poniedziałek, 28 lutego 2011

Na sucho o mokrym

W sali nr 1 odbyło się dzisiaj spotkanie samorządowców z władzami województwa. Było ono efektem pisma, jakie samorządowcy Milicza, Żmigrodu, Góry, Niechlowa, Wąsosza, Milicza, wystosowali do władz wojewódzkich w sprawie powodzi.

Zjawili się u nas: wojewoda dolnośląski – Marek Aleksander Skorupa, wicemarszałek –Włodzimierz Chlebosz i przedstawiciele Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz dyrektorzy i wcedyrektorzy wydziałów w Urzędzie Marszałkowskim.

Starosta Piotr Wołowicza powitał gości i oddał głos wojewodzie. Głównym motywem wystąpienia wojewody była próba przekonania zebranych, iż „powódź kojarzy się z Tm, co było w Bogatyni a nie z zalaniami pól, lasów i łąk”. Temat ten – stwierdził wojewoda – dla rolników jest ważny, ale: „nie możemy mówić o powodzi 2011 roku”. Kidy ogłasza się powódź i co za nią jest uważane regulują – jak stwierdził wojewoda – ustawy a minister Miller przestrzegał na spotkaniu wojewodów, by lokalnych podtopień nie traktować jak powodzi. Następnie wojewoda usiłował tłumaczyć, że te lokalne podtopienia są skutkiem: „zerowej zdolności retencyjnej gleby a powinna ona posiadać taką zdolność w granicach ok. 30%”.

W zbożnym dziele tłumaczenia zebranym samorządowcom, iż powodzi nie było wsparł wojewodę wicemarszałek Włodzimierz Chlebosz. „Długa zima, wielkie opady śniegu, ziemia nie przyjęła wody i w maju ubiegłego roku mieliśmy powódź”. Ponadto wicemarszałek oświecił zebranych, iż woda w Baryczy płynie wolniej niż w innych rzekach. Przyznał jednak, że wraz z wojewodą widzieli zalane pola i łąki p[podczas swojej podróży do naszego miasta.

Dyrektor WZMiUW we Wrocławiu przedstawił następnie dane dotyczące nakładów poniesionych na usuwanie skutków powodzi. I tu król okazał się nagi.

Z wypowiedzi dyrektora wynikało, że kierowana przez niego instytucja nie ma pieniędzy. Jeżeli określiła ona swoje potrzeby na rok 2010 na 76 mln zł, to otrzymywała … aż 16,6 mln zł. Za te pieniądze można było zadbać o stan 13,8% cieków na ternie województwa dolnośląskiego. A pod swoją pieczą instytucja ta ma ok. 59000 km cieków oraz ok. 1330 km wałów przeciwpowodziowych.

Na rok 2011 wniosek WZMiUW opiewał na kwotę 85,3 mln zł a otrzymał on zawrotną kwotę 10,5 mln zł.

Pocieszono jednak zebranych, iż marszałek województwa wystąpił do premiera o 20 mln zł z rezerwy celowej naszego nietkniętego kryzysem państwa. Gdy premier da, to z tej kwoty 4,2 mln zł przeznaczone zostanie na naprawę wałów na terenie powiatów: milickiego, trzebnickiego i naszego. A jak nie da, to łatwo przewidzieć, że wałów naprawić się nie będzie.

Mówiono również o szkodach. W 2010 roku na usuwanie szkód w wałach i urządzeniach hydrotechnicznych wydano w skali województwa 16,5 mln zł. W tym roku wystąpiono o dodatkowe środki (1.140 mln zł), by dokończyć te prace na ciekach i wałach, które nie zostały zakończone w roku poprzednim. Podobno prace te będą ukończone wiosną. Mowa tu oczywiście o skali województwa.

Dyrektor WZMiUW poinformował, iż straty na terenie powiatu górowskiego i trzebnickiego powstałe na skutek powodzi w 2010 roku oszacowano na 22,7 mln zł. Mowa oczywiście os tratach w wałach i infrastrukturze technicznej na ciekach. Na naprawę tych uszkodzeń przyznano kolejną porażającą kwotę – 9 mln zł.

Styczniowa powódź – tu będę się upierał wbrew oświadczeniom dostojnych gości, iż takowej nie było – spowodowała na terenie powiatu górowskiego straty w infrastrukturze i wałach na kwotę 2,6 mln zł. Podobno wszystko zostanie naprawione, jak WZMiUW otrzyma pieniądze ze wspomnianej rezerwy.

Następnie pochwalono gminy Wąsosz, Góra i Jemielno za to, że sięgnęły one po pieniądze na oczyszczenie i utrzymanie rowów. Poinformowano, iż jest pragnieniem władz wojewódzkich: „kompleksowe rozwiązanie problemu zlewni Baryczy”. W trakcie dyskusji okazało się jednak, że to „kompleksowe rozwiązanie problemu zlewni Baryczy” jest jednak odległem śpiewem n niejasnej przyszłości. W zasadzie pieniądze są, ale nie są to kwoty pozwalające na rozwiązanie kompleksowe, lecz na bieżące utrzymanie zlewni. Na inwestycje, które „kompleksowo” rozwiązałyby ten problem pieniędzy nie ma.

Ale jest nadzieja, że mogą być. Bo też zwrócono się do ministerstwa o środki z rezerwy budżetowej.

Rozmawiano również o szacowaniu strat w uprawach. Okazało się, że jeżeli powódź spowoduje gwałtowny i obfity opad deszczu, to skutków tego opadu nie nazywa się powodzią. Z tego względu, że jest to zjawisko jednorazowe. Amen.

Samorządowcom pokazano również udoskonalony protokół z szacowania strat w rolnictwie. Rozpoczyna się okres wegetacji i teraz można już oszacować co wygniło na mpolachj na skutek powodzi.

Nowa metoda szacowania jest taka, że oblicza się średni roczny dochód gospodarstwa rolnego i procentowy ubytek tej średniej na skutek powodzi. Goście z województwa przestrzegali przed pochopnym powoływaniem komisji do spraw szacowania strat w uprawach.

I Regionalny Zastępca Regionalnego Dyrektora Ochrony Przyrody bardziej się żaliła na swoją niewdzięczną – w jej mniemaniu – pracę niż początkowo cokolwiek wniosła do dyskusji. Usłyszeliśmy, iż obszar objęty Naturą 2000 inwestorzy, którzy coś tam chcą zrobić, traktują z niechęcią a panią konserwator wójtowie i burmistrzowie wpisali na swoje „czarne listy”. Pani konserwator mówiła również o tym, że jej urząd traktuje się jako ten: „rzucający kłody pod nogi inwestorom”.

Następnie przeszła do tematu „użytków ekologicznych”, w które samorządowcy chcieliby zamienić regularnie zalewane pola, łąki i pastwiska. Stwierdziła, iż „użytki ekologiczne” tworzy na podstawie uchwały Rada Miejska. I żaden inny organ nie ma prawa się w to mieszać.

W tym miejscu burmistrz Wąsosza Zbigniew Stuczyk spytał panią konserwator o następstwa ustanowienia takiego „użytku ekologicznego”.

Pani konserwator poinformowała, iż jest katalog zakazów dotyczących „użytków ekologicznych”, którym należy się podporządkować.

Stwierdziła też, że po 1945 roku w bardzo dużym stopniu zmienił się sposób użytkowania wielu obszarów leżących w pobliżu rzek. Najczęściej była to zmiana polegająca na zamienieniu łąki lub pastwiska na grunty orne. Podkreśliła, że takie przekwalifikowanie gruntów jest wciąż łatwe. Decyzje w tej sprawie podejmuje starosta i powinni oni odmawiać wydawania tego typu decyzji. Powód: użytek zielony ma większą zdolność wchłaniania wody.

Głos zabrał wojewoda i po kilku jego zdaniach zacząłem przysypiać. Pan wojewoda mówi nudnie i najczęściej obficie, ale jego wystąpienia charakteryzują się minimalną ilością pożytecznych treści. Jego nudnawą i odbiegającą od tematu mowę można streścić zdaniem: co my chcemy?

Rozmawiano o spółkach wodnych, które na terenie naszego powiatu nie działają. Są dotacje na ich działalność. Wspierać może je samorząd wojewódzki, powiatowy i gminny. Na ten rok w budżecie marszałkowskim jest 600.000 zł na ten cel. Zachęcano włodarzy gmin do zakładania spółek wodnych. W myśl przepisów spółkę taka może założyć już 3 rolników. Są dotacje na prowadzenie biur i księgowości przez spółkę wodną. Dowiedzieliśmy się, że 1 mb. Konserwacji rowu kosztuje od 8 do 30 zł. Ta ostatnia kwota występuje wówczas, gdy rów jest totalnie zniszczony.

Tu ciekawostka. Na „ziemiach wyzyskanych” rowy są własnością Skarbu Państwa. Prawo wodne nakazuje jednak ich utrzymanie w należytym stanie właścicielowi gruntów, przez które rowy przepływają. Pojawił się pomysł, by uwłaszczyć te rowy na rzecz rolników przez które one płyną.

Goście twierdzili, iż starosta powinien namówić rolników, by zakładali spółki wodne. Ponadto zmieniła się ustawa i teraz gminy mogą dofinansowywać spółki wodne. Jako przykład podano powiat trzebnicki, gdzie w ubiegłym roku istniejące 29 spółek wodnych, za pieniądze z urzędu marszałkowskiego, przeprowadziło konserwację wszystkich rowów na terenie powiatu.

Rozmawiano również na temat stanu naszej kochanej Baryczy. To, że rzeka jest zamulona na głębokość 1 m od dna nie ulega wątpliwości. To namulenie należy usunąć. Są jednak problemy dwojakiego rodzaju, by to przeprowadzić.

Pierwszy, to pieniądze, których nie ma, bo roztaczanych podczas spotkania miraży, że coś na ten cel WZMiUW otrzyma z rezerwy państwa raczej nie bierzmy serio.

Drugi to Natura 2000, której przestrzeganie powoduje, iż trzeba wykonać analizy czy też coś w tym namuleniu nam się cennego przyrodniczo nie zagnieździło. Samo wykonanie dokumentacji, by odmulić dno rzeki, to okres 3 lat (jak wszystko dobrze pójdzie). Koszt odmulenia 1 km rzeki – ok. 1 mln zl. Liczyć należy lekka rączką, że to kosztowałoby ok. 20 mln zł.

Starosta Piotr Wołowicz zaprosił zebranych do dyskusji.

C.d.n.

piątek, 25 lutego 2011

Konkursowa kombinatoryka?

Na internetowej stronie starostwa powiatowego ukazał się komunikat następującej treści:

„Wczoraj (23 lutego 2011r.) o godzinie 15,00 minął termin składania ofert w „Konkursie na Prezesa Powiatowego Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze spółka z o.o.
Rada Nadzorcza Spółki w dniu dzisiejszym powołała Komisję Konkursową. Zgodnie z pkt. IV, ppkt. 2 ogłoszenia o konkursie Rada Nadzorcza stwierdziła, że wpłynęły dwie oferty, które zostały dopuszczone do dalszego etapu konkursu. Oferty rozpatrywane będą w dniu 8 marca 2011 r., o godzinie 9.30 w siedzibie Starostwa Powiatowego w Górze”.

No i znowu ja muszę odwalać czarną robotę za powiatowa promocję. Lakoniczność tego komunikatu może doprowadzić do szału nawet flegmatyka.
No, bo gdzie najważniejsze czyli nazwiska?
Są, ale tylko u mnie.

Pierwszym kandydatem jest Wiesław Pluta.

Drugim – Ryszard Stypa. Wiadomo o nim tylko tyle, że jest lub był dyrektorem ds. handlowych firmy Finepharm S.A. we Wrocławiu. Firma ta zajmuje się w skali przemysłowej biotechnologią i przemysłowym wykorzystywaniem metod biotechnologii. Produkują aktywne substancje farmaceutyczne nazywane: „active pharmaceutical ingredients” - w skrócie API - wykorzystywane przez firmy farmaceutyczne do produkcji leków. Szefem firmy jest dr Jan Czarnecki Prezes Zarządu i założyciel Finepharmu.
O kandydacie nic więcej nie wiadomo.

W związku z tym taki bon mot mi się ułożył: jeszcze pogrzebu szpitala nie było a już ktoś Stypę zamówił.

Spotkanie w mokrej sprawie

W poniedziałek do Góry przybędą: marszałek województwa dolnośląskiego Marek Skorupa oraz wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec. Wizyta obu panów związana jest z pismem w sprawie tegorocznej powodzi, które skierowali do obu dostojników rangi wojewódzkiej burmistrzowie i wójtowie gmin: Milicza, Żmigrodu, Niechlowa, Wąsosza, Góry.

Pismo to krytycznie odnosiło się do sytuacji, jaka panuje na rzekach i ciekach wodnych na terenie tych gmin. Głównie chodzi o: „przeprowadzenie niezbędnych prac konserwacyjnych na rzekach i innych ciekach melioracji podstawowych”. Rzeki i cieki – co podkreślają burmistrzowie i wójtowie są: „własnością Skarbu Państwa i zarządzane są przez Dolnośląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych”.

W piśmie włodarze gmin walili twardą i okrutną prawdę: „Wieloletnie zaniedbania w zakresie przede wszystkim odmulania koryt cieków, utrzymania wałów przeciwpowodziowych i budowli hydrotechnicznych są przyczyną notorycznego zalewania użytków rolnych, prowadzącego do wielomilionowych strat, które ponoszą rolnicy.

Szefowie gmin domagają się zapewnienia pomocy poszkodowanym rolnikom. W piśmie znajdują się przykłady wielkości szkód spowodowanych zalaniami.
W gminie Milicz szkody powyżej 30% wystąpiły w 245 gospodarstwach, na powierzchni 5373 ha. Szacunkowa wartość szkód – ok. 4,6 mln zł.
W gminie Żmigród zalanych zostało ok. 2500 ha użytków rolnych. Szacowane straty – ok. 6 mln zł.
Dane te odnoszą się do powodzi z maja i czerwca 2010 roku. nie jest znany dokładny rozmiar strat spowodowanych tegoroczną powodzią. Wiadomo już, że najbardziej ucierpiały gminy Wąsosz i Żmigród.

W piśmie skierowanym do wojewody i marszałka, burmistrzowie i wójtowie zaproponowali również tematykę spotkania. Ma ona obejmować następujące zagadnienia:
1. Zwiększenie nakładów na utrzymanie i stałą konserwację rzeki Baryczy i Orli oraz ich dopływów.
2. Wyjaśnienia problemu szacowania strat w uprawach rolnych spowodowanych zimową powodzią.
3. Rozważenie możliwości wypłacenia pomocy finansowej dla rolników na łąkach, których wody zalegają od trzech lat, w wyniku czego łąki te wymagają rekultywacji.
4. Zwiększenie dotacji do działalności spółek wodnych w szczególności działających na obszarach systematycznie zalewanych przez wody rzek Baryczy i Orli oraz wody z ich dopływów.

