czwartek, 30 września 2010

Wszystko jasne!

W dzisiejszej „Panoramie Leszczyńskiej” odnajdujemy artykuł: „Nie po drodze im”. Rzecz jest o mitycznej już wprost przynależności oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P. do Platformy Obywatelskiej.

Plota na ten temat ciągnie się już od dłuższego czasu. Pisałem o tym ja, prostowali działacze górowskiej Platformy. Wszystko z miernym skutkiem.

Sama zainteresowana również nigdy nie powiedziała otwartym tekstem, iż w PO nie jest. Kluczyła, dawała coś niejasno do zrozumienia i wkurzała tym naszych platformersów. Ale miarka się przebrała i oskarżoną, starościnę powiatu górowskiego Beatę P. przyciśnięto do muru.

Nie rozumiem, skąd te nerwy” – tłumaczy się naiwnie niespełniona w marzeniach „Bukietowa”. A jak działacze PO maja być mniej nerwowi, kiedy przypisuje się im takiego członka partii? Toż to każdego szlag by trafił! że ona nie rozumie. Ona zawsze niewiele rozumie.

Dalej wypowiedź leci tak: „Zainicjowałam powstanie koła PO w Szaszorowicach, bo idee tej partii są mi bliskie. To prawda, że członkiem PO nie jestem, ale tez nigdy nie twierdziłam, że tak jest. To zwykła nadinterpretacja moich wypowiedzi” – kończy „Bukietowa”.

Z radością też dowiadujemy się, iż nie ma ona kumpli wśród naszych lokalnych działaczy PO: „(…) w dolnośląskim PO jest wiele osób, z którymi się świetnie dogaduje i z pewnością mogłaby współpracować (przy przeprowadzaniu szkoleń? – pytanie moje). Niestety, nie ma wśród nich lokalnych działaczy. To właśnie przez ich zdecydowane weto nie jest członkiem partii”. I chwalmy Pana!

Szef powiatowych struktur PO i wiceburmistrz w jednej osobie Piotr Wołowicz krótko, dobitnie i bez niedomówień przedstawia sprawę: „Z tą panią jest nam nie po drodze. Z kilku powodów. Aktywnie działała we władzach Samoobrony, zarówno w powiecie, jak i w województwie, i nie sprawdziła się jako starosta. Nie chcemy podpisywać się pod jej decyzjami” – kończy szef PO.

No i pięknie, panie Piotrze! Przynależność do pewnej zdechłej partii jest najlepszą antyrekomendacją. Lepszej nie ma.
No i mamy koniec spekulacji, dywagacji na ten temat. Nie była, nie jest i nie będzie! Uff!

"Społeczna" władza spółdzielni kontratakuje!

Rada Nadzorcza „Wspólnego Domu” wyprodukowała w trudzie i najwyższym znoju odezwę do członków spółdzielni. Fakt, że trud i znój straszny towarzyszył redakcji tekstu widać w każdym zdaniu. Kulawą "polszczyzną", zwichrowaną składnią oraz mętnym językiem RN przemawia do spółdzielców.

Odezwa RN ma na celu sprostowanie informacji i faktów, z którymi członkowie spółdzielni mogli się zapoznać na moim blogu oraz w piśmie skierowanym do spółdzielców przez grupę osób przygotowujący Nadzwyczajne Walne.

Odezwa zaczyna się s sposób niezwykle napuszony i pompatyczny: „W związku z obecnie zaistniałą, niezdrową sytuacją, która ma na celu oszkalowanie Rady Nadzorczej i Zarządu Spółdzielni w oczach jej członków…”.

Następnie 8 członków RN przystępuje do „odszkalowywania”.

Zaczynają pokrętnie. „Wynik finansowy z gospodarki zasobami mieszkaniowymi SM w okresie tylko I półrocza 2009 roku (przed przejęciem) zamykał się nadwyżką kosztów GZM (stratą) nad dochodami w wysokości -29.921,75 zł. Natomiast wynik finansowy z GZM na dzień 30 czerwca 2010 roku, zamykał się nadwyżką dochodów (zyskiem) nad kosztami wysokości +26.569,19 zł.”

Rzecz jasna jest to sukces Zarządu i Rady Nadzorczej, która rządzi obecnie. Zapomina się jednak dodać, że jest to również sukces prezesa SM – Marka Downara. Świadomie manipuluje się datami, tak, by Czytelnik sądził, iż prezes Downar źle gospodarzył i była strata. Prawda jest taka, a tego w odezwie nie napisano, iż strata powstała za rządów Jerzego Żywickiego a zysk Downara.

Ten widomy cud finansowy jest oczywiście dziełem Zarządu i Rady Nadzorczej, które to organy połączone w miłosnym i pełnym uwielbienia splocie zlały się w jedność. Rada Nadzorcza wg statutu spółdzielni ma kontrolować Zarząd a ten robić to co mu statut nakazuje. Statut nie nakazuje kochać się, ale uważnie patrzeć Zarządowi na łapki.

Ale kto ma patrzeć? Przewodniczący RN Andrzej Patronowski, który na sesji gminnej nigdy nie zabrał głosu? Głosu nie, ale milcząc dietę łupie, że aż ciarki po skórze chodzą. Ponoć wybiera się ponownie do Rady Miejskiej. Po co? Po dietę! Bo do Rady to Patronowski niczego nie wniesie. Z pustego i … . Zresztą Państwo wiecie co dalej.

„Nie należy zatem dopatrywać się negatywów wobec udanej współpracy Zarządu i Rady, ponieważ właśnie tak zgodna współpraca, owocuje wymiernymi wynikami finansowymi, a to dla jej członków powinno być najważniejsze” – z dumą stwierdzają niedowarzeni autorzy odezwy. „Owocna” współpraca, wzajemne zrozumienie miały przynieść „wymierny” wynik dla członka Zarządu – Grzegorza Oberga. Załatwił sobie z przewodniczącym Rady Nadzorczej zgodę na zatrudnienie członka swojej rodziny. Fantastyczny owoc! Ale prezes Downar pokazał Grzegorzowi Obergowi jak babcia koszyk nosi! I prezes podpadł obu panom.

Bardzo podoba mi się opis sukcesów obu połączonych w miłosnym uścisku ciał statutowych. Sławetna akcja „Złom” – to przeogromny sukces osobisty członka Zarządu Grzegorza - Oberga. Miał nosa ten spółdzielczy Sherlock Holmes. Taka afera! Jak piszą członkowie RN zapobiegli oni „rozkradaniu majątku SM”. Pięknie! Ale powiedzcie mi przezacni członkowie RN gdzież ten złom był przechowywany? Mniemam, że w skrytce jakiejś, garażu, magazynku. To ja się wcale nie dziwie, że temu niecnemu procederowi przeciwstawiliście. Trzeba dojść do tego kto wyłamał kłódkę zagradzającą drogę do złomu.

A prawda jest taka, że żadnej kłódki nie było. Do czasu gdy pracownicy nie stawiali się Patronowskiemu i Obergowi nic się nie działo. Sprzedaż złomu nie napotykała sprzeciwu tych panów. Ale gdy klasa robotnicza powiedział swoje zdecydowane „nie!” bezprawnym próbom obu panów, którzy nie są ich pracodawcami w rozumieniu Kodeksu Pracy, złom stał się obiektem wzmożonego zainteresowania. W odwecie za to, że pracownicy obsługi nie chcieli wykonywać poleceń obu panów. Bo tak naprawdę, to ci panowie mogą ich poniżej pleców pocałować.

W odwecie też wyprodukowano „lojalkę”. Autorzy odezwy tak tę sprawę uzasadniają: „Zarząd SM zobowiązał pracowników do podpisania Umowy o Zakazie Konkurencji przez wszystkich pracowników SM tzw. lojalki”.
Ktoś tu błysnął inteligencją na wspak. A czymże takim np. hydraulik zaszkodzi SM „Wspólny Dom” jeżeli – po godzinach oczywiście – pójdzie na „fuchę” do innej spółdzielni? Dorobi sobie i po krzyku. Chyba, że chodzi o to, by sobie nie dorobił i drżał o posadę, premię a więc był zależny od SM. To ponoć też sukces Zarządu i RN.

W odezwie stawia się konkretne zarzuty prezesowi spółdzielni, który przebywa na chorobowym.
I tak:
- refundacja stolarki okiennej poza kolejnością;
Autorzy listu zapomnieli jednak dodać, że decyzja o refundacji kosztów poniesionych w związku z zakupem stolarki okiennej nie była jednoosobowa. Wszak członkowie Zarządu – Grzegorz Oberg i pani Chrobak pisemnie akceptowali decyzję prezesa. Każdorazowo! I jakoś wówczas nie wnosili zastrzeżeń.

Zarzut drugi:
- przyznanie sobie i byłemu prezesowi SM nagrody z funduszu socjalnego SM nagrody z funduszu socjalnego, co zarzucili mu pozostali członkowie Zarządu na piśmie;
I znowu autorzy odezwy trochę konfabulują. Nagrody z funduszu socjalnego otrzymali wszyscy pracownicy spółdzielni. A z zarzutu wynika, że tylko dwaj prezesi. Działo się tak zawsze. Jedynym niedopatrzeniem prezesa było to, iż nie powołano komisji socjalnej, by je przydzielić. Pamiętać należy o tym, że fundusz socjalny jest własnością pracowników spółdzielni a nie członków Zarządu i RN, którzy pracownikami nie są. To tylko czynniki społeczne. Tu jednak czkawką odbija się stara tradycja kiedy również tak postępowano.

Trzeci zarzut:
- korzystanie z telefonów służbowych do celów prywatnych, m.in. kosztowne rozmowy międzynarodowe – ustalenia na podstawie bilingów;
Szkoda, że nie napisano ile było tych rozmów. Żal też, że nie wspomniano na ile prezes rzekomo naciął SM. A już naprawdę należy ubolewać nad faktem, że prezes nigdy nie przekroczył limitu kasy przeznaczonego na utrzymanie komórki służbowej. Ale to drobiazgi.

Zarzut czwarty:
- brak regularnego uiszczania zobowiązań finansowych wobec SM, a czego konsekwentnie wymagał od rencistów i emerytów;
Też nie napisano o jaka kwotę chodzi. Prezes Downar ma poślizg jednomiesięczny. To fakt. Ale też jest faktem, że rozpowszechniają tę informację, która należy do grupy „informacji wrażliwych” autorzy odezwy popełnili przestępstwo. I to karane z Kodeksu Karnego. Prezesowi podpowiem, że powinien zapoznać się z ustawą o ochronie danych osobowych. Wyrok skazujący towarzystwo ma murowane.

W odezwie czytamy znajdujemy potwierdzenie informacji o „stałej obecności wszystkich członków Zarządu przy rozmowach z petentami SM”.

I tu włos się jeży na głowie! Jeżeli te paple, przekupy z targu, nie potrafią utrzymać w tajemnicy „informacji wrażliwych” o własnym prezesie, to co mówić o wykorzystaniu wiedzy o zwykłych członkach spółdzielni? I to jest właśnie powód, by was oddać do sądu, bo rozgłaszając tę informację pokazaliście jak bardzo zasługujecie na kopa. I myślę, że prezes to zrobi.

Niczym „okopów św. Trójcy” bronią autorzy odezwy powrotu do praktyki pobierania diet. Zasada jest prosta: „pecunia non olet”. Podpierają się kulawą laską prawną. Powołują się na par. 44, p. 2 statutu spółdzielni.


I nie mówią prawdy. To nie RN decyduje o poznaniu diet. Jest to wyłączna domena Walnego Zgromadzenia o czym mówi par. 25 statutu.

By zaciemnić sprawę kasy stwierdzają, iż jedynie „przywracają” diety. Wg autorów odezwy upoważnia ich do tego wniosek postawiony na Walnym Zgromadzeniu. Rzeczywiście był taki wniosek. Tyle, że go nie głosowano. Przełożono tę czynność na kolejne walne. A tego nie było. I nie tylko chodzi tu o to, że ściemnia się spółdzielców w sposób maksymalny. Chodzi o to, że obecni członkowie Rady Nadzorczej i Zarządu dochodzili do władzy w spółdzielni pod hasłem skończenia z płaceniem diet. Powtórzę raz jeszcze: oszukali spółdzielców! I jakoś za to nie przepraszają w odezwie, nie raczą powiedzieć: „wybaczcie, ale my dla kasy”. Diety są pobierane nielegalnie i zainteresowani o tym wiedzą. Je żeli jest inaczej, to niech pokażą Państwu uchwałę z ostatniego walnego.

