czwartek, 31 marca 2011

Zagrają o awans

Nasi tenisiści stołowi staną 2 kwietnia przed szansą dalszej gry o awans do II ligi. Zespół „Pogoni” Góra spotka się z zespołem LZS Włosień.
Pingpongiści "Pogoni" zajmują w tej chwili 1 miejsce w III lidze zachodniej. Nasz zespół zdobył w 13 meczach 19 punktów. Niedzielni rywale znajdują się na 4 pozycji w tabeli z dorobkiem 17 punktów. By pozostać w grze o awnas do II ligi nasi muszą wygrać albo zremisować.
Czy nasz zespół w składzie: Andrzej Kapłon, Tomasz Batóg, Michał Walencki, Wojciech Walencki, Kacper Zalesiński potrafi wywalczyć prawo do dalszej walki o awans?

Spotkanie odbędzie się 2 kwietnia (sobota) w hali „Olimpia” (obok szkoły podstawowej nr 3).
Początek pojedynku – godz. 16,00.

Targi nie tylko dla nowożeńców

Już po raz drugi w restauracji „Parkowa bis” odbędą się Targi Ślubne. Ubiegłoroczne cieszyły się wielkim powodzeniem i uznaniem wśród wszystkich, którzy zadali sobie trud ich odwiedzenia.

Podczas imprezy publiczności zaprezentują się firmy działające na szeroko pojętym rynku weselnym. Tak jak w roku ubiegłym będzie można podziwiać niezrównany czar i urok sukni ślubnych. Dodatkowo tegoroczna oferta targowa przewiduje prezentację kreacji wieczorowych. Ci z Państwa, którzy odwiedzą Targi zobaczą również z jakim szykiem i elegancją można udać się na własny ślub w wytwornej limuzynie. Firmy fotograficzne zaprezentują swoje umiejętności w utrwaleniu doniosłego momentu ślubu. Zaprezentowane zostaną również bukiety ślubne. Tu, jak pamiętam z roku ubiegłego, fantazja właścicieli kwiaciarni nie zna granic i rzeczywiście jest na co popatrzeć.

Przybywając na Targi będą mogli Państwo podziwiać tancerzy, którzy zaprezentują, co i jak powinno się tańczyć na ślubnym przyjęciu. Kandydaci i kandydatki do stanięcia na ślubnym kobiercu będą mogli ocenić czy ich umiejętności taneczne są wystarczające czy też warto wziąć korepetycje.
Targi Ślubne bez salonów urody w dzisiejszych czasach są nie do pomyślenia. Toteż nie zabraknie na nich zakładów kosmetycznych i wytrawnych kosmetyczek potrafiących poprawić pewne uchybienia natury. Cóż, nikt nie jest doskonały.

Tak jak w roku ubiegłym, tak i w tym, będzie można delektować się słodkimi ciastami. Będzie można zobaczyć ogromne ślubne torty udekorowane tak cudownie, że żal ja naruszać. A ponieważ na weselu nie samy słodkim się żyje, to nie zabraknie również mięsiw, których skosztować będzie można w wiacie staropolskiej.

Każdy z Państwa był chyba chociaż raz na weselu. I każdy wie, jak wielkim problemem jest zakup trafionego prezentu dla młodożeńców. By uniknąć sytuacji, w której szczęśliwi nowożeńcy odpakowują 16 żelazko, zaprezentowane zostaną Państwu pomysły na weselny prezent.

W programie jest także paintball, by ci, którzy porzucą stan kawalerski mogli docenić co tracą. Wiadomo, że przed ślubem wybranka zgodzi się na uprawianie naszych ulubionych sportów. Dopiero po ślubie powoli i systematycznie kawalerskie hobby jest wypierane z życia kochanego małżonka.

W trakcie targów będą mogli Państwo oglądnąć cały kompleks bankietowy "Parkowa bis".

Będzie również niespodzianka. Po raz pierwszy zaprezentowana zostanie nowa sala, która przeznaczona będzie na przyjęcia dla dzieci i młodzieży. Sala jest fantastyczna!

I tak – pokrótce – wygląda program II Targów Ślubnych, które zorganizowali właściciele „Parkowej bis” – Państwo Agnieszka i Ryszard Hołownia.

Otwarcie II Targów Ślubnych nastąpi 3 kwietnia (niedziela) o godzinie 12,00.

sobota, 26 marca 2011

Rolnicy mówią - dość!

28 rolników z gminy Jemielno 10 marca wystosowało pismo do Regionalnego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych we Wrocławiu. Pismo w nagłówku zatytułowano: „Prośba – Ostrzeżenie”.

Czytamy w nim:

„Przez Waszą niedbałość o drożność cieku wodnego zwanego Kanałem mszczonowskim, przepływającym przez część gminy Jemielno, a mianowicie wioski: Lubów, Chorągwie, Ciechanów, Małe Luboszyce, Irządze, Luboszyce, itd. W roku 2010 kanał rozlewając się na nasze uprawy wyrządził nam ogromne straty, na ok. 1 mln zł. Do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy żadnej rekompensaty. W obecnym roku 2011, kanał o którym mowa, ponownie podtopił nasze uprawy i wody stoją na polach nadal. Straty mamy niewiele mniejsze niż w roku ubiegłym. W/w Kanał Uszczonowski nie był czyszczony w ogóle na naszym odcinku od roku 1998. Tuż po powodzi w roku 1997 był przekopany tylko częściowo w miejscach, które dostępne były pod koparkę. My, podpisani w załączniku nr 1 , prosimy i żądamy, abyście Państwo w ciągu miesiąca od daty otrzymania tego pisma rozpoczęli gruntowną odbudowę tego cieku wodnego”.

A teraz następuje najciekawsze.

„W przypadku Waszego braku reakcji na Naszą prośbę wytoczymy RZMiUW we Wrocławiu sądowy proces zbiorowy w ilości 28 osób poszkodowanych, o odszkodowanie za zniszczone uprawy i degradację pól. Pozwolimy sobie przypomnieć, iż problem tego cieku był wielokrotnie zgłaszany i zgłaszany Państwu, na co mamy dowody w postaci pism prywatnych, a także Urzędu Gminy Jemielno”.

Zaniepokojeni stanem technicznym urządzeń wodnych rolnicy stwierdzają:

„Chcemy również zwrócić uwagę na nie funkcjonowanie przepompowni wód w Lubowie. Nasuwa nam się obawa, czy aby przypadkiem pieniążki Unii Europejskiej nie zostały zmarnowane? Przebudowa w/w przepompowni kosztowała niecałe 1,5 mln złotych. Pytamy się dlaczego w chwili potrzeby ona nie pracuje? Na nasze interwencje otrzymujemy śmieszne odpowiedzi: „że brak 500 zł na prąd”, „że opiekun gdzieś się zapodział”, itp. Jesienią ukradziono jedną z klap zaporowych i do dzisiaj nie zamontowano nowej. Od kilku tygodni jest upalony bezpiecznik prądu na transformatorze, o czym wszyscy wiedzą, ale nic nie robią (czy Pan Mosur jeszcze śpi snem zimowym?).Wszystka woda przepływająca z Odry przez przepompownię napełnia zbiornik, z którego ma wyjście Kanał Uszczonowski, więc niedbanie odpowiednio o pracę przepompowni też się przyczynia do nadmiaru wody w Kanale Uszczonowskim”.

Po spotkaniu z wojewodą i marszałkiem, które odbyło się w Starostwie Powiatowym w marcu, raczej nie należy mieć nadziei na zasadniczą poprawę sytuacji. Powód jest ten, co zawsze – brak pieniędzy. Działający na terenie naszego powiatu inspektorat Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych otrzymał na ten rok 7% postulowanych środków.

WZMiUW planuje, że w tym roku dokończy prace na Śląskim Rowie. Zrobiony jest on już na odcinku od 29 do 39 km. Obecnie odbudowywany będzie odcinek od 17 do 28 km czyli do przepompowni w Radosławie. Planuje się również modernizację przepompowni w Chróścinie. W tym roku na odbudowę sypiących się wałów przeciwpowodziowych w3 gminie Jemielno WZMiUW wydał już ok. 0,5 mln zł. To wszystko jednak jest zbyt mało wobec potrzeb.

piątek, 25 marca 2011

"Barycz nas łączy"

W Starostwie Powiatowym odbyła się wczoraj narada poświęcona możliwością zagospodarowania Baryczy pod potrzeby turystyki. Głównie chodziło o zorganizowanie na rzece przystani dla turystyki kajakowej.
Należy tu dodać, iż nie było to pierwsze spotkanie poświęcone tej tematyce. W ubiegłym roku rozmawiano o tym w Wąsoszu, która to gmina ma już szlak kajakowy.

W tym roku przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak uczestniczył w spotkaniu w Miliczu. Spotkanie zorganizowane zostało przez Dolnośląską Organizację Turystyczną, która jest współrealizatorem projektu: „Euro 2012 szansą dolnośląskich subregionów”. Celem projektu jest wykorzystanie zbliżających się milowymi krokami Mistrzostw Europy do promocji subregionów Dolnego Śląska a także wskazanie możliwości rozwoju turystyki wodnej w wybranych regionach.

Dyrektor Wydziału Oświaty, Kultury i Sportu Starostwa Powiatowego - Sławomir Bączewski przedstawił zebranym prezentację multimedialną, która przybliżyła cele projektu. Program skierowany jest do samorządów terytorialnych, organizacji pozarządowych oraz prywatnego biznesu. W celu realizacji projektu te trzy sektory będą zawiązywały partnerstwo, którego celem będzie osiągnięcie zaplanowanych celów.
Dodać też należy, iż „Partnerstwo” nie wymaga żadnych nakładów finansowych. Projekt finansowany jest całkowicie ze środków unijnych (Program Operacyjny Kapitał Ludzki).

Podczas spotkania, które prowadził wicestarosta Paweł Niedźwiedź, przedstawiciele samorządów Niechlowa i Wąsosza przedstawili swoje dokonania oraz plany dotyczące turystycznego wykorzystania rzek i zbiorników wodnych.
Przedstawiciel gminy Wąsosz poinformował, iż na terenie gminy już w 2004 roku powstał 12 kilometrowy spływ kajakowy na odcinku Wąsosz – Sądowel. Zbudowano 3 stanice wodne. Do dyspozycji turystów oddano 20 kajaków. Zatrudniono osobę, która zajmuje się obsługą turystów. Przedstawiciel gminy apelował do wicestarosty o większą promocję istniejącego na terenie gminy spływu.

Reprezentujący gminę Niechlów Jan Sowa stwierdził, iż turystyka kajakowa na Baryczy cieszy się coraz większą popularnością. Jan Sowa stwierdził, że po Odrze i Baryczy pływają kajakarze z Niemiec. Rozwój turystyki kajakowej utrudnia i hamuje brak infrastruktury turystycznej. Nie ma przystani, miejsc postojowych. Do 1997 roku przystań taka istniała w Lubowie, ale zmyła ją powódź w 1997 roku i nikt już przystani nie odbudował. Według Jna Sowy problemem dla kajakarzy są jazy na rzece.
W tym momencie jedne z zaproszonych na spotkanie kajakarzy stwierdził, iż jazy nie są żadną przeszkodą, bo przenoszenie kajaków jest fajne.
Głos zabrał przedstawiciel Polskiego Związku Wędkarskiego – Wiesław Kamiński. Wyraził on swój niepokój projektami budowy elektrowni wodnych w i Wierzowicach i Miechowie. Według Wiesława Kamińskiego spiętrzenie wód spowodowane budową elektrowni wodnych spowoduje zalanie terenów leśnych. Ponadto elektrownie źle wpłyną na ryby w Baryczy.
W tym miejscu wicestarosta Paweł Niedźwiedź stwierdził, iż budowa elektrowni nie jest przesądzona a ponadto planuje się spotkanie w tej sprawie.

Dzisiaj dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska w Starostwie Powiatowym – Paweł Niewrzał poinformował mnie, iż zgodę na budowę elektrowni w Wierzowicach cofnął marszałek województwa dolnośląskiego, który jest właścicielem rzeki. Natomiast planowanej elektrowni w Miechowie wydane jest pozwolenie wodno – prawne, ale nie ma – i nie będzie – pozwolenia na budowę elektrowni.

