czwartek, 31 stycznia 2008

Pierwszy na bieżni

Marek Hołtra jako pierwszy dostarczył dzisiaj do komisji wyborczej w Urzędzie Miasta i Gminy listy z podpisami popierającymi jego kandydaturę na burmistrza w wyborach, które odbędą się 24 lutego. Wraz z przewodniczącym swojego komitetu wyborczego - Kazimierzem Boguckim - ok. godz. 16 przedłożyli komisji9 wyborczej 138 list, na których widniały podpisy 2062 osób. Komisja po przeglądnięciu list przyjęła je stwierdzając wstępnie, iż na listach jest ok. 2040 podpisów. Tak więc Marek Hołtra stał się pierwszym oficjalnym kandydatem na burmistrza.


Leśny "Milczek"

W dniu dzisiejszym przewodniczącym Komisji Rewizyjnej został Jan Bondzior z ugrupowania "Czasu na zmiany". Jan Bondzior jest bardzo skromnym radnym. Nie absorbuje swoją osobą radnych i widzów. Jego charakterystyczną cechą jest milczenie. Radny Bondzior milczy na każdej sesji. Wyjątkiem od tej reguły jest moment, kiedy jako przewodniczący Komisji Rolnictwa, Leśnictwa i Nieruchomości wygłasza następującą formułę: "Komisja (tu cedzi jej nazwę) nie wnosi zastrzeżeń do proponowanej uchwały". Słowa te wypowiada z emfazą i wzruszeniem, które towarzyszyło każdemu z nas, gdy będąc młodymi pytaliśmy się naszej lubej: "A kopsniesz ty mi dzisiaj szparki?" Miałem raz niewątpliwy zaszczyt odwiedzić Komisję Rolnictwa, Leśnictwa i Nieruchomości, której przewodniczył Jan "Milczek" Bondzior. Omawiano tam wówczas wysokość czynszu spółki "Temed", jaki płaci ona za wynajem pomieszczeń w "starej przychodni". Wrażenie było piorunujące. Na stole żadnych dokumentów dotyczących umów dzierżawy, żadnych rachunków, pism. Nic! Widać, że radny Jan "Milczek" Bondzior lubi porządek. Wiadomo, że papiery to bałagan. Siedzimy i obradujemy. Znaczy, ja mówię a radni słuchają. Wyłuszczyłem swoje racje, przewodniczący Jan "Milczek" Bondzior podziękował za trud i obywatelskie zaangażowanie i stwierdził, że komisja podejmie odpowiednie decyzje. To było na początku grudnia. Od tego czasu komisja się nie zebrała. Pies jechał komisję, ale kasę tracimy, bo "Temed" - jak obliczyłem - może nas wspomóc o jakieś kilka tysiączków miesięcznie. Chociaż trochę zmniejszyłoby to deficyt powiatu i sprawiło, iż nie dopłacalibyśmy do budynku, a więc i do "Temedu", co obecna władza czyni z taką ochotą. Chodzę więc, dopytuję się o datę obrad komisji i nikt nic nie wie. A radnego ani widu, ani słychu. Już myślałem, że może go wilk zeżarł albo Baba - Jaga porwała w lesie, bo jest on leśnikiem. A dzisiaj patrzę - jest radny! Uśmiechnięty, zadowolony z siebie i taki szczęśliwy. Ja trochę zdenerwowany, bo komisja pod jego cichym i milczącym przewodnictwem harmonogram przyjmowania uchwały w sprawie muzeum mi zawaliła. Zwracam się więc grzecznie i uprzejmie z zapytaniem: a kiedy to pańska komisja się zbierze? W odpowiedzi słyszę, że w przyszłym miesiącu. Więc ja równie grzecznie się pytam: a pieniądze za przewodniczenie komisji (150 zł) za styczeń się wzięło? A robota nie zrobiona! Ponieważ jednak jestem człowiekiem o gołębim sercu i konfliktów nie szukam zaproponowałem kompromis. Powiedziałem, aby poszedł do kasy starostwa i wpłacił niesłusznie pobrane wynagrodzenie. Pokaże mi dowód wpłaty i kwita jesteśmy. Bez szumu, krzyków, szlochów, bo po co to komu? Nie skorzystał. Odrzucił moją sprawiedliwą ofertę. Trudno. Na sesji będę w tej sprawie apelował.
Myślę, że Jan "Milczek" Bondzior jest świetnym kandydatem - z punktu widzenia obecnej koalicji - na szefa Komisji Rewizyjnej. Milczy jak zaklęty a więc nie będzie chlapał na lewo i prawo informacjami o ewentualnych nieprawidłowościach. Ma wstręt do papierów, to też zaleta. I rzecz najważniejsza: jest taki bystry! Same plusy.

PO NAs chcoćby potop

Dzisiejszą sesję Rady Powiatu poprzedziło posiedzenie Komisji Finansów, Budżetu i Gospodarki. Atmosfera podczas obrad była dość gorąca. W komisji tej są bowiem radni, którzy nie tylko siedzą i posłusznie podnoszą rękę, ale też tacy, którzy poważnie podchodzą do wykonywania swojego mandatu. Radny Marek Hołtra pytał o powód, dla którego w projekcie nowego Regulaminu Organizacyjnego znajduje się tyle nowych stanowisk dyrektorów wydziałów w sytuacji, gdy kondycja finansowa Starostwa Powiatowego nosi objawy rozległego zawału. Radny Hołtra pytał o ilość komórek służbowych będących w posiadaniu pracowników starostwa oraz o koszty związane z ich użytkowaniem. Radny ten również niepokoił się sytuacją oświaty, która ma w chwili obecnej obcięte budżety. Z jego strony padło również pytanie o powody, dla których wciąż płaci się "Życiu Powiatu" za zamieszczanie informacji, skoro gazeta ta była w myśl prawa nielegalna. W pewnym momencie radny Hołtra zorientował się, że na sali obrad nie ma osoby, która potrafiłaby odpowiedzieć na te pytania. Poprosił o poproszenie na salę starościny Beaty Pony. Przewodniczący komisji - Paweł Niedźwiedź - udał się do starościny i ta tanecznym krokiem wkroczyła na salę obrad. Najwyraźniej była szczęśliwa, że ktoś jeszcze o niej pamięta i się z nią liczy. Z tego szczęścia zapomniała jednak przygotować się do obrad, których głównym celem było wydanie opinii o zaciągnięciu kredytu. Precyzyjne pytania radnego Hołtry , Boguckiego i Stanisławskiego trafiały na intelektualną niemoc, która stanowi wąską i specyficzną specjalizację starościny. Zapewniam Państwa, że nikt w jednym zdaniu nie potrafi pomieścić tylu "złotych myśli", co starościna wyniesiona na to stanowisko wolą Przewodniczącego Władysława Stanisławskiego i Ireny Krzyszkiewicz. W odpowiedzi na zadawane pytania wszyscy słyszeliśmy takie oto zaklęcia: analizujemy, będziemy się starać, szukamy pieniędzy i oszczędności, będziemy kontrolować, zastanawiamy się nad tym głęboko, rozważamy, myślimy nad tym, zmierzymy się z tym problemem, musimy się rozwijać, itp. Ubaw na sali był pierwszorzędny. Starościny słuchało się tak, jakby człowiek czytał podręcznik nowomowy z okresu PRL - u. Starościna skierowana na ten ważny i odpowiedzialny odcinek pracy przez Władysława Stanisławskiego i Irenę Krzyszkiewicz oraz jej ludzi z "Czasu na zmiany" rzucała również takie mądrości jak: "co dwie głowy, to nie jedna", "wzrost zatrudnienia w Starostwie Powiatowym nie zwiększy kosztów jego funkcjonowania", wolontariat odmieniła jako "woluntaryzm". Jednym słowem - śmiesznie było. Nieco mniej ubawiony wydawał się przewodniczący Władysław Stanisławski, który momentami wyraźnie wstydził się wypowiedzi swojej pupilki. Też bym się głupio czuł na jego miejscu. Tyle, że ja nerwowy jestem i przy trzeciej pierdole wypływającej z ust mojego protegowanego po prostu bym mu lutnął, jak mawia nasza młodzież. Przy okazji obrad komisji wyszło na jaw, iż PKO Bank Polski wystosował pismo dotyczące: "odmowy udzielenia kredytu na rachunku bieżącym w wysokości 1.000.000 zł dla Powiatu Górowskiego". W piśmie skierowanym przez ten bank do Starostwa Powiatowego odmowę umotywowano następująco: "Według opinii banku gorsza sytuacja ekonomiczno - społeczna w 2007 r., spowodowana jest: 1. niskimi wolnymi środkami wynikającymi z wydatków bieżących, 2. wysokim stanem zadłużenia. (...) Przedstawione przez Powiat Góra skorygowane nowe dane finansowe, wg oceny banku wykazują, iż Powiat nadal nie posiada zdolności kredytowych".
Wynika z tego, iż nasz powiat nie ma prawa do zaciągania debetu na rachunku bieżącym do wysokości miliona złotych. Tak fachowcy z PKO S.A. ocenili 14 miesięcy rządów koalicji w powiecie. Nie można jednak powiedzieć, że starościna wyglądała na załamaną czy też zatroskaną. Co to, to nie! I ja wiem z czego wypływał jej optymizm. On nie był na wyrost. Wie bowiem, że istniejąca koalicja ma większość i zawsze ją poprze - choćby było to sprzeczne z interesem mieszkańców powiatu. I tak też się stało. Za zaciągnięciem kredytu głosowali: Władysław Stanisławski (ojciec koalicji), Paweł Niedźwiedź i Marek Biernacki (miniaturowe modele radnych sterowane ręcznym pilotem typu Irena Krzyszkiewicz made in Czernina). Przeciw zadłużaniu powiatu byli: Marek Hołtra, Kazimierz Bogucki, Tadeusz Podwiński.
O godzinie 10 rozpoczęła się 16. sesja Rady Powiatu. znowu wałkowano kredyt, powtórzono argumenty, starościna dała ponownie dowód swojej wysokiej niekompetencji. Za zaciągnięciem kredytu głosowało 7 radnych, 5 było przeciw, a 2 się wstrzymało.
Uzupełniono skład Komisji Rewizyjnej, której członkiem i przewodniczącym został Jan Bondzior - szwagier Ireny Krzyszkiewicz. Po sesji okazało się jednak, że przewodniczący komisji (całkiem nowy i jeszcze nie śmigany przeze mnie, ale zaraz go śmignę!) oraz zastępca przewodniczącego - Paweł Niedźwiedź - to za mało, za mało do szczęścia. Statut naszego powiatu nieco inaczej reguluje sprawę liczby członków komisji niż dwóch. Tak więc szczęście rządzącej koalicji z faktu zapchania dziury szwagrem Ireny Krzyszkiewicz okazała się nieco przedwczesna. Potrzeba jeszcze jednego zwykłego członka do tej komisji. sami funkcyjni nie wystarczą. Wkrótce więc rozpocznie się łapanka na członka. Kredyt przeszedł, powiat się zadłuża, koalicja jest szczęśliwa. My mieszkańcy powiatu nieco mniej. Ale kto się z rządzących tym martwi, z wyjątkiem tych 3 - 4 radnych, którzy serio podchodzą do pełnionej funkcji?

