji". Cytowane pismo wpłynęło do UMiG dnia 4 lutego. Płynie stąd prosty wniosek, iż unito - górowianie - w ten niemądry sposób - chcą coś ugrać. Tylko co? Z całą pewnością jest to klasyczna podlizucha wobec popieranej kandydatki. Jakoś wcześniej nie przyszło unito - górowianom do głowy wysyłanie podobnego pisma do Rady Miejskiej. Mieli czas na powiadomienie o tym np. "Panoramy Leszczyńskiej", ale nie Rady Miejskiej. Powszechnie wiadomym jest, iż stowarzyszenie to jest bardzo prężnie działającą organizacją. Spójrzcie Państwo na strony internetowe. Od wnoszonych inicjatyw aż ich buzie bolą. Robota w stowarzyszeniu wre! Jej najwyższym przejawem jest nacisk na budowę skate parku. W budżecie na ten rok zapisano aż 10 tyś zł na ten cel. Zapomniano dodać, iż za te pieniądze można wybudować skate - park, ale dla krasnoludków. A jakie zainteresowanie sprawami publicznymi! Proszę sprawdzić na ich stronie internetowej. Np. do dzisiaj nie znajdziecie tam Państwo informacji o zebraniu, na którym poparto kandydatkę na fotel burmistrza i dlaczego ją poparto, czyli czym ich przekonała do swojej kandydatury. Zresztą jest jasne i proste, iż poparcie StUG gwarantuje wyborczy sukces, jak amen w pacierzu nad grobem. Moc tego stowarzyszenia jest porażająca! Gdyby tylko mogli wytwarzać wodę święconą, to wskrzeszenie św. Łazarza byłoby betką w porównaniu z osiągnięciami StuG.
Złośliwi mówią, iż 18 stycznia 2008 roku współwłaściciel firmy "Geos", czyli pan Zbigniew Józefiak, wygrał przetarg na obsługę geodezyjną gminy Góra na kwotę ok. 8 tysięcy złotych. Ja bym jednak przestrzegał wszystkich przed łączeniem z sobą tych spraw, bo może to grozić prokuratorem i tiurma murowana! Tego szeptacze nie mówcie, bo i tak nikt wam nie uwierzy. A i ja temu nie wierzę. Zbigniew Józefiak, to człowiek przyzwoity. Nieomal zawsze. Ten jeden raz, gdy 24 stycznia 2008 roku, około godziny 15 mówił mi, iż jest zwolennikiem neutralności kierowanego przez siebie stowarzyszenia w zbliżających się wyborach, a o godzinie 20 takiego poparcia udzielono - zupełnie się nie liczy. Jego cnota pozostaje w stanie idealnie nienaruszonym.

piątek, 8 lutego 2008

Lektura na weekend

Pozwalam sobie zaprezentować swoje pismo, które skierowałem do prokuratury w Głogowie. Myślę, że ta lektura przynajmniej niektórym uprzyjemni najbliższe dni i da im powód do myślenia.


Góra, dnia 07-02-2008 r.


Prokuratura Rejonowa

w Głogowie

ZAWIADOMIENIE

Niniejszym zawiadamiam, o możliwości popełnienia przestępstwa przez Zarząd Powiatu Górowskiego w składzie ;

Beata Pona – Starościna

Tadeusz Birecki – Wicestarosta

Stefan Mrówka – członek zarządu

Jana Sowa – członek zarządu

Tadeusz Podwiński – ówczesny członek zarządu.

Wyżej wymienieni członkowie zarządu finansowali z budżetu powiatowego dwa czasopisma: „Biuletyn Regionalny” i „Życie Powiatu”. Po moim wystąpieniu na Sesji Rady Powiatu, w lipcu ubiegłego roku, sprawą zainteresowała się komisja rewizyjna Rady Powiatu, która po zebraniu dokumentów wykazała, że czasopisma te nie były zarejestrowane w sądzie, w myśl prawa prasowego. Ukazywały się nielegalnie, co zagrożone jest sankcjami karnymi. „Biuletyn Regionalny”, który od listopada ubiegłego roku znikł z rynku prasowego, był organem prasowym Samoobrony, do której należała wówczas starościna Pona oraz członek zarządu T. Podwiński. „Życie Powiatu” ukazuje się do dnia dzisiejszego i ostatnią wpłatę z budżetu samorządowego uzyskało w miesiącu styczniu 2008 r.