Kierownik górowskiego inspektoratu Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Gospodarki Wodnej – Jerzy Ruszczyński stwierdził, iż jest autorem koncepcji zagospodarowania Baryczy na odcinku przepływającym przez gminę Góra. Jak stwierdził Jerzy Ruszczyński: „koncepcja ta wzorowana jest na istniejącej w gminie Wąsosz (której był autorem). Planuje się, iż nasz spływ kajakowy będzie przedłużeniem wąsoskiego. Wybudowane zostaną stanice w Osetnie i Ryczeniu, tam też powstaną hangary na kajaki, miejsca biwakowe. Autor koncepcji przypomniał też, że z rzeki bardzo interesujący widok przedstawiają nasze wały przeciwpowodziowe. Nie obyło się też bez przypomnienia o istnieniu nad rzeką bocianów czarnych, zimorodków, orlików, błotniaków oraz mających tam swoje miejsca lęgowe – kormoranów. Jerzy Ruszczyński przypomniał, iż nasze jazy są również bardzo ciekawie zbudowane. Na Baryczy nie ma dwóch takich samych jazów. Zebrani dowiedzieli się również, że planuje się powiększenie zbiornika w Ryczeniu do 2,5 mln m sześciennych (obecnie 970.000 m sześciennych). Planowana jest również budowa zbiornika retencyjnego w Drozdowicach Wielkich (objętość – 1,2 mln metrów sześciennych).
„Naszymi rzekami trzeba się chwalić, bo pływa w nich wszystko, co tylko może w słodkich wodach pływać” – zakończył nasyconą patriotyzmem lokalnym (słusznym!) swoją wypowiedź kierownik inspektoratu.

Głos zabrali górowscy kajakarze. Tu muszę Państwu powiedzieć, że bardzo blisko współdziałają z Unią Górowian, która współpracowała z Dolnośląskim Biurem Planowania i Urbanistyki przy opracowywaniu „Programu zagospodarowania turystycznego szlaku kajakowego Baryczy” oraz podjęcie starań o urządzenie przystani kajakowej w Ryczeniu.

Miłośnik kajakarstwa opowiedział o problemach z jakimi się borykają. Nasi kajakarze wypłynęli w tym roku na rzeki już w lutym. Rozwój tej formy rekreacji napotyka na bariery. I wyliczono je: brak stanic, miejsc noclegowych, brak dostępu do wody pitnej, brak sanitariatów. „Wesoło to nie jest” – zakończył pierwszą część swojej opowieści.
Następnie rzecznik kajakarzy przeprosił przedstawiciela gminy Góra za to, iż posprzątali teren na terenie ośrodka w Ryczeniu. Jak się okazało zrobili to bez pozwolenia urzędu, gdyż nie mogli doczekać się na odpowiedź w tej sprawie. Pismo wysłali jeszcze w ubiegłym roku, ale nie doczekali się zgody więc zrobili „samowolkę”. Trzeba przyznać, że przedstawiciel gminy zachował się z klasą i obiecał, że zainteresuje się sprawą.
Kajakarze apelowali o rozważenie możliwości przystosowania do celów turystyki kajakowej budynku, w którym mieściła się owiana legendami restauracja „Leśna”.
Jest tam wodą, energia elektryczna, dwa sanitariaty, można założyć prysznice. „Ryczeń jest miejscem idealnym dla wypoczynku” – stwierdzali kajakarze. Wykazali przy tym maksimum dobrej woli i otwartości, gdyż wzięli na siebie wszystkie związane z tym wydatki.
Zaletą ośrodka w Ryczeniu jest również to, że istnieją tam gotowe fundamenty, na których można postawić domki kempingowe. Koszt postawienia takiego domku szacowali na ok. 10.000 zł. Apelowali, by nie stwarzać barier administracyjnych ludziom, którzy chcą coś zrobić i nie wyciągają rak po pieniądze.
Przypomnieli, iż byli w Ryczeniu z burmistrz Ireną Krzyszkiewicz oraz przewodniczącym Rady Powiatu – Zbigniewem Józefiakiem. Poczyniono podczas tego spotkania pewne uzgodnienia, ale sprawy stanęły w miejscu.
Wicestarosta Paweł Niedźwiedź przypomniał, iż koszt budowy spływu kajakowego w Wąsoszu wyniósł ok. 45 tys. zł. „To nie są duże pieniądze” – stwierdził wicestarosta.

Kajakarze wyjaśnili, że taki ośrodek służyłby wszystkim turystom cały rok. Można tam zgromadzić kajaki, wypożyczać je. Ich grupa ma ok. 10 kajaków, którymi można przewozić zorganizowane grupy. Konieczna jest też ścieżka rowerowa, miejsca, gdzie dzieci mogłyby bezpiecznie pojeździć na rolkach.
Przedstawiciela gminy Góra stwierdził, że burmistrz jest otwarta na wszystkie propozycje. Teren ośrodka jest przeznaczony do zagospodarowania.

Przedstawiciel gminy Niechlów – Jan Sowa przypomniał, że w latach 70. do Żabina przyjeżdżali na biwaki harcerze. Znajduje się tam obszerne pole biwakowe, bardzo dobra droga do niego, świetlica. Doprowadzony jest tam również energia elektryczna. Jan Sowa zaproponował, by tam zrobić stanicę. Zapewnił, iż wójt Jan Głuszko będzie bardzo przychylny tej inicjatywie.
Kierownik inspektoratu WZMiUW – Jerzy Ruszczyński potwierdził informacje przekazane przez Jana Sowę. Dodał, że znajdujący się tam jaz ma betonowe schodki, które ułatwią przenoszenie kajaków. Kajakarze byli zachwyceni.

Głos zabrał dyrektor Wydziału Oświaty, Kultury i Sportu Starostwa Powiatowego Sławomir Bączewski, który stwierdził, iż jest potencjał, jest dobra wola wielu ludzi, ale trzeba to wszystko spiąć organizacyjnie i wtedy uruchomi się energię, która pozwoli na realizację tych celów.
Wicestarosta Niedźwiedź stwierdził, że trzeci partner „Projektu” czyli przedsiębiorcy pojawią się również, ale wówczas, gdy pomysły zostaną nasycone konkretna treścią. „Tak dzieje się zawsze, bo to system naczyń połączonych” – powiedział wicestarosta.

Przedstawiciel PZW – Wiesław Kamiński przypomniał o osiągnięciach naszych wędkarzy w dziele zarybiania rzeki. Na terenie naszego powiatu PZW ma ok. 1300 członków. Istnieją tez grupy młodzieżowe, tzw. „szkółki”, które prowadzi instruktor. Wiesław Kamiński przypomniał, że nasze lokalne PZW przyczyniło się do powrotu certy w naszych wodach. W 2004 roku w Baryczy – wg szacunku – było cert kilkanaście sztuk. W 2010 roku wędkarze odłowili jej ok. 1500 sztuk. I ta nasza certa znalazła się w Warcie, bo jak to się uczenie określa, jest to ryba „wielośrodowiskowa”.
Z Brandenburgii zakupiono ok. 500 sztuk narybku jesiotra, który w chwili obecnej również pływa w nurtach Baryczy. PZW sprzyjało i będzie nadal sprzyjać rozwojowi turystki.

Podobna deklarację złożyła przedstawicielka Nadleśnictwa Góra Śląska, która zapewniła że jej firma jest gotowa do współpracy przy organizacji spływów kajakowych.

Ta część dyskusji została zakończona, gdyż na sali obrad pojawili się zaproszeni goście. Były to panie: Zofia Pietryka (wiceprezes Fundacji doliny Baryczy z Milicza oraz członkini Zarządu tej fundacji Hanna Jankowska. Obie panie nieco spóźniły się na spotkanie, gdyż zepsuł się im samochód.
Trzeba państwu wiedzieć, że Milicz ma się czym pochwalić. W krótkim czasie udało im się stworzyć 50 kilometrowy szlak kajakowy z przystaniami i miejscami noclegowymi. W tym co robią są bardzo dobrzy. Ich Lokalna Grupa Działania może stanowić wzór dla wielu innych. Panie omówiły swoją działalność i zakończyły swoje wystąpienie słowami: „Barycz nas łączy”.

Spotkanie potwierdziło, iż jest wola wielu stron do przystąpienia do współpracy a więc i realizacji „Partnerstwa”. Z tego może narodzić się piękna rzecz. Dotąd było tak, że mówiono u nas o rozwoju turystyki, agroturystyki, ale tak bardziej na wyrost. Mamy ostatnie w województwie miejsce pod względem miejsc noclegowych. A to chyba nie jest stan rzeczy, który może zadowalać. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że my raczkujemy w sprawie infrastruktury turystycznej.

Dobrze więc, że znalazła się "bożych szaleńców" (kajakarze), którzy chcą zmienić ten mało chlubny stan rzeczy. Spotkanie udowodniło, jak bardzo nie potrafimy sprzedać to, co jest naszym atutem. Rzekę Barycz. Imponujących zabytków nie mamy. Zabytki stanowić mogą jedynie dodatek do prawdziwego skarbu, który mamy, ale go nie dostrzegamy. To Barycz i otaczająca ją przyroda jest naszym towarem eksportowym.

czwartek, 24 marca 2011

Wybrali, bo zasłużył

Już na kilkanaście minut przed godziną 19,00 świetlica w Starej Górze zaczęła zapełniać się mieszkańcami sołectwa, którzy przybywali, by wziąć udział w wyborach sołtysa i Rady Sołeckiej. Mieszkańcy sołectwa wpisywali się na listę obecności i spokojnie zasiadali na krzesłach oczekując na czas głosowania.

Wielu z nich nurtowała myśl czy dotychczasowy sołtys Waldemar Bartkowiak będzie miał kontrkandydata. Po sołectwie krążyły pogłoski, iż o funkcję sołtysa może ubiegać się 2 lub 3 kandydatów.
Drugą niewiadomą była frekwencja wyborcza. W myśl przepisów dotyczący wyboru sołtysa, by wybory mogły się odbyć w I terminie, potrzebna jest obecność 20% uprawnionych do głosowania. Ponieważ sołectwo Stara Góra – Włodków Górny jest jednym z większych, toteż poprzeczka była zawieszona dość wysoko.

Uprawnionych do głosowania w Starej Górze było 329 osób a z Włodkowa Górnego – 35 osób. Razem prawo do udziału w wyborach na sołtysa i do Rady Sołeckiej miało 364 wyborców. Tak więc, by wybory mogły się odbyć w I terminie w świetlicy zjawić się musiały minimum 73 osoby.
A frekwencja podczas odbytych już wyborów na sołtysa i do Rady Sołeckiej nie napawały optymizmem. Oto w Czerninie, gdzie do głosowania uprawnionych było ponad 600 osób, zainteresowanie wyborami okazało tylko 30 wyborców. W Czerninie Dolnej, która miała ok. 250 osób uprawnionych do głosowania do urny pofatygowało się trochę ponad 50% wyborców.

Kilkanaście minut po godzinie 19 sytuacja się wyklarowała. Pracownice nadzorujące przebieg wyborów z ramienia UMiG – Agnieszka Pomieszcz i Marta Lankiewicz ogłosiły, iż na wybory przybyło 79 wyborców a minimalny próg pozwalający na dokonanie wyborów wynosi 73 wyborców. W tej sytuacji przystąpiono do wyborów.

Dotychczasowy sołtys Waldemar Bartkowiak odczytał zebranym sprawozdanie z 4 lat działalności Rady Sołeckiej. W sprawozdaniu zawarte były informacje na temat zorganizowanych imprez kulturalnych. Było tego bardzo dużo, ale ludzie słuchali w milczeniu i skupieniu. Druga część sprawozdania dotyczyła wykonanych w sołectwie inwestycji. Tego też było sporo. Na koniec ustępujący sołtys podziękował wszystkim, którzy przyczynili się do sukcesów minionych 4 lat za współpracę. Mowa ustępującego sołtysa spotkała się z gorącymi oklaskami.