środa, 30 stycznia 2008

Czas śmiechu - czas łez

W ostatnim numerze pewnej gazety ukazał się wywiad, której to gazecie udzielił Wielce Czcigodny Przewodniczący Rady Powiatu - Władysław Stanisławski. Jego Ekscelencja raczył wypowiedzieć się na łamach tej gazety na rozliczne tematy, z których do omówienia wybrałem dwa:
1. Kryzys w Radzie Powiatu spowodowany niezrozumiałą decyzją części radnych powiatowych o nieuczestniczeniu w pracach Komisji Rewizyjnej.
2. Wyborami na burmistrza.
Trzeba zauważyć jedno: wypowiedzi lidera naszej Amatorskiej Powiatowej Ligi Politycznej są krótkie, zdecydowane i nie pozostawiające miejsca na jakiekolwiek wątpliwości. Jego Jasność dobitnie i wyraźnie formułuje swoje opinie, które przecież są wiążące dla każdego myślącego członka naszej wspólnoty samorządowej.
W sprawie pierwszej - kryzysu w Radzie Powiatu - nasz Jaśnie Oświecony stwierdza: "Jednak sześciu radnych z PiS i Samoobrony nie wyraża woli pracy w komisji, choć mogliby". W swojej skończonej doskonałości Jego Ekscelencja zapomniał jednak dodać, że radni z tych partii byli już w tej komisji. Wystąpili z niej na znak protestu przeciwko lekceważeniu ich postulatów, utrudnianiu dostępu do dokumentów i nieodpisywania na pisma, ktore kierowali do Zarządu. Dodajmy: Zarządu, który mocą twórczej woli Jego Ekscelencji powołany został przez tegoż samego Ekscelencję. Pozwolę sobie zuważyć, iż Jego Oświeconość raczył o tych faktach zapomnieć. Nie przypuszczam, że przez złą wolę. Co to, to nie! Światły umysł Wielce Czcigodnego Przewodniczącego szybuje bowiem w rejonach nam - zwykłym zjadaczom chleba - niedostępnych.
Główny Rozgrywający oświadcza również: "Nie jest to postępowanie fair w stosunku do wyborców, którzy wybrali tych radnych do pracy, a nie do uchylania się od niej. Każdy z nich z publicznych pieniędzy otrzymuje niemałą dietę". Jego Promienistość walnął tu prosto z mostu i bez owijania w bawełnę. Tak trzymać! Wydaje mi się jednak, że nie mogąc wykonywać swojej pracy w komisji należycie, radni ci zrezygnowali, gdyż braliby tak naprawdę kasę za nic. Za pozór, tani blichtr i czcze tytuły. Czy to byłoby fair wobec wyborców? Zresztą czy jest fair wobec wyborców zaciąganie kredytów, których przecież ani Jego Słoneczność, ani też wykreowany przez niego Zarząd Powiatu spłacał nie będzie. Pamiętam, że gdy Zarządowi kierowanemu z tylnego siedzenia przez Ekscelencję przestała podobać się dyrekcja SP ZOZ w osobach: Wacława Grzebielucha i Marka Hołtry, zwołano na wiec lud górowski. I to dwa razy! Lipa z tego straszna była i obciach dla Zarządu, bo lud pojęcia nie mając o blasku myśli Jego Ekscelencji nie poparł Go. Dlaczego więc teraz - kiedy zaciąga się kredyt po kredycie - Pan i wydumany przez Pan Zarząd nie odwołacie się do ludu? Za nisko trzeba się pochylić? A może lękacie się, że ktoś przytomny na umyśle spyta o realizację przedwyborczych obietnic? Zadłużania po uszy powiatu na pewno ani Pan, ani wskazani przez Pana palcem do zajęcia stołków nie obiecywaliście.
W punkcie drugim wywiadu Wielce Czcigodny Przewodniczący - niczym rasowy agitator - wzywa do głosowania w wyborach na burmistrza na Irenę Krzyszkiewicz. Wynajduje jej zalety, chwali i wynosi na Olimp. W swojej skromności - niepotrzebnej! - nie napomina jednak, iż w Radzie Powiatu wraz z "Czasem na zmiany", któremu przewodzi Irena Krzyszkiewicz, tworzy koalicję. Bez radnych wiernych Irenie Krzyszkiewicz koalicję trafiłby jasny i oczekiwany przez większość szlag. Jego Słoneczność i Irena Krzyszkiewicz na równi odpowiadają za zadłużanie powiatu. Odpowiadają np., za to, że w 2008 roku będzie brakowało, pomimo wzięcia kredytu, ok. 1,2 mln. zł. Już są cięcia w oświacie. Zespół Szkół: budżet obcięto o ok. 530 tys. zł. Ale o tym Ekscelencja nawet w wywiadziku się nie zająknął. I jest jak na "Tytanicu" - okręt tonie, orkiestra gra do końca pod batutami Władysława Stanisławskiego i Ireny Krzyszkiewicz. Wykonywany utwór: "Marsz żałobny" Fryderyka Chopina. Niewtajemniczonym wciska się jednak, że to skoczna i radosna polka. Czy "ciemny lud" to kupi?
Wielką zaletą kandydatki na burmistrza Ireny Krzyszkiewicz jest - wg Ekscelencji - to, iż: "(...) wybierając burmistrza popieranego przez PO mamy zdecydowanie większe szanse na różnego rodzaju pieniądze unijne, rządowe i pozarządowe, których potrzebujemy na inwestycję i poprawę życia zwykłych obywateli. Dla mnie wybór jest jednoznaczny". Panie Przewodniczący! Proszę się nie gniewać, ale dla mnie nie! Widzi Pan, jakoś tak się dziwnie stało, że współrządząca i powiązana z PO koalicja w powiecie nie znalazła przełożenia na unijną kasę, o której Wasza Nadświatłość z takim zapałem peroruje w wywiadziku. A przecież PO od początku wspierało poczętą przez Waszą Doskonałość w Każdym Calu i Milimetrze koalicję. Nie docenili tego we Wrocławiu? A może górowskie PO nie ma takiej siły przebicia, by z nimi musieli się liczyć? Owszem, przyjeżdżali tu jacyś - najczęściej dziwni - emisariusze tej partii, goszczeni byli, organizowało się spędy młodzieży z Liceum Ogólnokształcącego... i absolutnie nic z tego nie wynikło. Były stoły prezydialne, mowy - trawy, kwiaty, buziaczki, uśmiechy, ale nic materialnego. Może się mylę? A co będzie jak rząd PO upadnie? Uwalimy burmistrza powiązanego z PO na rzecz nowej rządzącej partii? Królu złoty! Tą swoją "agitacją" i "argumentacją" rozczarowałeś mnie aż do bólu końcówek włosów moich! Pan, matematyk, z nieodłączną tej dziedzinie wiedzy logiką, takie rzeczy zasuwać publice?! Ej! Wstyd! Czerwienię się za Waszą Słoneczność w tym momencie.
Pomimo wszystkiego wywiad Jego Doskonałości jest doskonały. Dlaczego? Po pierwsze: doskonałość tego wywiadu wynika z Doskonałości Osoby Przewodniczącego. To jest dowód ontologiczny. Dowód drugi: Ekscelencja nie przyznaje się do żadnych błędów. Winni są inni. Teraz PiS i Samoobrona. Jego Świetność zapomniał, jak ramię w ramię z Samoobroną tworzyli koalicję, radzi i szczęśliwi, że władza jest ich. Czcigodny Przewodniczący Rady Powiatu sam tasował personalne karty i wytasował to, co wytasował. Zapomniał, iż to nie brydż i talia ma tylko 15 kart. W większości blotek! W brydża Jego Błyskotliwość gra raz w tygodniu - w poniedziałki - a blotkami musi codziennie. Tyle, że to nie jest Jego ból istnienia! To nasz ból, nasze zawiedzione nadzieje i rozczarowanie. Nasz wstyd i nasze łzy. Tyle nam Pan po sobie pozostawi? O to Panu chodziło?! Tak Pan nie lubi nas, górowian?

wtorek, 29 stycznia 2008

Hip - hip! Hura!

W dniu dzisiejszym odbyło się posiedzenie Komisji Finansów, Budżetu i Gospodarki Rady Powiatu, której obradom przewodniczył Paweł Niedźwiedź. Komisja w programie obrad miała trzy punkty. Najważniejszym była dyskusja i zaopiniowanie kredytu, jaki Starostwo Powiatowe zamierza zaciągnąć. Wysokość kredytu - 10 000 0000 złotych. Komisja nie podjęła jednak tego tematu, gdyż okazało się, że z ważnych przyczyn osobistych nie może w posiedzeniu wziąć udziału Pierwsza Osoba w powiecie, czyli Wielce Czcigodny Przewodniczący oraz Pierwszy Rozgrywający i Rozdający naszej Powiatowej Amatorskiej Ligi Politycznej - Władysław Stanisławski. Na wniosek radnego Marka Hołtry członkowie komisji postanowili omówić sprawę kredytu w najbliższy czwartek, przed sesją. O fakcie tym powiadomiono niezwłocznie Jego Ekscelencję telefonicznie. Informację tę Wielce Czcigodny Przewodniczący przyjął do akceptującej wiadomości i zapowiedział swoje przybycie. Należy w tym miejscu wyrazić uznanie radnemu Markowi Hołtrze za takt, jakim się wykazał. Wiadomo bowiem, że nieobecność Jego Ekscelencji na posiedzeniu każdej komisji zubaża ją niepomiernie i powoduje pewną - dość zauważalną - miałkość decyzyjną. Radny Marek Hołtra zdaje sobie sprawę z tego, że tylko Jego Ekscelencja Przewodniczący jest w stanie udzielić wyjaśnień dotyczących kredytu i zawiłości polityki finansowej prowadzonej przez Jaśnie Oświecony Zarząd, który aktem twórczej mocy powołał do życie nasz Skarb Powiatowy - Władysław Stanisławski. Tylko Jemu znane są tajniki tej polityki niedostępne zwykłym, niestety śmiertelnym, radnym. W zasadzie Ekscelencja mógłby powiatem rządzić samodzielnie - być Zarządem w Jednej Osobie, Radą Powiatu "in corpore" oraz wszystkimi komisjami. Ma on bowiem - nie tak jak my - trzy wymiary (szerokość, głębokość i wysokość), ale wymiar czwarty: kosmiczny.
Ze zdziwieniem przyjąłem więc opozycyjną postawę radnego Marka Biernackiego, który głosował przeciw zmianie terminu posiedzenia komisji. Czyżby radny Marek Biernacki nie doceniał nieocenionej wprost Mocy Przewodniczącego? Czyżby była to próba wpasowania się w buty Jego Ekscelencji? A może nawet więcej?! W garnitur! Radny Marek Biernacki chyba zbyt dosłownie wziął sobie do serca nazwę Komitetu Wyborczego, z ramienia którego jest radnym - Czas na zmiany. Nie o takie zmiany idzie panie radny. Chodzi o to, by nie zmieniając nic - zmienić wszystko. Szczególnie w obsadzie personalnej. Szkoda, że pan tego jeszcze nie rozumie.
W ten sposób komisji pozostał jeden punkt. Było nim przyjęcie projektu uchwały w sprawie utworzenia Muzeum Powiatowego. Rozgorzała dyskusja. Radni zapoznali się z koncepcją muzeum, którą przedstawił Mirosław Żłobiński. Uzupełnieniem wypowiedzi Mirosława Żłobińskiego zajął się Zbigniew Józefiak, który pierwszy rzucił pomysł, by w budynku, gdzie obecnie znajduje się Powiatowy Urząd Pracy, znalazło lokalizację muzeum (PUP ma być przeniesiony do budynku "starej przychodni").
Za pozytywnym zaopiniowaniem projektu uchwały wypowiedzieli się wszyscy obecni na posiedzeniu radni w ilości pięciu osób. Jest to kolejny, bardzo ważny krok, który przybliża realizację projektu. Jeszcze kilka komisji, głosowanie na sesji i słowo stanie się ciałem. Hip - hip! Huuurrraaa!