Wielokrotnie pytana przeze mnie starościna B. Pona o przyczynę dalszego finansowania gazety, z którą zawarto umowę bez dołożenia należytej staranności polegającej na sprawdzenia podstaw prawnych jej funkcjonowania, odpowiadała iż nie można zerwać umowy gdyż grożą za to sankcje finansowe.

Jestem zdumiony i zbulwersowany faktem, iż w sprawie tej prowadzono dochodzenie – KPP - w Górze i do dnia dzisiejszego nie ma wyników.

Robert Mazulewicz

czwartek, 7 lutego 2008

Młot na czarownice

http://kaczy9191.webpark.pl/user/image/Kosa.jpg
Będę się procesował! Nie ja wytoczyłem proces, ale mi wtoczono! Uczynił to wspominany często na tym blogu wicestarosta powiatu górowskiego - Tadeusz Birecki. W akcie oskarżenia zarzuca mi: korzystając z internetu jako środka komunikowania, na swojej witrynie internetowej w dniu 1 stycznia 2008 roku umieścił w ramach wywiadu z Panem Tadeuszem Wrotkowskim informacje wyczerpujące znamiona przestępstwa z art. 212 par. 1 i 2 kodeksu karnego. Mianowicie w treści publikowanego wywiadu zniesławił mnie w opinii publicznej oraz naraził na utratę zaufania publicznego jako aktualnego Wicestarostę Górowskiego. Pan Robert Mazulewicz opublikował nieprawdziwe informacje, że ja jako radny gminy w ubiegłej kadencji manipulowałem pracami Komisji Rewizyjnej wymuszając na członkach Komisji Rewizyjnej skierowanie sprawy rewitalizacji Placu Bolesława Chrobrego w Górze do prokuratury, co jest nieprawdą a określone zostało mianem zbrodni. W ten sposób wskazano na zagrożenie płynące ze współpracy ze mną oraz niewiarygodność jako osoby publicznej, przestrzegając jednocześnie podległych mi pracowników Starostwa Powiatowego w Górze aby ie ufali Tadeuszowi Bireckiemu ponieważ teraz mogę szykować podobną bombę jakiemuś urzędnikowi powiatowemu z podobnym skutkiem. Umieszczona wypowiedź ma charakter zniesławiający i naraża oskarżyciela prywatnego na utratę zaufania niezbędnego do piastowania danego stanowiska. Oskarżyciel prywatny jest Wicestarostą Górowskim i wypowiedzi zniesławiające znacznie obniżają jego autorytet.
Przedstawiłem Państwu obszerny fragment aktu oskarżenia, jaki wicestarosta górowski wysmażył przeciwko mnie. Strasznie się lękam! Któż z nas nie bałby się kajdan, czarnego chleba i skazania na galery. Ja tam zresztą chciałbym pobyć jakiś czas galernikiem, ale pod warunkiem, że nie będę wiosłował tym samym wiosłem, co Tadeusz Birecki. Nie chciałbym się zawiosłować na śmierć!
Podobają mi się w akcie oskarżenia takie zwroty jak: utrata zaufania, piastowanie danego stanowiska, obniżanie jego autorytetu. Całe życie sądziłem, że piastuje się dzieci. Tadeusz Birecki piastuje stanowisko. I teraz już wiem, że z tego piastowania jako piastuna bierze się jego dziecinne stanowisko w sprawie np. nielegalnego finansowania nielegalnych gazet (nigdy słowa krytyki za te nieprawne wydatki Starostwa Powiatowego), czy też bardzo niskich stawek medycznej firmy Temed (do budynku dopłacamy, bo ..., no bo co wicestarosto górowski?), zaniechania wobec Chemeko - System (dlaczego jako funkcjonariusz publiczny nigdy nie złożył Pan zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa? Mecenas Rojek - mówi to coś Panu?). Ale postawmy się w sytuacji wicestarosty, który piastuje stanowisko. Wszak piastun dzieci naparzać nie może. Prawdziwe jest również stwierdzenie wicestarosty dotyczące danego stanowiska. Stanowisko rzeczywiście dał mu były wicestarosta Jerzy Maćkowski, który by umościć miejsce dla SLD - owskiego działacza wywalił z pracy Marka Hołtrę. Tu rzeczywiście ma Pan rację. Panu dano stanowisko bez oglądania się na to, czy Pan sobie z nim poradzi. Od 15 miesięcy sprawuje Pan nadzór nad oświatą. I nie udźwignął Pan oświaty! Nie udźwignął! Mówi się o tym na komisjach, o konieczności przeprowadzenia konkursu na to stanowisko, bo pod Pana rządami Pan oświatą się zajmuje, czyli Nikt. Ma Pan również rację co do utraty zaufania. Jeżeli idzie o mnie,, to ja Pana nigdy nie darzyłem ani jakąkolwiek sympatią, ani też szacunkiem. Ja Pana po prostu nigdy nie lubiłem, a jedynie tolerowałem. Zresztą komarów i kleszczy też nie lubię, co powinno Pana nieco pocieszyć. Ilekroć się Pan odezwie mam nieodparte wrażenie, że słyszę głos zza świata, który upadł i oby sie nigdy nie odrodził. Pan jest żywym reliktem tamtych złych czasów, czasów, gdy karano za wolne słowo i nieskrępowaną myśl. Pana osoba jako wicestarosty powiatu górowskiego ubliża mojej inteligencji i poczuciu politycznej estetyki. Jeżeli natomiast chodzi o słowo autorytet, to radzę Panu zaglądniecie do słownika i wolne przeczytanie (koniecznie ze zrozumieniem!) objaśnienie do tego hasła. Jeżeli uważa Pan, że autorytet złączony jest nierozłącznie z piastowaniem danego stanowiska, to czy np. małpa mianowana na Pana miejsce (to trzeba by było rozważyć - rachunek zysków i strat przeprowadzić) zasługiwałaby na to, bym ja mówił jej np. dzień dobry?
Musimy jednak jakoś nasze sądowe sprawy wyrównać, toteż, by nie być Panu i udającemu, że rządzi Zarządowi Powiatu , nic winien, przygotowałem też miłą niespodziankę, o której więcej jutro.