Nastąpił czas wysuwania kandydatów. Pracownice UMiG porosiły o zgłaszanie kandydatów. Wówczas z sali rozległ się głos: „Ale my już mamy sołtysa, pana Bartkowiaka!” Kilkanaście osób te zdanie skwitowało słowem „tak, tak, mamy!” Wybory jednak musiały się odbyć. Z sali zgłoszono kandydaturę ustępującego sołtysa. Ten wyraził zgodę na kandydowanie. Padło pytanie: „czy są jeszcze jakieś kandydatury?” Na sali cisza. Pytanie powtórzono. Odzewu nie było.

Przystąpiono do wypełniania kart do głosowania. Na 79 kartach wyborczych widniało tylko jedno nazwisko – Waldemar Bartkowiak. Członek Komisji Skrutacyjnej wziął urnę i rozpoczął obchód sali. Wyborcy wrzucali karki do urny a wielu nawet nie starło się ukryć, iż swój głos oddało na Waldemara Bartkowiaka.

Komisja Skrutacyjna w składzie: Magdalena Baranowska, Monika Grochowiak i Bogdan Surmacz rozpoczęła liczenie głosów. Po kilkunastu minutach wynik został podany do wiadomości. W głosowaniu Waldemar Bartkowiak uzyskał 69 głosów za swoją kandydaturą, 6 osób wstrzymało się od głosu. Nikt nie był przeciw. W wyborach na sołtysa wzięło udział 75 wyborców. Werdykt wyborców przyjęty został głośnymi oklaskami. Widać było, że ta kandydatura mieszkańcom sołectwa leży na sercu.

Wybrany na drugą kadencję sołtys podziękował za wybór. Rozpoczęto zgłaszanie kandydatów do Rady Sołeckiej. Sołtys zwrócił się z prośbą do wyborców, iż chciałby, by Rada Sołecka liczyła 6 członków (w myśl przepisów może liczyć od 3 do 6 osób).
Z sali zaczęły padać kandydatury. I już po kilku minutach zgłoszono 8 kandydatów. Komisja Skrutacyjna przystąpiła do wpisywania nazwisk na karty do głosowania. Wyborcy zaproponowali do Rady Sołeckiej następujące kandydatury: Ewa Urbaniak, Bartłomiej Grochowiak, Edward Baranowski, Tadeusz Żmijewski, Elżbieta Pypeć, Leszek Bołundź, Kazimierz Dąbrowski, Elżbieta Remiszewska.

Podczas gdy Komisja Skrutacyjna w pocie i znoju ręcznie zapełniała karty do głosowania nazwiskami kandydatów do Rady Sołeckiej, sołtys prowadził głośną rozmowę ze swoimi wyborcami.

Sprawy, o których mówiono dotyczyły sołectwa i jego problemów. Wyborcy dopominali się o drogę wewnątrz wsi, która jest w katastrofalnym stanie. Przypominali, ze burmistrz Irena Krzyszkiewicz obiecywała jej naprawę, bo w chwili obecnej, po najmniejszym nawet opadzie deszczu, nie można jej używać.
Sołtys stał na stanowisku, że skoro burmistrz obiecała, to słowa dotrzyma: „bo to jest słowna kobieta”.

Mieszkańcy sołectwa niepokoili się wizją zwiększonego ruchu przez ich wieś, po oddaniu do użytku mostu w Ciechanowie. Sołtys poinformował zebranych, iż Dolnośląska Służba Dróg i Kolei ogłosiła przetarg na sporządzenie dokumentacji na budowę w Starej Górze chodników. Ludzie słuchali z zaciekawieniem i dopytywali się o szczegóły.
Do sołtysa miano pretensje o to, że nie przedstawił danych dotyczących finansów sołectwa. Te żale nieco wytrącił sołtysa z równowagi i wywołał jego ripostę. Waldemar Bartkowiak przypomniał, iż w styczniu było zebranie wiejskie, na którym te sprawy omawiano. Tyle, że niewiele osób na nie przybyło, tak, że żal o brak informacji na ten temat należy mieć do siebie. Skarbniczka sołectwa – Monika Grochowiak – powiedziała, iż dokładne przedstawienie zagadnień finansowych wymaga czasu. „To są aż 4 księgi” – powiedziała.

Po dyskusji stanęło na tym, iż w kwietniu zostanie przygotowane takie sprawozdanie i zamieszczone na internetowej stronie sołectwa. Odbędzie się również zebranie wiejskie, podczas którego te sprawy zostaną dokładnie omówione. „Ja nie mam niczego do ukrycia” – powiedział sołtys – „wiecie, gdzie mieszkam i zawsze można do mnie przyjść i porozmawiać”. Równocześnie sołtys zaapelował o większą aktywność i udział w zebraniach.
Z sali padła propozycja, by powołać Komisję Rewizyjną, która co jakiś czas badałaby finanse sołectwa. Zdecydowano, iż powołana ona zostanie podczas kwietniowego zebrania wiejskiego.

Sołtys zapowiedział, że sołectwo założy stowarzyszenie, które będzie miało osobowość prawną, co pozwoli na sięganie po fundusze unijne. Agnieszka Pomieszcz wyjaśniła pokrótce korzyści płynące z tego faktu.
Dobiegło końca podliczanie głosów oddanych na kandydatów do Rady Sołeckiej. Przewodnicząca komisji Skrutacyjnej - Magdalena Baranowska, odczytała wyniki wyborów.

W głosowaniu na członków Rady Sołeckiej udział wzięło 63 wyborców. Głosów ważnych oddano 59 a nieważnych – 4.
Członkami Rady Sołeckiej zostali: Edward Baranowski (58 głosów), Tadeusz Żmijewski (58 głosów), Ewa Urbaniak (55 głosów), Bartłomiej Grochowiak (55 głosów), Elżbieta Remiszewska (51 głosów), Elżbieta Pypeć (32 głosy).

Wyborczy wieczór w Starej Górze dobiegł końca. Mieszkańcy sołectwa powoli rozchodzili się do domów, bo była już godzina 22. Wielu jednak pozostało w świetlicy dyskutując na różne tematy. Widać było, że mieszkańcy się lubią i szanują. Widać też było, że są dumni ze swojego sołectwa, które – jak podkreślali – przez ubiegłe 4 lata zmieniło się na lepsze.

wtorek, 22 marca 2011

Sesja w 1420 słowach

„Otwieram piata sesję Rady Powiatu” – zakomunikował wczoraj kilka minut po godzinie 15 przewodniczący Zbigniew Józefiak. Program sesji zawierał 19 punktów a na sali obrad zasiadło 14 spośród 15 radnych (nieobecny był Grzegorz Aleksander Trojanek ze względu na badania lekarskie, który termin apodyktycznie wyznaczono mu na ten dzień).

Starosta Piotr Wołowicz zdał dość skromne sprawozdanie z działalności Zarządu Powiatu w okresie międzysesyjnym. W tym czasie odbyło się 6 posiedzeń Zarządu Powiatu.

Z ważniejszych informacji przekazanych Radzie przez starostę należy wymienić fakt, iż rzekomo poprawiono nowy regulamin organizacyjny starostwa powiatowego i wkrótce stanie się on przedmiotem debat podczas posiedzeń komisji.

Starosta Piotr Wołowicz poinformował, iż odbył wraz z kierowniczką PUP Barbarą Murlik spotkanie w Lesznie w kwestii zwolnień z firmy SEWS. Ze słów starosty wynikało, iż nie wierzy on, by zwolnienia pracowników z tej firmy stały się faktem. Ma to wynikać – wg starosty – ze skomplikowanej sytuacji na świecie.

Przewodniczący Zarządu poinformował również, iż odbył spotkanie z prezesem
Sądu Rejonowego w Głogowie na temat ksiąg wieczystych. Spotkanie miało na celu wysondowanie czy istnieje możliwość stworzenia w starostwie okienka podawczego, tak by mieszkańcy naszego powiatu nie musieli się tłuc cały dzień do Głogowa i z powrotem. Jak powiedział starosta prezes sądu wyjaśniła, że takiej możliwości nie ma, bo taka forma nigdzie w kraju nie występuje. Wystąpiono więc do Ministerstwa Sprawiedliwości z prośbą o informację czy jest w kraju praktykowana jest jakaś forma udostępniania wypisów petentom bez konieczności męczących dla nich wypraw w odległe strony. Czekamy na odpowiedź zacnego MS (byle to nie było „czekanie na Godota”).

Starosta opowiedział również o spotkaniu z sędzią Wydziału dla Nieletnich i Rodziny. W spotkaniu tym uczestniczyła kierowniczka PCPR – Bożena Merta. Tematem spotkania były tworzenie rodzin zastępczych na terenie naszego powiatu. Sytuacja jest tu bardzo poważna. Z prawdziwym przejęciem w glosie starosta opowiedział pokrótce historię matki, której jedna decyzją sądu pozbawiono praw do 12 dzieci. Ta decyzja spowoduje, że nasz powiat będzie musiał wyłożyć na utrzymanie tych dzieci przebywających poza naszym powiatem ok. 0,5 mln zł rocznie. Problem jest w tym, że jest u nas za mało rodzin zastępczych, które przyjęłyby te dzieci, co znacznie obniżyłoby koszt ich utrzymania. Kierowniczka PCPR - Bożena Merta przedstawiła radnym swoje zamierzenia, by zmienić tę wysoce niekorzystną sytuację. Organizowane będą szkolenia dla osób pragnących założyć rodzinę zastępczą. Zaznaczyła jednak, iż w tym roku nie dysponuje zbyt wielka ilością środków na ten cel.

Następnie starosta poinformował o spotkaniu z organizacjami pozarządowymi, którego celem było przedyskutowanie możliwości nieodpłatnego użyczenia im pomieszczeń w „starej przychodni” na ich działalność statutową. Starosta nie poinformował jednak czy organizacje te otrzymają to minimalne wsparcie, które za ich społecznie prowadzoną działalność należy się im, jak żółwiowi solidna skorupa.

Przewodniczący Rady przystąpił do konsumpcji kolejnego punktu obrad: „Interpelacje i zapytanie”.
Głos zabrał radny Jan Bondzior, który interpelował w sprawie chaszczy i krzewów porastających pobocza drogo Chróścina – Czernina. Radny poinformował, iż rosnąca na poboczach tej drogi krzaki znacznie utrudniają widoczność kierowcą. Przypomniał, iż na drodze tej zdarzyły się wypadki śmiertelne.

Radego Jana Bondziora niepokoiły również zapchane przepusty na ciekach. Poruszył również sprawę zamkniętego wysypiska w Glince, na które pomimo tego „ktoś” (?) wywozi jakieś „śmierdzące błoto”, którego woń niesie się szeroko po okolicy.

Pod obrady trafił kolejny punkt, którym były zmiany w budżecie powiatu. Po poprawkach budżet naszego powiatu wynosi 40.611.515 zł. Zaplanowane wydatki stanowi kwota 41.031.515 zł.
Budżet zwiększono o kwotę 6.036.667 zł w związku z ustaleniem ostatecznych kwot subwencji i udziału powiat w podatku od osób fizycznych . Zwiększono powiatowi subwencję oświatową o 78.635 zł.
Ustalono też ostatecznie kwotę przeznaczoną z budżetu państwa na scalanie gruntów. Na ten cel budżet państwa przeznaczy dla nas – 4.965.093 zł.
Zwiększeniu ulegnie również dotacja przeznaczona dla DPS we Wronińcu o kwotę 9.785 zł.
O 5441 zł skapnie nam więcej od marszałka województwa na utrzymanie biblioteki pedagogicznej a dokładnie na zakup książek, bo na ten rok nie przeznaczono na ten cel ani jednej złotówki. Teraz będzie nieco lepiej. Ale tylko odrobinę nieco.
Otrzymaliśmy promesę na 800.000 zł, która związana jest z usuwaniem szkód po ubiegłorocznej powodzi. Za te pieniądze planowana jest przebudowa przepustu na drodze Chróścina – Czernina. W zeszłym roku nie zdążyliśmy wykonać tego zadania, bo warunki terenowe (bagno) nie pozwalały tam wejść żadnemu wykonawcy. Na tym interesie straciliśmy, bo w ubiegłym roku nie musieliśmy mieć wkładu własnego (20%) a obecnie musimy wyłożyć ok. 200.000 zł.
Marszałek województwa zwróci nam podatek VAT, który będziemy musieli zapłacić przy okazji scaleń gruntów w roku 2011. Jest to niebagatelna kwota – 95.592 zł.
Gmina Góra przekaże nam dotację na współfinansowanie funkcjonowania Centrum Doskonalenia Nauczycieli w Górze. Kwota dotacji – 20.212 zł.
Zespół Szkół podpisał porozumienie w sprawie międzynarodowej wymiany młodzieży. Na ten cel otrzymamy dotację z UE w wysokości 61.920 zł.
Do budżetu wprowadzono również ubiegłoroczna nadwyżkę budżetową w kwocie 265.000 zł.
Równocześnie zwiększono rezerwę ogólna powiatu do kwoty 143.624 zł.