niedziela, 27 stycznia 2008

Krajobraz przed bitwą

Za niespełna miesiąc poznam nowego burmistrza naszej gminy. Wybory nie zapowiadają się emocjonująco, gdyż w wyborcze szranki stanęło tylko dwóch kandydatów. Fakt ten znacznie wpłynie na temperaturę wyborczej walki i związane z nią emocje. Szkoda. Zauważmy, że do wyborów stanęli przedstawiciele "budżetówki", chociaż wcześniej na giełdzie kandydatów pojawiały się inne nazwiska. Zastanawiający jest fakt, iż do walki o fotel burmistrza nie przystąpił nikt, kto odniósł sukces zawodowy kierując prywatną firmą. W naszej gminie ludzi takich nie brakuje. Pojawienie się takich kandydatów zdecydowanie zmieniłoby kampanię wyborczą. Jeszcze nie tak dawno jako potencjalnych kandydatów aspirujących do udziału w wyborach wymieniano Stanisława Hoffmanna oraz Ryszarda Hołownię. Obaj kandydaci mają tę zaletę, że sprawdzili się w działalności gospodarczej. Obaj zbudowali swoje biznesy od podstaw, z niczego i odnieśli niekwestionowany sukces. Mają gospodarcze doświadczenia, którego z całą pewnością nie posiadają Irena Krzyszkiewicz i Marek Hołtra. Ci zarządzali nie swoim i nie na własny rachunek oraz ryzyko. To ludzie z innej bajki. Czemu ludzie gospodarczego sukcesu nie garną się do polityki? Być może obawiają się odwetu w wypadku przegranej, być może nie opłaca im się kandydować ze względów finansowych. Może chcą po prostu świętego spokoju. A szkoda.
Takich kandydatów mi brak. Ich zaletą jest świeżość spojrzenia i przyjście spoza układów.
Czy kampania wyborcza będzie ciekawa? Zapomnijmy o niekonfrontacyjnej kampanii. Wybory to nie imieniny u cioci Zuzi. Tu "krew" lać się ma obficie i kwitnąć wolnaamerykanka. Kandydaci muszą sobie skoczyć do oczu, pokłócić się, wyciągnąć haki (najlepiej prawdziwe) i wykazać, że rywal ani nie jest ładny, ani mądry. Takie reguły. Jakieś gadania o niewywlekaniu brudów, to brednie. Życie - a przede wszystkim wybory - to nie jest bajka.
Nie znamy programów wyborczych kandydatów. Nikt się nie odkrywa, wszyscy czekają na pierwszy ruch w obozie przeciwnika. Na razie zbierane są podpisy. Trwa wojna nerwów: kto będzie miał ich więcej, kto pierwszy dostarczy je do komisji wyborczej? Pierwszy uzyska przewgę psychologiczną i przeświadczenie, że jest lepszy od konkurencji. Chodzą słuchy, że Marek Hołtra ma 2,5 tys. podpisów a Irena Krzyszkiewicz ok. 1200 (stan na piątek). Prawda czy celowa dezinformacja? Czas pokaże. Na internetowych forach zakwitły komentarze bijąc rekordy. Niewiele z nich ma jakąś wartość poznawczą. W wielu widać tę samą rękę i styl. Zmieniają się tylko nicki. Walka trwa!
Marek Hołtra rozpoczął wcześniej swoje wyborcze tourne. Spotyka się z wyborcami we wsiach. Pomaga mu w tym Tadeusz Wrotkowski, który wciąż posiada tam duże wpływy i - pomimo wszystkiego - szacunek. Z całą pewnością Irena Krzyszkiewicz też będzie szukała tam poparcia. Z jakim skutkiem? Trudno to przewidzieć.
Nieubłaganie nadchodzi jednak czas konfrontacji. Nikt nikomu niczego nie przepuści. Światło dzienne ujrzą sprawy dawno zapomniane, niewyjaśnione, albo w ogóle nieznane szerszej publiczności. Będą oświadczenie i kontroświadczenia. Potwierdzenia i zaprzeczenia. Wraz ze zbliżaniem się dnia X (24 luty) zrobi się gorąco, bardzo gorąco.
Czy rywale zdecydują się na bezpośrednią konfrontację? Czy zafundują wyborcom show pod nazwą: "Twarzą w twarz"? Taka konfrontacja może okazać się decydująca dla wyborczych zmagań.
I wtedy naprawdę w powietrzu uniesie się zapach krwi, na który czekam z takim utęsknieniem ja, stary publicystyczny wampir. Wówczas będę w swoim żywiole. Z lubością i nieopisanym sadyzmem będę odpytywał kandydatów. Do ostatniej kropli krwi. Ich krwi - rzecz jasna.

piątek, 25 stycznia 2008

Może być lepiej, ale...

Pierwsza tegoroczna sesja Rady Powiatu przyniesie "prezencik", którym obdarowani będziemy wszyscy. Mowa o kredycie w wysokości 10 mln zł, który spłacony zostanie w roku 2038. Zadałem sobie trud i policzyłem, że ja będę miał wówczas lat dokładnie ..... (ho, ho! a może więcej?!), Przewodniczący Rady jeszcze wiecej, co mnie pociesza, a niektórzy z radnych powiatowych setkę z niewielkim okładem. Pięknie jest wejść w nowy rok z tak pokaźnym zastrzykiem finansowym, którego spłatą obciąży się przyszłe pokolenia. Ci, którzy poczną się 31 stycznia 2008 roku na terenie naszego powiatu dostaną niezły "posag". Inna rzecz czy będą szczęśliwi z tego powodu, ale jak wiadomo: flora, fauna i berbecie głosu nie mają. Planowany kredycik (cóż to jest 10 baniek? - pryszcz!) "zagspodarowany" ma być w sposób następujący:
- 8 mln na restrukturyzację zadłużenia, czyli poprzedni kredycik spłacimy całkiem świeżym kredycikiem, co przypomina leczenie syfilisu przy pomocy kiły;
- 2 mln pochłoną wydatki majątkowe i bieżące w II półroczu 2008 roku.
W uzasadnieniu do uchwały o zaciągnięciu kredyciku - skromnego - zapisano, iż: "kwota 2 mln złotych zostanie przeznaczona na pokrycie nieprzewidzianych wyższych wydatków majątkowych i bieżących budżetu w II półroczu 2008 roku". Państwo to widzą? Znana jest nieprzewidywalna ilość kasy potrzebnej na równie nieprzewidywalne wydatki. Tak wygląda twórcze zastosowanie teorii chaosu w ekonomii na gruncie powiatowym. Nobelek z ekonomii murowany! Sztokholm zawyje z podziwu. Tylko autora trzeba ujawnić.
Od połowy ubiegłego roku trwa szaleństwo kredytowe rządzącej w powiecie koalicji: "Czas na zmiany" (szefowa - Irena Krzyszkiewicz), Regionalnego Centrum Niezależnych (szef - Władysław Stanisławski) oraz przez czas jakiś ś.p. "SamejBronki (szef - NN). Najpierw podżyrowano kredyt dla SP ZOZ w kwocie 11 mln. Ostatnią transzę tego kredytu w wysokości 1,1 mln szpital otrzymał w tym miesiącu. W tym roku żyrant (Starostwo Powiatowe) będzie musiał zapłacić 750 tyś z tytułu spłaty tego kredytu, gdyż kondycja szpitala nie pozwala mu (i jeszcze długo nie będzie) na samodzielne spłacanie rat kredytu. Do ogólnej puli zadłużenia dobawiono jeszcze 1,6 mln zł ze sprzedaży obligacji, które też spłacą berbecie. A co?! Niech wiedzą, że tęgie umysły rządziły i niech o nich długo pamiętają! Ktoś im obiecywał, że będzie lekko? Nie ma! Niech też się pomęczą!
Obecnie w Starostwie czekają na zapłacenie przemiłe fakturki za termomodernizację Zespołu Szkół w kwocie ok. 960 tyś. Jak te milusińskie fakturki zapłacimy, to dopiero wówczas otrzymamy refundację z Funduszu Norweskiego. A płacić nie ma z czego. Wiec - siup: kredycik! Mówią Państwo, że drożej wyjdzie? A co tam! Ze swoich radni nie płacą, to i im nie żal. Zakrzykną Państwo: to nieekonomicznie! A to po jaki (tu wstaw Czytelniku grube słowo i mocno niecenzuralne) w wyborach do samorządu obdarzyliście mnie, siebie , swoje dzieci - narodzone i nienarodzone - takimi radnymi? Jak głosowałeś - tak masz! Gryź palce, wyj z rozpaczy!
Problemik pojawił się też całkiem nowy. Coraz głośniej się mówi, iż bank krzywym i wilczym okiem patrzy na debetowanie konta starostwa Powiatowego - naszego konta. Wcześniej zastawiono "Arkadię", bo banki jakoś nie chcą dawać kasy na ładne oczy starościny. Nieczułe cholery są na wdzięki. Taki ich już urok. Rodzi się pytanie: cóż zastawić? Czym zadowolić bank?
W tym miejscu muszę przyjść z pomocą naszemu powiatowemu samorządowi. "Pomysła mam!"
Urządźmy licytację. Najpierw postawmy do licytacji Zarząd Powiatu. Należy członkom Zarządu zakazać odzywania się podczas licytacji, bo jak się nie daj Bóg, któryś odezwie, to lipa! Nic możemy nie dostać. Z tegoż też powodu rezygnuję z opcji zastawienia Zarządu Powiatu jako zastwu pod kredyt. Bankierzy pytają - kredytobiorca musi odpowiadać. Tam mistyfikacja się nie powiedzie. Czujne bankierskie pijawki są! Ta opcja miała również tę zaletę, że wcale to a wcale, nie musielibyśmy ich wykupić. Oni zapewne - z miłości do nas i naszej małej ojczyzny - przystaliby na to z ochotą i radością.
Jak już udałoby się nam zlicytować Zarząd Powiatu i zorientowalibyśmy się z grubsza ile nam jeszcze saldo nie gra, wzielibyśmy się za radnych. Tych licytowlibyśmy po sztuce. Gdyby jednak okazało się (nie daj Boże!), że bilans wciąż jest ujemny musielibyśmy poczynić krok dramatyczny i bardzo bolesny. Krok ten wymagałby przeprowadzenia referendum powiatowego, od wyniku którego byłby uzależniony. Ta ostateczna ostateczność (bardzo, bardzo bolesna, co podkreślam raz jeszcze!) polegałaby na zbyciu Wielce Czcigodnego Przewodniczącego Rady Powiatu. Kwota z licytacji Przewodniczącego mogłaby wielokrotnie przekroczyć najbardziej niewyobrażalne sumy, przy których skarb templariuszy stanowiłby tylko garść drobnych.
Pozyskane w ten niekonwencjonalny sposób fundusze pozwoliłyby na spłatę długów powiatu, SP ZOZ oraz dokupienie z trzech okolicznych powiatów. Za resztę zakupilibyśmy kawałek Sahary. Na tym, kawałku Sahary postwilibyśmy bliźniaczy budynek naszego starostwa, ale z kilmatyzacją. Na Saharze odbywałyby się wybory do samorządu. Uprawnione do głosowania byłyby ciule - mule i dzikie węże. I nimi by nasi radni godnie i radośnie rządzili.