Jak więc widać włodarze gmin wiedzą o czym chcą rozmawiać z wrocławskimi decydentami. Tu przypomnę słowa burmistrza gminy Wąsosz, który podczas sesji Rady Powiatu mówiąc o tegorocznej powodzi stwierdził: „Dla władz powodzi nie było, bo nie wylała Odra i Wisła”. I tu burmistrz Zbigniew Stuczyk miał rację, bo zarówno marszałek województwa jak i wojewoda pozostawili zalane gminy samym sobą. Nie pokazał się nikt z wierchuszki.
Spotkanie odbędzie się w sali nr 1 starostwa Powiatowego 28 lutego o godz. 13,00. Wstęp wolny.

czwartek, 24 lutego 2011

Rządzenie z ponizmem w tle

Wczoraj odbyło się trzecie posiedzenie komisji statutowej, która w pocie czoła zmienia statut naszego powiatu. Prace nad zmianami dobiegły wczoraj końca i w głosowaniu członkowie tego gremium przyjęli je za wyjątkiem jednej.

Bój toczył się o zmianę zapisu dotyczącego zmniejszenia liczby członków Zarządu Powiatu. Przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak i członek komisji Piotr Iskra chcieli, by statutowy zapis ograniczył liczbę członków Zarządu. Wg ich koncepcji Zarząd miał liczyć trzech członków a nie pięciu, jak jest obecnie.

W trakcie dyskusji obaj radni skłaniali się do kompromisu zgadzając się na czterech członków Zarządu. Tu napotkali jednak opór dwóch członków komisji – Marka Biernackiego i Marka Zagrobelnego, którzy byli za utrzymaniem w statucie pięciu członków Zarządu.
W głosowaniu było 2 do 2 i wniosek o zmniejszenie liczby członków Zarządu przepadł.

Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że obaj radni głosujący za utrzymanie status quo nie silili się nawet na sensowne uzasadnienie swoich stanowisk dla tej bardzo sensownej i oszczędnościowej propozycji, co przy fatalnym stanie finansów powiatu nie jest bez znaczenia. Opór obu radnych podlegał odwiecznej zasadzie: „nie, bo nie!”

Nie oznacza to oczywiście, że sensowny zapis o ograniczeniu liczby członków Zarządu przepadł raz na zawsze. Będzie on głosowany podczas sesji i wówczas okaże się, jak duże ma poparcie wśród radnych powiatowych.
Tu pozwolę sobie na dygresję. Po rezygnacji radnego Marka Biernackiego z funkcji członka Zarządu, ciało to liczy 4 radnych (starosta – Piotr Wołowicz, wicestarosta – Paweł Niedźwiedź, członkowie – Marek Hołtra i Piotr First).

Tak naprawdę rządząca koalicja nie ma kim obsadzić wakatu. No, można oczywiście obsadzić tę fuchę „kimś”, ale w sytuacji, gdy tuzów w koalicji jak na lekarstwo, to tak naprawdę nie ma kim. No, bo po co dawać fuchę za 1250 zł komuś kto ma takie pojęcie o samorządzie, jak krowa o jakości swojego mleka? Chyba, że funkcje w samorządzie traktuje się jako dostęp do koryta dla swoich, choćby niepomiernie głupich.

Tylko czy wypada wydawać Państwa podatki na opłacenie niekompetencji i niewiedzy? Piszę o tym, bo jak usłyszałem: ta kandydatura wniesie tyle wiedzy i intelektu do Zarządu co balot słomy!

I tu przypomnę tylko, że trzeba nie mieć wstydu, by w sytuacji, gdy w powiecie jest 3525 bezrobotnych, z których tylko 18% ma prawo do zasiłku, premiować miernotę, która i tak ma stałe zatrudnienie i wysokie dochody. To jakiś obłęd! Ktoś powie, że to polityka. Ja bym bardzo prosił, by tak nie nazywać pospolitego kurewstwa!

Wierni Czytelnicy pamiętają moją walkę o jawność protokołów z posiedzeń Zarządów. Ja również pamiętam, jak ówcześni radni opozycyjni, którzy dzisiaj rządzą powiatem pałali najświętszym oburzeniem, że merytoryczna zawartość tych protokołów nie pozwala dojść do tego o czym naprawdę mówi się podczas posiedzenia Zarządu. Jakże wówczas byli oburzeni!
Doszli do władzy. I co? I natychmiast dotknęła ich skleroza.

Weźmy protokół z 17 lutego. Fragment już Państwu przytoczyłem wcześniej. Rzecz dotyczyła uchwał o nieprzejmowaniu linii kolejowej nr 372 Bojanowo – Góra przez samorząd powiatowy.
I cóż my tam czytamy? Możemy poznać treść uchwały przygotowanej przez Zarząd Powiatu, ale w żadnym wypadku nie poznamy treści uchwały – w tej samej sprawie! – przygotowanej przez przewodniczącego Rady – Zbigniewa Józefiaka.

Więcej! Czytając protokół śmiało można wysnuć wniosek, że treść tej uchwały nawet nie została przeczytana podczas posiedzenia Zarządu, bo nie ma o tym fakcie najmniejszej nawet wzmianki. Głosowano bez odczytania treści? Bez zapoznania z uzasadnieniem chwały?

Rzecz cała wygląda tak, że jeszcze do niedawna protokół z posiedzenia Zarządu był odczytywany tuż po rozpoczęciu kolejnego posiedzenia tego gremium i przyjmowany w głosowaniu. Obecnie obyczaj ten się zmienił. I słusznie zresztą. Każdy z członków Zarządu ma się z nim zapoznać – teoretycznie rzecz jasna! – przed posiedzeniem. I na każdym posiedzeniu Zarządu pada sakramentalne pytanie: czy członkowie Zarządu zapoznali się z ostatnim protokołem? Zawsze w odpowiedzi pada rzucone gorliwie „tak”, któremu towarzyszy równie gorliwe energiczne kiwanie głowami czy tam tym, kto co ma u końca szyi.

A że tej tandety protokolarnej członkowie Zarządu nie czytają, to fakt niezaprzeczalny. Dowodem na to jest treść protokołu z 17 lutego. Inny przykład z tegoż zacnego dokumentu.

W punkcie 5 obrad czytamy: „Dyrektor SPZOZ przedstawiła sprawozdanie z realizacji działań likwidacyjnych za miesiąc styczeń br. Informacja została przyjęta”. Koniec. Kropka.

Jak Państwo widzą nie zasługujemy na to, by poznać stan zaawansowania likwidacji szpitala! Może wg Zarządu my, mieszkańcy powiatu górowskiego, jesteśmy za głupi, albo też nie dorośliśmy do tego, by być poinformowanymi w tej bardzo ważnej dla nas wszystkich kwestii.

Tu muszę Państwa poinformować, iż przesunięto termin likwidacji SP ZOZ na 1 maja 2011 roku. Tej informacji nie przeczytacie Państwo na internetowych stronach powiatu. Dlaczego? Z przyczyn oczywistych. Szefem promocji jest ten sam człowiek, który dotąd skutecznie tę promocję rozkładał. My mamy w powiecie 3525 bezrobotnych a panowie starostowie trzymaja na stanowisku człowieka, który dawno powinien z hukiem stamtąd wylecieć. Krzywda mu się nie stanie, bo prowadzi – przypomnę! – działalność gospodarczą.
I ten sposób walki z bezrobociem jest godny podziwu! Tylko panowie starostowie, ja bym prosił, by przy zbliżającej się dyskusji na temat bezrobocia nie szlochać nad jego katastrofalną wielkością! Bo to w tej sytuacji nie uchodzi! Nie uchodzi! Takich przypadków zresztą jest w placówkach podległych starostwu kilka.

I tak Zarząd Powiatu łamie statut powiatu, nawet ten koślawy i pełen niedoróbek, jaki jeszcze funkcjonuje. W statucie, § 60,p. 3, zapisano: „Protokół z posiedzenia Zarządu powinien dokładnie odzwierciedlać przebieg posiedzenia, a zwłaszcza przebieg dyskusji nad rozstrzygnięciami podejmowanymi przez zarząd”.

Jak Państwo widzą nawet ten nieco koślawy zapis nakłada na członków Zarządu dbanie o to, byśmy mogli zapoznać się z dokładnym przebiegiem posiedzenia tego gremium, które przecież utrzymują Państwo z płaconych rzetelnie podatków. A co otrzymujemy? Jakieś odpady, ułamki informacji, sieczkę niesamowitą. I co to nam przypomina? Ponizm! Bez dwóch zdań ponizm! I jakoś byli opozycjoniści tego nie dostrzegają. Słusznie chyba się twierdzi, że u wielu dostęp do władzy kończy się kataraktą i wysychaniem szarych komórek.

Przytoczony powyżej § 60 komisja statutowa zmodyfikowała. Zamiast wieloznacznego słowa „powinien” wstawiono słowo „ma”. To pozwoli uniknąć jakiejkolwiek dowolności i uznaniowości ze strony Zarządu w przekazywaniu nam rzeczywistego przebiegu jego posiedzeń.

Przy tej zmianie bardzo cierpiał radny Marek Biernacki, który robił cierpiętnicze miny, marszczył czoło i bredził coś o tym, że nie jest ważne kto co mówił rzeczywiście, tylko to, co zapisano. Trzeba powiedzieć, że „główny obrotowy” ma talent intelektualnego cyrkowca. Ciekawe tylko kiedy kark sobie skręci od nadużywania tych wolt, fikołków i piruetów?
Muszę Państwu wyznać, że pomimo tego lubię tego szelmę. Ale gdzie zaczyna się interes powiatu, tam kończą się moje sympatie i dlatego tak cieplutko o nim piszę.

Podczas prac nad statutem dokonano jeszcze jednej zmiany. Dotychczas istniał w statucie zapis, który w przypadku równej ilości głosów podczas głosowania czegoś w komisji, dawał głos decydujący przewodniczącemu komisji.

Wychodząc ze słusznego założenia, że jeden głos=jeden człowiek komisja wykreśliła ten zapis. Odbyło się to po konsultacji z prawnikiem, który potwierdził podejrzenia, że zapis ten nie ma uzasadnienia prawnego.

No, i tak to wygląda w praniu dzień powszedni naszej władzy. Czy coś się zmieniło? Odpowiedzi udzielcie sobie Państwo sami.

wtorek, 22 lutego 2011

Dwa uchwały na "nie"

Oto fragment z protokołu z posiedzenia Zarządu Powiatu, które odbyło się 17 lutego. Rzecz dotyczy linii kolejowej 372 Bojanowo - Góra


"Pan Starosta poinformował iż Przewodniczący Rady Powiatu złożył projekt uchwały Rady Powiatu w sprawie opinii o likwidacji oraz przejęciu linii kolejowej nr 372 Bojanowo-Góra Śląska przebiegającej przez teren powiatu górowskiego i rawickiego. W projekcie uchwały jest zapis iż Rada Powiatu opiniuje negatywnie likwidację odcinka linii kolejowej 372 oraz zapis iż „ Powiat Góra nie będzie wszczynał procedury w sprawie nieodpłatnego przejęcia odcinka linii kolejowej 372 stanowiącego grunty zajęte pod infrastrukturę kolejową będące bez tytułu prawnego w posiadaniu PKP SA jako podlegające komunalizacji z mocy prawa na rzecz Gminy Góra”.

Pan Starosta przedstawił propozycję stanowiska Zarządu Powiatu w przedmiotowej sprawie i poinformował iż Zarząd Powiatu przygotuje własny projekt uchwały na najbliższą sesję Rady Powiatu w Górze.

Stanowisko Zarządu Powiatu:
Zarząd Powiatu w Górze po odbyciu spotkania z zainteresowanymi stronami, zebraniu informacji o kosztach oraz po przeanalizowaniu możliwości przejęcia planowanej do likwidacji linii kolejowej 372 Bojanowo-Góra stwierdza, iż nie może podjąć pozytywnej decyzji w przedmiotowej sprawie. Zarząd Powiatu stoi na stanowisku, iż planowana do likwidacji linia kolejowa wraz z niezbędnymi urządzeniami winna być przejęta przez samorząd gminny, bowiem przemawia za tym wiele argumentów: położenie linii na terenie gminy Góra, atrakcyjność gospodarcza dla Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej „Invest-Park” Podstrefa „Góra”, możliwość pobierania podatków od lokali wydzierżawionych, możliwość negocjacji wielkości czynszu w ramach niepłaconego podatku od nieruchomości PKP, możliwość zapewnienia środków finansowych na ewentualne pokrycie kosztów utrzymania linii niepokrytych przychodami z udostępniania jej przewoźnikom .Zarząd Powiatu przedstawi Radnym na najbliższej sesji projekt uchwały o nie przejmowaniu tej linii kolejowej”.
Za takim tekstem uchwały było 5 członków Zarządu.

Starosta poinformował, iż Zarząd Powiatu winien zaopiniować przedstawiony projekt uchwały Rady Powiatu przygotowany przez Przewodniczącego Rady Powiatu. Głosowanie za przyjęciem projektu uchwały:
- wstrzymał się – 5 głosów
Starosta wyjaśnił, iż projekt uchwały przedstawiony przez Przewodniczącego Rady Powiatu wraz z projektem uchwały Rady Powiatu przygotowanym przez Zarząd Powiatu zostanie przekazany komisjom do zaopiniowania i wówczas zostanie wypracowany wspólny projekt uchwały.

Uśredniona gmina Wąsosz

Ciąg dalszy danych statystycznych gminy Wąsosz za rok 2009, które obiecałem Państwu przybliżyć.

Garść danych dotyczących edukacji. Na ternie gminy Wąsosz istnieje 1 przedszkole, które posiada 95 miejsc dla dzieci. W roku 2008/09 w przedszkolu tym było 90 dzieci, by w roku szkolnym 2009/10 ich ilość zmniejszyła się do 77.
We wszystkich placówkach wychowania przedszkolnego na terenie gminy Wąsosz w roku szkolnym 2008/09 przebywało 166 dzieci. Liczba dzieci objętych wychowaniem przedszkolnym wzrosła gwałtownie w roku szkolnym 2009/10 do 204.

Na terenie gminy Wąsosz funkcjonuje 5 szkół podstawowych. W roku 2008/09 uczęszczało do nich 549 uczniów a rok później już tylko 530.
Gmina Wąsosz może pochwalić się dwoma gimnazjami, w których w roku 2008/09 naukę pobierało 331 gimnazjalistów a rok później – 345.
Na jeden komputer w szkole podstawowej w Gminie Wąsosz przypadało w roku szkolnym 2008/09 – 6,9 uczniów. Rok później ten wskaźnik wynosił 5,4 uczniów na jeden komputer.
W gimnazjach jest nieco gorzej, bo tam wskaźnik dla roku szkolnego 2008/09 wynosił 7,4 uczniów na jeden komputer. Rok później było już gorzej i wskaźnik wyniósł 11,5 uczniów na 1 komputer.
W szkołach podstawowych w roku 2008/08 do Internetu podłączonych było 79 komputerów. W gimnazjach – 30. W następnym roku te wielkości nie uległy zmianie.

Ludność gminy Wąsosz według edukacyjnych grup wieku przedstawia się następująco: od 3 – 6 lat 294 osoby, od 7 – 12 jest 521 osób a wieku 13 do 15 lat – 320 osób.

Subwencja oświatowa gminy Wąsosz wyniosła 5.012,200 zł. Wydatki na oświatę i wychowanie stanowiły w roku 2009 – 38% ogółu wydatków budżetu gminy Wąsosz. Gmina z własnych środków dofinansowała oświatę i edukacyjną opiekę wychowawczą kwotą ok. 2 mln zł.