A przypomnijmy o jeszcze jednym haśle przedwyborczym obecnych włodarzy spółdzielni. Obiecywano, że koszt eksploatacji mieszkań spadną o 25%. Pomysł nierealny, ale chwytliwy wyborczo. I opowiadało się tę bzdurę na lewo i prawo. No, ale jak się w głowie nie ma iskry bożej tylko piasek pustynny, to co wymyślisz.

Odezwa w dużej części skupia się na osobie jednej z członkiń Rady Nadzorczej. To ją, co łatwo zauważyć obarcza się winą za „przeciek” ze spółdzielczego grajdołka. Już na pierwszy rzut oka widać, że autorzy odezwy postanowili ją „oszkalować” mówiąc ich dziwna „polszczyzną”. „Oszkalowują” skutecznie, to fakt. I to „oszkalowywanie” aż mi pachnie art. 212 Kodeksu Karnego. Tam jest taki fajny i sympatyczny paragraf na tego typu czyn. Ja bym ich na miejscu tej pani wyprostował jak gwoździka.

Pani ta – nie podpisana pod odezwą – jest członkiem RN. Jest i nie jest. Nie otrzymuje zawiadomień o terminie posiedzeń tego gremium. Z odezwy dowiadujemy się, że rzeczywiście nie uczestniczy w pracach tego ciała, które znajduje się w stanie intelektualnej kopulacji z Zarządem dyrygowanym przez szamana od bioprądów – Grzegorza Oberga. Nawiasem mówiąc też bym tam nie lazł, bo intelektualnie mógłbym zubożeć.

Cóż tu jeszcze dodać? Należy złożyć wyrazy współczucia członkom spółdzielni „Wspólny Dom”. Wybraliście źle, bardzo źle. Daliście się nabrać. Wydawało się Wam, że głosujecie na róże a dostaliście chwasty.

środa, 29 września 2010

Wybory z zegarem w tle


Dzisiaj odbył się długo oczekiwany wybór nowego starosty powiatu górowskiego. Na sesję przybyło 14 radnych. Radny Jan sowa był nieobecny, jak poinformował radnych Przewodniczący: „Z ważnych względów rodzinnych, dość smutnych”.

O godz. 12,02 Przewodniczący Rady Powiatu Władysław Stanisławski otworzył sesję. Odczytał porządek obrad sesji, w którym znalazły się punkty dotyczące powołania nowych władz naszego powiatu.

12,05 – radny Tadeusz Bieleń zgłasza kandydaturę radnego Jana Kalinowskiego na stanowisko starosty. Zgodnie z procedurą Przewodniczący Rady pyta kandydata: „Czy wyraża pan zgodę na kandydowanie?” „Tak, wyrażam” – odpowiada Jan Kalinowski.
Przewodniczący prosi i rekomendację kandydata. Kandydat wstaje i sam opowiada o swoim doświadczeniu samorządowy. „W pierwszej kadencji samorządu w Niechlowie byłem radnym i członkiem Zarządu Gminnego. W samorządzie powiatowym jestem pierwszą kadencję”.

12,07 – wobec tego, iż w składzie Komisji Skrutacyjnej znajdował się kandydat na starostę zachodzi konieczność uzupełnienia jej składu. Przewodniczący prosi o podawanie kandydatów. Radny Marek Hołtra zgłasza kandydaturę radnego Stefana Mrówki. Kandydat odmawia. Wobec powyższego radny Hołtra zgłasza kandydaturę radnego Jana Bondziora. Ku zdziwieniu wszystkich ten również odmawia. Przewodniczący wyraża swoje zdziwienie postępowaniem tych radnych. „To funkcja „zaszczytna” mówi i „trochę się dziwię, że radni odmawiają”. Pałeczkę od radnego Hołtry przejmuje radny Tadeusz Bogucki. Wskazuje osobę radnego Tadeusza Bielenia na kandydata do komisji. Radny Bieleń się zgadza. Głosowanie i radny Tadeusz Bieleń zostaje członkiem Komisji Skrutacyjnej.

12,09 – Komisja Skrutacyjna opuszcza salę obrad, by przygotować karty do głosowania.

12,15 – przewodnicząca komisji Teresa Sibilak udziela radnym lekcji na temat prawidłowości głosowania.

12,16 – w całkowitej ciszy odbywa się głosowanie na nowego starostę powiatu górowskiego. Przewodnicząca komisji skrutacyjnej wyczytuje w porządku alfabetycznym nazwiska radnych. Ci, podchodzą kolejno do miejsca zapewniającego tajność głosowania stawiali na kartkach swoje vota. Następnie głosy wrzucane są do urny.

12,21 – komisja zabiera urnę z głosami i udaje się w celu obliczenia głosów. Przewodniczący ogłasza przerwę w obradach.
W kuluarach rozpoczynają się żywe rozmowy na temat szans kandydata. Z powodu nieobecności radnego Jana Sowy ocenia się je nisko. Do powołania starosty niezbędne jest minimum 8 głosów. Koalicja dysponuje siedmioma. Napięcie rośnie. Pozornie wygląda, że kandydat przepadł.

12,29 – koniec przerwy. Przewodnicząca Komisji Skrutacyjnej odczytuje wynik głosowania. „Za” kandydaturą radnego Jan Kalinowskiego – 8 głosów. „Przeciw” – 6. Nikt się nie wstrzymał. Westchnienie ulgi wyrywa się z piersi koalicjantów. Zaskoczenie widać na twarzach radnych popierających oskarżoną, starościnę powiatu górowskiego Beatę P.

12,30 – Przewodniczący Stanisławski czyta uchwałę Rady Powiatu w sprawie wyboru nowego starosty – Jana Kalinowskiego.

12,31 – Przewodniczący kieruje do nowego starosty pytanie czy życzy on sobie przerwy czy też od razu poda nazwiska wicestarosty i członków Zarządu. Starosta, pan Jan Kalinowski prosi o przerwę. Równocześnie zaprasza WSZYSTKICH radnych do sali nr 33. Wśród zwolenników oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P. widać konsternację. Idą jednak wszyscy.
Przerwa trwa i znowu zaczynają się spekulacje na temat głosowania. Główny temat, to: kto był tym ósmym, którego głos przeważył? Dywagacje, roztrząsania. Ale to już nie ważne.

12,41 – wznowienie obrad sesji. Nowy starosta pan Jan Kalinowski wnosi o wykreślenie z porządku obrad punktu mówiącego o wyborze wicestarosty. Nowy starosta nie widzi konieczności powoływania na to stanowisko kogoś na trzy miesiące. Oświadczenie to wywołuje duże zdziwienie i zaskoczenie.

12,43 – głosowanie nad wykreśleniem punktu dotyczącego powołania wicestarosty – 11 radnych „za”.

12,44 – Przewodniczący Rady Powiatu ogłasza kolejny punkt: „wybór członków Zarządu”. Nowy starosta pan Jan Kalinowski korzystając z przynależnego mu prawa zgłasza dwie kandydatury. Cichym głosem mówi: „Na członków Zarządu zgłaszam radnych Tadeusza Podwińskiego i Kazimierza Boguckiego. Trzeciego kandydata zgłoszę na najbliższej sesji. Cisza na sali. Wszystko jasne. Zarząd będzie liczył nie 5 członków jak dotychczas, ale czterech.

12,45 – Przewodniczący ogłasza przerwę, by Komisja Skrutacyjna mogła przygotować karty do głosowania.
W kuluarach nowy starosta zbiera gratulacje. Wszyscy jednak w nerwowym napięciu zastanawiają się jak przebiegnie to głosowanie. Czy kandydaci uzyskają wymagane 8 głosów. Sceptyczny jest nawet kandydat na członka Zarządu Kazimierz Bogucki. Podenerwowania nie kryje drugi kandydat – Tadeusz Podwiński.

13,00 – rozpoczyna się procedura głosowania. I znowu na sali panuje cisza. Daje się wyczuć napicie. Nie ma rozmów. Wszyscy skupieni i podenerwowani. Koniec głosowania i kolejna przerwa. W kuluarach dalsze dywagacje na temat szans kandydatów. Mówię do radnego Boguckiego: „Ty Kaziu przejdziesz, ale Podwiński został wycięty”. Radny Bogucki patrzy na mnie z dużym zwątpieniem w oczach. A ja swoje już wiem.
Nowy starosta rozluźniony żartuje i swobodnie rozmawia. Nikt nie pyta o plany, zamierzenie. Stoimy w większym gronie i wówczas ja oświadczam: „Ja Panie starosto, z chwilą Pana wyboru przechodzę do najgłębszej opozycji”. I robi się wesoło. A ja mówię to poważnie, śmiertelnie poważnie.

13,18 – wraca Komisja Skrutacyjna. Na sali głucha cisza. Przewodnicząca odczytuje protokół.
Za wyborem radnego Kazimierz Boguckiego na członka Zarządu – 8 głosów, przeciw – 5, wstrzymujący się – 1. Wyszło na moje.
Za wyborem radnego Tadeusza Podwińskiego na członka Zarządu – 5 głosów. Przeciw – 8, wstrzymujący – 1. Patrzę na kandydata i widzę purpurę na twarzy. Też wyszło na moje.

13,21 – zaczyna się robić problem.

13,22 – starosta pan Jan Kalinowski na prośbę Przewodniczącego Rady zgłasza nowego kandydata na członka Zarządu. Radny Marek Hołtra wyraża zgodę. Powstaje jednak konieczność odwołania radnego Hołtry z Komisji Skrutacyjnej. Problem rozwiązuje się błyskawicznie. Na swoje miejsce w Komisji Skrutacyjnej radny Hołtra proponuje radnego Pawła Niedźwiedzia. Ten wyraża zgodę. Głosowanie i komisja ma pełny skład.

13,23 – kolejna tego dnia przerwa. Komisja Skrutacyjna idzie szykować karty do głosowania. A w kuluarach trwa dociekanie, kto „wyciął” numer radnemu Podwińskiemu. Atmosfera robi się wprost gorąca. A przecież wyraźnie widać, że temu kandydatowi odmówiło poparcie 2 radnych koalicyjnych. Robi się aż gęsto od nieufności i wzajemnych podejrzeń. Niedobrze, bo nowe władze wciąż nie wybrane.
Nowy starosta powraca do mojej publicznie wygłoszonej zapowiedzi przejścia do twardej opozycji. „Będziemy robić tak, by nie miał pan powodu do pisania o nas” – mówi. I po chwili przytomnie dodaje: „Oczywiście nie zawsze nam się to uda, ale będziemy się starali”. A ja już wietrzę podstęp.

13,31 – wznowienie obrad. Przewodniczący prosi radnego Niedźwiedzia o pokazanie zawartości „maszyny losującej”, bo tak radny Niedźwiedź zwie urnę wyborczą. Urządzenie jest puste. Rozpoczyna się głosowanie nad kandydaturą radnego Marka Hołtry na członka Zarządu Powiatu.

13,36 – tradycyjna dzisiaj przerwa. Komisja idzie liczyć głosy a radni w kuluarach rozmawiają o szansach kandydata. „Na dwoje babka wróżyła” – tak można te spekulacje określić.

13,43 – „radny Niedźwiedź powraca z „maszyna losującą” na salę obrad. Przewodnicząca komisji odczytuje wynik głosowania. „Za” kandydatem opowiedziało się 6 radnych, przeciw 8. Konsternacja na sali.

13,45 – głos zabiera Przewodniczący Rady. Informuje zebranych, że w międzyczasie sytuacja się nieco skomplikowała. Radca prawny poinformował, że wg jego wiedzy należy wybrać pełny skład Zarządu. Więcej, że prawo nie dopuszcza do możliwości niepowołania wicestarosty. Przewodniczący mówi, iż za chwilę zostaną przeprowadzone telefoniczne konsultacje w tej sprawie z nadzorem prawnym wojewody dolnośląskiego. Chodzi o to, by nadzór wojewody nie zaskarżył uchwał o wyborze członków Zarządu.

13,47 – głos zabiera radca prawny. Wyjaśnia on radnym, iż do czasu wyboru nowego Zarządu swoje funkcje pełni „stary” Zarząd. Przewodniczący ogłasza 10 minut przerwy.

13,48 – rozpoczyna się przerwa. Trwają gorączkowe rozmowy i poszukiwanie dróg wyjścia z impasu, w jakim znalazł się wybór członków Zarządu. Przewodniczący proponuje koalicjantom, by zakończyć sesję. Prosi ich również o natychmiastowe złożenie wniosku o zwołanie kolejnej nadzwyczajnej sesji. Publicznie deklaruje, iż zwoła ją w terminie dogodnym koalicji. Prosi o rozważenie swojej propozycji.