Zmiany w budżecie przeszły gładko. Radnych głosujących „za” było 14 na 14.
Następnie radni zgodnie i jednomyślnie zagłosowali za uchwałą, która upoważniała Zarząd Powiatu do zawarcia porozumienia z województwem dolnośląskim w sprawie zimowego i letniego utrzymania dróg wojewódzkich. O sprawie tej już pisałem. Przypomnę tylko, że tym razem umowa będzie obowiązywała 3 lata (od 1 maja 2011 do 3o kwietnia 2014). Dotąd żyliśmy w niepewności czy województwo przedłuży umowę czy tez co innego strzeli im tam do łba. Teraz jest pewność. Acha, dróg wojewódzkich na terenie powiatu mamy 101 kilometrów i 280 metrów.

Potem głosowano uchwałę o podziale środków z Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych. O tym też pisałem. Przypomnę tylko, że pieniędzy jest bardzo mało.

Głosowano również uchwałę w sprawie dyżurów aptek na terenie powiatu górowskiego (o tym tez pisałem). Podczas sesji dowiedziałem się dodatkowo, że dyżur nocny apteki trwa od godz. 20,00 do godz. 8,00 i odbywa się na telefon. Jednakże: „Dopuszcza się możliwość prowadzenia dyżuru nocnego stacjonarnego przez dana aptekę wg jej uznania”.
W uchwale zastrzeżono, iż każda apteka musi podać formę dyżuru na 1 miesiąc przed jego pełnieniem poprzez umieszczenie jej na drzwiach wejściowych wszystkich aptek.Uchwała również przeszła jednomyślnie.

Kolejny punkt obrad sprawił radnym nieco problemu. Pod głosowanie poszły dwie uchwały dotyczące linii kolejowej Góra – Bojanowo. Pierwszą uchwałę przygotował przewodniczący Rady Powiatu a drugą Zarząd Powiatu. Różniły się ona szczegółami w uzasadnieniu uchwały. Przewodniczący Zbigniew Józefiak przygotował uzasadnienie skondensowane i dobitne. Zarząd zaś prawdziwą kobyłę dla wytrawnych czytaczy. W tej sytuacji obie strony poszły na kompromis. Z uzasadnienia przewodniczącego wzięto kilka kluczowych zdań, wyrzucono nadmiar mało precyzyjnych sformułowań z kobyły i w tej postaci uchwała przeszła. Najważniejsze jest to, że powiat linii kolejowej nie przejmie, ale nie zgadza się na jej likwidację. Uchwała uzasadnia to ważnymi interesami gospodarczymi gminy Góra.

W kolejnym punkcie radni przystąpili do delegowania dwóch radnych, do wymaganej ustawą o samorządzie powiatowym, Komisji Bezpieczeństwa i Porządku. W chwili gdy przewodniczący Rady Powiatu ogłosił zgłaszanie kandydatur do komisji na sali obrad zapanowała cisza. Część radnych zerkała w materiały sesyjne, inni przed siebie, jakby nagle salę obrad przestały ograniczać ściany i wzrok mógł poszybować w bezkres, inni z kolei zadumali się głęboko i trwali w bezruchu, jakby oberwali przed momentem w splot słoneczny.
Cisza trwała kilkanaście sekund. W końcu jeden z radnych przerwał tę wymowną scenę aktywności i wyraźny znak aktywności i woli pracy na rzecz samorządu i podał pierwszą kandydaturę – Danuta Rzepiela. Radna przyjęła ze spokojem fakt podania jej kandydatury. Kolejnym kandydatem został radny Jan Bondzior. On równie fatalistycznie poddał się nieuchronnemu.
Przeprowadzono głosowanie nad kandydaturami. Obie przeszły i w sali obrad można było usłyszeć odgłos spadających z kilkunastu serc kamieni.

W kolejnych trzech punktach obrad Rady Powiatu decydowano o zasadności skarg złożonych przez trzech członków naszej wspólnoty samorządowej. Wszystkie trzy skargi na czynności naszych powiatowych trybików administracyjnych radni odrzucili jako: „niezasadne”.

Radni zapoznali się z tragicznym pod względem wymowy sprawozdaniem PUP na temat bezrobocia. O stanie bezrobocia na terenie powiatu górowskiego informuję Państwa na bieżąco, co miesiąc, jak tylko PUP przygotuje statystykę. Nie ma sensu powtarzać, że jest źle, bo jest tragicznie. Kierowniczka PUP – Barbara Murlik nie kryła w swoim wystąpieniu, że może być jeszcze gorzej.

Na koniec odczytana została odpowiedź na interpelację radnego Edwarda Szendryka, która dotyczyła nadzoru nad zabytkami znajdującymi się na terenie powiatu górowskiego. Z odpowiedzi, której radnemu udzielił starosta Piotr Wołowicz wynikało niezbicie, iż nie ma takiej instytucji, która nadzorowałaby i zabezpieczała obiekty zabytkowe przed dewastacją i niszczeniem.

Głos zabrał przewodniczący Rady Powiatu – Zbigniew Józefiak, który powiedział, że: "To jest bardzo istotna sprawa. Z ustawy wynika, że obowiązek ochrony dóbr kultury spoczywa na staroście, to zadnie własne powiatu. Temu tematowi należy się przyjrzeć i nadać mu właściwy bieg”.

I to tyle z przebiegu sesji w największym skrócie. Były też i niuanse, ale o tym jutro.

poniedziałek, 21 marca 2011

Wybory najbliższe sercu

Przywykliśmy jako doniosłe i ważne traktować wybory, ale te od gminnych wzwyż. Nie zawsze dociera do nas fakt, że wybory odbywają się również na nieco niższym poziomie, co nie oznacza, iż SA dla tych, którzy w nich uczestniczą mniej ważne.

Właśnie odbyły się, albo w najbliższych dniach odbędą wybory na funkcję sołtysów i do Rad Sołeckich. Dla mieszkańców miejscowości wiejskich wybory te są bardzo ważne. Śmiem nawet twierdzić, że najważniejsze, gdyż dzisiaj to sołtys i Rada Sołecka decydują o tym, co w miejscowości wiejskiej się będzie działo.

Przeglądając Internet zauważyłem z dużym pozytywnym zaskoczeniem, iż do wyborów w Starej Górze i Włodkowie Górnym, które to dwie miejscowości tworzą jedno sołectwo, przygotowano się na poważnie.
Na internetowej stronie tego sołectwa (tutaj) odnajdziemy bowiem sprawozdanie z działalności Rady Sołeckiej za ostatnia kadencję, wykaz zadań inwestycyjnych, które wykonano za rządów ustępującego sołtysa i Rady Sołeckiej oraz podziękowania kończącego swoją kadencję sołtysa Waldemara Bartkowiaka dla wszystkich mieszkańców sołectwa za współpracę.

Jest jeszcze jedna ciekawostka. Na stronie Starej Góry umieszczono sondaż przedwyborczy, w którym mieszkańcy Starej Góry mogą wyrazić swój pogląd na temat szans obecnego sołtysa (startuje ponownie), jak i zaproponować swojego kandydata. Nie przypominam sobie, by któraś z naszych miejscowości wiejskich zrobiła coś takiego na swojej stronie internetowej. A to jest fajne i demokratyczne, bo pozwala nie tylko wyrazić swoja opinię, ale też ją uzasadnić.

Szczególne wrażenie robi wykaz zadań inwestycyjnych, które zrealizowano w tym sołectwie w ostatnich 4 latach. Lista jest imponująca i godna szacunku. Zrobienie tego wszystkiego wystawia bardzo dobre świadectwo mieszkańcom Starej Góry i Włodkowa Górnego. I te osiągnięcia należy też zapisać na konto Rady Sołeckiej i sołtysa.

Fajnie, że nawet w sołectwach podchodzi się do wyborów, które zadecydują o rozwoju lub marazmie w życiu wsi w sposób tak poważny, jak ma to miejsce w Starej Górze. To dobrze, że zrozumiano tam starą prawdę, iż za mieszkańców nic nikt nie zrobi a jakość swojego życia w dużej mierze mieszkańców wsi zależna jest od ich aktywności. Tylko w Biblii manna leciała z nieba.

sobota, 19 marca 2011

Pseudokartografia

Podczas posiedzenia Komisji Rolnictwa, Leśnictwa, Ochrony Środowiska, Geodezji i Gospodarki Nieruchomości, która odbyła się16 marca, jednym z tematów obrad były problemy naszego Wydziału Geodezji. Rzecz cała zasługuje na pełniejszy opis, którego Państwo się wkrótce doczekają.
Dzisiaj opiszę tylko jedną ze spraw, która wywołała moje zdziwienie, chociaż w zasadzie nie powinienem już się niczemu dziwić.

Około roku 2000 lub 2001 do Wydziału Geodezji wkroczyć miało nowe. W związku z panującym wówczas trendem, by mapy papierowe zastąpić elektronicznymi, również i u nas zdecydowano się na ten krok. Znalazły się pieniądze idące w setki tysięcy, wyłoniona została firma, która podjęła się digitalizacji naszych zasobów kartograficznych.

Szczęście i duma zapanowały w wydziale kierowanym wówczas przez ówczesnego dyrektora Tadeusza Wrotkowskiego. Z dumą i wielkim zachwytem szczycono się tym osiągnięciem.

Nadszedł jednak czas korzystania z osiągnięcia. I okazało się, że mamy mapy w postaci elektronicznej, ale jakby nieco odbiegające od pierwowzoru, a i rzeczywistości. Dokładnie mówiąc mapy te mają wady. Nie są to wady ukryte, bo widoczne gołym okiem.

Na tej mapie poniżej, którą przewodniczący Rady Zbigniew Józefiak wręczył członkom komisji, widać, iż na drodze w Szaszorowicach stoi sobie najspokojniej w świecie jeden budynek gospodarczy i połowa budynku mieszkalnego. Nieco powyżej widać również, że na drodze znajdują się dwa budynki gospodarcze.
Cena takiej „mapki ewidencyjnej” w formacie A4 wynosi 6 zł (słownie sześć złotych). A wiadomo, że jak format większy, to i cena „mapki” (nazwa umowna) proporcjonalnie większa.

W dole mapki przeczytają Państwo taka oto informację: „Nie spełniają one pod względem dokładności kryteriów obowiązujących obecnie standardów technicznych”.
W tym wypadku należy delikatnie spytać: jakież kurwa standardy spełniają sprzedawane ludziom po 6 zł za sztukę „mapki ewidencyjne” (nazwa umowna) formatu A4?

Bo pomyślmy. Z pieczątki wynika, że są miejsca w tym kraju, gdzie obowiązują jakieś standardy. Dlaczego więc nie obowiązują u nas? Dlaczego bierze się za coś czego absolutnie mapką ewidencyjną nazwać nie można kasę?
W tym miejscu obrad oburzył się nawet spokojny zawsze przewodniczący komisji – Jan Bondzior.

Kiedy ja spytałem z niedowierzaniem w głosie czy rzeczywiście za te „cuda na patyku” klienci płacą, usłyszałem z ust p.o. dyrektora wydziału Józefa Sromka, iż kosztuje to tylko 6 zł. Jan Bondzior z oburzeniem w głosie stwierdził, „iż to też są jakieś pieniądze”.

Co prawda dyrektor Józef Sromek próbował zebranych pocieszyć „dobrą nowiną”, iż w Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa mają jeszcze gorsze mapy, ale wyszło to średnio. Spytałem wówczas czy jeżeli dzieci w Afryce umierają z głodu, to w Górze też mają umierać?