W gminie Wąsosz istnieją 2 biblioteki i ich filie. W roku 2009 miały one 644 czytelników a każdy z nich wypożyczył średnio 16,2 książki.

Gmina Wąsosz miała w 2009 roku 7 zakładów opieki zdrowotnej. Statystycznie 1 tego typu zakład obsługuje 3710 mieszkańców tej gminy. W gminie Góra – dla porównania – 1 zakład opieki zdrowotnej obsługuje 1725 mieszkańców, w gminie Jemielno – 1544 a w Niechlowie – 5107.

W roku 2009 wydatki gminy Wąsosz na przeciwdziałanie alkoholizmowi wyniosły 89.436,74 zł, co daje ok. 12 zł na 1 mieszkańca gminy.
Dochody gminy Wąsosz na 1 mieszkańca wyniosły w roku 2009 – 2656,50 zł a wydatki – 2489,74 zł.

W gminie Wąsosz przeciętna powierzchnia użytkowa 1 mieszkania wynosiła 75,2 m kwadratowego. Zasoby mieszkaniowe na 1000 ludności w 2009 r., w gminie Wąsosz wynosiły 312 mieszkań. W gminie Góra – 325, gminie Niechlów – 300, i tyleż samo w gminie Jemielno.

21,6% ludności gminy Wąsosz jest obsługiwana przez oczyszczalnie ścieków. Dla gminy Góra ten procent wynosi – 55,4, Niechlowa – 11,7 a Jemielna – 0,0%.

Niniejsze dane statystyczne zawdzięczają Państwo skarbnikowi powiatu i równocześnie radnemu gminy Wąsosz – Wiesławowi Pospiechowi.

Nie ma lekko

Jak informuje nasza straż pożarna w okresie od 14 do 20 lutego nie brakowało naszym strażakom pracy. Jednostki straży pożarnych interweniowały w 13 przypadkach. Wybuchło ogółem 10 pożarów. Trzykrotnie strażacy gasili ogień w Luboszycach (przybudówka w budynku mieszkalnym, budynek mieszkalny, siano i belki drewniane po poprzednim pożarze). Tyleż samo razy interweniowali w Górze, ale na szczęście była to klasyka pożarów w naszym mieście – płonące kontenery.

Ponadto strażacy w Smolnem gasili baloty słomy, w Piotrowicach Małych, Osetnie i Rogowie Górowskim suchą trawę.
Ugaszenie tych 10 pożarów wymagało podniesienia na nogi 13 zastępów w sile 60 strażaków.

Straż pożarna odnotowała w tym samym okresie czasu 3 zagrożenia miejscowe. Stworzyły je: plama oleju na drodze w Górze, plama po substancji ropopochodnej w Górze oraz wyciagnięcie samochodu z rowu w Glince.
W działaniach tych udział brały 3 zastępy liczące łącznie 11 strażaków. W składzie: 11 strażaków.

Od początku 2011 roku nasza straż pożarna brała udział w 126 akcjach interwencyjnych. Statystycy odnotowali 34 pożary (29 małe, 4 średnie i 1 bardzo duży. Z prostego rachunku wynika, że nasi strażacy interweniowali średnio 2,47 razy na dobę.
92 razy strażacy wyjeżdżali, by zlikwidować miejscowe zagrożenia (23 małe i 69 lokalnych). Od początku roku nie odnotowano żadnego fałszywego alarmu.

Poniżej mają Państwo opisy akcji strażaków z dwóch pożarów w Luboszycach. Opis poniższy sporządził kapitan Marcin Klefas za co mu razem z Państwem dziękujemy.

W dniu 14 lutego 2011 r. w Luboszycach powstał pożar w kotłowni w budynku mieszkalnym w Luboszycach. Do działań zadysponowano 2 zastępy z JRG Góra w sile 7 strażaków i 1 zastęp z OSP Luboszyce w sile 7 strażaków. Po dojeździe na miejsce zdarzenia stwierdzono, że pali się w pomieszczeniu kotłowni na parterze, ogień przedostaje się na stropodach przybudówki. Działania strażaków polegały na podaniu dwóch prądów gaśniczych na palącą się drewnianą konstrukcję stropodachu oraz sprawdzeniu poddasza budynku mieszkalnego, czy ogień nie rozprzestrzenił się. Działania prowadzono do całkowitego stłumienia ognia. Spaleniu uległ stropodach przybudówki pokryty blachą oraz okno w obiekcie. Wstępne straty oszacowano na kwotę 2 tys. zł. Uratowano budynek mieszkalny. Prawdopodobną przyczyną powstania pożaru było zaprószenie ognia od pieca centralnego ogrzewania.

W dniu 20 lutego 2011 r. w Luboszycach powstał pożar w niezamieszkałym budynku jednorodzinnym.
Do działań zadysponowano 1 zastęp z JRG Góra w sile 4 strażaków i 1 zastęp z OSP Luboszyce w sile 7 strażaków. Po dojeździe na miejsce zdarzenia okazało się, że pożarem objęta jest cała konstrukcja dachu. Działania strażaków polegały na podaniu dwóch prądów gaśniczych na palący się dach oraz przeszukaniu parterowej części budynku w celu ustalenia czy nie znajdują się tam osoby. Po zlokalizowaniu pożaru zastępy za pomocą podręcznego sprzętu burzącego przystąpiły do usuwania nadpalonego siana znajdującego się w części strychowej budynku. Działania prowadzono do całkowitego ugaszenia pożaru. W wyniku pożaru spaleniu uległa konstrukcja dachowa budynku. Wstępne straty oszacowano na kwotę 40 tys. zł. Uratowano parter domu wraz z wyposażeniem. Prawdopodobną przyczyną powstania pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej.

Katastrofa

Bezrobocie dramatycznie skoczyło w powiecie górowskim w styczniu 2011 roku. Na koniec grudnia 2010 wynosiło ono 3287 bezrobotnych, by na koniec pierwszego miesiąca roku wzrosnąć do 3525 osób pozbawionych pracy. To wzrost o 238 osób (7,2%).

Spośród 3525 bezrobotnych 1769 stanowią kobiety. Prawo do zasiłku przysługuje jedynie 652 bezrobotnym, czyli 18,5%.

W styczniu PUP w Górze zarejestrował 393 bezrobotnych (168 kobiet). Z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy bezrobotnymi zostały 102 osoby.
W styczniu 93 osoby podjęły pracę, ale w 75 przypadkach była to praca sezonowa.

Na 3525 bezrobotnych figurujących w rejestrach PUP 2180 mieszka w miejscowościach wiejskich (61,8% ogółu bezrobotnych). Tylko 380 spośród nich ma prawo do zasiłku (17,6%).

Tylko 34 osoby nie potwierdziły w styczniu gotowości do podjęcia pracy i zostały pozbawione statusu bezrobotnego. 7 osób dobrowolnie zrezygnowało z tego statusu. Łącznie w styczniu 155 osób wyłączono z ewidencji bezrobotnych. Po raz pierwszy zarejestrowało się, jako bezrobotni 514 osób.

O 146 osób wzrosło w styczniu bezrobocie w gminie Góra (9,3%). Bezrobotne kobiety stanowią 49,3% ogółu bezrobotnych (1012). Prawo do zasiłku posiada 405 bezrobotnych (19,7%).

W gminie Jemielno bezrobocie powiększyło się o 24 osoby i wynosi 351 bezrobotnych (wzrost o 9,2%). Prawo do zasiłku przysługuje 61 bezrobotnym (17,4%). Kobiety stanowią 53,8% ogółu bezrobotnych w gminie Jemielno (189 bezrobotnych).

W gminie Niechlów bezrobocie skoczyło z 469 osób w grudniu do 504 w styczniu. Nastąpił wzrost o 7,5% (35 osób). Tylko 79 osobom z terenu tej gminy przysługuje zasiłek dla bezrobotnych (15,7%). Kobiety stanowią 51,4% bezrobotnych (259 osób).

W gminie Wąsosz bezrobocie zwiększyło się o 24 osoby (616 bezrobotnych – wzrost o 4,5%). Bezrobotnych kobiet jest na terenie tej gminy 309 (50,2% ogółu bezrobotnych). Prawo do zasiłku posiada 107 bezrobotnych (17,4%).

Obecny poziom bezrobocia odnotowany na koniec stycznia 2011 roku jest najwyższy na przestrzeni ostatnich 4 lat. Na koniec grudnia 2007 roku na ternie naszego powiatu było 2401 bezrobotnych. Na koniec stycznia 2008 roku – 2505 bezrobotnych. Rok później (2009) – 2335 bezrobotnych. I jeszcze w styczniu 2010 roku było bezrobotnych mniej niż obecnie – 3215 osób. Teraz bezrobotnych jest o 310 osób więcej niż rok temu (wzrost o 9,6%), ale aż o 1190 osób więcej niż na koniec stycznia 2009 roku.

sobota, 19 lutego 2011

Orlik nie nudzi

16 lutego na górowskim „orliku” odbył się „Zimowy turniej piłkarski”, który zorganizowano w ramach ogólnopolskiej akcji „Ferie na orliku”.
W turnieju zorganizowanym przez Ośrodek Kultury Fizycznej oraz „Pogoń” Górę wzięły udział 4 drużyny w wieku od 10 do 13 lat.

Pomimo świecącego tego dnia słoneczka na dworze panowała temperatura w okolicach zera. Nie zniechęciło to jednak młodych adeptów piłki nożnej do wybiegnięcia na murawę „orlika”, chociaż organizatorzy dali im wybór: „Olimpia” czy „orlik”? Młodzi piłkarze zadecydowali, iż turniej rozegrają na „orliku”.

W pierwszym pojedynku spotkały się drużyny Orłów Czernina z Pogonią. Trzeba tu powiedzieć, że cieszy fakt, iż w Czerninie coś się ruszyło w kwestii uprawiania tego sportu przez najmłodszych.

Jest faktem, że przez wiele lat ta miejscowość stanowiła białą plamę na piłkarskiej mapie gminy w kategorii najmłodszych piłkarzy. Od czasu oddanie do użytku w Czerninie „orlika” dzieci z Czerniny zaczęły aktywnie uczestniczyć w turniejach piłkarskich. Widać, że ci chłopcy chcą grać i czynią szybkie postępy w umiejętnościach piłkarskich. By być sprawiedliwym należy oddać tu wyrazy szacunku radnemu Jackowi Ulmanowi, który osobiście zaangażował się w prowadzenie tej drużyny.
W meczu z Pogonią drużyna z Czerniny przegrała 5 do 1.

W drugim pojedynku turnieju spotkały się drużyny Barcelony i Koxów. Wgrała drużyna nosząca nazwę wielkiego klubu 9 do 0. Nie ma w tym nic dziwnego, bo w szeregach tutejszej odmiany Barcy występują nieomal zawodowcy z młodzików górowskiej Pogoni oraz jeden reprezentant młodzików Zagłębia Lubin. Mateusz Witkowski, bo o nim tu mowa, przeszedł z naszej Pogoni do Zagłębia i tam błyszczy jako napastnik.

Dla równowagi w zespole Pogoni występował również były zawodnik młodzików Pogoni - Bartek Ciesielski, który obecnie jest również zawodnikiem Zagłębia.

W meczu o III miejsce Orły pokonały zupełnych amatorów czyli Koxy 10 do 0.
W meczu o I miejsce spotkali się potentaci. Tu już było widać duże umiejętności piłkarskie, które zaowocowały na boisku ładną i ciekawą grą. Mecz był niezwykle wyrównany i stał na wysokim poziomie. Zwycięstwo zapewnił sobie zespół Pogoni strzelając jedyna bramkę w tym meczu.

Po zakończeniu turnieju nastąpiły przenosiny zawodników do hali „Olimpia”. Tam nastąpił dalszy ciąg turniejowych zmagań, którymi kierował trener młodzików Pogoni – Jan Dwornik. Chłopcy mieli możliwość pokazania swoich piłkarskich umiejętności. Było więc podbijanie piłki na czas, drybling piłką również na czas. Na koniec wyłoniono najlepszego strzelca rzutów karnych oraz bramkarza. Te zmagania dostarczyły uczestnikom turnieju niezwykłych wprost emocji.

Każdy zawodnik zwycięskiej drużyny Pogoni otrzymał koszulkę. Wszyscy uczestnicy turnieju dostali okolicznościowe dyplomy. Nagrody wręczał dyrektor OKF – Ryszard Wawer. By uczestnicy turnieju długo wspominali turniej zostali obdarowani słodyczami i napojami.

Galeria - tutaj

piątek, 18 lutego 2011

Bez paniki

Po mieście krążą najdziwniejsze informacje na temat naszego szpitala. Powtarzane z ust do ust wieści nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.
Chodzi o informacje dotyczące „świńskiej grypy”, która ma panować w naszym szpitalu.

Prawdą jest, że w naszym szpitalu przebywał chory, którego dotknęła ta choroba. Smutnym faktem jest i to, że pacjent ów zmarł w ubiegłym tygodniu. Zgon nastąpił w szpitalu w Głogowie. Poprzednio pacjent ten był również leczony w naszym szpitalu.

W chwili obecnej nasz szpital objęty jest kwarantanną. Jest wysoce zalecane, by wizyty w naszym szpitalu ograniczyć do niezbędnego minimum.
Tak wygląda sytuacja na dzień dzisiejszy. Takie są fakty a jeżeli usłyszą Państwo rzeczy, od których stają włosy na głowie, to to już są bzdury. Nie ma najmniejszych powodów do paniki.

środa, 16 lutego 2011

Bubel nie przejdzie!

Wczoraj (15 lutego) odbyły się posiedzenia dwóch komisji Rady Powiatu. O godz. 14, 00 zebrała się Komisja Finansów, Budżetu i Gospodarki. Podczas posiedzenia komisji zajęto się dwoma sprawami: zaopiniowaniem nowego regulaminu organizacyjnego starostwa oraz odczytaniem pisma dyrektorki ZS w Górze w sprawie przewidywanego niedoboru środków na wypłatę wynagrodzeń dla nauczycieli w czwartym kwartale 2011 roku.

Zanim jednak doszło do dyskusji na te dwa tematy przewodniczący komisji – Marek Zagrobelny – odczytał opinię radcy prawnego starostwa na temat: „możliwości uczestnictwa obywateli w obradach Rady Powiatu, w szczególności w obradach komisji powiatu”. Nie przysłuchiwałem się treści odczytywanej opinii prawnej z większym zainteresowaniem, albowiem rzecz ta znana jest dla mnie od podszewki. Nie mniej w najbliższym czasie zaprezentuję Państwu obszerne fragmenty tego dokumentu. Skracając rzecz cała rzeknę tak: byłem, jestem, będę na tych komisjach, na których zapragnę sobie być.