poniedziałek, 4 lutego 2008

Zadanie dla Herkulesów

Na ostatnim posiedzeniu Komisji Finansów, Budżetu i Gospodarki starościna Beata Pona rzuciła bardzo ważką i pełną głębi intelektualnej myśl: "Co dwie głowy, to nie jedna". W ferworze dyskusji nie znaleziono jednak czasu na pogłębioną analizę znaczenia zdania i kontekstu w jakim zostało ono wypowiedziane. Starościna owo zdanie rzuciła podczas omawiania projektu nowego regulaminu organizacyjnego starostwa, w którym przewidziano 9 dyrektorów i 2 samodzielnych pracowników z kierowniczymi uprawnieniami. Po dogłębnej analizie sądzę jednak, że intencje starościny były szersze. Wszem i wobec jest wiadomym, iż obecny Zarząd Powiatu nie potrafi sobie dać rady z licznymi problemami, jakie trapią nasz powiat. Nie można powiedzieć, że się nie starają. Starają! Jakże, by nie! Chodzi jednak o to, że nawet gdyby bardzo się starali, to niewiele z tego wyniknie, bo tzw. "moce przerobowe" mają na wyczerpaniu. Ostatnio obserwowałem wicestarostę Tadeusza Bireckiego. Oczy zapuchnięte, czerwone. A to wyraźnie wskazuje, że na rezerwie jedzie. Jak w samochodzie. Ze starościną też nie lepiej. W uzasadnieniu o zwolnieniu Tadeusza Wrotkowskiego napisano, że likwiduje się stanowisko geodety powiatowego. Tak widzicie Państwo ciąży jej władza, że zapomniała, iż stanowisko to jest dla powiatu obligatoryjne i tworzone mocą sejmowej ustawy i tylko mocą sejmu możliwe jest jego zniesienie. Dzisiaj zresztą odbywa się rozprawa z powództwa T. Wrotkowskiego, który zażądał przywrócenia do pracy. Widać, że i starościnę i jej zastępcę - prawnika podobno - władza znużyła i zużyła. I w tym kontekście należy rozumieć słowa starościny: "Co dwie głowy, to nie jedna". Idzie o to, by dobrać i starościnie i wicestaroście pomocników. Tak przynajmniej sobie kombinuję. Do starościny dobrać starościnę lub starostę, którego będzie się nazywać starostą bis. Tak samo z wicestarostą. I wtedy rzeczywiście przekonamy się, że "co dwie głowy, to nie jedna". Wiem, że koszt tego będzie duży, jeżeli rzeczywiście postaramy się o "głowy" a nie ping - pongi głowy udające. Będzie też problem ze znalezieniem chętnych, bo przecież bisy nie będą mogły chwalić się sukcesami. Cały splendor i sława, gdy zacznie się polepszać i cokolwiek robić, spadnie na dotychczasowych włodarzy. Ludzie oczy będą przecierali ze zdumienia. Cud! - lud zacznie krzyczeć. Opozycja przestanie pyszczyć, bo sprawy w końcu pójdą we właściwym kierunku. Starościna - wicestarosta w końcu pracują, i to jak z nut! - więc czego się będą czepiali? Tylko z bisami może być - powtarzam - problem. Pensje trzeba będzie im dać takie z górnej półki. Bo dzisiaj jest tak, że starościna ma tam te nędzne i niewarte wspomnienia jakieś 7 tysiączków z hakiem. Wicestarosta trochę mniej. A jeżeli chcemy mieć "głowy", o których powiedziała starościna, to "głową" trzeba będzie lepiej zapłacić. Duża pensja podstawowa, dodatek szkodliwy (z tytułu kontaktu z niektórymi radnymi), wstydliwe (ludzie wciąż pamiętają, że starościna była w "SamejBronce" a wicestarosta aktywnym działaczem PZPR i SLD - takie pamiętliwe cholery są!). Tak, że nie będzie łatwo znaleźć amatorów na takich niewdzięcznych posadach, bo "głowy" narobią się jak cholera. Jest przy czym tyrać! Dwanaście prac Herkulesa, to nic w porównaniu z tym, co ich będzie czekało w starostwie.