14,03 – koniec przerwy. Przewodniczący Rady odczytuje treść uchwały o powołaniu na członka Zarządu powiatu górowskiego radnego Kazimierza Boguckiego. Następnie składa oficjalny wniosek, by zakończyć obrady nad punktem 4 (wybór członków Zarządu) i przejść do kolejnego punktu porządku obrad.
Przewodniczący informuje radnych, iż nadzór prawny wojewody stwierdził, że musi być pełny skład Zarządu. Taka jest ostateczna odpowiedź nadzoru prawnego wojewody.
Radny Marek Hołtra ma w kwestii terminu zwołania sesji własne zdanie. Proponuje, by zwołać ją jutro, o godz. 15,00.
Przewodniczący Stanisławski w odpowiedzi na tę propozycję stwierdza, iż „nasza Rada jest w stanie dogadać się z sobą. Uważam pana propozycję panie radny Hołtra za zbyt pochopną”. By zakończyć impas Przewodniczący poddaje pod głosowanie swój wniosek o zamknięcie sesji w dniu dzisiejszym, po uprzednim wyczerpaniu porządku obrad. „Za” jest 12 radnych a 2 się wstrzymuje.

14,07 – dwa kolejne punkty obrad „interpelacje i zapytanie” oraz „wolne głosy i wnioski” przebiegają bez zakłóceń.

14,08 – Przewodniczący Rady zamyka obrady sesji. Radni koalicyjni udają się do biura Rady, by przygotować wniosek o zwołanie sesji nadzwyczajnej. W porządku obrad znajda się m.in. punkt o wyborze wicestarosty oraz o wyborze członków Zarządu. Sesja odbędzie się na początku przyszłego tygodnia.

Jan Kalinowski jest siódmym starostą powiatu górowskiego. Ten znany, lubiany i szanowany lekarz podjął się bardzo niewdzięcznego zadania. Sądzę, że sam nie wierzył w swój wybór. Ma pracę więc o „kasę” mu nie idzie. Straci na tym interesie. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Jan Kalinowski została starostą nie ze względów materialnych, ale w poczuciu najwyższej odpowiedzialności za losy tego powiatu. Obawiam się, że jest on jednym z ostatnich bezinteresownych dinozaurów. Życzę mu powodzenia. Wszyscy winniśmy mu życzyć powodzenia, bo wyzwania stoją przed nim ogromne. Nie tylko przed nim, ale przed całym powiatem, którego jesteśmy mieszkańcami. Sukces starosty pana Jana Kalinowskiego będzie naszym wspólnym sukcesem. Wiem, że wkrótce zrobi się bardzo interesująco.

Z drugiej strony sytuacja jest zgoła groteskowa. Oto, chyba jako jedyny powiat w kraju, mamy dwóch starostów! Na razie urzęduje oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P. (bo Zarząd nie jest pełny) i mamy nowego starostę Jana Kalinowskiego (na szczęście nez wstępnych tytułów). To stanie się głośne. Zobaczycie!

poniedziałek, 27 września 2010

Wyborczy trel Słowika

Poniżej tekst młodego mieszkańca naszego miasta – Filipa Słowika. Tekst powstał z jego inicjatywy, bez jakichkolwiek sugestii i bez cenzurowania treści. Filip, uczeń 3 klasy Gimnazjum nr 2 w Górze, wyraża swój pogląd na zbliżające się wybory i patrzy na nie okiem młodzieńca, który oczekuje od kandydatów, by opowiedzieli co zrobią dla niego i jego rówieśników. Myślę, że ten dobry tekst powoli Państwu wyrobić sobie pogląd na temat świadomości młodego pokolenia w naszym mieście i ocenić trafność czynionych przez nich spostrzeżeń. Filipowi dziękuję za odwagę, bo wielu „daje głos” w Internecie, ale anonimowo.

Wybory samorządowe w Górze zbliżają się wielkimi krokami. Lokalna prasa i portale informacyjne, przepełnione są wiadomościami dotyczącymi kandydatów.
Pytanie tylko, które z tych informacji są naprawdę ważne dla Nas- młodzieży? Jakie nadzieje pokładamy w działaniach przyszłego burmistrza? Kręgielnia, basen czy modernizacja stadionu to tylko niektóre z obietnic kandydatów, a jak wiadomo, obietnica jest kruchym słowem- łatwo dana, łatwo złamana.

Czy młodzi ludzie nie zawiodą się na swoich faworytach? Każdy z Nas ma przecież nadzieję, że tym razem pretendenci staną na wysokości zadania i choć połowa planów zostanie wcielona w życie.

Mówi się, że nie powinno się rozliczać ludzi z ich przeszłości tym wypadku jednak - dla dobra miasta, jest to nieuniknione. Przypomnijmy, że Tadeusz Wrotkowski pełnił już funkcje burmistrza na przełomie lat 2000-2007. W czasie jego rządów zmodernizowano dom kultury oraz utworzono salę widowiskowo - kinową i halę sportową Olimpia. Innych inwestycji dla młodzieży nie udało się zrealizować, jednak na obronę byłego burmistrza należy dodać, że w czasie gdy pełnił swą funkcję, nie było możliwości otrzymania dotacji z Unii Europejskiej.

Obecna burmistrz - Irena Krzyszkiewicz, na swoim koncie ma już m.in. trzy kompleksy sportowe (Orlik, dwa boiska wielofunkcyjne w Górze a w budowie Orlik w Czerninie), oraz w pełni wyposażony skatepark. Są to tylko niektóre ze zrealizowanych inwestycji. Warto wspomnieć też o niedawno powstałym parku przy ul. Podwale czy wybudowanej strefie aktywnej rekreacji dla dzieci przy ul. Targowej. Ukończono również rozbudowę górowskiego Domu Kultury i zakończono remont przedszkola publicznego. Jak widzimy osiągnięcia pani Krzyszkiewicz diametralnie różnią się od jej poprzedników, również finansowo. Za jej kadencji wydatki na oświatę sięgnęły prawie 18mln. złotych. Obecnie szykowany jest również teren na spływ kajakowy, a na dniach sporządzona ma być dokumentacja techniczna basenu w Górze.

Co do ostatniego kandydata Wiesława Pluty, to tak naprawdę za wiele powiedzieć się nie da. Niepełniący żadnej funkcji publicznej nauczyciel, wielokrotnie ubiegał się o różne stanowiska, jak widać - bezskutecznie. Poglądy reprezentowane przez jego partię- Samoobronnę, będą bardziej przychylne reaktywacji PGR-ów niż inwestycjom dla młodzieży.
Mimo, iż sam kandydat zapowiada wiele miejskich inwestycji, podejrzewam, że wyprze się tego tak samo szybko jak szybko zostało to dopisane do jego nieszczęsnego programu wyborczego.

Podsumowując rozważania o tak istotnych dla Nas wyborach, warto zastanowić się nad pytaniem postawionym w pierwszym akapicie - Co jest tak naprawdę dla Nas ważne? Przede wszystkim to, aby przyszły burmistrz nie obiecywał przysłowiowych gruszek na wierzbie, gdyż po pierwsze nikt tego od niego nie oczekuje, a po drugie, wbrew pozorom, nie zyska lecz straci w Naszych oczach. Nie jest sztuką coś obiecać, lecz sprawić abyśmy ślady tego mogli dostrzec w najbliższej przyszłości.

Jako młode pokolenie być może nie znamy się na prawie czy sprawnym zarządzaniu państwem. Wiemy jednak z autopsji, że do podejmowania słusznych decyzji potrzeba bystrości umysłu, racjonalnego myślenia i pewności siebie. Należy ufać sobie i nie bać się odważnie myśleć! Odwaga to nie brak strachu, lecz świadomość, że w danej chwili coś jest od niego ważniejsze.

Który z kandydatów posiada umiejętności na miano gospodarza naszego miasta? Komu jesteśmy w stanie oddać w ręce Górę, aby po tygodniu nie żałować podjętej decyzji?
Spójrzcie racjonalnie i subiektywnie na wszystkich kandydatów razem i każdego z osobna. Zadajmy sobie pytanie, przy czyich działaniach będziemy dumnymi Górowianinami? Odpowiedzi na te pytania pozostawiam Wam - młodym wyborcom i przyszłym pełnoprawnym obywatela naszego miasta.

"Bana" będzie nasza?

W sprawie linii kolejowej nr 372 Bojanowo – Góra Śląska Starostwo Powiatowe otrzymało odpowiedź na pismo z 2 sierpnia 2010 roku, które podpisane zostało przez powiat i burmistrz Irenę Krzyszkiewicz.

W piśmie, które wpłynęło do Starostwa 20 sierpnia Biuro Nieruchomości Centrali PKP S.A. informuje:
że widzi możliwość nieodpłatnego przekazania odcinka linii kolejowej nr 372 Bojanowo – Góra Śląska na rzecz Powiatu Górowskiego w zarządzanie w celu dalszej jej eksploatacji".

Następnie PKP S.A. podpowiada nam tryb postępowania w tej sprawie. Wg nich ma to wyglądać tak:
"a/ Zawracie przez PKP S.A. oraz Powiat Górowski umowy nieodpłatnego przejęcia linii kolejowej w zarządzanie w celu jej dalszej eksploatacji na podstawie art. 9 ust. 3 pkt 2 ustawy z dnia 38 marca 2003 o transporcie kolejowym.
b/ po uregulowaniu stanu prawnego nieruchomości przekazania omawianego odcinka linii przez PKP S.A. na rzecz Powiatu Górowskiego na podstawie art. 18a ustawy z dnia 8 września 2000 r. o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstwa państwowego „Polskie Koleje Państwowe
”.

I dalej: „W związku z powyższym informujemy o konieczności podjęcia uchwały przez Powiat Górowski dotyczącej nieodpłatnego przejęcia omawianego odcinka linii kolejowej nr 372 Bojanowo – Góra Śląska w zarządzanie w celu dalszej eksploatacji oraz wystąpienia do PKP S.A. z formalnym wnioskiem w sprawie nieodpłatnego przekazania”.

Z informacji jakie posiadam wynika, iż w Starostwie do dnia dzisiejszego nie podjęto prac nad przygotowaniem uchwały w tej sprawie. Daje to do myślenia, gdyż od daty wpłynięcia cytowanego pisma, minęło już 37 dni. A sprawa jest ważna dla wszystkich.

Pozornie. Okazuje się, iż pomimo upływu 37 dni treści pisma, którą przytoczyłem w 90%, nie zna UMiG, strona najbardziej zainteresowana tą sprawą. A to już jest co najmniej dziwne.

Biały biznes

Radni powiatowi otrzymali sprawozdanie finansowe SP ZOZ w Górze za okres styczeń – maj 2010 roku.

Zatrudnienie w szpitalu na dzień 31 maja – na umowę o pracę – wynosiło 192 etaty. Pełnozatrudnionych było 190 osób, niepełnozatrudnionych – 2 osoby. Razem pracuje więc w szpitalu 195 osób na 192 etatach.

Kadra lekarska pracująca na umowy cywilnoprawne liczyła 34 osoby. W tej liczbie 29 lekarzy zatrudnionych było na umowy cywilnoprawne a 5 zarówno na umowy o pracę, jak też umowy cywilnoprawne.

Najliczniejszą armia pracowników w szpitalu są pielęgniarki i położne, których pracuje 91. Kolejną pod względem liczebności grupę stanowią technicy i ratownicy medyczni i pozostały personel średni – 36 osób. Salowe i pozostały personel niższy – 28. W administracji zatrudnionych jest 12 osób a personel gospodarczy i obsługi liczy osób 11.

W okresie omawianych 5 miesięcy na wynagrodzenia szpital przeznaczył 3.625.554,19 zł. W tek kwocie na wypłacenie kontraktów dla 24 lekarzy przeznaczono kwotę 1.095.957,66 zł. Stanowi to 30,2% wydatków związanych z płacami.

Płace w okresie styczeń – maj stanowiły 62,4% przychodów netto szpitala uzyskanych ze sprzedaży swoich usług czyli leczenia pacjentów.

W okresie styczeń – maj wynagrodzenia z pochodnymi od nich kosztowały szpital 4.088.031,75 zł. Miesięcznie w tym okresie – średnio – na płace przeznaczano ok. 817.600 zł., wraz z narzutami.

W omawianym okresie szpital uzyskał co prawda dodatni wynik na działalności operacyjnej w kwocie 236.762,48 zł, ale w bilansie ogólnym odnotował stratę na kwotę 274.942,55 zł. Koszty poniesione przy prowadzeniu działalności gospodarczej przez jednostkę okazały się wyższe od przychodów o taką właśnie kwotę.

Szpital odnotował spadek przychodów związany ze sprzedażą dla NFZ swoich usług o 38.000 zł miesięcznie. Nie jest to wina naszej placówki, bo tak dzieje się w całym kraju. Kontrakty na rok 2010 wszędzie uległy uszczupleniu. W stosunku do roku poprzedniego w przypadku naszego szpitala daje to umniejszenie dochodów o kwotę ok. 450.000 zł.