W obradach komisji uczestniczyli: starosta Piotr Wołowicz, wicestarosta – Paweł Niedźwiedź (członek komisji), przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak (członek komisji), Piotr Iskra – członek komisji, Marek Biernacki – członek komisji, Marek Hołtra – członek komisji.
Radny Hołtra zaproponował, by posiedzenie komisji przeprowadzone zostało w takiej konwencji, iż starostowie uzasadnią dlaczego projekt regulaminu organizacyjnego ma taki a nie inny kształt. Jak stwierdził radny Hołtra starostowie sobie ułożyli urząd i niech uzasadnią dlaczego wybrali takie a nie inne rozwiązania. W tym miejscu nieco się zdziwiłem, bo w swojej naiwności i politycznym romantyzmie sądziłem, że funkcjonowanie urzędu związane jest przede wszystkim z wygodą dla petentów a nie dla władzy. No, ale ja wciąż pierwszy naiwny w tej kwestii jestem.

Głos zabrał starosta Piotr Wołowicz, który stwierdził, iż kształt proponowanego regulaminu organizacyjnego jest efektem analizy regulaminów obowiązujących w 25 powiatach. Zmiany mają polegać na połączeniu Wydziału Ochrony Środowiska z Wydziałem Budownictwa, likwidacją Wydziału tzw. „Promocji”, zmianie nazwy Wydziału Kryzysowego na Biuro Kryzysowe. W rezultacie dwóch dyrektorów traci posady, ale żaden pracy. W tym wypadku pozwolę sobie wyrazić najgłębsze ubolewanie nad faktem nie spuszczenia p.o. dyrektora Wydziału tzw. „promocji” w organizacyjny niebyt. P.o. zasłużył sobie na to w pełni, dopuszczając do wydania skandalicznego folderu zawierającego ukradzione treści.
Zamiast dyrektorów w starostwie mają funkcjonować naczelnicy. Koniec zmian.
Po staroście Piotrze Wołowiczu głos zabrał przewodniczący Rady – Zbigniew Józefiak. Przypomniał on staroście, iż sugerował, iż może się włączyć w prace nad regulaminem organizacyjnym ze względu na posiadane doświadczenie. Przez trzy lata Zbigniew Józefiak pracował w Urzędzie Rejonowym, który w pewnej mierze stanowił protoplastę powiatu. Szczególnie bliska jest przewodniczącemu problematyka związana z funkcjonowaniem szeroko pojętej geodezji, ze względu na wieloletnie doświadczenie zawodowe. „Nie proponuję zmian rewolucyjnych” – stwierdził Zbigniew Józefiak. Po tych słowach rozdał zadrukowane kartki członkom komisji, na których znajdowały się jego propozycje i uwagi dotyczące kształtu regulaminu organizacyjnego.

Zbigniew Józefiak stwierdził, że nowy kształt Wydziału Organizacyjnego spowoduje jego przeciążenie nowymi zadaniami. „Niech skupi się na tym co ma” – stwierdził szef Rady.
Połączenie Wydziału Budownictwa i Środowiska nazwał „dyskusyjnym”. Zaproponował odmienną koncepcję – połączenie Wydziału Ochrony Środowiska z komórką zajmującą się gospodarką nieruchomościami. W ten sposób powstałby Wydział Gospodarki Nieruchomościami i Ochrony Środowiska.
Zbigniew Józefiak przypomniał, iż zakres zadań Wydziału Ochrony Środowiska pokrywa się z wieloma zadaniami stojącymi przed Wydziałem Geodezji. Nawiązał do wyłączeń gruntów rolnych z użytkowania rolniczego.
Kończąc tę część wypowiedzi Zbigniew Józefiak stwierdził: „To Zarząd zadecyduje o kształcie regulaminu, ale nie czyńmy grzechu zaniechania, by później nie mówić, że można było to lepiej zrobić a nie zostało zrobione”.
Dalej szef Rady stwierdził, iż nie podoba mu się zmiana tytułu szefa wydziału z dyrektora na naczelnika. I tu wypalił bez pardonu, że tak jest w UMiG, i „zaczyna mi się to kojarzyć z jednym urzędem”. „Słowo naczelnik źle mi się kojarzy” – stwierdził. Propozycja Zbigniewa Józefiaka – nie naczelnicy a kierownicy wydziałów.

Radny Marek Hołtra zaproponował, by uwagi wniesione przez Zbigniewa Józefiaka skierować jako wnioski komisji do Zarządu.
Z radnym Hołtrą zgodził się Zbigniew Józefiak, który powiedział: „Zgoda. Niech Zarząd przygotuje finalny produkt i przedstawi go ponownie komisją”.
Z tym stanowiskiem zgodził się wicestarosta Paweł Niedźwiedź: „Wrócić to do Zarządu. Jesteśmy współautorami tego projektu”.
Ze zdaniem wicestarosty zgodził się też radny Marek Hołtra, który optował za dopracowaniem propozycji regulaminu.

Ponownie głos zabrał przewodniczący Rady. Jako przykład niedopracowania regulaminu organizacyjnego przytoczył przykład zadań Wydziału Geodezji. Powiedział: „Zadania geodezji w tym regulaminie, to stan sprzed 20 lat a życie poszło naprzód. W drugim punkcie zadań tego wydziału zapisano: karanie mandatami. Jakby nie było ważniejszych zadań! I wielu ich nie ma w regulaminie”. Następnie szef Rady wręczył członkom komisji kartkę formatu A4, zadrukowaną obustronnie, na której widniało 51 zadań należących do kompetencji geodezji. Tych zadań w projekcie regulaminu organizacyjnego wydziału geodezji nie było.

Powstała pewna konsternacja. Radny Marek Biernacki wyraził obawę, iż poprawianie regulaminu opóźni jego wejście w życie, bo trzeba będzie jeszcze przedstawić poprawiony projekt do konsultacji ze związkami zawodowymi.

Zbigniew Józefiak stwierdził, iż regulamin nie jest palącym problemem i nad zmianami oraz dopracowaniem regulaminu można jeszcze się zastanowić.
Radny Marek Hołtra zaproponował, by nie rozbijać promocji na dwa wydziały: oświaty i organizacyjny, ale podporządkować go temu ostatniemu.
Tu nasunęła mi się myśl taka: po co tyle ambarasu nad najbardziej niewydolnym wydziałem? Wylać obu i po sprawie! Problem z głowy!
„Odejść od archaizmów, niektóre z nich są sprzed 20 lat. To nie wymaga wielkiego wysiłku”- apelował Zbigniew Józefiak.

Ze zdaniem Zbigniewa Józefiaka zgodził się radny Marek Hołtra, który zaproponował, by dyrektorzy wydziałów raz jeszcze przeglądnęli swoje regulaminy i sprawdzą ich zgodność z najnowszymi przepisami.

Starosta Piotr Wołowicz powiedział: „To nie jest tak, że my z wicestarostą samodzielnie opracowywaliśmy ten projekt. Dyrektorzy wydziałów przygotowali materiały i napisali, to co wiedzieli. Tak właściwie, to oni ten regulamin stworzyli”.
Zbigniew Józefiak wniósł o zmianę zapisów regulaminu przez Zarząd. Odbyło się głosowanie. Za wnioskiem opowiedziało się 2 radnych, 1 się wstrzymał a 1 był przeciw.

W ten sposób regulamin organizacyjny będzie poddawany dalszym pracom nad nim. Może to mu tylko wyjść na zdrowie, bo przedstawiony radnym projekt wykazywał wszelkie cechy charakterystyczne dla gniotów i zakalców. Może po Wielkiej Nocy jakość surowca – w związku ze świętami – ulegnie poprawie. Byleby to nie był zbuk.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Pacjent będzie cięty?

Rada Nadzorcza Powiatowego Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze ogłasiła konkurs na stanowisko Prezesa Powiatowego Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze sp.z o.o. Termin składania dokumentów – 23 02., do godz. 15,00.

Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu miała wystąpienie dyrektorka szpitala – Czesława Młodawska. Podała ona m.in. dane dotyczące skutków finansowych pozrozumienia zawartego ze związkami zawodowymi pielęgniarek oraz wyskość kontraktu podpisanego z NFZ na rok 2011.
Podwyżki, które otrzymały pielęgniarki kosztowały będą SP ZOZ (a od 1 kwietnia spółkę) ok. 80 tys. zł rocznie. Podwyżka wchodzi w życie z dniem 1 marca.

Dyrektorka Młodawska stwierdziła: “iż porozumienie nie zdawala żadnej ze stron”, ale takie są możliwości finansowe naszej zadłużonej do kresu wyobraźni placówki.
Kontrakt na rok 2001 wynosi 8.814 tys. zł. Jest on wyższy niż w roku 2010 o ok. 182 tys. zł. NFZ podpisał, ale tylko na ½ roku kontrakt na specjalistykę. Kontrakt na ten okres ma wartość 360 tys. zł. Nastąpił tu wzrost o 50 tys. zł. Na rehabilitację NFZ podpisał kontrakt na kwotę 92 tys. zł. To kwota identyczna, jak w roku ubiegłym.

Zakład Opiekuńczo – Lecznicczy ma kontrakt mniejszy o 15 tys. zł niż w roku ubiegłym. Na ten rok jest to kwota 493 tys. zł. Na ambulatoryjną pomoc nocną i dzienną szpital otrzymał tyle samo, co w roku ubiegłym – 680 tys. zł.

Również tylko na ½ roku podpisany jest kontrakt na ratownictwo medyczne. Wysokośc kontraktu – 2.440 tys. zł. Jest to więcej o 220 tys. zł niż w roku 2010. Tu jednak przyszłość jest niejasna. W organizacji i funkcjonowaniu ratownictwa medycznego zajdą poważne zmiany. Pod znakiem zapytania stoi sprawa zachowania u nas rejonu operacyjnego. Podczas sesji dyrektorka szpitala nie potrafiła tego powiedzieć, co przyznała szczerze.

Wynik finansowy za rok poprzedni zakończył się stratą. Radni pocieszeni zostali faktem, że na działalności operacyjnej szpital miał ok. 150 tys. zł na plusie.

W roku 2010 nasz szpital przyjął 4386 pacjentów. Urodziło się w nim 348 dzieci. W poradniach będących częścią SP ZOZ udzielono 8745 porad.

Podsumowując mało konkretną dyskusję o szpitalu i podwyżkach, które przedstwicielka związków z Wrocławia nazwała w bardzo emocjonalnym wystąpieniu “żenującymi”, starosta Piotr Wołowicz powiedział:

“Trudno z tym przesłaniem się nie zgodzić. Ale jest tak, że spojrzenie z Wrocławia jest inne niż ze środka powiatu. Zderzenie racji i rzeczywistości bywa brutalne. Ja paniom pielęgniarkom podziękowałem, że zgodziły się one jeszcze raz na rozwiązanie nie pogarszając sytuacji szpitala obecnie a spółki na starcie. Spółka ma ograniczone możliwości startu. Powiat przejmie zadłużenie szpitala. To pociągnie za sobą skutki na okres 10 – 15 lat. My wspieramy szpital. W tym roku spłaciliśmy za niego raty kredytu w wysokości 1,5 mln zł. W przyszłości będzie z tą pomocą gorzej, bo będziemy spłacali, jako powiat, kredyt szpitala i również jego ponad 20 mln zadłużenie, które przejdzie na nas".

Następnie starosta odniósł się do pakietu socjalnego, którego podpisania domagały się pielęgniarki.

“Nie zgodzilismy się na pakiet nie z powodu obiekcji wobec pracy pielegniarek, ale dlatego, że byłoby to zabójcze dla powiatu. Nie wiemy, jak długo przetrwa spółka” - stwierdził starosta. I kontynuował: “Spółka rozpocznie działalność ze zobowiązaniami inwestycyjnymi, których realizacja będzie kosztowna”. W końcowj części wystąpienia starosta poprosił przedstwicielkę związków zawodowych z Wrocławia, by: “We Wrocławiu podjąć starnia o większy kontrakt z NFZ, co pozowli na polepszenie sytuacji pielęgniarek”.

Szpital, przekształcony czy też nie przkształcony, będzie przez długie lata kładł się cieniem na sytuacji naszego powiatu. Podtrzymywanie jego funkcjonowania przez powiat i gminyprzypomina życiodajaną kroplówkę, bez której obłożnie chory pacjent przeszedłby już do historii. Nie może dobrze funkcjonować firma, w które płace sięgają 90% dochodów. Czy wybrany w uczciwym konkursie (miejmy nadzieję, że w naprawdę uczciwym!) prezes spółki potrafi być bezlitosnym chirurgiem, który zada choremu ozdrowieńczy ból, by ten przeżył, ozdrowiał i mógł służyć nam wszystkim?

Lepsi w każdym calu

W niedzielne słoneczne południe na stadionie OKF w Górze odbył się 28 turniej o „Białą Piłkę”. W turnieju uczestniczyły 3 drużyny: gospodarze, Barycz Osetno oraz Korona Czernina. Turniej stanowił rodzaj sprawdzianu przez nieuchronnie zbliżająca się wiosenną rundą rozgrywek.
W pierwszym meczu Pogoń Góra spotkała się z piłkarzami z Czerniny. Nasza drużyna nie wystąpiła w swoim najsilniejszym składzie, gdyż kilku podstawowych graczy udało się na zasłużony odpoczynek po trudach nauki w szkołach średnich.
W pojedynku z rywalami zza miedzy tylko w pierwszej połowie meczu piłkarzom Pogoni udało się nawiązać równorzędną walkę. Do przerwy 1:1. Znacznie gorzej było w drugiej odsłonie meczu. Piłkarze korony byli lepsi w każdym elemencie gry i potwierdzili swoją wyższość strzelając Pogoni 3 bramki. Nasi po przerwie nie potrafili trafić celnie w siatkę gości.
W drugim pojedynku gospodarze spotkali się z piłkarzami z Osetna. Ten rywal był wyraźnie słabszy od Korony. Trzeba tu przypomnieć, iż piłkarze z Osetna występują w „B” klasie a Korona i Pogoń w „A” klasie. Do szatni na przerwę piłkarze Pogoni schodzili, jako zwycięzcy (2:1). W drugiej połowie meczu goście zremisowali, ale nasi piłkarze odpowiedzieli nieomal natychmiast ponownie objęli prowadzenie. Mecz zakończył się wynikiem 3 do 2 dla gospodarzy.
W ostatnim meczu turnieju spotkały się zespoły Korony Czernina i Baryczy Osetno. Przez pierwszą połowę meczu drużynie z Osetna udawało się nawiązywać w miarę równorzędną walkę z rywalem (1:1). Po przerwie piłkarze z Czerniny wzięli się ostro do roboty i praktycznie stłamsili rywali. Strzelając w drugiej Polowie 4 bramki Korona udowodniła, że tego dnia była najlepsza i po raz trzeci z rzędu wygrali turniej o „Białą Piłkę”. Wygrała w pełni zasłużenie będąc o klasę lepsza od słabo tego dnia dysponowanych rywali.
Przyglądając się grze naszych piłkarzy z obawami należy podchodzić do ich formy i gry. Formy nie ma i gry również. Można zrozumieć, że nie było kilku zawodników, ale to oznacza, że mamy krótką ławkę. Dlatego też ze zdziwieniem przyjąłem do wiadomości informację, iż aż trzech naszych zawodników było na testach w Polonii Leszno. Mowa tu o tak obiecujących piłkarzach jak: Bartek Tomaszewicz, Przemek Skoczylas i Adrian Grzelczak. Pomyślnie testy zdał Przemek Skoczylas i Polonia jest nim zainteresowana. Dziwić się należy Zarządowi Pogoni, że decyduje się na przejście Przemka, który jest podstawowym graczem Pogoni. Chyba, że działacze i trener pogodzili się już ze spadkiem do „B” klasy. W takim wypadku – wszystko jasne.
Zdjęcia z turnieju na moim blogu – piłka nożna.

sobota, 12 lutego 2011

Zbyt dużo znaków zapytania

9 lutego – na 2 godziny przed sesją Rady Powiatu – odbyło się spotkanie w sprawie przejęcie linii kolejowej Góra – Bojanowo. Spotkanie zorganizowane zostało z inicjatywy starosty Piotra Wołowicza.