środa, 23 stycznia 2008

Cały ten zgiełk

Oświadczenie pretendenta do funkcji burmistrza - Marka Hołtry - kładzie kres wszelkim niedopowiedzeniom w sprawie udziału "SamejBronki" w zbliżających się wyborach. Mówiąc w skrócie: tak jak do tanga trzeba dwojga, jak do wesela niezbędny jest pan młody/pani młoda a do pogrzebu nieboszczyk, tak nikt do Komitetu Wyborczego Marka Hołtry nie prosił "SamejBronki". Zresztą, jeżeli już jesteśmy przy pogrzebie, to nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprosi - w celu wspierania własnej kandydatury - politycznych nieboszczyków. Należy pamiętać o tym, iż "SamaBronka" na naszym terenie wciąż udaje potęgę. Na ten górowski mit XXI wieku zbyt wielu daje się nabierać. "SamaBronka" to przeszłość i basta. W całym tym zamieszaniu z udziałem "SamejBronki" w wyborach Marka Hołtry najbardziej ubawiły mnie komentarze na ten temat, jakie spotkałem na forach internetowych. Wielu z internautów potraktowało poważnie wypowiedzi jakich udzielali mass - mediom przedstawiciele Komitetu Wyborczego Marka Hołtry. Faktem jest, że były one niezbyt zborne, ale łatwo to zrozumieć. Jak nie wpaść w szok, bardzo duży szok, gdy otrzymuje się poparcie (ha, ha, ha!), o które się nie prosiło i którego się nie oczekiwało?! Wróćmy do pogrzebu. Załóżmy, że jesteście Państwo na pogrzebie, a tu nagle nieboszczyk wstaje z trumny?! Szok! Nieprawdaż? Jedni padają zemdleni, inni w popłochu dają nogę z cmentarza a jeszcze inni klną pod nosem, bo stypę szlag trafił. Z tym poparciem "SamejBronki" dla Marka Hołtry było identycznie. Nieboszczyk wziął i ożył! Ja się zdenerwowałem. Inni pukali się znacząco w czoło, kolejni śmiali w głos lub kułak. Wielu zbladło i zgrzeszyło słowem nieprzystojnym. I tak ciągnęłaby się ta aferka, gdyby kandydat w końcu nie zabrał głosu i nie przeciął tandetnych spekulacji. Rzecz jasna Marek Hołtra nie może zabronić 5 działaczom "SamejBronki", bowiem tak liczna jest ta mityczna partia, agitowania na swoją rzecz. Tyle, że to już ich oddolna inicjatywa i tego prawo im czynić, a tym bardziej Marek Hołtra, nie zabrania. Nie zobaczymy jednak członków tej partii za stołami prezydialnymi czy w sztabie wyborczym kandydata. I tak kiedy opadł cały ten zgiełk, tak jak opadają spodnie, ukazała się.... .

Obrazek "http://www.ooops.pl/blog/wp-content/uploads/2006/09/dupa-gola.png" nie może zostać wyświetlony, ponieważ zawiera błędy.

Oświadczenie Pretendenta

Od ubiegającego się o stanowisko Burmistrza Marka Hołtry otrzymałem oświadczenie o następującej treści:

W związku z toczącą się kampanią wyborczą informuję, iż Blok Wyborczy wspierający moją kandydaturę składa się z Prawa i Sprawiedliwości i Bezpartyjnego Bloku Wyborczego Wrotkowskiego. Jako osoba bezpartyjna, ale sympatyk PiS, nie zabiegałem o poparcie innych partii politycznych.

W sytuacji gdy zamierzam ubiegać się o godność Burmistrza zachęcam członków i sympatyków innych organizacji i partii politycznych do wspierania mojej kandydatury.
Do wszystkich niezaangażownych politycznie mieszkańców naszej gminy, którzy stanowią zdecydowaną większość, zwracam się z gorącym apelem o wspieranie naszego Komitetu podczas akcji zbierania podpisów.
Dziękuję
` Marek Hołtra

` Kandydat na Burmistrza

niedziela, 20 stycznia 2008

Komentarz


"Ciekawe jak pan Mazulewicz skomentuje to poparcie. Sam piętnował przez ostatnie miesiące Samoobronę jak największe zło, a ni teraz poparli jego pupilka" - napisała na portalu "Panoramy Leszczyńskiej" pani Mariola. Ponieważ dama pyta, to ja grzecznie odpowiadam.
Nie ma, nie było i nie będzie takiej sytuacji, abym zaakceptował kandydata na burmistrza, który jawnie korzysta z poparcia "SamejBronki". Jeżeli okaże się prawdą, iż kandydat na burmistrza Marek Hołtra rzeczywiście zabiega, zabiegał bądź będzie zabiegał o takie poparcie; jeżeli okaże się, że "działacze" tego tworu zbierają mu podpisy, to niech dobry Bóg ma kandydata na burmistrza w opiece. Z mojej strony może spodziewać się wszystkiego, co najgorsze. Takiego osobnika będę pławił w sadzawkach jadu, beczkach śmiechu i chłostał kpiną i drwiną. "SamaBronka" jest politycznym zombie, który za wszelką ceną chce przyssać się do kogokolwiek, by jeszcze przed ostateczną agonią pokazać się publicznie. Ja będę kołkiem osinowym.
Amen

Memoriał w "Olimpii"

20. stycznia 2008 r w hali "Olimpia" odbył się III Memoriał im. Franciszka Gajewskiego. Przypomnieć należy, iż Franciszek Gajewski (ur. 1949) swoją piłkarską przygodę rozpoczął w 1962 roku w LZS Glinka. Od 1968 roku grał w Huraganie Witoszyce a od 1971 w Pogoni Góra. Po zakończeniu czynnego uprawiania piłki nożnej został trenerem młodzieży w górowskim klubie. Był trenerem do 1999 roku, w tym wiele lat prowadził 1. zespół Pogoni. W sezonie piłkarskim 1999/2000 prowadził zespół Zjednoczeni Chróścina. Krótko pracował też w zespole Korony Czernina. W rundzie jesiennej 2004/05 prowadził zespół trampkarzy naszej Pogoni. Młodzi piłkarze zajęli wówczas znakomite 2. miejsce w silnej 3. grupie OZPN Legnica. 27. grudnia 2004 roku nieoczekiwana śmierć zabrała tego wielkiego pasjonata piłki nożnej i działacza społecznego w celu kontynuowania działalności na niebiańskich boiskach.
Do rywalizacji przystąpiło 5. zespołów: Pogoń Góra I (seniorzy), Pogoń Góra II (juniorzy), Sokół Niechlów, LZS Glinka, Korona Czernina. Faworytem memoriału wydawał się być zespół Korony Czernina, który w dwóch poprzednich memoriałach odniósł zwycięstwo. Rywalizacja rozpoczęła się od meczu Pogoni Góra I z Pogonią II. Poniżej wyniki poszczególnych meczów:
Pogoń Góra I - Pogoń Góra II: 1 :0
Sokół Niechlów - LZS Glinka: 2 : 1

Korona Czernina - Pogoń Góra I: 3 : 0
Pogoń Góra II - Sokół Niechlów: 1 : 2
LZS Glinka - Korona Czernina: 2 : 0
Pogoń Góra I - Sokół Niechlów: 0 : 2
Pogoń Góra II - LZS Glinka: 1 : 1

Sokół Niechlów - Korona Czernina: 0 : 1

LZS Glinka - Pogoń Góra I: 0 : 1
Pogoń Góra II - Korona Czernina: 0 : 2

Niezwykłych emocji dostarczył finał, w którym spotkały się drużyny Sokoła Niechlów i Korony Czerniny. W normalnym czasie gry był remis (2 : 2). Zgodnie z regulaminem doszło do wykonywania rzutów karnych. Seria pierwszych pięciu rzutów karnych przyniosła również remis: 4 : 4. Rozstrzygnięcie nastąpiło w kolejnej rundzie i w rezultacie piłkarze z Niechlowa wygrali 5 : 4.
1. miejsce zajął zespół Sokoła Niechlów, który wygrał 3 spośród 4 meczy i zdobył 9 pkt. Drugą drużyną memoriału została Korona Czernina a 3. Pogoń Góra I. Czwarte miejsce zajęli piłkarze LZS - u Glinka. Miejsce ostatnie zajęli nasi juniorzy.


Występujące w memoriale drużyny naszej Pogoni nie popisały się w turnieju. Seniorzy grali fatalnie. Nie angażowali się w walkę, byli mało dynamiczni, zbyt ociążali a przez to mało zwrotni. Gubili się w sytuacjach podbramkowych i oczekiwali, że piłka sama do nich trafi. Trener seniorów - Sławomir Kowalski - nie szczędził swoim podopiecznym słów gorzkiej krytyki i licznych uszczypliwości, które przyjemne nie były.
Całkowicie inną sprawą jest postawa naszych juniorów. Walczyli z dużym zaangażowaniem, ale tego dnia brakowalo im szczęścia. Chłopcy są szybcy, zwrotni, dobrze wyszkoleni technicznie i widać, że im się po prostu chce grać. Dzisiaj brakowało im szczęścia.