W ciągu omawianych pięciu miesięcy na 4 naszych oddziałach szpitalnych leczyło się łącznie 1850 pacjentów. Aż 250 z nich nie było mieszkańcami powiatu górowskiego (13,5%).

W tym czasie nie próżnowały tez bociany. W naszej placówce wylądowały 130 razy.
Przyszpitalne poradnie specjalistyczne udzieliły 3429 porad. Z tej liczby 1456 udzieliła poradnia „bociania”. 1973 poradnia chirurgiczna. Oddział Zakład Opiekuńczo - Leczniczy leczył 32 pacjentów.

Wobec naszego szpitala zawieszona jest egzekucja komornicza z tytułu zaległości do Urzędu Skarbowego. Tak samo dzieje się w przypadku należności wobec ZUS w Legnicy. Wynagrodzenia wypłacane są w terminie i ich pełnej wysokości.

Zadłużenie SP ZOZ na koniec maja 2010 roku wynosiło 42.118.218,06 zł.

piątek, 24 września 2010

Oskarżona "zadymia"

Oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P., udzieliła 21 września wywiadu radiu „elka”. Każdy kto wysłuchał wynurzeń oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P. miał prawo odnieść wrażenie, iż jest ona członkiem Platformy Obywatelskiej. Oskarżona twierdzi – zgodnie z prawdą – iż zakładała koło tej partii w Szaszorowicach (gmina Niechlów). Rzeczywiście takie koło tam istnieje. Liczy 14 osób, ale wśród jego członków na próżno poszukiwać będziemy oskarżonej Beaty P. Oto poniżej wydruk z Centralnego Rejestru Członków PO, który pochodzi z dnia 23 września, godz. 17,21.

Po co oskarżona robi mętlik w głowie słuchaczom „elki” zaprawdę trudno dociec.
Jednego możemy być pewni: oskarżona Beata P. nie ma szans na kandydowanie z listy PO w jakichkolwiek wyborach. Szef tej partii wykluczył niedawno możliwość umieszczania na listach wyborczych osób mających prokuratorskie zarzuty.

Inną rzeczą jest, iż oskarżona Beata P. absolutnie swoją osobą nie wzmocniłaby PO, ale naraziła tę partię na śmieszność. Powszechnie znane są wśród członków górowskiego PO jej nieustanne zabiegi o przyjęcie jej w szeregi PO, które napotkały zdecydowany opór lokalnych działaczy partii. Czegoż oskarżona nie próbowała! Ale bez efektu. Sprawa została postawiona na ostrzu nożna: albo my, albo ona.

W wywiadzie oskarżona Beata P. pytana o swoje polityczne drogi zapomniała jednak przyznać się członkostwa w pewnej mocno zdechłej partii. Proszę zaważyć jaka niewdzięczność. To tej partii i sprzymierzonemu z nią Regionalnemu Centrum Niezależnych oraz PO zawdzięcza bycie starościną. I żadnej wdzięczności wobec pewnej najnormalniej zdechłej partii! Już pasowany krawacik w życiorysie nie pasuje? Już nie jest trendy? Widzicie Państwo, jak to pamięć i wdzięczność wyparowały. Teraz zamazuje się życiorys. A jakim się dumnym było paradując z paskowanym gadżetem na szyi!

W wywiadzie oskarżona Beata P. kręci w sprawie szkoleń. Twierdzi, że ona przeprowadziła szkolenia w terminie późniejszym, ale zapomniała poinformować o tym Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ale rachunków za benzynę, wyżerkę jakoś nie zapomniano wystawić przed szkoleniami. I to na rok wcześniej nim się odbyły. Ale kto by tam pamiętał o takich nieistotnych szczegółach i drobiazgach.
Nie zabrakło też opowieści o sukcesach. Sukcesem wg oskarżone Beaty P. jest wybudowanie strażnicy. A że z rocznym poślizgiem i z milionowym rachunkiem do zapłacenia? To też drobiazg!

Sukcesem jest też przystąpienie do „planu B”. Oskarżona mówi o tym tak, jak gdyby, nasz program już uzyskał akceptację i lada dzień na konto wpłynie ok. 23 mln. Tu trzeba przypomnieć, iż na konto starostwa spłynie też 20 mln, ale długu, który przejmiemy za szpital. Co to oznacza? Zapomnijcie o jako takich drogach, inwestycjach w powiecie. Ale to też drobiazg! A ja oczywiście się czepiam.
Trzeba oddać oskarżonej Beacie P. sprawiedliwość, iż więcej „sukcesów” już nie wymieniała.

Radny powiatowy Jan Kalinowski powiedział kiedyś tak o rządach oskarżonej Beaty P.: „ona mogłaby i być tym starostą, ale problem polega na tym, że ona próbuje rządzić. I to jest tragiczne”. To chyba najbardziej trafna ocena osoby oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P.

Widać, że szykuje się ona do kolejnego wyborczego lotu. Tym razem ofiara jej ambicji ma paść gmina Niechlów. Tworzy ona komitet wyborczy poparcia dla swojej osoby, co już jest faktem znanym powszechnie. To w tym celu nie poddała się dobrowolnie karze, bo nie mogłaby nigdzie kandydować.

Dobrze jednak, że 21 listopada wyborcy w gminie Niechlów będą wyposażony w osinowe kołki. I to od nich zależy czy zapobiegną nieszczęściu w postaci radnej, wójtowej, oskarżonej Beaty P.

czwartek, 23 września 2010

Spece od magla

Machnęli się na Ponę i trafili w próżnię. Tak bywa, kiedy pseudokalkulacje przerastają ich twórców, mówię tu o dwu radnych z PiS – Kazimierzu Boguckim i Marku Hołtrze. Wynik głosowania zbulwersował w kuluarach wszystkich radnych. Rachunki, bowiem się nie zgadzały. Radny Paweł Niedźwiedź i Marek Biernacki stwierdzili jednoznacznie, iż glosowali za odwołanie oskarżonej starościny powiatu górowskiego Beaty P. Nie mam powodu, im nie wierzyć, ja po prostu im wierzę. To prostu liczymy … Trudno przypuszczać, że Jan Sowa kandydat na starostę głosował przeciwko sobie – jeden głos już mamy. Dodajmy do tego głosy wyżej wymienionych radnych – i mamy trzy. Dwa brakujące głosy to Tadeusz Bieleń i doktor Jan Kalinowski – i już mamy pięć głosów, czyli full głosów, które kandydat uzyskał.

Tuż po głosowaniu próbowano wskazać na Marka Biernackiego i Pawła Niedźwiedzia jako winnych nieudanego powołania nowego starosty. Wyżej wymienieni panowie radni, którym, co powtarzam, wierzę co do joty, publicznie oświadczyli, że oddali głosy za odwołaniem oskarżonej starościny powiatu górowskiego Beaty P. Wyłania się pytanie – kto bezczelnie kłamie? Rzecz teraz ociera się o kodeks karny, ale zaryzykuje. Jestem najgłębiej przekonany, że od głosów wstrzymali się radni Marek Hołtra i Kazimierz Bogucki.

Dowód. Wczoraj po południu wraz z radnym Markiem Biernackim udaliśmy się do radnego Kazimierza Boguckiego w celu wyjaśnienia sytuacji na dzień przez wyborem nowego starosty. Rady Marek Biernacki powiadomił mnie, iż PiS zgłasza konieczność zawarcia jakiegoś pisemnego porozumienia. W trakcie rozmowy, w której uczestniczyli radny Kazimierz Bogucki i radny Marek Hołtra, okazało się, że to porozumienie ma dotyczyć wyborów władz powiatowych i gminnych po wyborach samorządowych, które odbędą się 21 listopada.

Radny Marek Biernacki, widząc, że wybór nowego starosty spośród członków rady jest pisany widłami na wodzie, zaproponował kandydaturę osoby spoza grona radnych i całkowicie apolityczną. Temu człowiekowi, którego nazwiska nie ujawniam, żeby nie narazić go na przykrości, miano zapewnić powrót na poprzednio zajmowane stanowisko po wyborach samorządowych. W czasie dyskusji między radnym Kazimierzem Boguckim i radnym Markiem Biernackim, której byłem świadkiem, ten pierwszy zaproponował na stanowisko starosty radnego Marka Hołtrę i zażądał dla niego podobnej gwarancji ewentualnego powrotu na stanowisko dyrektora Administracji Lokali Komunalnych w Górze. Ani radny Marek Biernacki, nie wspominając o mnie, takiej gwarancji nie mógł dać. W pewnym momencie zorientowaliśmy się równocześnie, że dzisiejszy wybór skazany jest na klęskę, a my jesteśmy traktowani per noga stołowa. Zrezygnowałem ze spożycia drugiej szklanki wina własnej roboty, którą radny Kazimierz Bogucki mnie poczęstował, i wyszliśmy. Mieliśmy już pewność, że próba powołania nowego starosty i nowego zarządu będzie daremna.

Nasze przypuszczenia okazały się trafne. Za świadków mogę podać Annę Machowską z „Panoramy Leszczyńskiej” i panią Kasię z Radia Elka, do których w trakcie głosowania powiedziałem:
- Drogie panie, to jest lipa, kanciarze z PiS-u oszukają wszystkich.
Kilka minut później okazało się – wbrew przysłowiu - że nie jest trudne być prorokiem we własnym kraju. Pomyliłem się o jeden głos, okazałem się zbytnim optymistą.
Musze też dodać, że podczas wczorajszej rozmowy radni Marek Hołtra i Kazimierz Bogucki używali tak dziwacznych argumentów, że Platforma zrobiła coś tam kilka lat temu … Tendencja do wypominania stanowi domenę górowskiego PiS-u. Siedzieć na grobach, deliberować, roztrząsać, zrywać strupy …. To tak. To ich kręci jak bączki. Stworzyć coś dla dobra publicznego to już ich przerasta, od razu widzą oczyma wybujałej wyobraźni miejsca dla swoich działaczy. Jak by Państwu podobał się pomysł obsadzenia słusznie zapomnianego burmistrza Tadeusza Tutkalika na stołku dyrektorskim? Jak by Państwu podobał się pomysł zamienienia pani sekretarz Elżbiety Kwiatkowskiej na Marka Zagrobelnego?

Ten post odsłania, jak wygląda polityczny magiel na naszym lokalnym podwórku. Prymitywna kombinatoryka zastąpiła wizję rozwoju powiatu. Nie wolno ufać żadnej partii, chociaż trzeba przyznać, że Platforma Obywatelska zachowała się z honorem. Wysoce nieuczciwy był PiS.

W ten sposób oskarżona starościna powiatu górowskiego Beata P. dotrwa do końca kadencji. A dlaczego? Bo dwu radnych nie wybiera się na kolejne głosowanie 29 września (dokończenie dzisiejszej sesji).

środa, 22 września 2010

Oberprokuratorom pod rozwagę

A w spółdzielni „Wspólny Dom” jaja od rana. Tamtejsze organa śledcze (pozaprawne rzecz jasna) dociekają kto o kretynizmie panującym w spółdzielni poinformował tę Kanalię, Łajzę, (ale nr 1!), popierdoleńca, skurwysyna, bladź ostatnią, o sytuacji w spółdzielni.

Apeluję do samozwańczych oberprokratorów o zaprzestanie tych chamskich praktyk. Nie wam dochodzić kto i co mi powiedział! Wy, oberprokuratorzy dbajcie o to, by Kanalia nie miał powodu do pisania o was. A co robicie? Niczym brojlery rzeźne łby puste kładziecie pod topór. Tu poprawka. Jaki tam topór! Takich samozwańczych oberprokuratorów to ja łykam od niechcenia. Pierdnę, łyknę, pierdnę, łyknę …. . Historia bez końca.

A teraz tak. Do jutra radzę zwrócić wszystkie pobrane diety. A będę o tym wiedział. Jak nie zwrócicie, to ja wysmażę doniesienie do wiadomych organów. Ale, byście oberprokuratorzy spokojnie nie spali, to ja zapewnię Wam dzisiaj rozrywkę. Jaką? A to zobaczycie.

Jeżeli znowu dowiem się o przesłuchiwaniu pracowników w sprawie mojego artykułu, to zapewniam panów Oberga i Patronowskiego, że znajdą się panowie przed obliczem prokuratora z szybkością świetlną. Demokracja, szanowni panowie, to wolność słowa. Zaglądnijcie do Konstytucji RP. Polecam też Kodeks Karny.
Kończę pierwszą część dywagacji na temat dziwnych ludzi w spółdzielni. Będzie druga. Zapewniam, że mniej zabawowa.

wtorek, 21 września 2010

Spółdzielcze pajacowanie

Dziwne rzeczy dzieją się w Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom” w Górze. Kiedy przed rokiem spółdzielcy odwołali urodzonego prezesa Jerzego Żywickiego mogło się wydawać, iż sytuacja ulegnie poprawie. Spółdzielcy mieli nadzieję, że okres swarów i dyktatorskich rządów prezesa i jego klakierów z Rady Nadzorczej dobiegł niesławnego końca. Spodziewano się, iż nowa Rada Nadzorcza i Zarząd skupią się na sprawach spółdzielni. Po roku czasu okazało się, że spółdzielnia nierządem stoi.