Więcej populizmu i wskazywania, że gdzieś jest gorzej już od dyrektora nie usłyszeliśmy. Co prawda ze słów dyrektora wynikało, iż pobieranie opłat następuje na skutek istnienia odpowiednich przepisów, ale gdy spytałem czy nie ma też odpowiednich przepisów dotyczący przestrzegania norm i wymagań dla tego rodzaju map, odpowiedziało mi milczenie.

Radny Jan Bondzior oglądnął „mapkę ewidencyjną” (nazwa umowna) formatu A4 po 6 zł za sztukę i stwierdził: „Te mapy nie nadają się do niczego”.

P.o. dyrektora Wydziału Geodezji pochwalił się, że była kontrola Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Geodezyjnego, która nie wykazała żadnych nieprawidłowości. Już nie pytałem czy ten inspektor był niedouczony czy też tylko ślepy jak kret.

Ale z ust członka komisji – Jerzego Pali mogliśmy usłyszeć opowieść o tym, jak to „dokładność map geodezyjnych” (nazwa umowna) pozbawiła go praw do renty strukturalnej. Rzecz w tym przypadku polegała na tym, iż każda posiadana przez niego działka za każdym razem miała wpisany inny obszar.

Przewodniczący Zbigniew Józefiak poinformował zebranych, iż z jego rozeznania wynika, że może połowa będących w zasobach Wydziału Geodezji map odpowiada normom, ale druga połowa absolutnie nie. Później dowiedzieliśmy się od przewodniczącego Rady, iż cyfryzację naszych map nadzorował inspektor nadzoru, który wziął za to pieniądze, ale zaaprobował bylejakość. A my, czyli Wydział Geodezji, to przyjęliśmy, no i teraz mamy problem. Będący z zawodu geodetą przewodniczący Rady Powiatu stwierdził: „nie możemy aprobować bylejakości i nie pozwólmy, by zdominowała ona funkcjonowanie urzędu”.

Próbowałem dowiedzieć się jak w tej sytuacji nasi geodeci dają sobie radę mają do dyspozycji takie „mapki ewidencyjne”. I okazało się, że nastąpił powrót do map papierowych, które wykonano na początku lat sześćdziesiątych. Geodeta dokonuje zakupu „mapki ewidencyjnej” (nazwa umowna) a następnie porównuje jej zawartość z mapką z lat sześćdziesiątych.

Proszę, jaki się postęp wsteczny dokonał!

A proszę też zauważyć, że pomimo ponad dziesięcioletniego trwania tego tandeciarstwa, które zakrawa na kpinę ze zdrowego rozumu, nikt nie starał się sytuacji naprawić. Ani sam Wydział Geodezji, ani kolejne Zarządy Powiatu ze starostami na czele. I tak bylejakość weszła w urzędniczy krwiobieg, została zaakceptowana i wszystkim było z tym bardzo wygodnie. Tylko za co brali, i biorą pobory?
Za sprzedawanie ewidentnej chałtury po 6 zł za arkusz formatu A4?

piątek, 18 marca 2011

Koktajl zdrowotny

Obradowała dzisiaj Komisja Zdrowia i Opieki społecznej Rady Powiatu w składzie: przewodniczący Edward Szendryk, wiceprzewodniczący – Jan Kalinowski i Marek Hołtra, członkowie – Piotr Iskra. Członek komisji Dariusz Wołowicz był nieobecny.
W obradach komisji uczestniczył starosta Piotr Wołowicz oraz główna księgowa SP ZOZ – Agnieszka Świt.
Komisja przyjęła harmonogram pracy aptek na terenie powiatu górowskiego. Było to drugie podejście do tego tematu. Poprzednią uchwałę w tej sprawie uchylił wojewoda dolnośląski z powodu braku zasięgnięcia opinii wójta gminy Jemielno w tej sprawie oraz pominięcia w uchylonej uchwale rozkładu godzin pracy aptek w „inne dni wolne od pracy”.

W kolejnym punkcie obrad członkowie komisji zajmowali się podziałem środków Państwowego Funduszu Osób Niepełnoprawnych.
Środki przydzielane naszemu powiatowi z PFRON są z roku na rok coraz mniejsze. W roku ubiegłym otrzymaliśmy 352.900 zł. W roku 2009 – 458.227 zł, rok wcześniej – 771.214 zł. W roku 2007 – 610.570 zł.
W tym roku nasz powiat otrzymał 256.201 zł.
Zarząd Powiatu postanowił, że w związku tym te szczupłe środki maja być wykorzystane: „w sposób celowy, zasadny i oszczędny”. Idzie o to, by z tych środków mogło skorzystać jak najwięcej ludzi. Jak powiedział starosta Piotr Wołowicz w tym roku nie będzie dofinansowania w celu likwidacji barier architektonicznych, zwrotu kosztów wyposażenia stanowiska pracy osoby niepełnosprawnej i wielu innych rzeczy.

Zapewniono natomiast środki na szkolenie i przekwalifikowanie zawodowego osoby niepełnosprawnej (5000 zł), dofinansowania uczestnictwa osób niepełnosprawnych i ich opiekunów na turnusach rehabilitacyjnych (126.000 zł), dofinansowanie sportu, kultury i rekreacji osób niepełnosprawnych (20.026 zł).

Najwięcej środków postanowiono przeznaczyć na dofinansowanie zaopatrzenia w sprzęt rehabilitacyjny, przedmioty ortopedyczne i środki pomocnicze – 90.175 zł. Jak powiedział starosta Piotr Wołowicz, idzie tu przede wszystkim o zakup pieluchomajtek, z których korzysta bardzo dużo osób.
W kolejnym punkcie zajęto się sprawą naszego szpitala.

Starosta poinformował, że dzisiaj zebrało się Walnego Zgromadzenie Wspólników. W jego trakcie przychylono się do prośby wybranego tydzień temu dyrektora spółki Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej – Marka Rodzenia. Wg informacji, której zebranym udzielił starosta, Marek Rodzeń najpierw zgodził się na pełnienie tej funkcji a następnie nieoczekiwanie dla wszystkich zrezygnował.

Starosta poinformował, iż dyrektorem spółki została Czesława Młodawska, która będzie tę funkcję pełniła do czasu „zarejestrowania NZOZ – by było z kim zawrzeć kontrakt”.

Radny Piotr Iskra interesował się stanem realizacji harmonogramu działań likwidacyjnych SP ZOZ – u. Obecna na sali obrad główna księgowa SP ZOZ stwierdziła, że prace związane z likwidacją szpitala przebiegają zgodnie z planem. Nie mniej już obecnie można założyć, iż termin zakończenia likwidacji SP ZOZ może zostać przedłużony minimum o miesiąc.

Radny Edward Szendryk dopytywał się o konkrety związane z zawarciem kontraktów przez spółkę z NFZ. Księgowa Agnieszka Świt stwierdziła, iż rozmowy na ten temat się odbyły a ich klimat był dobry. Najpierw jednak należy wygasić obowiązujące kontrakty zawarte z SP ZOZ, by móc wystąpić o nowe dla spółki. Nie jest jasne czy spółce przyznane one zostaną w drodze konkursu czy też negocjacji. Planuje się, iż do końca miesiąca kontrakty powinno udać się wygasić i w kwietniu wystąpić o nie dla spółki.

Starosta Piotr Wołowicz poinformował, że regulamin spółki PCOZ posiada zapisy umożliwiające łączenie pewnych stanowisk. Przypomniał też drogę jaką odbył wniosek o wejście do : „planu B”. Złożony on został w grudniu 2009 roku a dopiero w styczniu 2011 roku wypłynął z NFZ. Następnie został przesłany do BGK. W lutym 2001 r., BGK zwróciło się o uzupełnienie wniosku. Zrobiono to i obecnie czekamy na powrót wniosku z BGK, by przedstawić go wojewodzie. Po likwidacji SP ZOZ i rozpoczęciu funkcjonowania NZOZ - u zostanie podpisana umowa z wojewodą, na mocy której powiat otrzyma ok. 23 mln zł. Dotacja ta ma pokryć część długu SP ZOZ wynoszącego ok. 43 mln zł. Resztę będzie musiał powiat spłacić samodzielnie.

poniedziałek, 14 marca 2011

Kulą w płot

W piątek (11 marca) Zarząd Powiatu powołał dyrektora Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej „Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej spółka z o.o..

Wybrańcem naszego Zarządu został ordynator oddziału chirurgicznego – Marek Rodzeń. W naszym szpitalu zatrudniony jest od października 2007 roku. Wcześniej pracował w SP ZOZ Drezdenko i Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Tarnobrzegu.

Decyzja ta jest zaskoczeniem dla wszystkich. Do dzisiaj na portalu „elki” można przeczytać taki oto wpis na temat nowego dyrektora: „Gratuluję miłej atmosfery szkoda że tak krótko będzie trwała wspominając atmosferę z poprzedniego miejsca pracy Życzymy tego czego Pan zawsze nam życzył razy dwa.”

Z Internetu możemy dowiedzieć się, iż nowy dyrektor pracuje w leszczyńskim Ventriculusie i przyjmuje tam we wtorki i czwartki w godz. 15.00 - 17.00. Czytamy też, że „podstawowe jednostki chorobowe”, którymi się nowy dyrektor zajmuje, to: „przepuklina, żylaki, choroby jelita grubego” (obyśmy zdrowi byli!). Z kolei: „najważniejsze wykonywane badania diagnostyczne”, to „USG”. Czytamy tam też, że pasje ma doktor dwie: „motoryzacje i podróże”.

Ja znam dyrektora z opowieści jego pacjentów. Niezadowolonych pacjentów – to trzeba podkreślić. Pamiętam, jak nowy dyrektor jakieś dwa lata temu na spotkaniu w starostwie opowiadał banialuki, iż zastał chirurgię górowską w stanie z wieku XIX i wprowadził ja do wieku XXI. Mitoman czy chwalipięta?
Pisałem o nim na blogu dwa czy trzy razy, bo i sposobność ku temu dawał znakomitą. Sam się podkładał.
Wyborem jego osoby na dyrektora zdziwieni są wszyscy. I nie wiadomo czy się smiać czy płakać?

Chodnik z bonusami

Mieszkańcy Starej Góry od niepamiętnych czasów czekają na chodniki w swojej miejscowości. Los niestety nie był dla ich marzeń łaskawy. Sen o chodnikach ziści się jednak za sprawą Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei we Wrocławiu. I dzięki temu obecny sołtys Starej Góry – Waldemar Bartkowiak – przestanie chodzić i męczyć ludzi w różnych urzędach zadając wciąż te samo pytanie: „Kiedy będą chodniki w Starej Górze?” Wszyscy odetchną z ulgą, ale jak znam sołtysa, nie na długo. On zawsze ma w imieniu mieszkańców starej Góry jakiś interes do ważnych osób. Piła z niego straszna.

Dolnośląska Służba Dróg i Kolei ogłosiła przetarg na wykonanie prac projektowych do zadania o nazwie: „Budowa chodnika w pasie drogi wojewódzkiej nr 323 w miejscowości Stara Góra”.

Celem przetargu jest sporządzenie projektu budowlano-wykonawczego na budowę chodników w pasie drogi wojewódzkiej nr 323 w Starej Górze. Chodniki maja być wykonane z kostki betonowej wibroprasowanej. Łączna dłogość projektowanych chodników - 404 m.

Planuje się budowę chodnika lewostronnego o długości 193 m i chodnika prawostronnego o długości 211 m. Szerokość chodników ma wynosić 2,0 m.

W zamówieniu przewidziano poszerzenia dwóch parkingów (przy sklepie i kościele). Parking przy sklepie zostanie powiększony o powierzchnię 169,5 m kwadratowych.
Natomiast parking przy kościele ulegnie poszerzeniu o powierzchnię 50,2 m.
Inwestycja ma być realizowana łącznie z planowanym przez DSDiK remontem jezdni, polegającym na wykonaniu 10 cm nakładki z asfaltobetonu na istniejącą drogę.