Do Czytelników

W związku ze zbliżającymi się wyborami na burmistrza gminy Góra zwracam się do wszystkich ludzi dobrej woli z prośbą o dostarczanie tzw. haków na obu kandydatów. Haki mogą być w każdej postaci: papierowej, elektronicznej, mówionej (szeptem lub głośno). Autorzy haków mają zagwarantowaną anonimowość i najdalej posuniętą dyskrecję. Przesyłki kierować proszę na adres: erefem@vp.pl
Z góry jestem wdzięczny.

piątek, 1 lutego 2008

Jak wynagradzamy intelekt?

Wczorajsza sesja Rady Powiatu spowodowała, że zacząłem się zastanawiać nad kilkoma sprawami, które dotąd jakoś umykały mojej uwadze. Analizowałem (ale inaczej niż starościna Pona!) na przykład następującą sprawę: czy w sposób zadawalający wynagradzamy naszych radnych? Każdy radny ma dietę w wysokości 670 zł. Przewodniczący komisji mają dodatkowo 150 zł miesięcznie za prowadzenie komisji. Komisji jest sześć i tyluż ich przewodniczących. Po 820 zł otrzymują wiceprzewodniczący Rady Powiatu: Marek Biernacki i Edward Szendryk. Przewodniczący - Władysław Stanisławski - otrzymuje za pełnienie swojej funkcji trochę powyżej 1400 zł. Diety mocą ustawy nie podlegają obowiązkowi podatkowemu. To czysta kasa.
Spróbujmy wyobrazić sobie te pieniądze w skali miesiąca. Szeregowy radny zarabia - statystycznie - w ciągu 30. dniowego miesiąca - 22,333 zł codziennie (wliczając niedzielę i święta). Radny i przewodniczący komisji w jednej osobie - licząc tak samo - otrzymuje dziennie - 27,333 zł. Taką sama kwotę "zdobywają" codziennie dwaj wiceprzewodniczący. Przewodniczący Rady Powiatu zarabia codziennie 46,666 zł. Ten ma jednak trochę szerszy zakres obowiązków. Obecnemu Przewodniczącemu nie ma czego zazdrościć. Bierze tylko dietę a tyrać musi za wszystkich: starościnę, wicestarostę, członków Zarządu. Lekko nie ma! Zresztą - jakie pieniądze mogą Mu wynagrodzić ten rumieniec wstydu, jaki wypełza na jego oblicze, gdy któryś z nich się odezwie?
Na ostatniej sesji wyszło jednak "szydło z worka". Okazało się, że w miesiącu styczniu 2008 roku obradowała tylko jedna komisja. Komisja Finansów, Budżetu i Gospodarki - o niej to mowa - zebrała się aż dwa razy. I w ten sposób jej przewodniczący - Paweł Niedźwiedź - stał się nieomal tytanem pracy, jeżeli porówna się "pracowitość" przewodniczących innych komisji. Aby ukazać Państwu miarę poświęceń przewodniczącego Pawła Niedźwiedzia zestawię następujące cyfry. Uczestnicząc w obu posiedzeniach komisji zsumowałem łączny czas ich trwania. Razem obradowano 2 godziny. Potem uczestniczono w sesji, która trwała również dwie godziny. Razem daje to cztery godziny. Podzielmy to przez wysokość diety radnego Pawła Niedźwiedzia: 820 : 4 = 205. Radny i przewodniczący komisji zarabiał dnia 31 stycznia 205 zł na godzinę podczas wypełniania swojego mandatu radnego. A teraz weźmy innego przewodniczącego komisji - Jan "Milczek" Bondzior. Nie zwołał komisji, na czele której pozwolił się postawić. Na sesji przesiedział milcząc jak "ciemna mogiła" 2 godziny. Pobiera dietę w wysokości 820 zł. Liczymy: 820 : 2 = 410. I tak oto Jan "Milczek" Bondzior bez wysiłku i pracy własnego intelektu zarabiał na godzinę 410 zł.