W czerwcu 2009 roku wybrano nowe władze spółdzielni. Prezesem został Marek Downar a w skład Zarządu powołano Grzegorza Oberga, który został jego społecznym członkiem i Stanisławę Chrobak pełniącą również tę zaszczytną społeczną funkcję. Te trzy osoby podjęły się dbania o interes spółdzielców.

Walne Zgromadzenie wybrało również Radę Nadzorczą w składzie: Łucja Małyszczyk, Henryk Rzeszut, Dorota Szumczyk, Leszek Obiegły, Barbara Zalesińska, Andrzej Patronowski, Anna Dokładańska, Mirosław Wojtaś, Marek Kędziora (ostatnie trzy osoby dokooptowane zostały do RN podczas ostatniego walnego, które odbyło się 7-9 czerwca 2010).

Wybrano też Prezydium Rady Nadzorczej w składzie: sekretarz – Marek Kędziora, zastępca przew. – Łucja Małyszczyk, Andrzej Patronowski – przewodniczący.

Zmiana władz spółdzielni miała zakończyć epokę sporów, nieporozumień i nieufności w spółdzielni. Wszyscy tak sądzili nawet nie wiedząc, że w spółdzielni zapanują „porządki”, które podnoszą włos na głowie.

Prezes Marek Downar rozpoczął urzędowanie, bo to na nim spoczywa odpowiedzialność za bieżące funkcjonowanie spółdzielni. Okazało się jednak, że przewodniczący RN – Andrzej Patronowski oraz członek Zarządu – Grzegorz Oberg przejawiają pewne ciągotki do uszczknięcia władzy prezesa. I tak okazało się, że sporządzono osobną listę obecności, na której widnieją właśni e te dwa nazwiska. Panowie przychodzą do spółdzielni, składają podpisy na liście obecności, chociaż w rozumieniu Kodeksu Pracy nie są pracownikami spółdzielni. Trzeba podkreślić wyraźnie, iż pełnią swoje funkcje społecznie. Nie oznacza to jednak, że za darmo. Ale o tym później.

Obaj panowie nabrali takiej dziwnej maniery, iż zaczęli rozbić za obstawę prezesa. Prezes zasiadał w swoim gabinecie a obaj panowie nieustannie mu towarzyszyli. Najwyraźniej zamarzył im się triumwirat.

Sytuacja robiła się niezdrowa. Do prezesa przybywali petenci, którzy mieli różne sprawy do omówienia. Widok dwóch panów towarzyszących prezesowi budził ich zdumienie. Zdumienie owo przeradzało się wkrótce w konsternację. Jak Państwo zareagowalibyście na taką sytuację. Idziecie załatwić swoją sprawę i wasz rozmówca ma dowiedzieć się o pewnych delikatnych sprawach dotyczących Państwa sytuacji życiowej. Wiecie, że prezes ma obowiązek utrzymania waszej sprawy w tajemnicy służbowej. Ale obstawa? Ludzie piastujący funkcje społecznie?
Jeden z petentów nawet podkreślał, że chce rozmawiać sam na sam z prezesem. Andrzej Patronowski stwierdził wówczas, że: „prywatnie to można z prezesem w knajpie się umówić”.

Rok temu podczas walnego tenże sam Andrzej Patronowski powiedział, że „teraz wam pokażemy, jak się pracuje za darmo”. Przypomnieć warto, że oburzenie obu panów wywoływał fakt płacenia diet członkom RN. Pod hasłem skończenia z tym procederem doszli do władzy.
Ale jak mówi przysłowie: "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. I panom się odwidziało. Zechcieli kasy. I uchwalili sobie diety. 29 czerwca – trzy tygodnie po walnym uchwałą RN. Przewodniczący Rady Nadzorczej Andrzej Patronowski – otrzymuje 30% minimalnej płacy, wiceprzewodniczący – 25% minimalnej płacy, tyleż samo otrzymuje sekretarz, członkowie RN otrzymują po 20% minimalnej płacy.

Raz jeszcze przypomnę, iż dochodzili do władzy z hasłem skończenia z płaceniem za zasiadanie w RN. Można rzec, że okłamali spółdzielców. Co miesiąc kieszenie spółdzielców są odchudzano o ok. 2700 zł. Rocznie daje to kwotę ok. 33.000 zł. Ale spółdzielcy to udźwigną? Udźwigniecie?!

Z tymi dietami jest jeszcze inny problem. Prawny. Zarząd nie ma prawa uchwalić wypłacania diet. Może to zrobić tylko mi wyłącznie Walne Zgromadzenie. A jak Państwo zauważyli Zarząd nie kwapił się postawić tego zagadnienia na walnym. Spółdzielcą mogłoby się to nie spodobać i szlag trafiłby wybór. Walne się skończyło i wyszły prawdziwe intencje władz spółdzielni – pęd na kasę! Tę nieprawną uchwałę Zarządu podpisali: Grzegorz Oberg i Stanisława Chrobak.

Prezes Marek Downar nie godził się z takimi porządkami. Postanowiono więc spacyfikować prezesa. Sposób okazał się prosty. Prezesowi obcięto pensję. Zamiast 4000 brutto ma dostawać 3000. Na razie prezes jest na zwolnieniu i uchwała ta w życie nie weszła. Z uchwałą w tej sprawie też jest ciekawie. W Internecie pojawiły się jej dwie wersje. Która jest prawdziwa? A któż to wie! Chyba nawet jej twórcy nie bardzo wiedzą.


Pewnego razu prezes Downar wyjechał służbowo. Przewodniczący RN – Andrzej Patronowski – nie mógł się nadziwić, że prezes na podróż służbową nie bierze urlopu wypoczynkowego. Prezes wrócił i okazało się, iż panowie Oberg i Patronowski mają dla niego propozycję. Dotyczyła ona zatrudnienia siostry Grzegorza Oberga w spółdzielni. Jak motywował to zainteresowany rodzina miała zajmować się sprawami budownictwa i rozliczania zużycia ciepła.

W chwili obecnej rozliczenia zużycia ciepła przez spółdzielców dokonuje firma. Bierze ona 8 zł (było 8,60) rocznie od jednego miernika ciepła rocznie. Mierników jest ok. 5000 sztuk. Firma dysponuje programem komputerowym, fachowcami w tej branży i ma doświadczenie. W spółdzielni narodził się pomysł, by zakupić taki program i samemu mierzyć i rozliczać ciepełko. Problem polega na tym, że będzie to nowa działalność spółdzielni. Trzeba ją otworzyć, zgłosić do fiskusa i zdobyć też doświadczenie.

Ale w czym problem? Spółdzielnia najwyraźniej ma prowadzić politykę prorodzinną ze szczególnym uwzględnieniem rodzin RN i Zarządu, oczywiście.

Na chwilę obecną to w spółdzielni doszło do pomieszania kompetencji. Rada Nadzorcza i Zarząd stanowią jedność. Można powiedzieć, że oba te ciała stopiły się z sobą i mamy spółdzielczą Godzillę. „Ni pies, ni wydra – coś na kształt świdra”. Absurd? Ależ skąd. Celowa robota.
Ale jakby miało być inaczej skoro przewodniczący Zarządu Grzegorz Oberg uważa, że zarządzanie spółdzielnią jest sprawą polityczną. Można się z tym zgodzić pod warunkiem, że doda się, iż obecne zarządzanie spółdzielnią to przejaw głupoty. Teraz mamy komplet.

Sądne dni przeżywają też pracownicy spółdzielni. Ostatnio odbyła się „akcja złom”. Pracownicy spółdzielni, zatrudnieni przy pracach fizycznych, od zawsze zbierali złom. Wiadomo, jak to w tego typu firmie. Rurka, zlewozmywak, tam kuchenka gazowa – do ich obowiązków należy wymiana tych elementów. Stare gromadzili i co jakiś czas sprzedawali. Kupili sobie za to pralkę, kuchenkę mikrofalową, kawę, herbatę. I nikt się do tego nie przyczepiał. Ale przyszło nowe. Nowe, uczciwe, prawdomówne, dbające o interes spółdzielni (i własny, co widać coraz wyraźniej) i postanowiło, że koniec z tym. Przewodniczący Zarządu Grzegorz Oberg na wieść o sprzedaży złomu rozpoczął tourne po złomowiskach. Starał się ustalić kto z pracowników spółdzielni sprzedał złom i co stanowiło tenże złom.

W efekcie objazdu posiadł on jakże pożądaną wiedzę na interesujący go temat. W ramach dyscyplinowania pracowników odebrano im kuchenkę mikrofalową.
Z drugiej strony na tę rzecz tak spojrzeć należy. Demokracja, demokracją, ale żeby pracownicy – fizyczni! – mieli mikrofalę?! Wszak takie urządzenie to mogą mieć członkowie Zarządu, RN. Muszą przecież jakoś odróżniać się od plebsu. Szkoda tylko, że nie pomyśleli, iż aby wyraźnie się odróżniać od plebsu mogą okazać swoją inność i konsumować z parnika. Dużo ich jest a parniki to mają swoją wyporność, że klękajcie narody!

Ostatnio pracownicy „zachęcani” są do podpisywania oświadczeń, że spółdzielczym sprzętem nie będą wykonywali prac poza spółdzielnią.
Ciekawe dlaczego ma to dotyczyć tylko pracowników fizycznych?! A czemu podobnego świstka nie podpisze Grzegorz Oberg, który nie tak dawno pożyczył dla swoich prywatnych celów kosiarkę spółdzielczą. A nie, nie, nie! Zapomniałem się. Przewodniczącemu Rady Nadzorczej wolno. On jest ponad prawem.

A jaki ubaw jest w spółdzielni z rana! Na „blokach” opowiada się legendy o porannych odprawach dla pracowników. Uczestniczą w nich – uwaga! – członkowie Rady Nadzorczej. Takie jaja!
Jak Państwo widzą władza nie zawsze wychodzi ludziom, którzy ja pełnią na zdrowie. W tym przypadku sprawowanie władzy przez ludzi, których wymieniłem nie służy ani im, ani spółdzielcom. Władza okazała się dla tych ludzi trucizną.

Zjawisko takie nie jest zbyt częste, ale „zajob wodzostwa” zdarza się stosunkowo rzadko. Czesław Miłosz napisał kiedyś taki wiersz, którego fragment chyba tak leci:
Strzeż się wariatów. Ci są mili,
Póki w zakładach ich więzili,
Albo trzymali w zwykłej stajni.
Są dziś wariaci m i a r o d a j n i.

Ten fragmencik dedykuję Państwu do rozważenia przez zbliżającymi się wyborami. I jeszcze jedno. W spółdzielni władza chce zrobić nadzwyczajne walne. Cel – zmiana statutu. A dokładnie punktu mówiącego, iż prezesem może być tylko osoba z wyższym wykształceniem. Poprawka ma zlikwidować ów wymóg. Ktoś szykuje sobie stołek?

piątek, 17 września 2010

Smutnia przygoda szewca ... - cz. III

Przeczytawszy to bracia moi, myślicie iż może to na prawdę diabeł pokazał się szewcowi i dla czarów kazał mu wykopać dziecko.

Otóż wcale inna była tego przyczyna.

W sąsiedztwie żyła młoda bogata wdowa; mąż zapisał ogromne dobra na dziecię, którem miał ją pan Bóg obdarzyć.

O rękę tej wdowy starał się graf niemiecki, niezmiernie obdłużony, który chciał przez to ożenienie zyskać fortunę, lecz chociaż wdowa przyobiecała iść za niego, troszczył się o mające narodzić się dziecię, gdyż w takim razie cały majątek nieboszczyka miał być dla nowo narodzonej dzieciny, dla wdowy zaś tylko dożywocie.
Kiedy więc przyszedł czas narodzenia się dziecięcia, ów pan przekupił babkę będącą przy pani, a ta obiecała przemienić nowo narodzonego i podrzucić umarłe dziecko zamiast tamtego, byle się pan ów wystarał o zwłoki świeże zmarłego dziecka.
Babka owa która była też przy Angustynowej i wiedziała o śmierci jej dziecka, nastręczyła owemu panu, aby dostał trupa dzieciny.

Pan szukając grabarza, ujrzał światło u Henninga i chcąc go zapytać, usłyszał przez drzwi zaklęcia głupiego szewca. To mu było bardzo na rękę i umyślił dla większej tajemnicy i skutku udać przed nim diabła.