W zamówieniu mowa jest też o wykonaniu zjazdów na posesje w ilości 8 szt. Ich łączna powierzchnia - 201,9 m kwadratowych. Zjazdy wykonane zostaną z kostki betonowej o grubości 8 cm. Kostka będzie w dwóch kolorach: czerwona i szara.

Termin wykonania projektu wyznaczono na 30 listopada 2011 roku. W tej sytuacji można się spodziewać, iż mieszkańcy Starej Góry będą mogli spacerować po szerokich chodnikach w 2012 roku.

Cząstkowo za cząstkowe pieniądze

Starostwo Powiatowe i Dolnośląska Służba Dróg i Kolei doszły do porozumienia w sprawie dalszego powierzenia naszemu powiatowi utrzymania dróg wojewódzkich. Droga do zawarcia porozumienia była żmudna i kręta.

„W pierwszym wariancie zaproponowanym naszemu powiatowi DSDiK proponowała zawarcie porozumienia na okres od 1 maja 2011 roku do 30 kwietnia 2012 roku” – mówi dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg Andrzej Łaszewski.

„Ponadto DSDiK żądała, by aż 80% prac przy remontach dróg wykonywać poprzez przetargi. Nam pozostawiano jedynie 20% prac, które mogliśmy wykonywać własnymi siłami. Przyjęcie takiego rozwiązania byłoby dla części naszych pracowników katastrofą. Musielibyśmy wówczas zlikwidować jeden z dwóch obwodów drogowych, a to spowodowałoby zwolnienia pracowników. W I wariancie zapisano niekorzystne dla nas stawki godzinowe za wykonywane prace. I tak minimalna stawka za roboczogodzinę wynosić miała w I kwartale 2011 roku – 10,50 zł, a średnia – 14, 03 zł. W tym przypadku DSDiK chciała znacznego zmniejszenia ilości godzin liczonych po średniej stawce na rzecz stawki najniższej. Osiągnęliśmy porozumienie, iż 50% prac przez nas wykonywanych liczona będzie wg stawki średniej, a cała nadwyżka powyżej 50% wg stawki minimalnej. Również udało się nam wynegocjować ilość prac, które możemy wykonać własnymi siłami. W wyniku negocjacji uzgodniono, iż nie będzie obowiązywał limit prac wykonywanych własnymi siłami. W porozumieniu zapisano również, iż porozumienie będzie obowiązywało przez do 30 kwietnia 2014 roku, czyli przez trzy najbliższe lata. Co roku kwota dotacji będzie ulegała zmianie i ma być ona nie tylko nie niższa niż w roku poprzednim, ale też powiększona o wskaźnik wzrostu cen towarów i usług. Na ten rok dotacja na utrzymanie dróg wojewódzkich wyniesie 1.412.048 zł.”.

Jak informuje dyrektor PZD Andrzej Łaszewski: „Remonty dróg rozpoczynamy w kwietniu. Marzec poświęcamy na podpisanie umów na dostawę materiałów, zapytania o cenę, podpisanie umów na dostawę materiałów do napraw dróg. Dodać jednak należy, że w tym roku wykonaliśmy już ok. 2500 m kwadratowych dróg wojewódzkich. Wykonany został odcinek Góra – Leszno, w trakcie prac remontowych znajduje się droga wojewódzka Rudna Załęcze oraz Góra – Jastrzębia. W tym roku na remonty dróg poszło już ok. 400 ton masy bitumicznej”.

Dyrektor Andrzej Łaszewski tak skomentował stan dróg powiatowych: „Sen z oczu spędza mi droga Siciny – Wioska. Ta droga praktycznie przestała istnieć. Ona idzie na pierwszy ogień. Cudów jednak oczekiwać nie należy. Na utrzymanie i remonty 260 km dróg powiatowych w budżecie powiatu przeznaczono 1.293.000 zł. Jeżeli odliczymy od tej kwoty 411.500 zł na wynagrodzenia, to pozostanie nam kwota 877.000 zł na utrzymanie i remonty dróg. Wychodzi więc, że na 1 km drogi przeznaczymy 3373 zł. A trzeba pamiętać o tym, że od 1 stycznia 2010 roku do 31 grudnia 2010 roku na zimowe utrzymanie dróg wydaliśmy 785.000 zł. Pieniędzy mamy mało, bardzo mało. I w tych realiach musimy się poruszać. Otrzymaliśmy 800.000 zł na przebudowę przepustu na drodze Chróścina – Czernina. Tego przepustu nie udało się nam zrobić w ubiegłym roku. Niestety. Wówczas ze względu na warunki panujące wokół przepustu (teren był zalany przez wiele miesięcy) nie chciał tam wejść żaden wykonawca. A w zeszłym roku mieliśmy zabezpieczoną pełną kwotę na jego wykonanie. Były to pieniądze przeznaczone na usuwanie skutków powodzi i nie musieliśmy mieć wkładu własnego. Koszt przebudowy przepustu szacowany jest w kosztorysie na 1.290.000 zł. Teraz musimy mieć do tych 800.000 zł 20% wkład własny”.

Na naszych 361 km dróg powiatowych i wojewódzkich pracuje 11 osób. Regulamin organizacyjny PZD przewiduje, że w każdym z obwodów powinno być po 7 pracowników fizycznych zatrudnionych przy utrzymaniu dróg. W żadnym z obwodów ten stan nie jest osiągnięty. W obwodzie mieszczącym się w Górze pracuje przy drogach 5 pracowników, a w Niechlowie – 6. Przyczyna? Brak pieniędzy na płace.

Tak więc nie ma co oczekiwać na znaczącą poprawę sytuacji na drogach powiatowych, bo na polepszenie stanu dróg powiatowych nie ma po prostu pieniędzy. Za środki będące w dyspozycji PZD możemy tylko, jak to się eufemistycznie mówi dokonywać: „cząstkowej naprawy dróg”.


Podmianka

Pożegnaliśmy dotychczasowego dziekana ks. Jerzego Żytowieckiego. Znamy już następcę, którym został ks. Henryk Wachowiak, którego zna spora gromada wiernych z naszej parafii w związku tym, iż następca ks. Żytowieckiego był ojcem duchowym Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej.

Ksiądz Henryk Wachowiak urodził się w 1959 r., święcenia otrzymał 26 maja 1984. Od 1994 roku był związany z parafią p.w. św. Mikołaja w Brzeziej Łące, gdzie od 1995 roku pełni funkcję proboszcza. Parafia ta liczy 2500 wiernych. Jest m.in. wicedziekanem dekanatu Oleśnica - zachód, członkiem Rady Duszpasterskiej Archidiecezji Wrocławskiej.

Z dniem 12 marca nowym proboszczem parafii p.w. św. Mikołaja w Brzezie będzie ks. dr Jerzy Żytowiecki.

czwartek, 10 marca 2011

Dobry kat

W naszej Radzie Powiatu – nawet tej w nowym składzie – inicjatywy pojedynczych radnych są tak rzadkie, jak dotrzymywanie obietnic przedwyborczych przez polityków. Z tym większą radością należy powitać każdy przejaw takiej inicjatywy, co oznacza, iż myśl unosi się – od czasu do czasu – nad salą obrad.

Od początku kadencji nowej Rady Powiatu dużo inicjatywy wykazuje radny Grzegorz Aleksander Trojanek, który pełni też funkcję przewodniczącego Komisji Oświaty, Kultury i Sportu.

Rady Grzegorz A. Trojanek stoczył zaciekły bój o zwiększenie budżetów placówek oświatowych podległych powiatowi. Walka ta co prawda skazana była na klęskę, ale przy okazji radny udowodnił, że cichy i pokorny to on nie będzie chociażby przez to szanse na królestwo niebieskie miał utracić.
Na razie jesteśmy na naszym padle łez a więc dobrze, że w Radzie Powiatu jest radny, który nie będzie brał diety z niewymowne milczenie i gorliwe przytakiwanie nawet w tych momentach obrad, których treści absolutnie nie rozumie.

Radny Grzegorz A. Trojanek wyszedł w ostatnim czasie z dwiema inicjatywami. Pierwszą była propozycja skierowana do pracującej nad poprawkami w statucie powiatu Komisji Statutowej.

Radny Grzegorz A. Trojanek przesłał pismo, w którym zaproponował, by szanowni członkowie komisji rozważyli możliwość wpisania do statutu nowego ciała o nazwie: „zespół ds. etyki”. Ustawa o samorządzie powiatowym pozwala na powołanie nawet komisji ds. etyki. Radny był jednak mniej radykalny i swoje pragnienie ograniczył do zespołu.

Gremium to miałoby rozpatrywać skargi radnych na nieetyczne odzywki kolegów radnych podczas obrad komisji i sesji.
Komisja Statutowa długo rozważała tę możliwość. Po wzięciu pod uwagę wszystkich plusów i minusów członkowie komisji doszli do wniosku, iż każdy radny, który poczuje się urażony wypowiedzią kolegi/wroga radnego ma możliwość złożenia pozwu i dochodzenia należnej mu czci na drodze sądowej.
Jednocześnie członkowie komisji stwierdzili, iż ich decyzja nie zamyka przed wnioskodawcą drogi do osiągnięcia pożądanego przez niego celu. Wszak zawsze może zgłosić swój wniosek podczas obrad komisji, które jeszcze będą sprawę zmian nicowali, i zyskać pozytywna opinie komisji.

Radny Grzegorz A. Trojanek może też zgłosić taki wniosek podczas obrad Rady Powiatu, zebrać 8 radnych zwolenników powołania zespołu ds. etyki i przegłosować z korzystnym dla swojej idei skutkiem rzecz całą.
Inna sprawa czy to się powiedzie. Czy jednak postulowany przez radnego zespół ds. etyki jest potrzebny? To już inna historia.

Druga inicjatywa radnego Grzegorza A. Trojanka dotyczy diet radnych. Na ręce przewodniczącego Rady Powiatu – Zbigniewa Józefiaka radny Grzegorz A. Trojanek skierował pismo, w który postuluje podjęcie przez Radę Powiatu kroków oszczędnościowych. Radny, ni mniej ni więcej, ale chce targnąć się diety, a dokładnie ich wysokość.

Każdy radny powiatowy otrzymuje miesiąc w miesiąc dietę w wysokości 670 zł, która zgodnie z przepisami nie podlega opodatkowaniu. Oprócz tego radny ma dodatek związany z pełnieniem przez niego funkcji przewodniczącego komisji. Wysokość dodatku – 150 zł miesięcznie (nie podlega opodatkowaniu, tak jak i dieta). Jedynemu wiceprzewodniczącemu Rady Powiatu przysługuje taki sam dodatek do diety.

Członkowie Zarządu Powiatu otrzymują wyższe diety – 1250 zł miesięcznie. Starosta i wicestarosta mają pensje i diet nie pobierają. W przypadku naszego (?) Zarządu Powiatu od 9 marca diety pobiera 2 jego członków (lege artis w dniu dzisiejszym z mocy prawa radny Marek Biernacki przestał być członkiem tego gremium).
Wyższą dietę ma też przewodniczący Rady Powiatu – 1400 zł.
Można bez większego trudu obliczyć, że łącznie na diety wydajemy miesięcznie. 7 radnych pobiera dietę w wysokości 820 zł miesięcznie = 5740 zł, 4 radnych ma po 670 zł diety = 2680 zł, 2 radnych (członków Zarządu) ma po 1250 zł = 2500 zł, 1 radny ma 1400 zł. Razem miesięcznie na diety powiat wydaje 12.320 zł.

Radny Grzegorz A. Trojanek zaproponował, by rozważyć możliwość (achtung!) obniżenia wszystkim radnym diet o 50%. Łatwo wyliczyć, iż wówczas miesięcznie zaoszczędzono by 6160 zł a w skali roku 73.920 zł. No, to już są jakieś pieniądze. Fakt.

Swoją doniosłą propozycję radny Grzegorz A. Trojanek uzasadnił bardzo trudną sytuacją panującą w oświacie. I zaapelował, by pieniądze zaoszczędzone na wypłaty diet przeznaczyć właśnie na podupadającą oświatę.
Propozycja radnego Grzegorz A. Trojanka zmierza we właściwym kierunku. Jako pilny obserwator prac nowej Rady uważam, że spotka się ona z ogólnym aplauzem. I to bez względu na to, że inicjatywa wyszła od radnego, który do miłośników rządzącej koalicji raczej nie należy.