Całkowicie przypadkowo LZS - owi Glinka udało się z naszymi zremisować. Przewaga w tym meczu naszych juniorów była widoczna i piłkarze z Glinki z ulgą przyjęli końcowy gwizdek. W meczu z Koroną Czerniną stworzyli 6 - 7 stuprocentowych sytuacji podbramkowych, ale na drodze do sukcesu stanął fenomenalnie broniący bramkarz rywali. Obserwując grę juniorów Pogoni widać dobrą pracę ich trenera - Andrzeja Rogali. Jeżeli chłopcy się ograją, nabiorą pewności siebie i większej odporności psychicznej, to 1. zespół Pogoni doczeka się wartościowych zawodników.

Radosna "Arkadia"

W ubiegłą niedzielę (13 stycznia) nasze życie zdominowały imprezy związane z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Niejako w ich cieniu odbył się w "Arkadii" bardzo sympatyczny i miły turniej. Przybyli widzowie mogli oglądnąć dwa mecze. W pierwszym potykały się z sobą przedszkolaki. Reprezentacja Przedszkola nr 1 zmierzyła się z rówieśnikami z "Trójki". Mecz miał niezwykle dramatyczny przebieg. Młodzi piłkarze okazali wiele zapału do gry. Każdy z nich miał ambicję dotknięcia chociaż raz piłki, toteż grano systemem "hurmem mości panowie". Akcje toczyły się w szybkim tempie. Do 1. połowy wynik brzmiał 1 : 0 dla "Jedynki". Po przerwie as atutowy Przedszkola nr 1 - Wiktor Mikołajczak - strzelił jeszcze dwa gole i tym samym właśnie to przedszkole odniosło wiktorię w stosunku 3 : 0. Mecz swoich pociech bardziej przeżywali ich rodzice, którzy z wypiekami na twarzach je obserwowali, dopingując je pokrzykiwaniami, słowami otuchy oraz oklaskami. Największy problem sprawiły przedszkolaki arbitrowi spotkania - Stanisławowi Żyjewskiemu. Piłkarze za nic mieli gwizdki i prośby arbitra. Pozostawali w błogiej nieświadomości reguł gry, co powodowało, że oglądaliśmy futbol żywiołowy i spontaniczny, jaki potrafią uprawiać tylko 5. i 6. latki.





W przerwie meczu przeprowadzono licytację piłki, która podarował na ten cel klub piłkarski "Zagłębie" Lubin. Piłka pokryta została autografami zawodników i trenerów lubinian. Po zaciętej licytacji szczęśliwym posiadaczem tego przedmiotu za 300 zł stał się radny Rady Miejskiej Eugeniusz Stankiewicz a właściwie jego wnuk.

Ostatnim punktem programu był mecz "Dzieciaki" kontra "Wapniaki". "Dzieciaki (wiek 16 lat i wzwyż) miały dość litościwe podejście do "wapienka" i zadowoliły się wygraną 2 : 1. Nie pomogły przy tym podpowiedzi, by się nieco podłożyli i pozwolili "Wapnu" zremisować. Chwała im za brak ciągotek korupcyjnych.


czwartek, 17 stycznia 2008

Pierzasty na przechadzce









Są jednak rzeczy, które potrafią zadziwić w Górze. Bardzo późnym wieczorem - kilka dni temu - zauważyłem na ulicy to co Państwo mogą zobaczyć na zdjęciach. "To" jest łabędziem, który z niewiadomych względów jest nielotem. Ma na imię Kubuś i od 6. lat znajduje się pod opieką górowianina o bardzo dobrym sercu. Zimą mieszka w jego ogrodzie. Wiosną wywożony jest na staw. Tego późnego wieczoru Kubuś wyrwał się na przechadzkę, która zakończyła się powrotem do domu.

Wyjaśnienie

Wywiad, którego udzielił mi Tadeusz Wrotkowski nie był autoryzowany.

środa, 16 stycznia 2008

Ja się nie poddaję! - cz. 3

- Jak głosi wieść gminna potwornie zadłużył pan gminę. Jaki jest poziom długu i czy jest prawdą, że nie mamy pieniędzy na inwestycje, bo teraz będziemy spłacać długi.
- Takie "wieści gminne" tworzone są na użytek niezorientowanych mieszkańców naszej gminy. Kiedy zostałem burmistrzem po raz pierwszy, założyłem sobie dokonanie inwestycji, gdyż w tej dziedzinie były duże zaniedbania. Miałem nadzieję na pozyskanie funduszy spoza gminnego budżetu. Wielokrotnie mi się to udawało. Krytykowano mnie za niepozyskiwanie funduszy unijnych. Przeczytam wypowiedź - wówczas radnego - Tadeusza Bireckiego z sesji: "brak funduszy unijnych jest winą burmistrza". Proszę łaskawie mi powiedzieć: czyją winą jest brak takich funduszy w Starostwie Powiatowym? Jaki jest poziom zadłużenia samorządu powiatowego w stosunku do dochodów? Co będzie, kiedy będzie trzeba przejąć długi szpitala? Ten dług to chyba dwa budżety powiatu. Tadeusz Birecki bardzo łatwo krytykuje innych. Niech jednak zacznie uderzać się we własną pierś. Jest wicestarostą, udaje fachowca, ale gdzie unijne fundusze?! Ich brak w budżecie starostwa jakoś mu całkowicie nie przeszkadza. Każdy nowy burmistrz - jeżeli będzie chciał - rozwijać naszą gminę będzie musiał zaciągać kredyty. To jest prawidłowość ekonomiczna. Tak robią wszyscy.
- Wielu przeciwników ma podjęta przez Pana decyzja o remoncie sali widowiskowej Domu Kultury. Oponentom idzie o wysoki koszt tego remontu.
- Podejdźmy do tej sprawy tak. Czy górowianie nie zasługują na nowoczesną salę kinową? Czy krytycy tej inwestycji tak nisko cenią swoich wyborców, że uważają, iż można im podsunąć byle co, a oni będą szczęśliwi? Jeżeli tak, to niech im to powiedzą w oczy. Górowska młodzież nie zasługuje na nowoczesny Dom Kultury z pracowniami odpowiadającymi wymogom XXI wieku? Proszę! Niech to powiedzą młodzieży. Bardzo żałuję, że nie zdążyłem zrobić skate parku. Ja widzę jak miłośnicy tego sportu jeżdżą koło sklepu "Netto" i podziwiam ich sprawność fizyczną.
- W trakcie sprawowania urzędu spotkał się Pan z wszystkimi radnymi. Proszę powiedzieć kogo z nich Pan ceni?
- Pozwoli Pan, że wystawię tylko pozytywne oceny. Bardzo ceniłem sobie współpracę z - zacznijmy do kobiet - Iwoną Kawką, Lucyną Wilkiewicz, Alicją Penar, Marią Muszyńską. Ceniłem i cenią je za bezinteresowność w tym co robią, uczciwość, zaangażowanie i prawdomówność. Radni Zygmunt Iciek, Jerzy Kucharski, Bronisław Jędryczka, Ryszard Hołownia zawsze wspierali mnie radą. Radny Kucharski przejawiał bardzo dużą inicjatywę w sprawie inwestycji we Włodkowie Dolnym i Kruszyńcu. Radny Hołownia ma bardzo duże wyczucie spraw gospodarczych i doświadczenie w tej dziedzinie. To jest bardzo cenny kapitał. Radni ci nie uprawiali wazeliniarstwa.
- A jak często burmistrz jest narażony na "wazelinkę"?
- Codziennie! Każdy chce coś "ugrać" w rozmowie z burmistrzem. Wie Pan, jest tak, że pełniąc tę funkcję nie ma się po prostu czasu. Często ta praca to "kocioł". Człowiek nie bardzo ma czas na analizę wypowiedzi różnych ludzi, poszukiwania ich kontekstu i weryfikacji prawdziwości tego, co mówią. Ja zresztą ufam ludziom. Takie mam założenie. I nie zburzyła go nawet taka historia. Podczas rozprawy jeden z naczelników oskarżył mnie, iż zmusiłem go do potwierdzenia nieprawdy. I ten jego zarzut - nieprawdziwy - znalazł się w wyroku.
- Czemu Pan go nie zwolnił?

- Kolejny błąd! A tak naprawdę nie chciałem, aby jego postać stała się "symbolem" męczeństwa, jakie poniósł z rąk dzierżymordy Wrotkowskiego. A gdyby Pan widział, jak on się zachowywał wcześniej wobec mnie.
- Jak?
- Spijał każde zdanie z moich ust i nigdy nie miał innego zdania niż ja.
- Czysta "wazelina"?

- W krystalicznej postaci!
- Podczas 1. kadencji zwolnił Pan jednak kilka osób. Mówi się, że właśnie z powodu ich "niewazeliniarstwa".
- Zwolniłem: Zbigniewa Hrehorowicza, Jerzego Jakuczuna oraz Jacka Frączkiewicza.
- Za co?
- Dwóch pierwszych z powodu przysłowia: "Nie można służyć dwóm panom".
- A trzeciego?
- Nie odmawiam Jackowi Frączkiewiczowi kompetencji i fachowości. Ale urząd to nie sala uniwersytecka, gdzie prowadzi się seminarium naukowe a petenci nie są studentami prawa administracyjnego. Mówiąc krótko: za zbyt naukowe podejście do petentów. Gdybym mógł cofnąć czas, to mówiąc prawdę, jeszcze raz przemyślałbym swoją decyzję w stosunku do jego osoby.
- Za Pana kadencji pracował również - przewidziany na komisarza - Piotr Wołowicz. On też odszedł z pracy w urzędzie. Dlaczego?
- O ile dobrze pamiętam, Piotr Wołowicz pracował w urzędzie trochę więcej niż dwa lata. Miał zajmować się pozyskiwaniem funduszy, m.in. unijnych. Po jakimś czasie naczelnicy wydziałów zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie z powodu jego pracy.
- Źle pracował?
- Powiem tak. Naczelnicy mówili mi, iż Piotr Wołowicz raczej ma dość letni stosunek do pozyskiwania funduszy. Tym swoim stosunkiem chciał "zarazić" innych. Oceniając jego pracę, muszę powiedzieć, iż nie odcisnął żadnego trwałego śladu na naszej gminie. Odszedł na własną prośbę.
- Współpracował Pan również ze swoją konkurentką do fotela burmistrza Ireną Krzyszkiewicz...
- Przesadził Pan...
- Być może. Chciałbym się jednak dowiedzieć - w perspektywie jej startu w zbliżających się wyborach - jakie jest Pana zdanie na temat kwalifikacji Ireny Krzyszkiewicz na burmistrza?
- Irena Krzyszkiewicz ma dwa niezaprzeczalne atuty. Pierwszy to ten, że potrafi się uśmiechać bez przerwy. To jest "uśmiech 24/h". Drugi atut polega na tym, iż każdemu mówi to, co chce on usłyszeć. Czy myśli tak samo - nie mi zgadywać. Ten brak wyrazistości to jej najpoważniejszy atut.
- Kto wygra wybory?
- A Pan startuje?
- Ja się na polityce nie znam!
- Tak, tak, tak... . Myślę, że faworyta nie ma.
- A komu udzieli Pan swojego poparcia?
- Późno już.
- Dziękuję za rozmowę.