W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele PKP, PKPPLK, PKP Cargo, Stowarzyszenia Przewoźników Kolei Lokalnych.
Przewodniczący Rady Powiatu Zbigniew Józefiak i 9 radnych powiatowych, wicestarosta – Paweł Niedźwiedź, sekretarz Miasta i Gminy Góra – Tadeusz Otto, przedstawiciel gminy Niechlów oraz przedsiębiorcy zainteresowani utrzymaniem tej linii.

Starosta górowski sprecyzował cel spotkania, którym było otrzymanie jak największej ilości informacji dotyczących różnych aspektów związanych z potencjalnym przejęciem linii i wyrobienie sobie na podstawie tych danych opinii o celowości lub jej braku przejęcia linii 372.

Na życzenie starosty p.o. dyrektora Wydziału Geodezji – Józef Sromek przedstawił zebranym stan prawny gruntów, po których przebiega linia kolejowa nr 372.
Sytuacja ta wygląda następująco. Grunty, na których przebiega linia kolejowa na terenie gminy Góra są własnością Skarbu Państwa. Na odcinku od granic gminy do Bojanowa sytuacja jest odmienna. Wojewoda wielkopolski uwłaszczył nieruchomości na rzecz PKP.
Ewentualne przejęcie linii może nastąpić na podstawie ustawy o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstwa państwowego PKP O przejęcie linii mogą ubiegać się samorządy: województwa, powiatu lub gminy.
Szef geodezji przedstawił formy przejęcia linii od PKP. W grę wchodzi wieczyste użytkowanie, które może nastąpić po wniesieniu odpowiedniego wniosku do PKP. W tym celu jednostka samorządu terytorialnego (gmina, powiat) musi podjąć uchwałę o woli przejęcia linii, w której określony będzie majątek, jaki j.s.t. chce przejąć.
Ze strony powiatu może też paść deklaracja o przejęciu linii kolejowej na własność.

Dyrektor Wydziału Komunikacji – Andrzej Rogala, przedstawił informację na temat kosztów, jakie trzeba będzie ponieść, by utrzymać linię.
Dyrektor stwierdził, że koszta będą duże i następnie przedstawił, jak one się wg jego informacji kształtują. Wg dyrektora utrzymanie 1 km linii kolejowej rocznie, to koszt rzędu 10 tys. zł. W obecnym stanie technicznym linia może funkcjonować do roku 2015 a następnie będzie wymagała modernizacji, która nie wiadomo ile może kosztować. Posypały się ceny. I tak: nowy podkład drewniany – 100 zł, betonowy – 200 zł, ! metr bieżący szyny – 140 zł. Zamocowanie szyny do podkładu też kosztuje i można przyjąć, że będzie to koszt ok. 140 zł.
Można używać materiałów z odzysku, o ile będą one jeszcze się do tego nadawały.
Nie jest znany koszt utrzymania wiaduktu, co spadłoby na j.s.t., która przejęła linię. Ponadto linia kolejowa musi posiadać certyfikat bezpieczeństwa, a to koszt ok. 5000 €.
Ważną rzeczą jest poznanie rzeczywistych kosztów utrzymania tej linii, jakie ponosi PKPPLK.

Głos zabrał starosta, który stwierdził, że linia jest w likwidacji a następnie nawiązał do porozumienia zawartego w ubiegłym roku w sprawie woli przejęcia linii przez gminę Góra i powiat górowski. Takie rozwiązanie gwarantował Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Poznaniu. Starosta przypomniał też, że GDDKiA gwarantowała w porozumieniu wybudowanie wiaduktu. „Nadal podtrzymuje ona swoje zobowiązanie w tej sprawie, ale musi mieć partnera, by rozmawiać o wiadukcie” – stwierdził Piotr Wołowicz. I kontynuował: „Wiadukt po zbudowaniu S5 w 2012 roku będzie budowany przez okres ok. 1 roku. W tym czasie linia zostanie wyłączona z ruchu. To jest największy mankament tego rozwiązania”.

Starosta nie wyjaśnił dlaczego jest to aż tak niepokojące, ale każdy wie, że wyłączenie linii jest niekorzystne ze względu na inwestora zainteresowanego wybudowaniem na terenie byłej cukrowni wytwórni bioetanolu. Sprawa wygląda tak, że inwestycja ta jest uzależniona od istnienia linii kolejowej. Inwestor przesłał na ręce burmistrz Ireny Krzyszkiewicz pismo, w którym informuje, że planuje on sprowadzanie tę linią ok. 10 wahadeł surowca tygodniowo. I to jest ten problem, który spędza sen z powiek.

Przedstawiciel PKPPLK poinformował, iż zaszła zmiana w przepisach ustawy o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstwa państwowego PKP. Do punktu 18 ustawy dopisany został punkt 18a, który precyzuje co należy zrobić, by linię przekazać do j.s.t. Zapis zasadniczo się nie zmieniał, ale obecnie należy we wniosku o przekazanie linii kolejowej wskazać przyszłego operatora kolejowego. Musi on być wskazany jednoznacznie, z podaniem imienia i nazwiska.
Przedstawiciel PKPPLK poinformował również, że należy sporządzić i wystosować do Ministerstwa Infrastruktury list intencyjny w sprawie przejęcia linii i dołączyć do niego deklarację stron, w tym właśnie operatora kolejowego.

W tej części dyskusji mówiono o obciążeniu linii kolejowej podatkami od nieruchomości i gruntów. Na ternie naszej gminy problemu z tym nie będzie, bo trudno przypuszczać, aby gmina sama siebie obciążała podatkiem. Ze strony radnego Władysława Stanisławskiego padło pytanie: co z gminą Bojanowo?
Rozważano również czas potencjalnego uwłaszczenia terenów pod linia kolejową i infrastrukturą z nią powiązaną. Uwłaszczenie – zgodnie uznano – będzie trwało dość długo. Wskazano tu na możliwość zawarcia z PKP ujmy na wydzierżawienie linii a równolegle będzie prowadzić się prace uwłaszczeniowe.

Przedstawiciele kolei zakwestionowali podane przez dyrektora Andrzeja Rogalę dane dotyczące kosztów utrzymania 1 km linii kolejowej. Stwierdzili, iż koszty te teraz są znacznie niższe, bo stan techniczny linii nie wymaga znaczących nakładów. Wzrosną one oczywiście w momencie konieczności modernizacji linii.
Nawiązując do podanych przez dyrektora Andrzeja Rogalę cen, przedstawiciele kolei stwierdzili, że przy remontach korzystają oni również z materiałów używanych. Są one o ok. 50% tańsze.
Ponadto zebrani dowiedzieli się, że w chwili przejęcia linii kolejowej przez j.s.t. podlegać ona będzie przepisom prawa budowlanego, które: „jest bardziej liberalne niż przepisy związane z koleją”. Przedstawiciele kolei zakwestionowali też wysokość kosztów ponoszonych przez nich na utrzymanie 1 km linii. Stwierdzili, że są one: „zupełnie inne, niższe” oraz, że na liniach tego typu koszty oględzin, konserwacji są znacząco niszę, gdyż obowiązkowa częstotliwość ich dokonywania zawarta w przepisach jest mniejsza. By być w zgodzie z prawdą należy dodać, iż zebranym rzeczywistych kosztów utrzymania linii 372 nie przedstawiono.

Przestrzegano jednak samorządowców przed porywaniem się na samodzielne prowadzenie przewozów. Przedstawiciel przewoźników kolejowych zachęcał, by nie rezygnować z przejęcia linii. „W momencie gdy Państwo nie przejmiecie tej linii torowisko zniknie. Pojawią się złomiarze i rozbiorą tory, bo nikt nie będzie ich pilnował. I kolej z waszego krajobrazu zniknie na zawsze” – zakończył ze smutkiem w głosie.

Przedstawiciele kolei radzili, by z PKP podpisać umowę użyczenia kolejowej i równolegle prowadzić prace nad uwłaszczeniem. Zachęcali do zawarcia umowy z operatorem kolejowym, gdyż – wg nich – wówczas spadnie nam z głowy problem przeprowadzania niezbędnych inwestycji na terenie linii kolejowej. Ważne było to, że przedstawiciel PKP Cargo wyraził publicznie zainteresowanie prowadzeniem przewozów na tej linii. A ta firma może zarówno eksploatować linię, jak tez nią zarządzać. Ma odpowiednie kadry i niezbędne doświadczenie.

Starosta poinformował o zainteresowaniu utrzymaniem linii inwestora, który przymierza się do zainwestowania w teren cukrowni. Poinformował, że inwestor będzie przewoził rocznie ok. 350 tys. ton I następnie zapytał czy linia jest w stanie tę ilość przewieźć.
W odpowiedzi usłyszeliśmy, że obecnie istniejące warunki techniczne pozwalają na przewiezienie masy towarowej, w przeliczeniu na oś wagonu – 20,5 t. Nie jest istotne jaką łączną masę ma wahadło, ale jednostkowy nacisk na oś. Jest jednak problemem, który wymaga wyjaśnienia czy obiekty inżynieryjne (np. przepusty) wytrzymają. To należy zbadać.

Przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak – zadał pytanie dotyczące statystki przejęć linii kolejowych przez j.s.t. Interesowało go jakiego stopnie samorządy przejmowały linie kolejowe. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że linie kolejowe przejmowały samorządy każdego szczebla. W Czempiniu np. linię przejął burmistrz.

Przewodniczącego interesował również problem nieuregulowanego stanu prawnego gruntów znajdujących się we władaniu kolei. W tym miejscu przewodniczący zasugerował drogę komunalizacji linii kolejowej.
Zbigniew Józefiak powiedział też, że obecnie tak się złożyło, iż interes wszystkich gmin jest zależny od gminy Góra, która ma tory na swoim terenie. W Niechlowie – przypomniał przewodniczący – tory zostały rozebrane.

Radny Władysław Stanisławski zabierając głos powiedział, że dzięki PKPPLK nie mamy linii kolejowej Góra – Niechlów. Musimy zwrócić uwagę na koszty, bo są one bardzo ważne. „Ile dopłaca PKPPLK do tej linii?” – zadał pytanie. „Tego nie chce nam nikt powiedzieć” – odpowiedział sam sobie nie doczekując się odpowiedzi na pierwsze pytanie.
Radny Władysław Stanisławski przypomniał też, że w poprzedniej kadencji samorząd powiatowy nie wyraził zgody na likwidację linii 372.
Stwierdził też, że najbardziej zainteresowana utrzymaniem linii kolejowej jest gmina Gora, bo leży to w jej żywotnym interesie.

W odpowiedzi przedstawiciele kolei oświadczyli, że samorządy nie dopłacają do eksploatacji linii kolejowych, które przejęły. Jako przykład podano linię Czempiń – Krzycko, gdzie w roku 2009 rentowność kształtowała się na poziomie ok. 25%, ale rok później spadła i wynosi 15%. Spadek rentowności był skutkiem zmniejszenia się ruchu towarowego na tej linii.
Przedstawiciel kolei przypomnieli też, że przejmując linię 372 powiat wypełnia jednocześnie nałożone na niego ustawą o samorządzie zadania z zakresu transportu publicznego.

Przewodniczący Zbigniew Józefiak odbył podróż sentymentalną wspominając swoje podróże nieistniejącym już połączeniem Góra – Ścinawa. Nawiązał do względów ekonomicznych, które muszą być bardzo poważnie brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji na temat przejęcia linii 372.

Radny Władysław Stanisławski powrócił do sprawy przekazania j.s.t., która przejmie linię – wiaduktu. Przypomniał, że wartość obiektu, to 10 mln zł. My będziemy w związku z tym musieli zapłacić ok. 2 ml zł daniny. „Trzeba przewidzieć wszystkie warianty i mieć wyrobione zdanie na ten temat. Uczyć się trzeba od tych, którzy są mądrzejsi – zakończył radny Stanisławski.
Wobec braku pytań, po 1,5 godziny spotkanie się zakończyło.

czwartek, 10 lutego 2011

W imię transparentności

8 lutego odbyło się pierwsze posiedzenie Komisji Statutowej Rady Powiatu. Komisja powołana została z inicjatywy przewodniczącego Rady Powiatu – Zbigniewa Józefiaka jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Przewodniczący przygotowując się do pełnienia powierzonej mu funkcji zadał sobie trud przestudiowania obowiązującego statutu i doszedł do słusznego wniosku, że jego treść nie przystaje do obecnie obowiązujących przepisów prawa. Jak bardzo nie przystaje udowodniła wczorajsza dyskusja nad częścią zapisów statutu.

Do pracy w komisji zgłosili się radni: Marek Zagrobelny, Zbigniew Józefiak, Marek Biernacki i Piotr Iskra. Na przewodniczącego komisji wybrano radnego Marka Zagrobelnego.
Obowiązujący statut pochodzi z 1999 roku. Przez 12 lat dokonano w nim tylko dwóch zmian, które wynikły z ingerencji nadzoru prawnego wojewody.
Samodzielna próbę dostosowania statutu do nowych przepisów prawnych podjęto w roku 2008. Skończyła się ona fiaskiem na skutek oporu przed zmianami ówczesnej koalicji.

Przewodniczący komisji zaproponował, by najpierw przeglądnąć statut paragraf po paragrafie i zorientować się czy brzmienie paragrafów jest zgodne z obecnie obowiązującym prawem. Sugestię tą członkowi komisji zaaprobowali jednomyślnie.

Statut powiatu liczy 20 stron (bez załączników). Podczas wczorajszego posiedzenia członkowie komisji doszli do połowy strony 7 (§ 30). Posiedzenie komisji trwało 1,5 godziny.

Już w pierwszym zdaniu dokumentu: "Statut Powiatu Góra” pojawiły się – i słusznie wątpliwości – dotyczące rzeczownika „Góra”. Widoczny gołym okiem potworek językowy zamieniono na przymiotnik: „górowskiego”. W §2 do zdania: Siedzibą władz powiatu jest Góra” dopisano: „miasto Góra”.

W §4 wykreślono słowo: „może”. Paragraf ten brzmiał: „Powiat może posiadać własny herb i flagę ustanowioną przez radę powiatu w drodze uchwały”. W ten sposób członkowie komisji proponują Radzie Powiatu, by nie „może”, ale na pewno był herb i flaga. To może być mocny znak promocyjny powiatu. Dotychczas obowiązujący herb nie wzbudza nadmiernego entuzjazmu w nikim.

W § 5 dokonano zmiany poprzez połączenie p. 1 z 2, bo w znacznej mirze nakładały się one na siebie. Rzecz dotyczyła funkcjonowania kierowników powiatowych służb, inspekcji i straży.