Tak więc szewc padł ofiarą łakomstwa i niegodziwości grafa.

Dopiero później wydała się rzecz cała. Babka dręczona wyrzutami sumienia i nie-szczęściem Henniga, wyznała wszystko i ukaraną została za swą niegodziwość. Graf nie uległ karze, bo sądy miejskie nie miały do niego prawa, ale owa pani odrzuciła jego rękę i udawszy się z proźbą do samego Cesarza, zmusiła zbrodniarza, do powrócenia jej dziecięcia.

Cała rzecz więc wyjaśniła się w końcu, ale biednego Henninga sądy wskrzesić nie mogły, padł on ofiarą swojej głupoty, a ciemnoty i zabobonów drugich.

Koniec

Jak było naprawdę?

Podczas sesji Rady Powiatu 30 czerwca radny Kazimierz Bogucki skierował pod adresem górowskiej policji konkretne zarzuty. Radny opowiedział podczas sesji o zniszczeniu kilkudziesięciu tablic z plakatami wyborczymi kandydata PiS na prezydenta. Zebrani na Sali obrad usłyszeli o karygodnym zlekceważeniu faktu dokonania czynu przestępczego przez funkcjonariuszy policji. Policjant odmówił przyjęcia zgłoszenia o dokonanych aktach wandalizmu. Radny Kazimierz Bogucki poinformował również o skargach ludzi zamieszkujących okolice deptaku na częste zakłócanie ciszy nocnej i dokonywanych tam aktach wandalizmu.

Na dzień dzisiejszy pomińmy szczegóły wypowiedzi radnego Kazimierz Boguckiego. Przejdźmy do innej rzeczy.

Po miesiącu – z hakiem – policja udzieliła odpowiedzi na pytania stawiane podczas sesji przez radnego Boguckiego.
Podczas wczorajszej sesji Rady Powiatu dyrektor Administracji Lokali Komunalnych potwierdził publicznie fakt wybicia okien w siedzibie PSL przy ulicy Kościuszki. Proszę zauważyć, że najczęstszym sformułowaniem używanym w policyjnym piśmie jest zwrot, iż w dokumentacji policyjnej takiego zdarzenia nie odnotowana.

Z policyjnego pisma wynika, iż radny Bogucki czepia się policji bezpodstawnie. Radny Bogucki z całą pewnością tak tej sprawy nie pozostawi. Wszak komenda policji w Górze nie jest pępkiem policyjnego świata.

Zadłużenie bez demagogii

Wokół zadłużenia naszej gminy narosło wiele mitów i nieporozumień. Na różnych forach można przeczytać wprost niewiarygodne rzeczy. Można tam przeczytać, iż nasza gmina ma zadłużenie w wysokości 20 mln. zł. Te oczywiste bzdury są komentowane ze „znawstwem” i najgłębszą "powagą".

Zgodnie z przepisami prawa skarbnik gminy sporządził „Informację o wykonaniu budżetu gminy Góra z I półrocze 2009 roku”. Na stronie 57 tego interesującego dokumentu, który opisuje kondycję finansową naszej gminy odnajdujemy rozdział IV zatytułowany: „Przychody i rozchody budżetu”.
Zawarte są w tym rozdziale dane dotyczące stanu zadłużenia naszej gminy na 30 czerwca 2010 r.

Skarbnik informuje Czytelnika, iż w I półroczu gmina zaciągnęła kredyt krótkoterminowy W Banku Spółdzielczym we Wschowie w kwocie 2.275.308,66 zł.
W tym samym okresie czasu (styczeń – czerwiec 2010) nasza gmina spłaciła z tytułu wcześniej zaciągniętych kredytów i pożyczek kwotę w wysokości 2.246.021,02 zł.
W ciągu I półrocza spłata należnych bankom odsetek kosztowała nas 219.595,31 zł.
Następnie autor opracowania skarbnik Marek Balowski – przedstawia zestawienie banków, w których zaciągaliśmy kredyty i wysokość tych należności, jakie pozostały nam do spłacenia.

Dwa kredyty w PKO BP w Legnicy zaciągnięte zostały jeszcze za czasów burmistrza Tadeusza Wrotkowskiego. Łącznie jest to kwota 2.974.999,9 zł, co stanowi 28,2% kwoty zadłużenia gminy przypadającej na dzień 30 czerwca 2010 roku. Pozostałe kredyty zaciągnięte zostały za rządów obecnej burmistrz Ireny Krzyszkiewicz.

W prognozie długu publicznego, którą przedstawiono radnym podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej znajdziemy zestawienie dotyczące kształtowania się naszego długu i jego relacji do dochodu gminy.

Zadłużenie gminy Góra jest bezpieczne. Daleko jesteśmy od przekroczenia zakazanego ustawowo wskaźnika długu do dochodów, który nie może być większy niż 60%. W naszym przypadku wskaźnik ten będzie najwyższy w bieżącym roku i wyniesie 30,37%.
Daleko jesteśmy również od przekroczenia wskaźnika obsługi długu w stosunku do dochodów. Wg ustawy o finansach publicznych spłata zadłużenia nie może przekraczać 15% dochodów gminy. W naszym przypadku najwyższy poziom osiągnie ten wskaźnik w roku 2011, gdy będzie wynosił 9,44%.

Co dzieje się z tymi pieniędzmi z kredytów? Pominę miłosiernym milczeniem taki drobiazg, że nasza gmina i miasto się zmienia, i to na naszych oczach. Oszczędzę Państwu opisu inwestycji, bo kto chce to widzi, a kto nie chce to nigdy ich nie zobaczy. To kwestia dobrej woli i sumienia.

Przypomnę tylko, iż limity wydatków na realizację wieloletniego programu inwestycyjnego przewidują, iż w latach 2010 – 2011 wartość kosztorysowa zaplanowanych inwestycji zamyka się kwotą 20.841.770 zł.

W roku 2011, do którego jest już tak blisko, wydatki budżetowe na inwestycje osiągną kwotę 14.398.774 zł. Z tej kwoty przewiduje się pozyskanie środków w wysokości 6.868.183,40 zł spoza budżetu. Chodzi tu o przede wszystkim środki unijne.
Kredyty bierzemy na wkład własny, bo jesteśmy gminą może nie biedną, ale wciąż na dorobku. Malkontentom dedykuję takie pytanie pod rozwagę.

Proszę pisząc na forach internetowych wspomnieć też o tym, jak wyglądałoby nasze miasto i gmina bez pozyskanych w roku 2010 pieniędzy w kwocie 5.184.815,83 zł z funduszy unijnych? I proszę przy tym nie zapomnieć, że aby te ponad 5 mln złotych pozyskać musieliśmy wnieść wkład własny. A żaden burmistrz – jak na razie – nie zostawił w kasie takiej nadwyżki, nie było jej i długo nie będzie - byśmy nie musieli brać kredytów. Najważniejsze jest to, że nie przeżeramy tych kredytów, ale je inwestujemy w infrastrukturę na terenie całej gminy.

W Przemkowie było tak ...


Młodzicy i trampkarze „Pogoni” Góra 14 września pojechali do Przemkowa, by walczyć o ligowe punkty. Jak walczyli i co wywalczyli – tutaj.

czwartek, 16 września 2010

Mądrzej nie będzie, ale śmieszniej na pewno

Ale jaja były dzisiaj podczas sesji Rady Powiatu! Nie z odwołaniem, oczywiście. Inna śmieszna sprawa.

Siedzę sobie koło ślicznej i sympatycznej dziennikarki „Panoramy Leszczyńskiej” Ani Machowskiej (pozdrawiam!) a ta ni z tego i owego mówi mi, że dostała zaproszenie na konferencję prasową. A kto robi? – pytam nieco zdziwiony. „Samoobrona „ – rzece mi dziewczę hoże. A mnie zamurowało. „Kto, kurwa? – pytam z niedowierzaniem. „Samoobrona” – potwierdza raz jeszcze Ania. „Pan nic nie wie?” – pyta mnie ze śmiechem.

„Pani żartuje!” – rozpaczliwie próbuję odgonić od siebie tę wiadomość. „Nie!” odpowiada zdecydowania Ania. „A pan idzie na konferencję?” – pyta uśmiechając się tym swoim anielskim uśmiechem. „Ja na polityczne cmentarze nie chadzam” – odpowiadam.

W trakcie naszej rozmowy Przewodniczący Władysław Stanisławski ogłasza przerwę. Zrywam się z miejsca i w kuluarach ogłaszam „newsa”. Reakcja jest jednakowa. Najpierw myślą, że jaja sobie robię. Chwilę później jest już tylko salwa śmiechu i niedowierzające kręcenie głową. Ubaw coraz większy, chichoty, przycinki, pukanie się w czoło.

Przerwa trwa. Przewodniczący wzywa na obrady. Wracam na swoje miejsce i widzę, że Ani jeszcze nie ma. Wraca po 5 minutach. Konferencja odbyła się na terenie Starostwa. Dopytuję się o nowiny. A ma, a jakże.
Okazuje się, że reaktywowany zombi wystawi kandydatów na burmistrza, radnych gminnych i powiatowych.

Kandydatem nie całkiem zdechłej partii do sejmiku ma być Wielki Niemowa Sejmiku Dolnośląskiego Wacław Berus. Jego połowica natomiast ma kandydować z naszej gminy do powiatu i jest numerem 1 na liście. „Jedynkami” na listach do gminy mają być: Adam Górny, Stanisław Ciebień, Krzysztof Kitajewski.

Kandydatem na burmistrza ma być Wiesław Pluta. Takie oto wieści otrzymuję. Dzielę się nimi z radnymi, gdyż w międzyczasie Przewodniczący Stanisławski ponownie ogłosił przerwę.

Reakcja jest powszechny śmiech. „Takie są prawa demokracji” – z właściwym sobie wdziękiem konkluduje rzecz całą radny Jan Kalinowski.

Informacja o kontrkandydacie dociera do uczestniczącej w obradach burmistrz Ireny Krzyszkiewicz. Reakcją na tę wieść jest szeroki uśmiech i figlarne ogniki w oczach.
Za chwilę wszyscy dowiadują się, że kandydat na burmistrza z pewnej nie całkiem zdechłej partii podczas konferencji prasowej powiedział, iż spotka się z panią burmistrz Ireną Krzyszkiewicz w II turze wyborów. Co niektórym słuchaczom łzy napływają pod powieki. Inni tubalnie się śmieją. Zabawa jest przednia.

Przewodniczący ogłasza koniec przerwy. Wracamy na salę obrad. Po sesji, w kuluarowych rozmowach, nowinka przestaje już budzić śmiech. Wzbudza co najwyżej lekceważące machnięcie ręką lub zdanko „a daj spokój!”.

Koszmar dobiega końca


Siódmy punkt programu obrad dzisiejszej sesji Rady Powiatu zawierał głosowanie wniosku o odwołanie oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P.

Było to drugie poważne podejście naszych radnych do odwołania starościny. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem. Wówczas starościna uzyskała 3 głosy za pozostawieniem jej na stanowisku. To nikłe poparcie nie skłoniło jej jednak do złożenia rezygnacji. Nie złożyła jej nawet wówczas, gdy światło dzienne ujrzała afera zwana „reymontowską”.

Wobec wycofania się oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P. z zadeklarowanej wcześnie woli dobrowolnego poddania się karze radni postanowili ją odwołać. Powód odwołania był jasny i czytelny: nie można tolerować na stanowisku starosty osoby, która ma prokuratorskie zarzuty.

Nie muszę chyba pisać, iż wnioskodawcy obawiali się o wynik głosowania. Nikt z nich nie miał pewności, iż za odwołaniem oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P. będzie glosowało minimum 9 radnych, bo tyle wg ustawy o samorządzie jest niezbędne, by kogoś spuścić z tej funkcji.
Przewodniczący Komisji Rewizyjnej Tadeusz Podwiński odczytał opinię w sprawie wniosku o odwołanie starościny.


Na sali obrad było 14 radnych (nieobecny był radny Edward Szendryk). Przewodniczący Rady Powiatu – Władysław Stanisławski – poprosił o zgłaszanie kandydatów do komisji skrutacyjnej. Radni zgłosili kandydatów: Marka Hołtrę, Jana Kalinowskiego, Teresę Sibilak.


Ogłoszono przerwę w celu ukonstytuowania się komisji i wyboru jej przewodniczącego. Po powrocie komisji skrutacyjnej na salę rozpoczęto głosowanie nad odwołaniem starościny.
Radni, wyczytywani z imienia i nazwiska przez przewodniczącą komisji skrutacyjnej Teresę Sibilak, podchodzili kolejno do specjalnie przygotowanego stołu pełniącego rolę kabiny wyborczej. Ta, osłonięci od wzroku ciekawskich, dokonywali skreślenia a następnie wrzucali oddany głos do urny wyborczej.