piątek, 11 stycznia 2008

Nasz Jaśnie Panujący

9 stycznia nastąpiła intronizacja Piotra Wołowicza na fotel burmistrza Góry. Akt podpisał Prezes Rady Ministrów Donald Tusk, który wybrańcowi losu i Platformy Obywatelskiej powierzył: "pełnienie funkcji Burmistrza Góry, do czasu objęcia obowiązków przez nowo wybranego burmistrza". W dniu wczorajszym burmistrz objął górowskie włości w posiadanie i rozpoczął urzędowanie. W tym historycznym dniu, jak przystało na lojalnego i prawomyślnego obywatela miasta Góry, udałem się do namaszczonego przez Premiera wybrańca, aby złożyć mu hołd najkorniejszy, uścisnąć prawicę (choć burmistrz to liberał) oraz przekazać kilka najpokorniejszych zapytań. Burmistrz przyjął mnie w całym swoim majestacie i blasku, od którego oczęta moje niezmiernie ucierpiały, bowiem Majestat jego jest porażający! Zauważyłem, że burmistrz zasiada w tym samym fotelu, co jego poprzednik, ale w innym garniturze. W wystroju gabinetu nic się nie zmieniło.
Audiencja, której udzielił mi nasz Jaśnie Panujący na trwale wryła mi się w pamięć. Szkoda, że nie mam szans na posiadanie wnuków, bo mieliby czego słuchać w długie zimowe wieczory. Wzruszony byłem!
W dniu dzisiejszym Osoba Panująca dopuściła przed swoje Oblicze mass-media. Też się wkręciłem, bo w dniu wczorajszym na prywatnej audiencji Panujący dał mi cynk, że takowa ceremonia się odbędzie. Konferencja odbyła się o godzinie 11 w sali nr 110, której to remont wytykali poprzedniemu Panującemu poplecznicy obecnego Panującego. W ten sposób sprawdziło się stare marsjańskie przysłowie: "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". Nie bądźmy jednak drobiazgowi. Na konferencję Majestat przybył wraz z sekretarzem tutejszego urzędu Tadeuszem Otto. Zebrane licznie mass - media (sztuk 5) wysłuchały mowy tronowej. Według Panującego będzie tak: żadnych zmian kadrowych ("okres sprawowania władzy, to nie czas na rewolucje"), wszyscy urzędnicy mogą spać (w domu oczywiście) spokojnie, zmianie uległ jedynie dzień, w którym z burmistrzem spotykają się naczelnicy wydziałów (dotąd w środy - nowy Panujący przeniósł spotkania na poniedziałki).

Najważniejszą sprawą są przedterminowe wybory na burmistrza. Ich datę wyznacza Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów na dzień 24 lutego. Ok. 18 stycznia pojawić się powinno obwieszczenie wojewody dolnośląskiego o dacie wyborów w gminie Góra wraz z kalendarzem wyborczym. Panujący podkreślił, że "urząd będzie z boku kampanii wyborczej". Przyciśnięty jednak lekko do tronu przyznał, iż on osobiście, jako burmistrz, będzie popierał i głosował na Irenę Krzyszkiewicz (to jest bardzo nowatorska definicja "urzędu stojącego z boku kampanii wyborczej"). Sam Panujący nie zamierza ubiegać się w zbliżających sie wyborach o tron. Poinformował również, iż zgodnie z prawem złożył rezygnację z funkcji radnego Rady Miejskiej, która to rezygnacja (wymagana przez prawo) zostanie przedstawiona do zaakceptowania Radzie Miejskiej na sesji 22 stycznia. Aby zasiadać na obecnym tronie Majestat wziął urlop bezpłatny z poprzedniego miejsca zatrudnienia. Pytany o wynagrodzenie nie potrafił udzielić odpowiedzi o wysokość apanaży. Prawdopodobnie będą to zarobki poprzednika. W tym miejscu jeden cham zauważył, że "chwała Bogu, iż obniżka o 1500 zł wynagrodzenia poprzedniego burmistrza została zanegowana przez nadzór prawny wojewody, bo Panujący zarabiałby mniej o 1500 zł. (Zasługi jeszcze nie te, a pensja już ta!) Jeżeli idzie o plany, to Panujący zapowiedział intensywne prace nad budżetem. W chwili obecnej gmina opiera się na projekcie budżetu, który przygotował poprzedni burmistrz. Ponieważ jednak komisje nie przyjęły tego projektu należy sporządzić nowy budżet. Jak wyjaśniał Majestat zmiany będą dotyczyły wydatków inwestycyjnych gminy. Nie wyjaśnił jednak, czy będzie to ograniczenie wydatków na inwestycje, czy też przesunięcie priorytetów. Rozpoczną sie prace nad wieloletnim planem inwestycyjnym, który dotąd był konstruowany na 2 lata. Panujący chce to zmienić i opracować plan do roku 2013. Podstawą planu maja być realne możliwości gminy. Pytano o zadłużenie gminy. Jego Majestat orzekł, iż źle nie jest. Przyznał, że poprzednik wiele inwestował. Inwestycje te były kosztowne, ale ich sensu nie zanegował. Stwierdził, iż jeżeli chcemy się rozwijać, to z braku środków w budżecie gminy trzeba korzystać z kredytów. Robią to wszystkie gminy w Polsce. W chwili obecnej zadłużenie gminy wynosi ok. 11 mln. W tym roku spłata kredytów pochłonie ok. 4 mln zł. Poziom zadłużenia gminy w stosunku do rocznych dochodów wynosi ok. 26%.
Mass - media pytały o cmentarz komunalny. Jego Wysokość wyjaśnił cierpliwie, że nie było innego wyjścia niż te, które wybrano (anulowanie wypowiedzenia dzierżawy dotychczasowemu dzierżawcy). Panujący jest jednak za tym, by cmentarz komunalny był zarządzany przez gminę. Dzierżawca ma umowę do końca 2008 roku. Jedna taka kanalia pytała o wysokość zadłużenia dzierżawiącego cmentarz wobec gminy. Stosowny odpór dał kanalii sekretarz Otto, który stwierdził, iż jest to tajemnica nie podlegająca ujawnieniu. I w ten sposób informacja, iż dzierżawca płaci 427, 90 zł + 22% VAT miesięcznie oraz ok. 18 tys. zł rocznie z tytułu podatku od nieruchomości, jaką jest cmentarz, nie ujrzała światła dziennego.
Dopuszczeni przed Najwyższe Oblicze dziennikarze oraz jedna hiena nie mieli za wiele pytań. Konferencja przebiegała w atmosferze wzajemnego zrozumienia, sympatii oraz oczekiwania na dalszy przebieg wydarzeń. Panujący zapowiedział kontynuację spotkań tego typu. Kanalia jak zwykle się wychyliła i spytała czy można liczyć w przyszłości na kawę. Odpowiedziano jej, że tę sugestię rozpatrzy się w najbliższym czasie.
Dla mnie osobiście kamieniem obrazy było postawienie na stole czystej wody źródlanej o wielce obiecującej, a jakże zwodniczej nazwie - "Żywiec". Tak nie można! To oburzające! "Żywiec", to piana, barwa, zapach i chmiel! Wobec takiego afrontu oświadczam, że przechodzę do twardej i nieubłaganej opozycji wobec Panującego. Powód jest, moim zdaniem, wystarczający! Amen.

niedziela, 6 stycznia 2008

Ja się nie poddaję - cz. 2

- Porozmawiajmy o cmentarzu. Dlaczego zdecydował się pan na wypowiedzenie umowy z Alfredem Bieleckim, wieloletnim dzierżawcą cmentarza komunalnego?
- Ta sprawa ma kilka wymiarów, ale w niej - jak w soczewce - zobaczyć można interesy różnych grup nacisku istniejących w Radzie Miejskiej. Kiedy powstał projekt uchwały, który miał na celu przekształcenie Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, rozpoczęły się różnego rodzaju podchody, których celem miało być utrzymanie dotychczasowego stanu szczególnie w sprawie cmentarza. Dotychczasowy dzierżawca - Alfred Bielecki - zwracał się do mnie wielokrotnie o umorzenie opłaty za użytkowanie cmentarza. Podania swoje uzasadniał tym, iż musi dokładać do prowadzenia działalności. W tej sytuacji postanowiłem pomóc panu Bieleckiemu i uwolnić go od ciężaru jakim - wg niego - stał się cmentarz komunalny. Została wypowiedziana umowa i od dnia 1 stycznia 2008 roku cmentarz miał stać się częścią spółki "Komunalnik". I wtedy się zaczęło. "Rządząca opozycja" - jak pan trafnie określa obecną większość w Radzie Miejskiej - przystąpiła do działań jawnych i zakulisowych, które zmierzały do utrzymania cmentarza w rękach pana Bieleckiego.
- Przykłady proszę?
- "Rządząca opozycja" podczas posiedzeń różnych komisji stwierdzała, iż pozostawienie cmentarza w rękach pana Bieleckiego do końca 2008 roku pozwoli mu dotrwać do emerytury. Odebranie cmentarza spowoduje, iż nie będzie miał z czego żyć. Radni zapomnieli jednak, iż podstawą działalności pana Bieleckiego są "usługi pogrzebowe" a nie dzierżawa cmentarza. Po wypowiedzenie umowy dzierżawy cmentarza pan Bielecki mógł dalej kontynuować działalność gospodarczą. Taka postawa radnych wzbudzała moje ogromne zdziwienie, gdyż zapomnieli oni o tym, iż były liczne skargi na działalność pana Bieleckiego, na wysokość pobieranych opłat. I radni o tym dobrze wiedzieli. Niektórzy z radnych przychodzili do mnie i naciskali w interesie pana Bieleckiego.
- Kto?
- A możemy o tym później?
- Możemy. Byleśmy nie zapomnieli.
- Ja nie zapomnę. Wracajmy do cmentarza. Kompletnie nie rozumiem postępowania radnych w tej sprawie. Z jednej strony pan Bielecki dokłada do cmentarza i ja, jako burmistrz, postanawiam wyjść mu naprzeciw i uwolnić od tego bolesnego ciężaru. Radni natomiast chcą najwyraźniej zrobić z pana Bieleckiego bankruta. I już sam nie wiem o co w tym wszystkim chodzi.
- Teraz to już pan przesadził!
- Jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno idzie o pieniądze.
- Zostawmy cmentarz i porozmawiajmy o odrzuceniu przez Radę Miejską uchwał dotyczących przekształcenia Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w dwie spółki. Dlaczego opozycja nie chciała dopuścić do przekształceń?
- Nie było najmniejszych podstaw do nieprzyjęcia uchwał o utworzeniu spółek. W postaci w jakiej ZGKiM istnieje powoduje on duże obciążenia dla budżetu gminy. Będąc dwoma spółkami ZGKiM stanie się dwoma odrębnymi zakładami, które będą na własnym rozrachunku. Jasne staną się koszty funkcjonowania każdego z nich. Można będzie zracjonalizować wydatki i zarządzanie. "Komunalnik" miał przejąć również targowisko. Ze Stowarzyszeniem Kupców, które skupia ludzi działających na targu, uzgodniono, że wpływy z placowego będą dzielone po 50%. I te 50%, przekazane Stowarzyszeniu Kupców, miało służyć podniesieniu standardów pracy na targowisku, jego wyglądu estetycznego i rozbudowę. Opozycja jednak utrąciła obie uchwały i zrobiła to celowo. Zadecydowały o tym interesy prywatne. Powiem tak: gdyby nie zmieniano statusu cmentarza, uchwały te zostałyby przyjęte.
- Obawiam się, że nie dostrzega pan wpływu wyborów na oddalenie tych uchwał w czasie.
- Obawiam się, że ma pan - niestety - rację. W zbliżających się wyborach będę robił za "czarny charakter". Nowa władza zwali na Wrotkowskiego wszystko! Swoje błędy przypisze Wrotkowskiemu a sukcesy - czyli to co zacząłem a nowi skończą - sobie. Zobaczy pan, jak szybko okaże się, że np. podatek rolny jest za niski i trzeba go podnieść, bo nie ma pieniędzy. Tak samo będzie z przekształceniem ZGKiM. Tu nie idzie o to, że to są złe decyzje. Rozpoczęło się liczenie głosów w przyszłych wyborach, zaspokojenie oczekiwań różnych grup reprezentujących prywatne interesy, które poczuły się zagrożone zmianami. To jest taka nasza gminna "pajęczynka", która powiązana nitkami niewidocznych gołym okiem interesów jest zainteresowana zachowaniem dotychczasowego stanu rzeczy. "Rządząca opozycja" - widać to gołym okiem - zgodziła się na te reguły, bo komuś zależy na objęciu stanowiska burmistrza za każdą cenę, nawet za cenę oszukania wyborców.
- Jak głosi wieść gminna potwornie zadłużył pan gminę. Jaki jest poziom długu i czy jest prawdą, że teraz będziemy spłacać długi, bo nie mamy pieniędzy na inwestycje.