Proszę zauważyć, iż spośród pięciu komisji (Komisji Rewizyjnej nie liczę, bo 31 stycznia nie istniała a i dalsze jej istnienie jest pod znakiem zapytania), żadna nie uważała za stosowne zebrać się i wydać opinii na temat uchwały, która po uszy zadłuża powiat. Taka jest miara zainteresowania większości radnych problemami naszego powiatu. Nie przeszkadza im to jednak pobierać diet. Jak wysokość tych diet ma się do wnoszonego przez nich wkładu pracy na rzecz naszej wspólnoty samorządowej? Odwrotnie proporcjonalnie! Gdybyśmy tak np. przeliczyli każde słowo wypowiedziane przez naszych tuzów - radnych a następnie podzielili to przez ilość wziętej kasy, to okazałoby się, że bardzo mądre jest powiedzenie "milczenie jest złotem a mowa srebrem". Muszą Państwo zdać sobie sprawę, że szeregowy radny powiatowy, rocznie, z tytułu pobieranych diet osiąga dodatkowy dochód w wysokości 8040 zł. Przewodniczący komisji - 9840 zł. Jako baczny obserwator poczynań naszych włodarzy powiatu bywam na komisjach. Powiem tak. Często komisje "obradują" ad hoc. Zbierają się na 7 - 15 minut przed sesja i opiniują - niemal zawsze jednogłośnie - projekt uchwały. I tak naprawdę moje wyliczenia są i tak na wyrost. Jeżeli nawet komisja obraduje taki szmat czasu jak 15 minut, to i tak przewodniczącemu tej komisji wychodzi stawka 10 zł/godzinę. Jeżeli Państwo mi nie wierzą - jest ktoś odważny? - to niech Państwo zaglądną do protokołów posiedzeń tych komisji, które zamieszczone są na stronie: powiatgora.pl. Na tej stronie jest zakładka BIP (Biuletyn Informacji Publicznej). Proszę otworzyć sobie taki protokół, postawić przed oczętami zegarek, powiedzieć: start, przeczytać i spojrzeć na zegarek. Uwaga: jeżeli mają Państwo w domu wrażliwe dzieci proszę dać im na kino. Koniecznie!

Druga na bieżni

Irena Krzyszkiewicz jako druga dostarczyła dzisiaj do komisji wyborczej w Urzędzie Miasta i Gminy listy z podpisami popierającymi jej kandydaturę na burmistrza w wyborach, które odbędą się 24 lutego. Pełnomocnik jej komitetu wyborczego - Andrzej Rogala - dostarczył 284 listy z podpisami, na których widniało 4571 podpisów wyborców. Tak więc Irena Krzyszkiewicz o godzinie 15,20 stała się drugim i ostatnim oficjalnym kandydatem na burmistrza.

Brak zdjęć dokumentujących to doniosłe wydarzenie nie jest wynikiem mojej złej woli. Wczoraj i dzisiaj oficjalnie oświadczałem członkom komitetu wyborczego Ireny Krzyszkiewicz swoją gotowość do uczestniczenia w tej doniosłej chwili. Postawiłem jako warunek powiadomienie mnie z godzinnym wyprzedzeniem o fakcie. Nikt z mojej oferty nie skorzystał.