Głosowało 13 radnych. Starościna oświadczyła, iż nie weźmie udziału w głosowaniu, gdyż w grę wchodzi jej interes prawny. W ten sposób postąpiła zgodnie z duchem prawa, co należy jej oddać.
Ponownie Przewodniczący Rady Powiatu ogłosił przerwę. Komisja skrutacyjna udał się poza salę obrad, by podliczyć wynik głosowania. Napięcie na sali sięgało zenitu. Nikt nie był pewien wyniku głosowania. Po 10 minutach wznowiono obrady. Radna Sibilak, jako przewodnicząca komisji skrutacyjnej odczytała wynik głosowania.

Na sali zapanowała głęboka cisza. „Za odwołaniem starosty powiatu górowskiego Beaty Pony głosowało 9 radnych” – usłyszeli zebrani. Atmosfera stała się lżejsza. Niestety, tylko na chwilę.
Podczas odczytywania protokołu komisji skrutacyjnej okazało się, iż przewodnicząca komisji skrutacyjnej odczytał, iż przygotowano 15 kart do głosowania. Przepisy natomiast mówią, iż przygotowuje się tyle kart, ilu radnych jest obecnych na sali. A na sali obecnych było 14 radnych.
I ponownie na sali zapanowała cisza. Problem rozstrzygnął Przewodniczący Władysław Stanisławski, który zgodnie z prawem, ogłosił unieważnienie głosowania i zarządził jego powtórkę.

Ponownie ogłoszono głosowanie. Przygotowano nowe karty do głosowania. Cała procedura odbyła się raz jeszcze.

Ponownie przerwa i spekulacje w kuluarach czy drugie gosowanie zakończy się takim samym wynikiem.

Radan Teresa Sibilak odczytuje ponownie protokół z głosowania. Za odwołaniem starościny – 9 głosów, przeciw – 2 głosy, wstrzymało się 2 – głosy. Przygniatająca większość sali oddycha z ulgą. Koniec koszmaru.
W chwili ogłoszenia wyników pierwszego głosowania ob. serwuję twarz starościny. W momencie, gdy pada liczba radnych głosujących za odwołaniem starościny wyraźnie widać przebiegający przez jej twarz skurcz. Trwa on chwilę, ale jest widoczny. Przy drugim głosowaniu jej reakcja jest identyczna.


Przewodniczący ponownie ogłasza przerwę. Trzeba przygotować uchwałę o odwołaniu starościny z zajmowanego stanowiska. Po przerwie uchwała jest gotowa i odczytana. To już koniec procedury.

Podczas sesji nie dokonano wyboru nowego starosty i Zarządu. Zgodnie z prawem obecny Zarząd będzie sprawował władzę do czasu dokonania wyboru jego następcy. Wg prawa musi to nastąpić w ciągu 30 dni od daty odwołania.
Po zakończonej sesji radni niezwłocznie zbierają się w biurze Rady Powiatu. Celem spotkania jest sporządzenie wniosku o zwołanie sesji nadzwyczajnej. Wg prawa Przewodniczący Rady Powiatu ma 7 dni na zwołanie takiej sesji licząc od daty złożenia wniosku.
Po kilkunastu minutach wniosek jest gotowy. Radni podpisują go i składają w biurze Rady Powiatu. Zegar odmierzający czas do utraty przez cały Zarząd stanowisk zaczyna tykać nieubłagalnie. W najbliższym czasie członkami Zarządu przestaną być: starościna, wicestarosta Tadeusz Birecki, Jan Sowa, Teresa Sibilak, Stefan Mrówka. Nie można wykluczyć jednak takiej sytuacji, iż jedna z wymienionych osób ponownie znajdzie się w Zarządzie. Mam tu na myśli radnego Jana Sowę.
W kuluarach, po sesji, jako datę zwołania sesji nadzwyczajnej, na której dokonany zostanie wybór starosty i nowego Zarządu wymieniano najbliższy poniedziałek (20 września). Tego dnia dokonany zostanie wybór nowego starosty i Zarządu. Do tego czasu funkcjonował będzie odwołany Zarząd. W związku z tą sytuacją Przewodniczący Stanisławski prosił odwołany Zarząd o niepodejmowanie strategicznych i długofalowych decyzji.

środa, 15 września 2010

Z deszczu pod rynnę?!

Ciekawsze fragmenty z posiedzeń Zarządu Powiatu.

W posiedzeniu Zarządu Powiatu 29 lipca 2010r.brali udział: oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P., wicestarosta Tadeusz Birecki, Teresa Sibilak, Stefan Mrówka.

W protokole czytamy:

„W tej części posiedzenia Zarządu obecna była Dyrektor SPZOZ w Likwidacji –Pani Cz. Młodawska, która zwróciła się z wnioskiem o przesuniecie terminu spłaty udzielonej pożyczki z 31 sierpnia 2010r. na nowy termin tj. do dnia 31 grudnia 2010r.

Powyższe podyktowane jest dostosowaniem jednostki do wymogów jakim powinny odpowiadać pod względem fachowym i sanitarnym pomieszczenia i urządzenia zakładu opieki zdrowotnej określone Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 29 sierpnia 2009r. tzw. ustawa koszykowa. Do najważniejszych zadań przyjętych do realizacji na 2010 rok należy dostosowanie izby przyjęć do wymogów określonych w/w rozporządzeniem .

Dokonano wstępnego oszacowania warunków przebudowy izby przyjęć. Wstępny koszt materiałów budowlanych oszacowano na ok. 120 tyś. zł. Roboty zostaną wykonane własnymi siłami. Prace planuje się zakończyć do 30 października br. W I półroczu br. wykonano część prac związanych z przeniesieniem rehabilitacji do pomieszczeń stołówki i prace te są kontynuowane. Koszt adaptacji wynosi ok. 91 tys. zł.

W miesiącu czerwcu br. zakupiono nowy videogastroskop za cenę 68 tyś. zł, z czego 30 tyś. to dotacja z fundacji Polska Miedź Lubin. Niezbędnym jest wykonanie zadaszenia podjazdu dla karetek - koszt ok. 20 tyś. zł. Priorytetowym wymogiem do spełnienia jest też zakup aparatu prądotwórczego z funkcją autostopu- koszt ok. 60 tyś. zł. Skarbnik wyjaśnił iż pożyczka musi być rozliczona w roku kalendarzowym , tak więc nie ma przeszkód w przesunięciu terminu spłaty. Przeprowadzono głosowanie za wyrażeniem zgody w przedmiotowej sprawie:
-za: 4 głosy

Zarząd wyraził zgodę na przesunięcie terminu spłaty pożyczki. Stosowna uchwała zostanie przedstawiona na najbliższym posiedzeniu Zarządu.
Dyrektor SPZOZ w Likwidacji w Górze złożyła również sprawozdanie z realizacji działań likwidacyjnych za miesiąc lipiec br.
Członkowie Zarządu Powiatu otrzymali też harmonogram czynności likwidacyjnych SPZOZ Góra do zatwierdzenia, który został zaopiniowany przez radców prawnych. Uwag nie stwierdzono. Głosowanie za przyjęciem harmonogramu:
-za 4 głosy
Harmonogram został przyjęty.

Rzeczywiście, jak Państwo czytają kondycja szpitala jest wyśmienita. Rosną koszty a maleje dochód. Jak łatwo dyrekcja wyciąga rączki po pieniądze z budżetu powiatu. Jak łatwo nie oddaje ich na czas. A tak napisać wniosek o środki unijne, to nie łaska. No tak, ale przy tym trzeba się narobić, a Zarząd zawsze da. Ale przecież wg oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P. (protegowanej Władysława Stanisławskiego – przyp. moje) w szpitalu jest świetnie. No cud po prostu! Dodam jeszcze, że w protokole nie znalazłem najmniejszej wzmianki o tym „przyjętym harmonogramie”. Dosłownie, żadnej notatki, żadnego omówienia. Jest to oczywiście zgodne z wszelkimi przepisami. A przede wszystkim z tym, który mówi, że przebieg dyskusji ma być rzetelnie oddany w protokole. Nie było dyskusji, to i nic nie napisano. Proste?

Posiedzenie Zarządu Powiatu z 31 sierpnia 2010 r. Uczestniczą: oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P, wicestarosta Tadeusz Birecki, Stefan Mrówka, Teresa Sibilak, Jan Sowa.

Punkt 4.
„Rozważenie propozycji przesunięcia terminu przekształcenia LO w Górze – przyjęcie projektu uchwały Rady Powiatu w Górze w sprawie zamiaru przekształcenia LO im. Adama Mickiewicza w Górze poprzez likwidację internatu”.

Postanowiono, iż termin likwidacji internatu przesuwa się na dzień 31 sierpnia 2011 roku oraz, że bursę powoła się z dniem 1 września 2011 roku.
Ot, takie sobie pitu, pitu z braku lepszego zajęcia. Przecież to nie ten Zarząd będzie już o tym dyskutował i to realizował, bo premier ogłosił termin wyborów samorządowych na 21 listopada br.

Awantura w sprawie przekształcenia internatu w bursę stanowi klasyczny wprost przykład umiejętności tego Zarządu, na którego czele stoi z łaski Przewodniczącego Władysława Stanisławskiego oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P.

Oto dwa fragmenty rzeczywistości a nie samochwalstwa. I cóż można rzec? Są dwie wiadomości – dobra i zła. Na początek dobra. Jest źle. A teraz zła. A będzie tragicznie. Czarno ja widzę los naszego powiatu, gdy radnymi zostaną np. Teresa Sibilak, Stefan Mrówka (wąsoszanie! – nie róbcie tego powiatowi), Jan „Milczek” Bandzior (4 lata i ani razu się nie odezwał w roli radnego), Władysław Stanisławski i Anna Berus rzecz jasna, Edward Szendryk, który jako radny nie poczuwał się do obowiązku uiszczenia długu wobec szpitala. Oni wszyscy wybierają będą kandydowali! Ratunkuuuuuuuuuuu!

A słyszałem, że też sporo nowych patafianów chciałoby ich zastąpić. Najczęściej ten świeży narybek – tak słyszałem – został przez swoich rodziców spłodzony na próbę. I życie dowiodło, że to był eksperyment wysoce nieudany.
Będziemy mieli ubaw!

Smutna przygoda szewca ... cz. II

Hennig nieczekał dłużej ale jął się do kopania, strach mu dodawał sił, a robota szła prędko, wnet żelazo rydla uderzyło o wieko trumienki wydając głuchy, łoskot. Zadrżał szewc, bo też to nie mała rzecz naruszać spokój umarłych. Wspomniawszy sobie jednak na nędzę żony i dzieci odrzucił prędko resztę ziemi i podniósł wieko.

Dziecinka drobniutka, ledwie trzy dni przeżywszy na świecie, spoczywała w maleńkiej trumience, w białą jak śnieg koszulkę ubrana. Hennig wstrzymał się na chwilę, bo mu się zdawało jakoby któś zdaleka na niego wołał.

Ale znać mu się tylko zdawało, bo pomimo że pilnie nadstawił uszu, nic przecież nie usłyszał. A więc wydobył dziecinę z trumienki, złożył ją na boku przy grobie, który
z pośpiechem i ladajako począł napowrót zasypywać.

Za chwilę potem oddał nieznajomemu zwłoki dziecięcia, który je ustarannie
w płaszcz zawinął i nawzajem szewcowi wsunął w rękę worek napełniony złotem.
Szewc chwiejącym się krokiem poszedł ku swojemu mieszkaniu, wszedł do izby
i rzucił się na łóżko; ale mimo posiadania skarbu, zasnąć nie mógł, tak mu ciążyła myśl że wdał się z szatanem i za jego pieniądze naruszył spokój cmentarza.
Na drugi dzień rano rozbiegła się straszna wieść po mieście, gdyż na ulicy w blizkości domu Henniga wybuchła morowa zaraza.

Ludzie ciemni i nieoświeceni wcale nie starali się dojść skąd przyszła zaraza do miasta, wszyscy przypisywali ją czarom i sprawie złego ducha, chodziło tylko o wywie-dzenie się, kto był tym niegodziwym czarownikiem, co to nieszczęście naprowadził na miasto. Burmistrz i sławetni ławnicy zasiedli na ławach ratusza, nie myśląc o tem jakby postęp zarazy wstrzymać, zapobiedz większemu szerzeniu się, lub postarać się o doktorów, ale łamali sobie nad tem głowę, jakby owego złośliwego, czarownika wyśledzić.

Wtem wszedł sługa ratuszny i oznajmił zgromadzonej starszyznie iż grobarz miejski przyszedł i chce ważne uczynić zeznanie.