Dużo emocji wzbudziło brzmienie § 8, który jest bardzo bliski mojemu sercu. Rzecz oczywiście idzie o dostęp do informacji publicznej. Zapisy w statucie były nieostre i ponadto zawierały katalog dokumentów, do których osoba zainteresowana ma prawo mieć dostęp. Tu należy dodać, że zapis ten powstał w okresie, gdy nie było jeszcze ustawy o dostępie do informacji publicznej, która weszła w życie 6 września 2001 roku.

Przewodniczący Rady - Zbigniew Józefiak, stanął na gruncie zapisanej w art. 1 tej ustawy definicji: „Każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną w rozumieniu ustawy i podlega udostępnianiu i w trybie określonych w niniejszej ustawie”. Jak stwierdził Zbigniew Józefiak: „zapis ten jest zgodny z art. 61 Konstytucji i jest żywcam przeniesiony do ustawy”.
Wątpliwości niektórych członków komisji wzbudziła ogólnikowość zapisu ustawowego. Wówczas przytoczyłem treść wyroku NSA w Bydgoszczy (z 6 lutego 2008 r, sygn. akt. II SAB/Bd 31/07, który brzmi: „Wykonywanie zadania publicznego nie może polegać na realizacji sprawy prywatnej i stąd pod pojęciem informacji o sprawie publicznej należy rozumieć również każdą czynność i każde działanie organu władzy publicznej w sferze prawa administracyjnego, ale też np. w sferze prawa cywilnego”.

Z uzasadnienia wyroku sądu wynika, że praktycznie każda wytworzona w starostwie informacja podlega jawności.
Są oczywiście informacje „wrażliwe”, ale ten problem reguluje ustawa o ochronie danych osobowych, w której zawarty jest katalog spraw podlegających ochronie prawnej (np. w art. 27).
Radny Marek Biernacki optował za wprowadzeniem opłat za kserowanie dokumentów czy też ich nagrywanie na płycie CD, gdyby petent tego zażądał. Zbigniew Józefiak stanął na stanowisku, iż nie ma podstaw prawnych do wprowadzenia takich opłat.
Radny Marek Biernacki użył dość dziwnego argumentu na wsparcie swojej dość wątpliwej tezy o pobieraniu opłat. Chodziło mu o to, co by było, gdyby petent chciał dostać od starostwa USB z nagranymi dokumentami. Ja myślałem, że zemdleję z wrażenia, bo z takim wybujałym sposobem myślenia nie na co dzień mam do czynienia. Zbigniew Józefiak roześmiał się w sposób dość bezradny, bo co poradzić na tego typu kosmiczne nieomal jaja?
A sprawa odpłatności wygląda dość zawile pod względem prawnym. W orzecznictwie dotyczącym tego problemu najczęściej spotyka się taki oto pogląd: „nie można uzależniać dostępu do informacji od poniesienia opłaty. Art. 61 Konstytucji stanowi, że dostęp można ograniczyć jedynie ustawami, i to ze względu na określone wartości”.

Jest jednak wyjątek od tej konstytucyjnej reguły. Zawarty jest on w art. 15 ustawy o dostępie do informacji publicznej, w którym instytucja udzielająca informacji MOŻE (podkreślenie moje) zażądać dokonania od wnioskującego opłaty. Taka sytuacja może mieć miejsce wówczas, kiedy należy ponieść dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem i formą udzielenia informacji. Może to dotyczyć np., sytuacji, w której petent zażąda informacji w wielu skserowanych egzemplarzach. Mowa tu oczywiście o sytuacji skrajnej.

Jaki bowiem ma być sens na pobierania opłat za 1 czy 2 kserokopie? Tym bardziej, że ustawa nie pozwala na tym zarobić, bo trzeba je sprzedać po kosztach ich wykonania? Po co więc męczyć petentów i ganiać ich do kasy, b y wpłacili ok. 25 groszy za kasero?! Kompletna paranoja!

Trzymajmy się więc Konstytucji RP i nie kombinujmy, jak konie pod górkę.
W § 9 poprawiono liczbę radnych zasiadających w Radzie Powiatu z 20 na 15. Tu należy dodać, że statut zamieszczony na stronie internetowej starostwa zawiera właśnie taką liczbę radnych, która nie obowiązuje już od 9 lat. Szmat czasu był na poprawkę! Nieprawdaż?!

W tymże samym paragrafie, ale innym jego punkcie, radny Marek Zagrobelny wskazał na zły zapis dotyczący odesłania do ordynacji wyborczej do rad powiatów.

W § 12 radni dokonali kolejnej zmiany, która wynikła z nowych przepisów prawa samorządowego a dotyczących sytuacji, gdy Zarząd Powiatu nie otrzymuje absolutorium. Zmiana zapisu polegała na wprowadzeniu do projektu nowego statutu brzmienia odpowiedniego artykułu ustawy regulującego tę kwestię.

Zapał członków komisji nie wygasł też przy § 13. W punkcie 1 tego paragrafu zapisano, iż Rada wybiera ze swojego grona dwóch wiceprzewodniczącyh. W reformatorskim zapale ostał się jeden.

W § 14 na wniosek szefa komisji poprawiono oczywistą pomyłkę i słowo: „zbiorowych” zastąpiono słowem „zbiorczych”. Chodzi oczywiście o wybory do samorządu i ich wynik ogłaszany przez Państwową Komisję Wyborczą.

W § 18 wykreślono punkt 1, który mówił, iż: „Przed każdą sesją przewodniczący Rady Powiatu zasięga opinii starosty, ustala listę gości zaproszonych na sesję”. Zapis ten był absurdalny, bo mieszał kompetencje. Starosta jest organem wykonawczym Rady Powiatu a Rada uchwałodawczym. Wszelka symbioza jest więc wysoce niepożądana. To jest tak, jakby zapisać w statucie, że starosta przed każdym Zarządem ustala jego program z przewodniczącym Rady. Albo, żeby było bardziej obrazowo przypominało to sytuację, gdyby sąsiadka mówiła sąsiadce kiedy ta ma dać (wiadomo powszechnie co) jej własnemu mężowi.

Pod nóż poszedł § 20, gdzie w punkcie 5 brzmiącym: „Rada może uchwalić bezwzględną większością głosów ustawowego składu rady, w trakcie obrad, uzupełnienie lub zmianę porządku obrad wyłącznie z ważnych powodów, na wniosek przewodniczącego rady, komisji lub zarządu”. Wykreślono wszystko, co zapisane było po słowie: „obrad”. Przewodniczący Zbigniew Józefiak zgłaszając ten wniosek uzasadnił go słusznie, że jest to zachwianie równowagi pomiędzy zasadą, iż radni są sobie równi. I słusznie, bo w myśl zasady: „jeden radny – jeden glos” ukatrupiona część zdania nie miała najmniejszego sensu. Każdy radny może zgłosić wniosek o zmianę porządku obrad. A czy taki wniosek przejdzie, to już zupełnie inna historia.

Słowo „może” wyleciało z szybkością błyskawicy z § 22, punkt 4, który dotąd brzmiał: „Przewodniczący rady może udzielić głosu osobom zaproszonym na sesję rady”. Zapis był chory i dawał szefowi Rady duże możliwości do uznaniowości. A jak szef Rady nie lubi bp. Blondynek i rudych, to „może” im głosu nie udzielić. Chromolić taki zapis! Obojętnie kto jest Przewodniczącym Rady! Każdy kto nim będzie ma obowiązek udzielić głosu każdej osobie, która sobie tego zażyczy! Tak stanowi prawo.

Walce z Kanaliami został poświęcony § 23, do którego dopisano punkt 2 o treści: „Jeżeli treść lub sposób wystąpienia zakłóca porządek obrad przewodniczący może osobie zabierającej głos go odebrać a nawet wyprosić z obrad”.
Tu mam pewne wątpliwości, co do tego zapisu. Załóżmy taka oto sytuację. Radny wygaduje głupoty. I to głupoty tak straszne, że każdy normalny człowiek czerwienieje aż do trąbki Eustachiusza. To ja mam taką wątpliwość: czy ten radny zakłóca porządek podczas sesji czy go nie zakłóca? Bo dla mnie opowiadanie głupot jest gorsze niż bycie na szlachetnej bani.

Po pomoc prawnika postanowiono sięgnąć przy § 26, który dotyczy opiniowania i podejmowania uchwał.

Paragraf 28 doprecyzował problem nieobecności przewodniczącego Rady podczas obrad. W ubiegłej – na szczęście! – kadencji był dwóch wicków. Pierwszym wickiem był radny Edward Szendryk i to on prowadził obrady pod nieobecność przewodniczącego. To uregulowanie nie miało statutowego umocowania prawnego. Członkowie komisji na podstawie ustawy o samorządzie powiatowym dookreślili ten zapis. W przypadku nieobecności szefa rady obrady prowadzi wiceprzewodniczący, który legitymuje się upoważnieniem podpisanym przez szefa rady do prowadzenia sesji.

Słowo „internet” dodano do punktu 1 w § 30, który omawia sposób upowszechniania powiatowych przepisów porządkowych. Wszystko ma być na stronie internetowej, i to niezwłocznie – cierpliwie tłumaczył szef Rady Zbigniew Józefiak.

I na tym paragrafie zakończono posiedzenie komisji, która zbierze się ponownie 15 lutego.

Jak Państwo widzą, zmiany dokonywane w statucie powiatu maja na celu dostosowanie jego treści do obecnie obowiązujących przepisów prawa. To pierwszy cel zmian. Drugi – nie mniej ważny – to uczynienie naszego samorządu powiatowego i jego działań możliwie najbardziej transparentnymi. Idzie o to, by każdy mieszkaniec naszego powiatu wiedział wszystko o tym, co dzieje się w samorządzie. Wszystkie działania mają odbywać się przy maksymalnie odsłoniętej kurtynie, by publiczność mogła bez cienia wątpliwości wydać werdykt: kręcą, kombinują czy też są uczciwi.

Samorząd bowiem nie jest dla radnych, ale dla wszystkich członków wspólnoty samorządowej. To prawie jak w teatrze. Po dobrej grze aktorów publika bije brawa a po złej gwiżdże i tupie. A bywa też, że rzuca czym popadło. Statut jest jak tekst sztuki. Jeżeli jest kiepski nic nie uratuje przedstawienia.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Poprawa

Zauważa się poprawę sytuacji na drogach, które nie tak dawno były zagrożone zalaniem. Droga wojewódzka 323 Laskowa – granica województwa ma przywróconą do ruchu całą szerokości jezdni.

Nadal występują utrudnienia na drogach powiatowych. Odnotowuje się znaczne nawodnienie korpusów dróg powiatowych 1073D Chruścina – Czernina, 1114D Płoski – Lubiel /w rejonie wsi Ostrawa woda rozmyła jezdnię na odcinku ok. 15m, rozmytą nawierzchnię naprawiono tłuczniem, utrudnienia oznakowano/.

Droga powiatowa 1094D Głobice – Bełcz z dniem dzisiejszym została dopuszczona dla ruchu. Z powodu zalania wodami powierzchniowymi nadal zamknięta dla ruchu jest droga gminna Niechlów - Żabin

Na terenie powiatu nadal obowiązuje stan pogotowia powodziowego. Trwa nieustanny monitoring potencjalnych zagrożeń.

Potrzebni i zbędni

Przedstawiam Państwu mniejszy fragment opracowania sporządzonego przez dyrektorkę Powiatowego Urzędu Pracy w Górze – Barbarę Murlik. „Ranking zawodów deficytowych i nadwyżkowych w powiecie górowskim I półrocze 2010” zawiera głęboką analizę jednej z przyczyn tak wysokiego bezrobocia na naszym terenie. Lektura „Rankingu …” może dać wiele do myślenia.

W populacji bezrobotnych występuje wysoki odsetek ludzi młodych, o niskim poziomie wykształcenia, nie posiadających doświadczenia zawodowego oraz długotrwale pozostających bez pracy.

Na koniec I półrocza 2010 roku zarejestrowanych było 701 osób w wieku 18-24 lata, tj. 24,75% ogółu (w tym 266 osób legitymujących się wykształceniem gimnazjalnym i poniżej). Najliczniejszą grupę stanowili bezrobotni w wieku 25 - 34 lata (874 osoby), a ich udział w ogólnej liczbie bezrobotnych wyniósł 30,86%. Łącznie osoby młode w wieku 18-34 lata stanowiły 55,61% ogółu bezrobotnych (1.575 osób). Osoby w wieku 35 – 44 stanowiły kolejną grupę bezrobotnych – 524 osób tj. 18,50% ogółu bezrobotnych, kolejną grypę stanowiły osoby w wieku 45 – 54 – 481 osób – 17,0% ogółu bezrobotnych, 216 osób było zarejestrowanych w wieku 55 – 59 tj. 7,6%, ostatnią grupą stanowiły osoby w wieku 60 – 64 lat – 36 osób – 1,3% ogółu bezrobotnych.

Problem bezrobocia wśród ludzi młodych jest sprawą tym istotniejszą, że osoby te w zdecydowanej większości nie posiadają prawa do zasiłku. Dla wielu osób młodych długotrwały problem ze znalezieniem zatrudnienia może zaważyć na przebiegu całej ich kariery zawodowej. Osoby młode, mimo faktu posiadania kwalifikacji, nie posiadają doświadczenia wymaganego przez pracodawców, a dodatkowo nie podejmując pracy zaraz po ukończeniu szkoły, tracą również częściowo zdobytą wiedzę teoretyczną. Dlatego bardzo ważna jest pomoc Urzędu Pracy skierowana do tej właśnie grupy osób.

Oferta Urzędu Pracy kierowana do grupy osób w wieku poniżej 25 lat nie jest zbyt atrakcyjna i bogata i w głównej mierze sprowadza się do organizowania staży zawodowych oraz przyznawania stypendiów na okres kontynuowania nauki. Efektywność staży jak wiemy bywa różna, tak jak różne są motywacje firm przyjmujących stażystów.

Najwięcej bezrobotnych posiadało wykształcenie gimnazjalne i niższe – 875 osób (30,89%) oraz zasadnicze zawodowe – 895 osób (31,60%). Łącznie te dwie grupy stanowiły 62,49% ogółu. Obserwuje się wzrost liczby osób bezrobotnych z wyższym wykształceniem. W I półroczu 2009 roku liczba zarejestrowanych osób z tymże poziomem wykształcenia wyniosła 122, natomiast na koniec czerwca 2010r. – 137 osób. Natomiast procentowy udział osób bezrobotnych z wykształceniem wyższym w I półroczu 2009r. (5,3%) był wyższy w stosunku do I półrocza 2010r. (4,8%). Duża grupa osób bezrobotnych posiadała również wykształcenie policealne i średnie zawodowe: 628 osób tj. 22,2% ogółu; 297 osób posiadało wykształcenie średnie ogólnokształcące tj. 10,5%.

W populacji bezrobotnych większość stanowią osoby posiadające zawód. Wśród 2.832 zarejestrowanych na koniec czerwca 2010 roku w PUP w Górze pozostawało:
- 2.226 bezrobotnych posiadających zawód, tj. 78,60%,
- 606 bezrobotnych bez zawodu (osoby z wykształceniem gimnazjalnym i niższym oraz średnim ogólnokształcącym), tj. 21,40%.
W strukturze zawodów generujących bezrobocie w I półroczu 2010 roku, pierwszą pozycję w rankingu zajmują osoby bez zawodu (mimo, iż liczba ich zmalała w porównaniu do I półrocza 2009 roku o 30 osób) natomiast drugą sprzedawcy czyli dokładnie tak samo jak w I półroczu 2009 roku.