Można się spodziewać, że podczas sesji 21 marca uchwała w tej sprawie przejdzie jednomyślnie i jednogłośnie. Nikt z radnych przecież nie będzie glosował przeciwko tak szczytnemu celowi, jakim jest wspomożenie oświaty. Każdy chce dobra naszej młodzieży. Tu przypomnę, iż sam starosta w swoim exposeé wygłoszonym chwilę po swoim wyborze stwierdził, iż oświata będzie jednym z najważniejszych priorytetów dla Zarządu pod jego kierownictwem.

Sądzę, że i starosta nie zawaha się, idąc za światłym przykładem całej Rady, uszczknąć jakieś 500 zł ze swojej wypłaty, by wspomóc reformowaną z tak ogromnym zaangażowaniem kulejącą i podupadającą (ale tylko finansowo rzecz jasna) oświatę. Najlżej przyjdzie te wyrzeczenie wicestaroście, który diety nie pobiera a oświatę kocha tak mocno, że 24 godziny na dobę tulił by ją obiema rękoma do siebie.

Pozwolę tu sobie wspomnieć również o radnym Marku Biernackim, który przez 4 lata ubiegłej kadencji był przewodniczącym Komisji Oświaty, Kultury i Sportu, i któremu problemy oświaty znane są od podszewki, i to niekoniecznie własnej. Obawiam się tylko, że radny Marek Biernacki w swoim zapale wspomożenia oświaty może posunąć się znacznie dalej niż radny Grzegorz A. Trojanek i żądać obniżenia diet o 75%. Tu apelowałbym, by się tak daleka nie posuwał, albowiem może być tak, że kilkadziesiąt palców serdecznie i wylewnie uściska go za szyję. Oczywiście w dowód uznania dla radnego Marka Biernackiego.

Obawiam się, że ogólna zgoda na wspomożenie kulejącej oświaty może spowodować zamieszanie na sali obrad. Radni widząc jak są hojni i wspaniałomyślni mogą nie wytrzymać napięcia chwili. Może dojść do spazmów (radosnych oczywiście), ataków mających w tle poczucie wyjątkowości i historyczności chwili, uniesień. Dlatego dobrze, że na sali będzie dwóch radnych – lekarzy.

Przewodniczący Rady powinien jednak poprosić ich, by na dzień obrad przynieśli z sobą swoje tajemnicze walizeczki z równie tajemniczą zawartością. Do podręcznej apteczki starostwa należy zakupić większą ilość nervosolu, kropli Walerianowa i pochodnych medykamentów, które łagodzą nadmiernie pobudzone nerwy. Zdrowie radnych i okrojone przez nich dobrowolnie diety będą tego dnia najważniejsze.

Tego pięknego dnia padnie pod gruzami prawdy mit o radnych, którzy startują w wyborach, by brać diety za nic. Padnie pokutujące wśród pospólstwa przekonanie, że radni są pazerni, myślą tylko o sobie, nie przejmują się wyborcami i ich potrzebami. W ten sposób, poprzez swoja inicjatywę, radny Grzegorz A. Trojanek obudzi prawdę o naszych radnych. Co ja mówię obudzi! On ją wywlecze jak w średniowieczu miejski kat wywlekał ladacznicę przed oczy gawiedzi, by tam łatwodajkę surowo a przykładnie ukarać. Dla przestrogi i moralności.

I tak teraz radny Grzegorz A. Trojanek pokaże szlachetne, szczodre i bezinteresowne oblicze naszych piętnastu radnych powiatowych.

środa, 9 marca 2011

Smutna rzeczywistość



Z PUP dobrych wieści nie ma, i długo nie będzie. Bezrobocie nadal nam wzrasta, chociaż już nie takim przygnębiającym tempie jak w styczniu (wzrost w stosunku do grudnia 2010 o 238 osób). Wzrost ilości bezrobotnych był mniejszy, ale liche to pocieszenie w obliczu 3594 ludzi pozbawionych pracy na terenie naszego powiatu.

Na koniec lutego 2010 roku w PUP było zarejestrowanych 3298 osób czyli o 296 mniej niż obecnie. W gminie Góra zarejestrowanych było na koniec lutego 2010 roku 1921 bezrobotnych a obecnie jest ich o 160 więcej. W gminie Wąsosz – 571, a obecnie 635 (64 in plus). Gmina Jemielno miała wówczas 322 bezrobotnych a teraz ma 357. Nie lepiej sytuacja wygląda w gminie Niechlów, gdzie liczbę 485 zastąpiła 521.

Ze wzrostem bezrobocia na terenie naszego powiatu mamy do czynienia już od 2009 roku. W roku 2010 nastąpił kolejny wzrost ilości bezrobotnych. I tak, na koniec grudnia 2010 roku PUP odnotował na terenie naszego powiatu 3287 bezrobotnych. W stosunku do końca grudnia 2009 roku nastąpił wzrost bezrobotnych o 12,9%.

Ta bardzo zła tendencja dotyczy wszystkich gmin powiatu górowskiego. Można rzec, że solidarnie wzrasta u nas bezrobocie.
Dawno tak źle nie było i nie ma co liczyć, że w tym roku nastąpi spadek bezrobocia choćby poniżej 2000 osób.

W tym roku nastąpił – jak wszystkim wiadomo – znaczący spadek środków przeznaczonych na tzw. walkę z bezrobociem.
Rok ubiegły będą bezrobotni wspominali z wielką nostalgią. Przypomnieć należy, iż w 2010 roku z Funduszu Pracy i Europejskiego Funduszu Społecznego otrzymaliśmy ogółem 14.418.764,07 zł. Z tej kwoty PUP mógł wydać na aktywizację zawodową aż 7.668.500 zł. Było to o 35% więcej w stosunku do roku 2009. O innych pozyskanych przez PUP środkach wspomnę przy innej okazji.
A tak dużych pieniędzy by nie było, gdyby nie zaangażowanie PUP w pozyskiwanie dodatkowych środków. Z tej ponad 7,5 mln kwoty aż 44,56% pieniędzy PUP pozyskał dodatkowo przystępując do programów i wygrywając je. Pieniądze same nie przyszły.

By dzisiaj uniknąć wdawania się w szczegóły należy powiedzieć na co te pieniądze zostały wydane. Najwięcej wydano na staże i przygotowanie zawodowe (3,3 mln), szkolenia (1,7 ml zł), dotacje (1,2 mln zł), roboty publiczne (0,44 mln), wyposażenie i doposażenie stanowisk (0,43 mln), prace interwencyjne (0,32 mln).

Nic nie wskazuje, by w tym roku PUP dysponował środkami takimi samymi. Jest ich o 70% mniej. A bezrobotnych przybyło.
Wielkie niezadowolenie wśród bezrobotncyh wzbudziła sprawa staży. W ubiegłym roku PUP skierował na staże 471 bezrobotnych. W tym roku jeszcze ani jednego, bo nie ma środków. Od początku roku wpłynęły do PUP 83 wnioski o przyznanie stażu. Ok. 30 z nich wpłynęło na początku roku. Te wnioski zostały uznane za nieważne. Powód?

PUP nie wiedział ile dostanie pieniędzy na staże oraz jakie kryteria mają decydować o tym kto staż otrzyma. O tym decyduje Powiatowa Rada Zatrudnienia, której przewodniczy wicestarosta Paweł Niedźwiedź. Pieniądze naszemu powiatowi – innym też – przydzielono późno, bo na początku trzeciej dekady lutego.

23 lutego zebrała się PRZ i zadecydowała o podziale bardzo skromnych środków, które otrzymywane są od państwa za pośrednictwem Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Zapadła wówczas decyzja, by z bardzo okrojonej dotacji na przeciwdziałanie bezrobociu wydzielić środki na sfinansowanie 15 staży. Ustalono również termin składania wniosków na okres pomiędzy 24 lutym a 9 marca. W chwili obecnej w PUP znajduje się ponad 50 wniosków o przyznanie stażu.

Podstawowym kryterium, które zadecyduje o przyznaniu stażu jest wyrażenie przez pracodawcę gotowość do zatrudnienia osoby bezrobotnej po odbytym stażu na minimalny okres 6 miesięcy w pełnym wymiarze czasu pracy. Z informacji uzyskanych w PUP wynika, że sporo osób starających się o staż taka deklarację posiada.

Wiadomo już, że otrzymaliśmy pieniądze na kolejne 20 staży. Środki pochodzą z Europejskiego Funduszu Społecznego. W tym wypadku obowiązywały będą takie same kryteria. Staże rozpoczną się od 1 kwietnia.
Stażysta otrzymuje stypendium w wysokości 120% kwoty zasiłku. Przez okres stażu PUP płaci za niego składki na ubezpieczenia społeczne, ale osoba będąca na stażu ma wciąż status bezrobotnego.

W przypadku zgody pracodawcy na zatrudnienie takiej osoby po stażu na okres minimum 6 miesięcy przestaje ona być uważaną za bezrobotną.

Na razie nie ma środków na dofinansowanie rozpoczęcia działalności gospodarczej przez bezrobotnych. W roku ubiegłym skorzystało z tej formy aktywizacji zawodowej 79 bezrobotnych (w r. 20009 – 81). Te środki najłatwiej się pozyskuje z rezerwy Ministerstwa Pracy, ale ich uruchomienie nastąpi dopiero w II półroczu.

PUP zaplanował jednak pozyskanie środków na ten cel z EFS w kwocie wystarczającej na przyznanie w I etapie 10 – 13 pożyczek. Trzeba jednak czekać na te środki.

Wciąż w PUP nikt dokładnie nie wie, jakie środki otrzymamy na szkolenia, prace interwencyjne. Wnioski do EFS zostały złożone i trwa nerwowe oczekiwanie na efekty.

wtorek, 8 marca 2011

Posucha na prezesurę

O godz. 9,30 odbył się w starostwie powiatowym konkurs na prezesa spółki Powiatowe Centrum Opieki Zdrowotnej w Górze, która ma przejąć działalność medyczną po zlikwidowanym z dniem 30 kwietnia 2011 r. Przypomnieć należy, iż spółka będzie w 100% własnością powiatu górowskiego.


Informowałem Państwa, iż do konkursu przystąpiły dwie osoby – Wiesław Pluta oraz Ryszard Stypa.

Konkurs miała rozstrzygnąć komisja w składzie: starosta – Piotr Wołowicz, wicestarosta – Paweł Niedźwiedź, członkowie Zarządu Powiatu – Marek Biernacki, Piotr First, Marek Hołtra. W skład komisji konkursowej weszli również członkowie Rady Nadzorczej spółki: Andrzej Rogala, Leszek Lechowski, Stanisław Ciebień. W składzie tego gremium znalazł się również wspólny przedstawiciel związków zawodowych działających na terenie SP ZOZ – Dariusz Piniuta.

Jako pierwszy spotkał się z komisją kandydat na prezesa Wiesław Pluta. Znają Państwo opracowaną przez niego koncepcję a podczas prezentacji nie przedstawił nic poza tym, co zawarł w 44 linijkach tego, co tak na wyrost, ale z czystej uprzejmości, nazwałem „koncepcją”. Kandydat miał pretensję o „wyciek” jego „koncepcji” do wiadomości publicznej. Zdrożnego w tym nic nie ma, bo „koncepcja” przedostała się do wiadomości publicznej długo po otwarciu kopert. Gdyby nastąpiło to przed, a to inna broszka.

Kolejnym kandydatem, który (z opóźnieniem) stawił się przed komisją był Ryszard Stypa. Jego tzw. koncepcję z grubsza też Państwo poznali. Kandydat nigdy nie pracował w szpitalu o czym się teraz dowiedziałem. Stąd już można zrozumieć skąd te przykłady o współpracy z zagranicznymi, renomowany mi ośrodkami medycznymi. Kandydat po prostu jest z innej bajki, która do naszej tak pasuje, jak Doda do klasztoru.
Jednak by być sprawiedliwym i obiektywnym muszę przytoczyć opinię jednego z członków Zarządu, którego poprosiłem o porównanie kandydatów. Stwierdził on: "Muszę przyznać, że pan Stypa wypadł lepiej od pana Pluty". Poprosiłem o uzasadnienie, które brzmiało: "Nikt mówiący na tychmisat po panu Plucie nie może wypaść gorzej od niego".