Trzecia - ostatnia część wywiadu już za kilka dni.

sobota, 5 stycznia 2008

Giełda ruszyła - cz. 1

Co by nie było - wybory się zbliżają wielkimi krokami. Spekulacji dotyczących kandydatów krąży bez liku. Spróbujmy uporządkować nasze informacje o kandydatach pewnych i prawdopodobnych. Potencjalnych kandydatów przedstawiam w porządku alfabetycznym.

1. Stanisław Andrzej Hoffmann; urodzony w 1949roku. Ukończył Akademię Medyczną we Wrocławiu. Od początku swojej kariery zawodowej związany z górowskim szpitalem. W roku 1998 uzyskuje tytuł doktora nauk medycznych na Akademii Medycznej w Poznaniu. Wzięty położnik i ginekolog. Najwięksi wrogowie przyznają, iż w swoim fachu jest on znakomitym specjalistą, człowiekiem wielkich umiejętności, wyczucia i ogromnej wiedzy, którą uzupełnia na bieżąco. Biografia polityczna Stanisława Andrzeja Hoffmanna jest przejrzysta; od roku 1980 związał się z "Solidarnością". W stanie wojennym był internowany. Przed wyborami czerwcowymi 1989 był jednym z założycieli Komitetu Obywatelskiego "Solidarność". Jako jego niekwestionowany lider został senatorem w sejmie I kadencji. W latach 1998 - 2002 radny Sejmiku Wojewódzkiego we Wrocławiu. W 1998 roku zaangażował się w utworzenie powiatu górowskiego. Predysponowały go do tej roli liczne i szeroko rozgałęzione kontakty w Akcji Wyborczej "Solidarność". W 1998 roku był współautorem wielkiego sukcesu wyborczego Akcji Wyborczej "Solidarność" na terenie nowo utworzonego powiatu górowskiego. W wyborach do Rady Powiatu na listy AWS’u oddano na terenie przyszłego powiatu górowskiego 3769 głosów (27,9% oddanych głosów), co dało 7 mandatów.
W tym czasie był ordynatorem oddziału ginekologiczno - położniczego w SP ZOZ Góra. Od 1998 roku dyrektor SP ZOZ. Funkcję tę pełnił do roku 2001 kiedy to został jej pozbawiony w atmosferze nagonki i pomówień. Publicznie oskarżany o rzekome malwersacje finansowe stawał czterokrotnie przed "Temidą". Z wszystkich zarzutów został oczyszczony. Przyległ jednak do niego czarny PR, co skrzętnie wykorzystują do dnia dzisiejszego jego wrogowie. Ma dwóch synów: Marcina (obecnie robi specjalizację w jednym z wrocławskich szpitali) oraz Macieja, który ukończył studia prawnicze, ale zaangażował się całym sercem w muzykę grając w zespole muzycznym. Zainteresowania: wędkarstwo, książki oraz w chwilach wolnych muzyka poważna ze wskazaniem na Mozarta.

2. Ryszard Hołownia; urodził się w Górze w roku 1953. Wykształcenie średnie. Całe dotychczasowe życie związał z przemysłem spożywczym. Pierwsze kroki zawodowe stawiał w Nadleśnictwie Góra Śl. Następnie pracował w kultowym dzisiaj górowskim browarze, by po jego likwidacji podjąć pracę w utworzonym w jego miejscu - Zakładzie Przemysłu Spożywczego "Las". Był jego kierownikiem aż do czasu likwidacji w 1992 roku. Z dnia na dzień stał się człowiekiem bez pracy, który obarczony był rodziną. Wówczas to podjął bardzo ryzykowną decyzję o założeniu własnej firmy. Wykorzystał do tego doświadczenie nabyte w trakcie pracy zawodowej oraz pieniądze pożyczone od kuzyna mieszkającego na stałe w Szwecji. Działalność gospodarczą rozpoczynał w wynajętej hali (za restauracją "Syreną" - ciastkarnia). Następnie zakupuje budynek po wystawionej na sprzedaż restauracji "Parkowa". Po 3 latach istnienia i ciężkiej pracy całej rodziny firma "Harpol" wypływa na szerokie wody. Zaczyna wygrywać przetargi, oferuje wysoki poziom produktów i szeroki asortyment dostosowany do wzrastających wymogów konsumentów. Wolne środki przeznaczane są na modernizację, by sprostać wzrastającym wymogom konkurencji. Rocznie, średnio, w "Harpolu" pracuje ok. 25 pracowników. Obecnie "Harpol" produkuje średnio ok. 26 produktów na rynek krajowy. Firma przygotowuje się do otrzymania certyfikatów unijnych z myślą o rozszerzeniu rynku zbytu.
Czynny udział w polityce Ryszard Hołownia rozpoczął niedawno. W latach 2002 - 2006 był radnym Rady Miejskiej, który wybrany został z listy "Samoobrony". W chwili obecnej nie związany z żadną partią. W zbliżających się wyborach wystartuje z własnym komitetem wyborczym, w skład którego wejdą ludzie zainteresowani dobrem naszej gminy.
Kandydat ma troje dzieci - Martę, Roberta oraz Agatę. Cała trójka ukończyła wyższe studia. Jest również dumnym dziadkiem trójki wnucząt: Wiktora, Martynki i Mikołaja. Zainteresowania: jazda konna i na nartach. Wolny czas spędza najchętniej w otoczeniu rodziny.

środa, 2 stycznia 2008

In flagranti

Radiu "Elka" wywiadu udzieliła asystentka Przewodniczącego Władysława Stanisławskiego ds. wręczania kwiatów, którą prosty lud zdążył już ochrzcić mianem "Bukietowej". Madam "Bukietowa", która usiłuje również być starościnąnaszego powiatu, stwierdziła: "W przyszłym roku zapłacona zostanie pierwsza rata związana z poręczeniem kredytu dla szpitala jest to kwota 750 tysięcy złotych. Spłata wszelkich zobowiązań z tytułu kredytów przekroczy kwotę 3 mln 500 tysięcy złotych - stąd ograniczenia inwestycyjne. Będziemy się starali zdobywać środki zewnętrze a jednocześnie szukać oszczędności w tych funduszach, które mamy". Jednoczesnie madam "Bukietowa" tchnie optymizmem, co do rozwoju powiatu, stanu dróg i perspektyw (własnych). Optymizm "Bukietowej" szanowni Państwo jest w pełni uzasadniony. Zarząd przy tym poziomie zadłużenia jest zwolniony z myślenia o inwestycjach (oj! durny ty Robercik, durny! - a kiedy to Zarząd myślał?!). Zarząd będzie obsługiwał dług. Dług jest koszmarnym dziedzictwem poprzedniego Zarządu. Kto w nim był z obecnego Zarządu? (Milcz chamie, to było dawno, tego się nie przypomina!) Oprócz tego sesje mogą odbywać się rzadziej. O czym debatować jak nie ma kasy?! Ot, spotkamy się, przesuniemy kasę z jednej mniejszej dziury w drugą większą, potem powtórzymy manewr i... byle do wiosny! A wiosną... . A wiosną, jak już kasy nie będzie na nic, też źle nie będzie! Zakwitną łąki, pojawi się urocze kwiecie - polnym zwane. Prosty lud prawi, że z powodu braku kasy w naszym starostwie narodził się pomysł połączenia imienin Beaty i Władysława. Władysław, jako starszy wiekiem i na dodatek polityczny tata i polityczna mama "Bukietowej" zgodził się w swojej łaskawości na to, by "Bukietowa" przeniosła swoje imieniny na 27 czerwca. W nowym kalendarzu - podobno! - te dwa imiona połączone są nierozerwalną czcionką typu "New romantic". W ten oto sposób w pełni czerwca, gdy kwiecia polnego będzie pod dostatkiem a w kasie starostwa pustki, jak u pańszczyźnianego chłopa na przednówku, będzie mogło odbyć się święto "WładoBeatowe". Przewodniczący wraz z "Bukietową" - asystentką ds. wręczania bukietów - udadzą się o poranku na łąki powiatowe. Tam brodząc w porannej rosie będą zrywali kwiecie wszelakie celem wzajemnego wręczenia go sobie podaczas zwykłego jubelku jaki takim dniom towarzyszy. Państwo sobie to wyobrażają? Nie?! To pomogę. Świt blady, który rozjaśniają pierwsze promyki czerwcowego słońca. Z polnej drogi w stronę łąk zmierzają wyżej wymienieni. Nieco z tyłu postępują asystenci - wiceprzewodniczący Rady Powiatu Marek Biernacki oraz drugi wice Edward Szendryk. Pierwsza para przystępuje do zrywania kwiecia - kaczeńce, maki, bławatki, chabry modre - ulegają sile ich dłoni. Zerwane kwiecie podają asystentom, którzy przyjmują je z wdzięcznością, uległością i pełnym oddaniem. I tak brną przez łąki, pola, lasy (chyba się zagalopowałem) a asystenci uginają się pod ciężarem zebranego kwiecia. Kiedy już zerwali wystarczającą ilość, która daje im pewność, że obadarują się wzajemnie w wymiarze imponującym, kończą swoje zbożne dzieło. Nucą przy tym piosonki pradawne. Przewodniczący falsetem śpiewa światu pradawny przebój: "Prząśniczkę" w nieco zmienionej wersji: "O kręć się ma Beatko, bączku mój". "Bukietowa" zaś nuci romantyczną pieśń "Mydełko fa, to Władek i ja" Wszelka zwierzyna cichnie w lesie. Skowronki robią się blade z zazdrości dla tak niespotykanego talentu tych dwojga. Ale nagle harmonię tego cudownego poranka przerywa pojawienie się Zła. Oto spod muchomora wyłania się tajemniczy Obcy. Zastygłym z zaskoczenia kwiaciarzom przedstawia się mówiąc: "Komornik sądowy rewiru..." "Bukietowa" mdleje. Przewodniczący wkłada do ust orzecha laskowego i mówi: "Wiewiórka jestem". Asystent Bierncki zamienia się w wypatroszony katalizator. Szendryk udaje puchacza. Szlag trafił sielankę. Jakże chwile szczęścia są ulotne i kruche.