Wzrosła liczba bezrobotnych zarejestrowanych w zawodzie ślusarz. Według stanu na 30.06.2009 roku zarejestrowanych w tym zawodzie było 134 osób, natomiast na koniec czerwca 2010 roku ich liczba wzrosła do 157, wzrosła również liczba osób zarejestrowanych w zawodzie:
- sprzedawca z 158 osób na koniec I półrocza 2009r. do 256 osób na koniec I półrocza 2010r., (czyli o 98 osób),
- murarz: z 64 osób według stanu na koniec czerwca 2009 roku do 75osób na koniec czerwca 2010r.
- sprzątaczka: z 16 osób według stanu na koniec czerwca 2009 roku do 37 osób na koniec czerwca 2010r.
- asystent ekonomiczny: z 77 osób według stanu na koniec czerwca 2009r. do 88 osób na koniec czerwca 2010r.
- kucharz: z 42 osób według stanu na koniec czerwca 2009r. do 57 osób na koniec czerwca 2010r.

Natomiast nieznacznie zmniejszyła się liczba osób:
- bez zawodu z 636 osób według stanu na koniec czerwca 2009 roku do 606 osób na koniec czerwca 2010r.
- technik mechanik: z 61 osób według stanu na koniec czerwca 2009 roku do 55 osób na koniec czerwca 2010r.

Przyczyn takiej sytuacji upatrywać należy w postępującej pauperyzacji ludności, zwłaszcza zamieszkującej tereny wiejskie powiatu. Osoby te charakteryzują się małą mobilnością, brakiem chęci do zmian, brakiem wiary w „lepszą przyszłość”. Osoby te nie mają potrzeby podnoszenia własnych kwalifikacji, przeważnie legitymują się wykształceniem podstawowym.
Ponadto w grupie osób nie posiadających zawodu znajdują się osoby z wykształceniem średnim ogólnokształcącym.
Analiza zawodów deficytowych i nadwyżkowych w powiecie pozwala na sformułowanie następujących wniosków:
* Zawodami generującymi największe bezrobocie jest sprzedawca, ślusarz oraz osoby bez zawodu (w grupie tej są osoby z wykształceniem ogólnokształcącym, gimnazjalnym i niższym).
* Największy wskaźnik szansy uzyskania oferty wśród dużych grup zawodów notuje się wśród: kierowników małych przedsiębiorstwa, robotników pomocniczych w rolnictwie, rybołówstwie i pokrewnych, pracowników obsługi biurowej oraz wśród nauczycieli praktycznej nauki zawodu i instruktorów natomiast mniejsze szanse uzyskania oferty mają: pracownicy obrotu pieniężnego i obsługi klientów, pozostali robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy, specjaliści nauk przyrodniczych i ochrony zdrowia.
* W rankingu zawodów generujących długotrwałe bezrobocie największym ryzykiem obarczeni są: kierownicy małych przedsiębiorstw, operatorzy i monterzy maszyn, rolnicy, kierowcy i operatorzy pojazdów, leśnicy i rybacy, pracownicy przy pracach prostych w handlu i usługach, specjaliści nauk fizycznych, matematycznych i technicznych.

Natomiast najniższy wskaźnik generowania długotrwałego bezrobocia występuje w grupie: rolników i rybaków pracujących na własne potrzeby, kierowników dużych i średnich organizacji, nauczycieli praktycznej nauki zawodów i instruktorów, pozostałych specjalistów, specjalistów nauk przyrodniczych i ochrony zdrowia.
* Do najbardziej deficytowych specjalności zaliczyć należy: pracownik gospodarczy, sekretarka fakturzystka, dozorca, pomoc kuchenna, salowa, prasowaczka, księgowy, bibliotekarz, animator kultury, pomoc laboratoryjna, asystent bankowości, asystent ekonomiczny.
Najwięcej ofert pracy wpływa również na stanowisko: robotnik gospodarczy, w związku z tym jest to również jeden z najbardziej deficytowych zawodów na terenie powiatu.
* Do zawodów nadwyżkowych według specjalności należą: sprzedawca, bukieciarz, technik budownictwa, technik elektronik, technik elektryk, krawiec, szwaczka, ubojowy, jeliciarz, stolarz, krojczy, rolnik produkcji
roślinnej i zwierzęcej, rolnik upraw polowych. Wybór ścieżki kariery zawodowej, przed którym stają osoby młode wymaga podjęcia decyzji o kierunku kształcenia szkolnego.

Analiza ofert pracy zgłoszonych do Powiatowego Urzędu Pracy w Górze wskazuje na fakt, iż mimo deficytu podaży siły roboczej w znaczącej liczbie zawodów, nie wszystkie oferty są w pełni realizowane. Wynika to głównie z braku dopasowania wymogów zgłaszanych ofert pracy do rzeczywistego poziomu i rodzaju kwalifikacji zawodowych posiadanych przez osoby bezrobotne.

Duża liczba bezrobotnych posiada kwalifikacje zdezaktualizowanei nieodpowiadające nowoczesnym standardom rynku pracy. Zmiany jakie zachodzą w treści zawodów powinny być na bieżąco uwzględniane w aktualizowanych programach kształcenia zawodowego. Trudności z jakimi boryka się system kształcenia sprawia, że nie wszystkie szkoły zawodowe kształcą w pełni przygotowany do pracy personel zawodowy. Ponadto klasyfikacja zawodów i specjalności, którą posługuje się szkolnictwo nie jest kompatybilna z tą, która powstała na potrzeby rynku pracy. Rozbieżności w nazewnictwie zawodów mają swoje odzwierciedlenie w przypisywaniu zawodów do określonych grup i dobieraniu ich do konkretnych stanowisk pracy.

Decyzja ta powinna opierać się z jednej strony o predyspozycje i cechy osobowościowe, z drugiej natomiast o informacje płynące z lokalnego rynku pracy. Analiza lokalnego rynku pracy powinna dostarczać informacji na temat obecnego i przyszłego zapotrzebowania rynku pracy na poszczególne zawody. Dokonując świadomego wyboru kierunku kształcenia w zawodzie deficytowym, uczeń może w istotny sposób poprawić swoją pozycję na lokalnym rynku pracy poprzez zwiększenie prawdopodobieństwa znalezienia i utrzymania pracy w dłuższej perspektywie.

Wąsosz w statystyce

Aby nie być posądzonym o górocentryzm przedstawię Państwu dane statystyczne dotyczące drugiej pod względem wielkości gminy naszego powiatu za rok 2009.

Gmina Wąsosz zajmuje powierzchnię 197,1 km kw. Stanowi to 26,7% powierzchni naszego powiatu. Na terenie gminy znajduje się 1 miasto i 34 miejscowości miejskie. Przez gminę Wąsosz, jako jedyną w powiecie przebiega droga krajowa 36.

Użytki rolne stanowią na terenie gminy 67% jej powierzchni, z czego 70% to grunty orne a 17% łąki. Lasy zajmują powierzchnię 25,3% gminy. 27 ha lasów jest własnościa gminy.

Atrakcją turystyczną gminy są parki i aleje o charakterze zabytkowym. Ponadto teren gminy zaliczany jest do Obszaru Chronionego Doliny Baryczy. Prawnie chronione jest 86,7% powierzchni gminy. GUS smętnie stwierdza, że w gminie: „brak infrastruktury turystycznej”.

Na koniec 2009 roku - wg GUS - gmina Wąsosz liczyła 7420 osób, tj. 20,4% ogółu ludności powiatu. Pod względem gęstości zaludnienia (38 osób na 1 km kw.) gmina zajmuje 156 miejsce w województwie (na 169 gmin). W mieście Wąsosz mieszka 2,8 tys. mieszkańców.

Na terenie gminy działa 517 zarejestrowanych podmiotów gospodarczych, z tej liczby 96,5% (436) w sektorze prywatnym.

Gmina zajmuje niską pozycję pod względem poziomu przedsiębiorczości, który wynosi dla niej 697 podmiotów na 10 tys. ludności. Dla całego naszego powiatu wynosi on 748 podmiotów/10 tys. mieszkańców a najwyższy jest w gminie Góra – 855 podmiotów/10 tys. mieszkańców. W rankingu wojewódzkim daje to gminie 125 lokatą.

Największa ilość podmiotów działa w sektorze handel, naprawa samochodów – 34,4%, budownictwie 15,5%, przemyśle – 7,5%, rolnictwie, leśnictwie, rybactwie – 6,4%.

GUS szacował pracujących na terenie gminy Wąsosz w końcu roku 2009 na ok. 600 osób. Jedna trzecia zatrudnionych pracowała w przemyśle, nieomal 15% w handlu, naprawach pojazdów samochodowych oraz transporcie i gospodarce magazynowej. W rolnictwie, leśnictwie i rybactwie – ponad 11%. Duży odsetek ludności, bo ponad 35% pracuje w sekcjach: administracja publiczna, edukacja oraz opieka zdrowotna i pomoc społeczna.

W 2009 r. gmina Wąsosz odnotowała ujemny przyrost ludności. Zmarły wówczas 92 osoby a urodziło się 90. To przypadłość całego powiatu w omawianym roku. 415 zgonów a jedynie 399 żywych urodzeń. Pomimo tego GUS zauważa optymistycznie, iż w gminie Wąsosz w latach 2008 i 2009 odnotowuje się wzrost liczby ludności.

Na 7420 mieszkańców gminy Wąsosz 3694 to kobiety. W wieku przedprodukcyjnym znajdują się 1624 osoby, produkcyjnym – 4686 a poprodukcyjnym – 1110.

W roku 2009 dochody gminy Wąsosz na 1 mieszkańca wyniosły 2656,50 zł a wydatki 2489,74 zł.

Wydatki na pomoc społeczną i pozostałe zadania z zakresu polityki społecznej stanowiły w gminie Wąsosz w 2009 r. 23% jej wydatków. W 2008 roku 14,2% ogółu ludności gmin y Wąsosz korzystało z różnych form opieki społecznej. Dla powiatu górowskiego średnia wynosiła 17%. Najwyższa była w gminie Jemielno – 32,4%, gminie Góra – 15,8%, Niechlów – 15,6%.
W prostokącie pierwsza cyfra oznacza lokatę gminy w powiecie a druga w województwie (województwo podzielone jest na 169 gmin).

Skarbnikowi powiatu i jednoczesnie radnemu gminy Wąsosz - Wiesławowi Pospiechowi dziekuję za udostępnienie materiałów.

C.d.n.

sobota, 5 lutego 2011

Wyjaśnienie

Z relacji p.t.”Przetrzepani wskaźnikiem” na temat obrad Komisji Porządku Publicznego, Komunikacji i Drogownictwa wynika, że zamiast merytorycznej dyskusji o sposobach rozwiązywania dokuczliwych problemów stanu dróg w powiecie górowskim, odbył się jedynie spektakl bez końcowych wniosków.


Z przykrością stwierdzam, że zaszło nieporozumienie, ponieważ zdjęcie na którym widnieję wraz a z radnym Jerzym Palą, nie ma nic wspólnego z tym co opisano w artykule, ponieważ uczestniczyliśmy wyłącznie w drugiej części posiedzenia z udziałem członków Komisji Rolnictwa, Leśnictwa, Ochrony Środowiska, Geodezji i Gospodarki Gruntami, która dotyczyła wyłącznie omówienia projektu budżetu Powiatu Górowskiego na 2011 r.
Zbigniew Józefiak

Fakt. Zdjęcie z przewodniczącym Zbigniewem Józefiakiem i Jerzym Palą umieściłem pochopnie, bo zabrakło mi chwili refleksji. Autor wyjaśnienia nie brał udziału w tej części dyskusji, która dotyczyła dóg. A szkoda, bo z pewnością debata wyglądałaby inaczej.

piątek, 4 lutego 2011

Spłukani przez wodę

Starosta Piotr Wołowicz odwołał 31 styczni alarm przeciwpowodziowy i zamienił go na pogotowie również przeciwpowodziowe. Sytuacja jednak nie jest ciekawa, bo pod wodą Według szacunków w naszej gminie jest zalanych ok. 1100 ha, z czego 700 ha stanowią użytki rolne. Stan na dzisiaj wygląda z grubsza następująco.

W naszej gminie wszystkie drogi są przejezdne. Trudna sytuacja jest na drodze wojewódzkiej 323 Laskowa – granica województwa. Kierowcy muszą zachować tam ostrożność, gdyż napotyka się tam zamarzniętą wodę na poboczach drogi i jezdni. Nasi drogowcy oznakowali niebezpieczne odcinki, ale ostrożności nigdy nie za dużo.

Droga powiatowa 1073D Chróścina – Czernina też nie jest w najlepszym stanie. Korpus tej drogi jest poważnie nawodniony i zamarznięty.

Znacznie gorzej jest w gminie Wąsosz. Burmistrz Zbigniew Stuczyk zwrócił się do naszego Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego z prośbą, by spowodowało ono przeprowadzenie kontroli technicznej wałów przeciwpowodziowych na terenie gminy.

Głęboki niepokój burmistrza Wąsosza budzą skutki przelewów wody przez wały. Szczególnie szybko należy przyjrzeć się stanowi technicznemu wałów na rzece Orli (okolice Młynar). Troskę wywołuje też stan wału prawostronnego na rzece Barycz w Bełczu Małym. Nie mniejszej uwagi wymaga prawostronny wał na odcinku Lechitów – Sądowel.

Zniszczeniu na odcinku 15 metrów uległa droga powiatowa 1114D Płoski – Lubiel (okolice Ostrawy). Rozmyty odcinek drogi naprawiono tłuczniem a kierowców o nieciekawym stanie tego odcinka ostrzegają odpowiednie znaki.
Woda zalała w Wąsoszu amfiteatr oraz ogródki działkowe nad rzeką Barycz.

Na terenie gminy Niechlów sytuacja na dwóch drogach powiatowych też nie jest ciekawa. Droga Szaszorowice – Lipowiec (1093D) może sprawić przykrą niespodziankę kierowcą, którzy zjadą na pobocze, gdzie znajduje się częściowo zamarznięta woda. Niebezpieczne odcinki zostały oznakowane.

Nadal pozostaje zamknięta dla ruchu droga powiatowa 1094D Globie – Bełcz.
Zamknięta jest dla ruchu również droga gminna Niechlów – Żabin.

Stany wód na naszych rzekach i ciekach znacznie się obniżyły. W ciągu ostatnich 24 godzin (od godz. 6 rano wczoraj do 6 rano dzisiaj) Odra w Ścinawie opadła o 11 cm. Obecnie ma ona poziom wody niższy od stanu alarmowego o 85 cm (stan alarmowy – 400 cm).

Barycz w Osetnie wykazuje stan powyżej alarmowego (330 cm) o 19 cm. Ostatnia doba przyniosła spadek poziomu wody o 5 cm.