Komisja obradowała aż do godziny 13,30. W rezultacie obrad nie wyłoniono dzisiaj prezesa spółki. Wybór prezesa zawisł więc w próżni.

Spółka ma prezesa, bo jest nim Czesława Młodawska, która jest również dyrektorem SP ZOZ w likwidacji i likwidatorem tegoż SP ZOZ w likwidacji. Ten absurd ciągnie się już od maja 2010 roku i wciąż jest aktualny.

A nieaktualna jest oficjalna strona internetowa SP ZOZ. Tam ostatnia modyfikacja miała miejsce 26 kwietnia 2010 roku. To się nazywa marketing! Ale nie ma się co spieszyć. Można stronę uzupełnić w 1 rocznicę ostatniej aktualizacji. Akademię z tej okazji zrobić, mowę wygłosić i przy okazji poprosić powiat o niedużą pożyczkę, np. 3 mln zł. Wszak tego dnia efekt wytężonej pracy będzie widział cały świat!

Wróćmy jednak do szpitala. Czas goni. Prezesa z prawdziwego zdarzenia ani widu ani słychu. Może się zdarzyć też i tak, że prezesem zostanie obecna pani prezes. Wszak tak najwygodniej a i ból głowy mniejszy. Może jakoś to będzie?

Dobrze się jednak stało, że dzisiaj nie podjęto decyzji w akcie bezbrzeżnej rozpaczy. Kolejny „spadochroniarz” byłby nie do przełknięcia. Przypomnę, że na tych cichociemnych” nigdy nasz szpital dobrze nie wychodził.

Któż jeszcze pamięta dyrektora Grzegorza Skowrona, który przyszedł tu z namaszczenia SLD? Miał być wybitnym menadżerem i znakomitym dyrektorem. A kim się okazał? Miernotą, która nie przyjeżdżała do pracy, uciekała przed umówionym spotkaniem przez kotłownię, a na koniec przestała poznawać starostę Sławomira Ruteckiego na ulicy. Wszczęto nawet poszukiwania za tym „wybitnym” menadżerem. Ale rozpłynął się bez śladu.

Kolejne lewicowe rozdanie, to osoba Joanna Książek Sztoff. Wyprowadzona ze szpitala kasa – ok. 200 tys. zł, których to pieniędzy nigdy nie zobaczyliśmy. Wówczas szpital był na krawędzi zaniechania działalności.

A czy teraz wszyscy są zadowoleni z działalności występującej w trzech osobach omnipotentenej dyrektorki z Głogowa? Widocznie nie, skoro szukają (li?) prezesa.

Szpital jest największym wezwaniem dla obecnie rządzącej koalicji. I można założyć w ciemno, że nie bardzo ta koalicja wie, jak się z tym kukułczym jajkiem podrzuconym przez poprzednie ekipy, które za wszelka cenę chciały tylko spokojnie rządzić, zmierzyć.

A prawda jest taka, że by z tym problemem się zmierzyć należy mieć w dupie politykę i własną popularność. Tego nie da się naprawić bezboleśnie. I to z bólem dla każdej ze stron.

poniedziałek, 7 marca 2011

Na szczycie

W słoneczną niedzielę hala „Arkadia” była miejscem piłkarskiej rywalizacji. O godz. 9 z minutami rozpoczął się turniej trampkarzy odbywający się w ramach Halowej Ligi Turniejowej, który organizowany jest przez OZPN Legnica. Po raz pierwszy my byliśmy organizatorami takiej imprezy. Do naszego miasta przyjechały trampkarze z Górnika Polkowice, Amico Lubin, Odry Ścinawa, Konfeksu Legnica, Zagłębia Lubin.
Trampkarze grali systemem „każdy z każdym”.

W pierwszym turniejowym pojedynku trampkarze naszej Pogoni zmierzyli się z rówieśnikami z Polkowic. Zagrali koncertowo i wygrali pojedynek 3:1. W meczu z Amico Lubin nasi zremisowali bezbramkowo. Szansy na dobre miejsce nie zaprzepaścili w meczu z Konfeksem Legnica, z którym wygrali 2:1. I kiedy wydawało się, iż pokonanie słabo spisującej się tego dnia Odry Ścinawa nie powinno być problemem, to właśnie na tym rywalu trampkarze naszej Pogoni się potknęli. Mecz ze ścinawianami przegrali 1:0.
W ostatnim swoim turniejowym pojedynku nasi potykali się z piłkarzami Zagłębia Lubin. Chłopcy zawalczyli z groźnym i utytułowanym rywalem i bezbramkowo zremisowali.

Zwycięzcą turnieju zostali trampkarze Zagłębia Lubin, którym tylko nasz zespół zdołał wyrwać dwa punkty.

Nie mniej naszym trampkarzom należą się słowa uznania za okazaną ambicję i ogromną wolę walki. Zajęcie II miejsca w turnieju przez naszych trampkarzy wstydu nam na pewno nie przynosi.

Drużyna trampkarzy Pogoni Góra

Tego samego dnia, tyle, że o godz. 13,00 rozpoczął się w tym samym miejscu turniej młodzików. W tej kategorii wiekowej nasza Pogoń to ścisła czołówka na terenie podległym OZPN Legnica. W „Arkadii” zameldowali się młodzicy z: Zagłębia Lubin, Amico Lubin, Odry Ścinawa, Miedzi Legnicy, Górnika Polkowic, Konfeksu Legnica, UKS Udanina.
Rywalizacja toczyła się w dwóch grupach. Nasi młodzicy nie mieli zbyt dużo szczęścia w losowaniu, bo trafili do bardzo mocnej grupy A w składzie: Konfeks Legnica, Zagłębie Lubin, Amico Lubin.
W pierwszym pojedynku przyszło się naszym reprezentantom powiatu górowskiego zmierzyć z zespołem Amico. Z naszymi młodzikami jest tak, że pierwszy mecz zawsze jest dla ich trenera Jana Dwornika czynnikiem doprowadzającym go do bólu głowy, bo nasi młodzi piłkarze wolno się „rozkręcają”. Wczoraj jednak nie było powodu do obaw. Nasi zagrali koncertowo i wygrali mecz 4:0.

W drugim pojedynku spotkaliśmy się z Konfeksem. Tu było nieco trudniej, ale młodzicy Pogoni grali skutecznie i jak w transie. Zwyciężyli 2:0 i wszyscy oczekiwali w napięciu na pojedynek z Zagłębiem Lubin.
Pod koniec turnieju trampkarzy w hali pojawili się kibice Zagłębia. Młodzicy tego klubu mogli więc liczyć na gorący doping i takiego się doczekali. Tego dnia Zagłębia grało dobrze i mecz z naszymi młodzikami decydował kto zawalczy w finale.
Smaczku pojedynkowi dodawał też fakt, że w Zagłębiu grało dwóch zawodników, którzy jeszcze jesienią grali w młodzikach naszej Pogoni (Bartek Ciesielski, Mateusz Witkowski).

Spotkanie było bardzo emocjonujące. Wynik 0:0 nie oddaje zaciętości tego meczu, ale trzeba naszym młodym piłkarzom oddać to, że nie zlękli się utytułowanego rywala. Remis dał druzyni9e Pogoni awans do finału, gdyż nasi piłkarze mieli lepszy stosunek strzelonych bramek (Pogoń – 7, Zagłębie – 6).

W grupie B rywalizację wygrał zespół Górnika Polkowice i z nim nasi młodzicy zmierzyli się w alce o I miejsce w turnieju. Mecz był bardzo zacięty, bo i rywal wiele potrafi (młodzicy z Polkowic prowadzą w lidze młodzików a my jesteśmy drudzy).

Końcowy gwizdek sędziego i wynik 0:0. O tym komu przypadnie palma pierwszeństwa tego dnia miały zadecydować rzuty karne.
Emocje na widowni sięgają zenitu. Trener Jan Dwornik wyznacza egzekutorów. Pierwszy wykonuje rzut karny nasz zawodnik – Szymon Sarnecki. Pudłuje! Nasi zawodnicy wydają jęk zawodu. Słyszę jednak słowa otuchy z ich strony: „Kuba obroni!” I Kuba Rzeszut rzeczywiście broni! Więcej! Strzela również karnego i to decydującego. Karnego strzelił również Kuba Łasisz.
W karnych było 2 do 1 dla naszych młodzików, którzy po ochłonięciu odtańczyli na środku hali radosny tanieć, któremu towarzyszył okrzyk: „Tak się bawi Pogoń Góra!”.

Chłopcy byli niesamowicie zmęczeni, ale też i niebotycznie szczęśliwi. Było po nich widać, że ten sukces opłacili ogromnym wysiłkiem.
Nadszedł upragniony moment dekoracji. Wszyscy młodzi piłkarze biorący udział w turnieju otrzymali pamiątkowe medale z napisem gdzie turniej miał miejsce. Fundatorem medali było starostwo powiatowe. Oprócz tego starostwo zadbało o promocję naszego powiatu. Każdy z uczestników turnieju otrzymał folder: „Zabytki architektury powiatu górowskiego”.

Największym wzięciem cieszyła się ogromna pizza, którą otrzymała każda z drużyn walcząca w turnieju. Pizzę ufundowali Sławomir Witkowski oraz właściciel Della Casa – Adam Kociołkowski.

Nagrody dla trampkarzy wręczali: starosta górowski – Piotr Wołowicz oraz dyrektor OKF – Ryszard Wawer. Pizze przemiennie jej fundatorzy. Dyrektor wydziału oświaty, kultury i sportu starostwa powiatowego – Sławomir Bączewski promował powiat.

Od starosty górowskiego usłyszeliśmy wyznanie, iż w młodości był on również zawodnikiem Pogoni. Starosta Piotr Wołowicz wymienił trenerów, którzy uczyli go sztuki piłkarskiej. Padły nazwiska Jana Dwornika, Wodzisława Małyszczyka, Sławomira Kowalskiego i s.p. Franciszka Gajewskiego. No i niech ktoś powie, że klub nie wychowuje porządnych ludzi. Swoją piłkarską pasję starosta przerwał w I klasie LO, gdy zaczęło dokuczać mu zdrowie.

Nie obyło się również bez oficjalnego podziękowania dla dwóch byłych młodzików, którzy grali jeszcze do niedawna w Pogoni. Mateusz Witkowski oraz Bartosz Ciesielski otrzymali pamiątkowe statuetki za wygranie klasyfikacji na najlepszego młodzika Pogoni w sezonie 2009/2010. było to również oficjalne pożegnanie tych dwóch bardzo dobrych piłkarzy z naszym klubem. Teraz walczą w młodzikach Zagłębia Lubin.
Mateusz Witkowski ze statuetką
Statuetkę odbiera Bartosz Ciesielski
Turniej był bardzo udany, i to pod każdym względem. Wspaniała sportowa atmosfera, duch zdrowej rywalizacji i wysoki poziom rozegranych meczy pozwala na wysokie ocenienie turnieju. Trzeba było wiedzieć miny młodych zawodników, gdy otrzymywali medale. Jeden z nich nie mógł uwierzyć i dopytywał się u dyrektora Sławomira Bączewskiego czy on też dostanie medal. Kidy otrzymał odpowiedź twierdzącą z radością w głosie powiedział: „Ja jeszcze nigdy w życiu nie dostałem medalu a ten będzie pierwszy”. Pizza smakowała wyśmienicie i uzupełniła ubytek kalorii spowodowany wysiłkiem włożonym w turniejowe zmagania.
Zwycięzcy
Stoją od lewej: Tomasz Stachowiak, Jakub Łasisz, Ryszard Wawer, Szymon Sarnecki, Jakub Rzeszut, Sławomir Bączewski, Sławomir Sobczyk, Adam Koziołkowski, Sławomir Witkowski, Jan Dwornik.
Siedzą od lewej: Kamil Kaszkur, Paweł Łuszczyński, Jakub Żurawski, Borys Borowiec, Kacper Stachowiak, Szymon Tupiec.

Galeria - tutaj