wtorek, 1 stycznia 2008

Ja się nie poddaję - cz. 1


- W listopadzie 2002 roku wygrał Pan wybory i został burmistrzem. Bardzo mocno po Pana stronie zaangażował się Pan Władysław Stanisławski. Wkrótce jednak wystąpił on z Pana bloku wyborczego. Dlaczego?
- Niektórzy oczekiwali, że po wygranych wyborach będą mieli wpływ na podejmowane przeze mnie decyzje. Ja uważałem, i tego nie ukrywałem, że pełnienie stanowiska burmistrza związane jest z imienną odpowiedzialnością. To nie może być tak, iż burmistrz spełnia żądania ludzi, którzy za podejmowane przez niego decyzje nie ponoszą odpowiedzialności. Przecież, to nie Władysława Stanisławskiego wyborcy wybrali na burmistrza, ale Tadeusza Wrotkowskiego i jego to rozliczą z podejmowanych decyzji.
- Sugeruje Pan, iż Władysława Stanisławski chciał odgrywać rolę "szarej eminencji"?
- Ja zgadzałem się, że należy konsultować decyzje w ramach mojego Bloku Wyborczego. Powtarzam - konsultować. Ale czym innym jest konsultacja a innym żądanie, by wynik tych konsultacji zamieniać w decyzje. Konsultanci za decyzje odpowiedzialności nie ponoszą.
- Co było bezpośrednią przyczyną zerwania?
- Poszło o budowę sklepu "Netto". Stanisławski bardzo się temu sprzeciwiał. Ja rozumiałem, że jako prezes PSS - u obawia się on konkurencji. Tylko, że ja proszę Pana nie byłem reprezentantem interesów PSS - u, ale całej społeczności lokalnej. Wydałem zgodę na budowę tego sklepu, chociaż przyznam, że była to decyzja ryzykowna. Nikt nie wiedział jakie będą efekty powstania tej placówki. Straszono mnie wizją upadku wielu sklepów, wzrostem bezrobocia, krachem targowiska. Ja wyszedłem natomiast z innego założenia. Ceny wielu towarów w naszym mieście były wyższe niż w innych miastach, gdzie tego typu placówki istnieją. Ich działanie na rynku powoduje spadek cen. Góra nie jest miastem, którego mieszkańcy są zamożni. "Netto" pozwala kupować taniej i to jest dla mnie istotne. Wystarczy w sobotnie przedpołudnie pójść do "Netto" i zobaczyć, jak ludzie głosują nogami. Uważam, że moja decyzja była trafna. A jeżeli ceny żywności są niższe, to ludzie mogą kupować inne towary, dzięki zaoszczędzonym pieniądzom zaspakajać inne swoje potrzeby. Proszę również zauważyć, że dzięki powstaniu "Netta" ożywieniu uległo targowisko miejskie. W sobotę tam jest trudno przejść.
- A kiedy Stanisławski odszedł z Pana ugrupowania?
- O ile dobrze pamiętam, kryzys widać było już na posiedzeniach zarządu mojego bloku. Wówczas to Stanisławski, Stankiewicz kontestowali moje poczynania. Rozłam nastąpił podczas walnego zebrania. Stefan Kasperski wezwał ich, by albo zgodzili się z popierającą mnie większością, albo wyszli z koalicji. I oni wyszli.
- Porozmawiajmy o radnych. Czy radni przejawiają własną inicjatywę. Idzie mi o to, czy spotkał się Pan kiedykolwiek z taką sytuacją, że przychodzi do Pan grupa radnych i mówi, że chce zrealizować to i to, bo jest to wyjście naprzeciw oczekiwaniom wyborców.
- Podczas pięciu lat pełnienia przeze mnie funkcji burmistrza nigdy z taką sytuacją się nie spotkałem. Pan uczestniczy w posiedzeniach rady i widzi Pan jak mało twórczy są nasi radni. Wielu z nich nawet nie wie, jak funkcjonuje administracja i ma bardzo mętne pojęcie o samorządności. Wielu z nich wydaje się, że bycie radnym ogranicza się do przychodzenia na posiedzenia komisji i sesje. Są najczęściej nieprzygotowani do pracy w samorządzie. Powiem Panu więcej - wielu z nich nawet nie byliby wybrani na sołtysów, gdyby wyborcy poznali ich prawdziwą, a mocną skrywaną, naturę. Wracając do inicjatyw, to powiem, że wykazywali ją, ale przy próbach załatwianiu własnych interesów.
- Przykład proszę?
- Proszę bardzo. Podniesienie diet radnych z 200 na 400 zł. Chociaż bardzo zabiegano by była to kwota w wysokości 600 zł. To jeden z powodów niechęci dużej części radnych do mojej osoby. Przykład drugi. Jest w gminie komisja mieszkaniowa. Wprowadziłem zasadę, iż za pracę w komisji nie będzie wynagrodzenia. Pan wie jakim oburzeniem zawrzeli radni?
- Nie, nie wiem.
- Radni Barna i Patronowski mało mnie nie zjedli. Poobrażali się na mnie śmiertelnie.
- Ale przecież to Pan popierał Patronowskiego na stanowisko wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej.
- Tak..., te trzykrotne podchody. Radni wyautowali go dwa razy. Każdy inny by się wycofał. Byłem w szoku. To było niepotrzebne.
- Przez pewien czas popierała Pana "Samoobrona". Czemu to się skończyło?
- Oni byli nieobliczalni. Nigdy nie wiadomo kiedy i pod jakim pretekstem nie dotrzymają danego słowa i zapomną o uzgodnieniach. Na początku mojej 1. kadencji opuścili koalicję i już wówczas miałem w radzie mniejszość. Powiedziałem sobie: mniej grantów do rozdawania.
- A czego żądali?
- Stanowisk. Marzył im się wiceburmistrz. Problem z nimi polegał na tym, że oni nie mają ludzi przygotowanych do pełnienia jakichkolwiek funkcji a apetyt przerażający. Myślałem, że Adam Mazur jakoś ich stonuje, bo tylko on w tym towarzystwie coś sobą reprezentował. Też się zawiodłem na nim, bo zdradził mnie. Kiedy 19 lipca 2007 roku Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy moje skazanie Adam też się ode mnie odsunął. Nie on jeden zresztą, bo również Papmel, Barna, Patronowski. Wyczuli, że wiatr się zmienia, okręt tonie i ... .
- Rozumiem. Wszyscy znamy to powiedzenie. Porozmawiajmy o cmentarzu. Dlaczego zdecydował się Pan na wypowiedzenie umowy z Alfredem Bieleckim, wieloletnim dzierżawcą cmentarza komunalnego?

Ciąg dalszy - za kilka dni.

Rada w konspiracji

31 grudnia odbyła się niespodziewanie 17 sesja Rady Miejskiej. Bez gości, naczelników wydziałów, sołtysów i publiki - z wyjątkiem oczywiście mnie. Sesja zwołana została na wniosek sekretarza urzędu Tadeusza Otty, który stwierdził: "ja jestem sprawcą tego zamieszania". Sekretarz poinformował 16 obecnych radnych o konieczności dokonania przesunięć w budżecie na rok 2007. Głównie chodziło o przeniesienie z działów środków na wypłaty dla radców prawnych, parkingowych i osoby opiekującej się zegarem na Wieży Głogowskiej. Kwota przesunięć to 3300 zł. W upływającym roku należało również rozliczyć m.in. koszty zakupu iluminacji świetlnej, która od grudnia upiększa nasze miasto, koszty szkoleń. Korekty wymagały również kwoty składek na ZUS oraz Fundusz Pracy w kwocie 11 tys. Z tej okazji radny Zenon Berus spytał, jak to się stało, że jeszcze miesiąc temu mówiono, że na nic nie ma pieniędzy, a obecnie okazuje się, iż kasa jest. Odpowiedziało mu ciche i niewymowne milczenie. Ciekawość radnego Berusa nie została zaspokojona. Sekretarz Otto przypomniał również, że sesja musiała zostać zwołana gdyż nasza gmina nie ma komisarza, który mógłby takich drobnych przesunięć budżetu dokonywać samodzielnie. Poinformował zebranych, że wojewoda dolnośląski wskazał kandydata na komisarza. Nazwiska wskazanego sekretarz nie wymienił. W chwili obecnej dokumenty związane z kandydatem znajdują się w Ministerstwie Sprawa Wewnętrznych i Administracji. Trwa tam sprawdzanie nadesłanych przez wojewodę dokumentów pod kątem ich prawomocności. Tadeusz Otto napomknął również, że od kilku dni próbuje zasięgnąć informacji na temat ewentualnego terminu mianowania komisarza, ale sprawa jest ciężka. W ministerstwie nie ma ludzi, którzy się tym zajmują. Mają wolne z okazji świąt. Tu wypada mi zgodzić się z sekretarzem, gdyż sam tego doświadczyłem dzwoniąc do Ministerstwa Skarbu. Najczęściej nikt nie odbiera, a gdy już odbierze to okazuje się, że ma tylko dyżur przy telefonie i może co najwyżej powiedzieć która jest godzina. Praktyczna realizacja wyborczego hasła PO: "By żyło się lepiej. Wszystkim".