Rów Polski, który bił ostatnio historyczne rekordy stanu swoich wód, ma już stan wody jedynie o 5 cm wyższy od alarmowego, który wynosi 240 cm.

Widać więc wyraźnie, że sytuacja powoli się stabilizuje. Długo jeszcze nie poznamy strat spowodowanych w uprawach. Oszacować je będzie można dopiero gdy zacznie się okres wegetacji roślin. Już teraz można jednak założyć, że będą milionowe.

Przetrzepani wskaźnikiem

Wczoraj miało miejsce posiedzenie Komisji Porządku Publicznego, Komunikacji Dróg i Drogownictwa w składzie: Danuta Rzepiela - przewodnicząca, Jan Bondzior, Piotr First, - wiceprzewodniczący, Władysław Stanisławski, Grzegorz Aleksander Trojanek.

W porządku obrad komisji przewidziane było, iż zajmie się ona zaopiniowaniem budżetu powiatu na rok 2011 oraz sprawami różnymi, o ile takie wystąpią.

Posiedzenie miało rozpocząć się o godz. 13,00. Czekano jednak chwilę na wicestarostę Pawła Niedźwiedzia, który kończył obsługę przybyłego do niego petenta.

W pewnym momencie otwierają się drzwi do sali posiedzeń komisji i w drzwiach staje burmistrz Irena Krzyszkiewicz. Swoim miłym obyczajem wita się po kolei ze wszystkimi i siada za stołem obrad. „A to co do diabła?” – zadaję sobie w duchu pytanie - „Burmistrz przyszła debatować nad naszą mizerią budżetową?” – zastanawiam się zaskoczony.
Zebrani radni pogadali jeszcze chwilę i przewodnicząca komisji – Danuta Rzepiela otworzyła obrady.

A ja siedzę i wciąż się zastanawiam co robi burmistrz Irena Krzyszkiewicz na posiedzeniu komisji Rady Powiatu. Przyjść, wiadomo, każdy może. Ale jak znam życie i obyczaje w gminie, to szefowa za dużą nadwyżką wolnych minut nie dysponuje.

I nagle niczym grom z jasnego nieba słyszę głos przewodniczącej komisji: „Zaprosiliśmy panią burmistrz, bo mamy taką propozycję. Niech każda gmina dołoży się w roku po 300 tys. zł na utrzymanie dróg powiatowych. Z tych pieniędzy będziemy co roku remontowali drogi w jednej gminie. Co pani na to?”
Mnie zamurowało, innych uczestników posiedzenia komisji w stopniu nie mniejszym. „Jasna dupa!” – zakrzyknąłem w myślach – „A toście się podłożyli! Będzie bal!”

A burmistrz nic. Uśmiech tylko jakiś taki mniej promienny zagościł na jej ustach, oczy się co nieco zwęziły a wraz z tym wszystkim i glos zrobił się nieco mniej aksamitny. I się zaczęło.

„Gmina Góra dołożyła znacznie więcej niż 300 tys. zł. Prosiliśmy o partycypację w kosztach budowy drogi na ul. Witosa. Mój skarbnik liczył, iż otrzymamy wsparcie od powiatu w wysokości 500 tys. zł. I otrzymaliśmy wsparcie. Dziękuję. Dostaliśmy 5000 zł. A droga ma służyć powiatowi, bo jest tam siedziba straży pożarnej i gminie, bo mamy tam strefę ekonomiczną. Koszt budowy drogi, to 5 mln zł. Gmina szuka dofinansowania i je otrzyma w wysokości ok. 2,5 mln zł. W strefie budowana będzie fabryka konstrukcji stalowych i ta droga musi być. Miała ona być wybudowana w roku 2012, ale fabryka powstanie w tym roku i stąd musieliśmy przyspieszyć budowę drogi.”
Na sali cisza. Burmistrz Irena Krzyszkiewicz wymierza kolejne ciosy i zdobywa punkty. „Gmina cały czas partycypuje w inwestycjach realizowanych przez starostwo. Przekazaliśmy nieodpłatnie grunty pod „Arkadię” i siedzibę straży pożarnej. Wspomagamy policję, straż pożarną. Systematycznie umarzamy podatek od nieruchomości dla szpitala. To nie są małe pieniądze. A przecież my też mamy swoje zadania. Budżet na ten rok przyjęliśmy w końcu grudnia i mamy wszystkie wydatki zaplanowane. W tym roku na inwestycje przeznaczamy ok. 20 mln zł.”.

A na sali cisza już nieomal cmentarna. W tym momencie do obradujących dołączył wicestarosta Paweł Niedźwiedź a chwilę później wójt Jemielna Czesław Połczyk. Burmistrz Irena Krzyszkiewicz powróciła do budowy ulicy Witosa.
„Liczyłam, że otrzymamy od powiatu 0,5 mln zł. Otrzymaliśmy 5000 zł. I tak sobie myślę, że jak zbudujemy już drogę na ulicy Witosa, to umieścimy tam tabliczkę, na której będzie napisane, że na budowę gmina dała 2,5 mln zł a powiat 5000 zł.”.

„Acha, wesoło się robi” – pomyślałem w duchu. Burmistrz się rozwinęła i idzie po bandzie.

„Ja nie będę utrzymywała powiatu” – zakończyła zdecydowanie pierwszą część swojego wystąpienia szefowa naszej gminy.

Wicestarosta Paweł Niedźwiedź usiłował tchnąć nieco otuchy i nadziei w tej beznadziejnej sytuacji. „Można zdobyć pieniądze na dwie schetynówki rocznie. Razem nie więcej niż 6 mln zł. Problem jest tylko w tym, że trzeba mieć własny wkład a sytuacja finansowa powiatu jest zła. My takich pieniędzy w budżecie nie mamy”.
„To może warto się zadłużyć” – natychmiast ripostowała burmistrz Irena Krzyszkiewicz. „My pozyskaliśmy środki na trzy schetynówki. Trzeba mieć 100% zabezpieczenia środków własnych na inwestycje, by otrzymać dofinansowanie na koniec roku. Dlatego należy rozważyć problem konieczności wzięcia kredytu, jeżeli nie ma się własnych środków”.

Do dyskusji włączył się wójt Jemielna – Czesław Połczyk: „Była realna możliwość otrzymania środków na modernizację drogi do Łęczycy. Gmina dokładała ok. 100 tys. zł. Razem droga ta miała kosztować ok. 800 tys. zł. Powiat nie dopilnował tego i drogi nie ma. Schetynówki się kończą a drogi są u nas coraz bardziej tragiczne. Mogę przejąć drogi powiatowe, bo nie chcę za nie obrywać od ludzi. Większość ludzi nie wie, że jest podział na drogi gminne, powiatowe, wojewódzkie. Jak są dziury w drodze, to winny jest wójt a nie starosta”.

Burmistrz Irena Krzyszkiewicz: „Ja też bym chciała przejąć drogi powiatowe. Dajcie mi tę swoją dotację na te drogi a ja poszukam pieniędzy spoza budżetu, by je remontować.

Mam pytanie do wicestarosty …” „Proszę” – odpowiedział wicestarosta. „Czy jest wzrost środków w budżecie powiatu na utrzymanie dróg w roku 2011?” „Nie ma wzrostu – jest spadek” – odpowiedział czujnie wicestarosta.

Głos zabrał dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg – Andrzej Łaszewski: „W tym roku na utrzymanie dróg powiatowych mam 1.293 tys. zł. W roku ubiegłym miałem ponad 1,3 mln zł. Wzrósł o 1% VAT i jeszcze nie wiem o ile w związku z tym wzrośnie cena materiałów. Jeszcze nie wiemy czy będzie podpisane porozumienie z marszałkiem w sprawie zlecenia nam utrzymania dróg wojewódzkich. Sytuacja jest taka, że po raz pierwszy remontujemy drogi w styczniu. Jeszcze nigdy tego nie robiliśmy. Ale chodzi o zapewnienie minimalnego chociażby bezpieczeństwa kierowcom. I naprawdę niewiele nam zostanie przy tym budżecie na letnie remonty i utrzymanie dróg”.

„To co będą robić ludzie, jak nie będzie pieniędzy na remonty” – zadała pytanie burmistrz Irena Krzyszkiewicz.

„Kosić trawę na poboczach, wyrywać krzaki, naprawiać znaki”- z rezygnacją w glosie, ale zgodnie z prawdą odpowiedział dyrektor Andrzej Łaszewski.
„Nie wiem, co będzie z ludźmi, których przejęliśmy od Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei, bazą i sprzętem” – kontynuował szef dróg. Dla tych 6 przejętych ludzi mam pieniądze w budżecie do końca roku. A jak nie będzie porozumienia, to nie wiadomo co z nimi zrobić. Zwolnić, to oznacza odprawy a więc pieniądze”.

„A czy jest jakiś harmonogram naprawy dróg powiatowych” – padło pytanie z sali. „Nie ma takiego harmonogramu. Jest bieżące utrzymanie dróg i też nie do końca pełne. Nie ma pieniędzy” – odpowiedział dyrektor Andrzej Łaszewski.

Ponownie w opałach znalazł się wicestarosta Paweł Niedźwiedź, którego przycisnęła do muru nacierająca tego dnia bez pardonu burmistrz Irena Krzyszkiewicz.

„W Czerninie, na ulicy Narutowicza miały być dwa chodniki. Deklaracje były robione ze strony poprzedniego Zarządu, i to publiczne, w obecności mieszkańców Czerniny. Ludzie mnie pytają kiedy chodniki będą. Powiat miał dać na materiały 85 tys. zł. A chodników dalej nie ma. Kiedy będą panie starosto?”

„Ja nic o tym nie wiem” – odpowiedział zbity nieco z tropu wicestarosta. „Ale to nie jest żadne wytłumaczenie” – odparował szefowa gminy. „Jest ciągłość władzy i obietnice muszą być realizowane” – zakończyła dobitnie.

Głos zabrał wicestarosta Paweł Niedźwiedź, który poinformował zebranych o efektach swojego uczestnictwa na konwencie starostów.
Krótko reasumując, to co rzekł wicestarosta brzmiało tak. Dolny Śląsk ma w roku 2011 drugi pod względem wielkości budżet. Największy w kraju ma województwo mazowieckie a zaraz potem my z budżetem w wysokości 1.699 mld zł. Podczas konwentu starostwie dolnośląscy dowiedzieli się, że będzie na terenie naszego województwa wdrożony program pilotażowy. Jego celem ma być doprowadzenie dróg do takiego stanu, by można było je uznać za praktycznie wybudowane od nowa. W tej sytuacji zachodzi obawa czy porozumienie w sprawie utrzymania dróg wojewódzkich zostanie podpisane. Jest jednak i druga strona medalu. Pierwszeństwo w tym projekcie będą miały drogi wiodące do mostów. Wicestarosta Paweł Niedźwiedź poinformował, że zapowiedź wdrożenia programu pilotażowego i związana z tym obawa utraty pieniędzy otrzymywanych na utrzymanie dróg wojewódzkich, wzburzyła wszystkich starostów. Dali oni tego wyraz w swoich wystąpieniach.

„Myślę, że marszałek województwa nie pójdzie na wojnę z powiatami. Trwają rozmowy. Istnieje jednak obawa, że w chwili gdy podpiszemy porozumienie o utrzymaniu dróg wojewódzkich wypadniemy z programu pilotażowego. Podczas spotkania zapewniano starostów, że w ciągu 3 lat bez remontu pozostanie tylko ok. 10% dróg. Taki ma być skutek wprowadzenia programu pilotażowego na drogach naszego województwa" – zakończył swoją wypowiedź wicestarosta.

Po jego wypowiedzi dyskusja stała się nieco chaotyczna, bo tak dzieje się zawsze gdy wszyscy chcą mówić (choć nie zawsze mają coś interesującego do powiedzenia) a nikt nie chce słuchać. Ogólny ton wypowiedzi można podsumować w następującym zdaniu – na nic nas nie stać.

Spotkanie dobiegało do końca. Rzeczowa jak zwykle burmistrz Irena Krzyszkiewicz zapytała wprost wicestarostę: „To jakie są wnioski z dzisiejszej dyskusji?”

„Musimy coś zrobić w sprawie dróg. Do końca następnego tygodnia będziemy wiedzieli czy porozumienie w sprawie utrzymania dróg wojewódzkich zostanie zawarte i zobaczymy jakie będą jego warunki – odpowiedział wicestarosta.

Kontratakowała burmistrz Irena Krzyszkiewicz: „W powiecie dojdzie niedługo do takiej sytuacji, że z powodu braku środków ludzie nie będą mieli co robić. Macie mało pieniędzy i ja to rozumiem. Macie problem ze szpitalem. Ale musicie określić priorytety. Co dla was jest najważniejsze i na tym się skupić. W przeciwnym razie znowu się spotkamy, pogadamy sobie i nadal nic z tego nie wyniknie”.

Swoje wystąpienie zakończyła takim oto dowcipem. „W powiecie jest jak z tym poznańskim dzieckiem. Jak rodzi się dziecko u nas, to co mówi? „Mam, mam, mam”. A jak rodzi nsię w poznańskim? "Nimomm!”.

Wójt Jemielna Czesław Połczyk zaapelował, by powiat walczył o swoje. „Sprawdźcie ile rzeczywiście kosztuje utrzymanie 1 km drogi wojewódzkiej. Może uda się podnieść stawki. Ale nie odpuszczajcie".

Radny Aleksander Grzegorz Trojanek postulował, by poszukać w budżecie 200 tys. zł więcej na drogi. Z wypowiedzi skarbnika Wiesława Pospiecha wynikało jednak, że ten postulat jest nie do realizacji.
Radny Władysław Stanisławski zwrócił się do dyrektora Andrzeja Łaszewskiego z prośbą o przeanalizowanie umowy z Dolnośląską Służbą Dróg i Kolei. Radnemu chodziło o dokładne przeanalizowanie sytuacji prawnej pracowników, których przejęliśmy od DSDiK w przypadku, gdyby nie doszło do podpisania porozumienia w sprawie utrzymania dróg wojewódzkich. Precyzyjnie ujmując zagadnienie idzie o wyjaśnienie jakie ciążyłyby wówczas na powiecie zobowiązania wobec tych 6 osób.

Wicestarosta Paweł Niedźwiedź stwierdził, że stan naszych dróg jest zły. Poprawa tego stanu rzeczy wymaga jednak wielomilionowych nakładów. Dochody własne naszego powiatu, to ok. 1 – 1,5 mln zł. To wyklucza takie działania w sprawie dróg powiatowych, by kierowcy odczuli to w sposób widoczny. Zalane podczas grudniowo – styczniowej powodzi drogi zostały zgłoszone do województwa. Oczekujemy, że zaistnienie stanu powodziowego spowoduje taką reakcję władz, iż na remonty zalanych odcinków dróg otrzymamy 100% dofinansowania z województwa, tak, jak miało to miejsce w roku ubiegłym.
Pierwsza część nieoczekiwanego spotkania dobiegła końca.
Wyciągając wnioski z lekcji udzielonej przez tak wytrawną nauczycielkę, jak burmistrz Irena Krzyszkiewicz, sądzę, że długo jakakolwiek komisja nie poprosi pochopnie szefowej gminy o wsparcie. Stara szkoła dała wczoraj nauczkę mięczakom i poszedł wskaźnik w ruch.