Wprowadzono grabarza, a tem skłoniwszy się panom radnym tak opowiadać począł.
„Wczoraj o północy usłyszałem iż ktoś chodzi pod oknem mej izby, zerwałem się więc z łóżka i wyszedłem na pole, myśląc że to złodzieje; szedłem więc za niemi ostróżnie, patrząc co będą robić, jeden przelazł przez mur, drugi zaś stanął na murze. Tamten poszedł kilkanaście kroków, i począł rozkopywać grób dziecka Augustynowej, którym wczoraj zagrzebał, wtem księżyc zaświecił, a przy jego blasku poznałem szewca Henniga”.
– Szewca Henniga? krzyknął zdziwiony Burmistrz.
– Szewca Henniga?! powtórzyli osłupiali Rajcy miejscy.
– Tak szewca Henniga, mówił dalej grabarz, „zawołałem na niego po nazwisku, ale nieodpowiedział ani słowa tylko spojrzał na mnie, a oczy błyszczały mu jak dwa rozpalone węgle, wtedy domyśliłem się że to czary. Obejrzałem się na drugiego, stał on na murze, wysoki, czarny, poznałem że to diabeł. I to rzekłszy przeżegnał się, a

Burmistrz i ławnicy także się przeżegnali, oglądając się ze strachem, azali diabeł przy nich nie stoi.”
– Djabeł? mruknął burmistrz pocąc się od strachu.
„Tak diabeł, prawił dalej grabarz, zachęcony strachem obecnych, czerwony jak węgiel, z rogami i ogonem, buchający z pyska ogniem,
Mówiłeś przecie że był czarny, zagadnął niespokojnie jedne z ławników.
„Z początku był czarny, ale potem rozpalił się jak szyna w ognisku kowalskiem. Uciekłem do izby, bom się bał żeby się na mnie nie mścił. Alem patrzał przez okno. Po chwili Hennig, przyniósł dziecko, oddał je złemu, a tamten dał mu coś za to, widziałem doskonale że mu coś dawał.”
– Czyś gotów zaprzysiądz na krew zbawiciela i straszną jego mękę, że to był szewc Hennig.
– Przysięgnę, bom go widział tak dobrze jak sławetnych panów widzę tutaj przed sobą.
– A więc uklęknij i przysięgaj, rzekł burmistrz, dając znak słudze.
Zapalono świece przed krucyfixem, grabarz ukląkł i zaprzysiągł swoje zeznanie.
– A teraz idź do domu rzekł burmistrz i niemów nikomu ani słowa o tem, żeś zeznał, inaczej srodze będziesz osmagany.

Grabarz skłonił się i odszedł, a Burmitrz powstawszy z krzesła rzekł;
– Sławetni panowie, widzicie jaka okrutna zbrodnia wydała na zarazę i śmierć nasze nieszczęśliwe miasto; nie masz innego sposobu jak pojmać złego czarownika, oddać go na turtury, a potem wedle prawa osądzić i spalić; tym tylko sposobem ujdziemy zarazy i śmierci.
– Przenajsławetniejszy burmistrzu, odezwał się jeden za starych i rozumniejszych ławników, znam oddawna Henniga i wiem że to człowiek biedny ale uczciwy, i nie myślę aby podjął się strasznej zbrodni czarów, A zresztą któż może uwierzyć przysiędze pijaka gróbarza, pocożby szewcowi było wykopywać dziecko Aaugustynowej z grobu.
– Wstydzcie się Kościało, odrzekł burmitrz, stary jesteście a głupi; czyż to nie wiecie jakich różnych sposobów na zgubę ludzką czart przeklęty zażywa?: nie dopusz-czał zarazy święty Jan Nepomucen do naszego miasta, więc moc diabelska chwyciła się czarów, do których jej potrzeba było nieochrzczonego dziecka, a wiecie że Augusty-nowej nagle zmarło, bez tego świętego sakramentu, szewc ubogi złakomił się na pieniędze i zaprzedał duszę ot i cała rzecz, Trzeba go zaraz pojmać.

Wnet na rozkaz burmistrza i ławników pachołcy miejscy ujęli Henniga, znaleziono u niego worek ze złotem; a gdy potem prześwietny Magistrat udał się na cmentarz i w odkopanym grobie nie znaleziono zwłoków dziecka, wszyscy byli przekonani iż grabarz prawdę zeznał, a Hennig zaprzedał się diabłu.

Sąd odbył się prędko, Hennig z początku się zapierał, ale wzięty na turtury, przyznał się do wszystkiego i nawet więcej jeszcze nagadał, jak była prawda. Osądzono go więc na śmierć przez spalenie.

Nazajutrz rano cała ludność Góry wyroiła się za miasto, na plac tracenia i obiegła wielki stos ułożony z smolnych szczap sosnowych na około grubego dębowego słupa, u którego na długim łańcuchu żelazna wisiała obręcz.

Wnet na prostym wozie zaprzężonym parą osłów przywieziono winowajcę, rozebranego do naga, okutego na ręce i nogi i w czerwoną czapkę na śmiech ustrojonego szewca; oprawcy przywiązali do słupa, kat zamknął mu obręcz na szyi, zeszedł na doł i stos podpalił.

Natychmiast buchnęły płomienie i obięły stos cały, czarny dym wystrzelił kłębami w górę, lud z początku milczał, tylko słychać było przeraźliwe krzyki nieszczęśliwego, które wnet przytłumiły dzikie wrzaski radosne głupiego ludu.
Działo się to dnia 30 sierpnia 1656 roku.
Zginął biedny szewc, ale zaraza bynajmniej przez śmierć jego nie ustała, owszem grasowała straszliwie w Górze tak, że z kilku tysięcznej ludności zaledwie kilkuset przy życiu pozostała.

C.d.n.

Promesa - jak to ślicznie brzmi

Straty w mieniu komunalnym powiatu górowskiego spowodowane przez powódź zweryfikowała specjalna komisja powołana decyzją wojewody dolnośląskiego. Komisja uznała, że straty w infrastrukturze komunalnej poniesionej przez nas powiat wyniosły 3.369.077 zł.

Informowałem Państwa, iż udało się nam pozyskać 2 mln zł na naprawę przepustu na drodze Czernina – Chróścina oraz ułożenie masy wyrównawczej i ścieralnej na drodze Świerczów – Karów (1095D).



Powyżej zdjęcie promesy na 2.000.000 zł, którą otrzymał nasz powiat

Niestety, nie ma widoków na to, by udało się w tym roku wybudować nowy przepust na drodze Czernina – Chróścina. Nikt nie stanął do tego przetargu.

Droga Świerczów – Karów będzie robiona. Wykonawcą został gostyńska firma „Drogbud”, która wykona naprawę tej drogi za kwotę 889.770,77 zł. Na ten cel mieliśmy przeznaczone 950.000 zł. Termin wykonania naprawy – 30 listopada 2010 roku. Dobrze, że chociaż ten problem mamy z głowy.

Dobra wiadomość – najnowsza! – jest taka, że oprócz tych 2 mln udało nam się pozyskać jeszcze 750.000 zł. Pieniądze te otrzymaliśmy od wojewody dolnośląskiego w ramach specustawy. To oznacza, że nie musimy do tego interesu dokładać ani złotówki. Jak byśmy mieli, to też byśmy nie dołożyli, bo z czego?

Te całkiem nowe pieniądze od wojewody przeznaczymy na likwidację szkód spowodowanych przez powódź na drodze Bełcz Górny – Głobice (1094D). Wymienione zostanie 1620 m nawierzchni oraz utwardzone pobocza. Nastąpi to jeszcze w tym roku. W związku z obowiązywaniem specustawy obowiązuje tryb uproszczony a prace rozpoczyna się nie na zezwolenie budowlane (co trwa), ale na proste zgłoszenie.


Tak więc na skutek powodzi nasz Powiatowy Zarząd Dróg może po stronie przychodów wykazać się kwotą ekstra – 2.750.000 zł. Oznacza to, że zdobyto środki o 227% większe niż te, które były zapisane w budżecie powiatu w rubryce: „Drogi publiczne powiatowe” (1.234.372 zł na rok 2010).

Niewykorzystane pieniądze na remont przepustu nie przepadną, bo przejdą na rok przyszły. Zauważają Państwo, iż jest różnica pomiędzy kwotą, jaką otrzymaliśmy a potwierdzonymi stratami. Wynosi ona 619.077 zł. To nam nie przepadnie, bo otrzymamy to w przyszłym roku. Takie jest przyrzeczenie władz wojewódzkich. Zresztą, teraz i tak nie mielibyśmy mocy przerobowych, by jer wykorzystać.

Oczywiście pozyskania tych środków nie należy przypisywać krasnoludkom. Odwiecznym zwyczajem, gdy „konia kują – żaba łapę podstawia” ojców sukcesu będzie bez liku. Ojciec sukcesu jest jednak tylko jeden. A zwie się on: Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego z jego dyrektorem Tadeuszem Juską na czele. To on i podlegli mu pracownicy pisali pisma, wykorzystywali znajomości, naciskali, monitowali, prosili, błagali, prawili komplementy i czarowali, by te pieniądze otrzymać. Koniec i kropka. Każdy kto zechce dopisać się do tego sukcesu będzie kłamał.

Cieszy fakt, że udało się pozyskać pieniądze na częściowe pokrycie strat spowodowanych przez wodę. Warto o tym wspomnieć, bo ze świecą trzeba szukać sukcesów w pozyskiwaniu środków spoza budżetu w tej kadencji i za tych tragicznych rządów oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P. protegowanej Przewodniczącego Rady Powiatu – Władysława Stanisławskiego oraz (co też należy dodać) nieodpowiedzialnych lokalnych działaczy Platformy Obywatelskiej.

"Tak się bawi Pogoń Góra!"

Tak w Jaworze cieszyli się w ostatnią niedzielę młodzicy "Pogoni" Góra. O powodach radości - tutaj.

wtorek, 14 września 2010

Opus vitae Boba Budwniczego

10 września dokonano najuroczystszego przekazania strażnicy dla naszych strażaków. Uroczystość zakończyła I etap mordęgi, jaki stanowiła ta inwestycja. W chwili obecnej wykonawca strażnicy skierował do sądu pozew o zapłatę ponad 1 mln zł za wykonane – jego zdaniem – a niezapłacone prace budowlane. Z drugiej strony problem badają wrocławscy eksperci od budownictwa. Na pewno sprawa zapłaty przeciągnie się w czasie, bo każdy wie, jak działają sądy w naszej pięknej ojczyźnie.

W uroczystym otwarciu strażnicy uczestniczyła oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P., która na tę wzruszającą okoliczność otrzymała jakąś tam odznakę czy też inny świecący koralik. Oskarżona, starościna powiatu górowskiego Beata P. z dumą wypinała przednią część klatki piersiowej do wyróżnienia.

Najwyraźniej niesyta jest zaszczytów. Rozmowami zaszczycali ją w ostatnich policjanci, prokurator, sąd. Trzeba przyznać, iż dźwiga ona na swoich barkach lekko owo brzemię bezwstydu. Ale ona jest z pewnej zdechłej partii, w której bezwstyd był w najwyższej cenie.

W uroczystości wziął również udział Przewodniczący Rady Powiatu – Władysław Stanisławski. Uczestnicy uroczystości mówili, iż na jego obliczu widać było smutek jakowyś i strapienie. A dlaczego miałby się weselić? Wszak kadencja zmarnowana bezpowrotnie, władza była pełna, ale okazało się, że Władysław Stanisławski nie bardzo wiedział jak jej użyć. Oczywiście, z wyjątkiem obsadzenia stanowiska starościny postacią zgoła groteskową.

Krótko mówiąc, okazało się, iż król jest nagi. Powszechna wiara w Stanisławskiego, jako osoby niezwykłej, nieprzeciętnej i pożytecznej dla naszej lokalnej społeczności okazała się wielkim mitem. Ale jedno trzeba przyznać: numer z Poną mu wyszedł. Udupił nas wszystkich. Mam najgłębszą nadzieję, że Władysław Stanisławski również dojrzał do tego, by dać sobie spokój ze startowaniem w wyborach. Cztery lata stagnacji w powiecie najlepiej świadczą o tym, że do pełnienia funkcji radnego to on się absolutnie nie nadaje.

Powróćmy jednak do niezapomnianych chwil, gdy Przewodniczący Władysław Stanisławski wszedł w pamiętną rolę „Boba Budowniczego”. I nie jest ważne, że maczając swoje paluszki przy zmianach w konstrukcji budynku Władysław Stanisławski przekroczył swoje uprawnienia. Zgodnie z ustawą o samorządzie Przewodniczący Rady Powiatu nie ma prawa nawet zająknąć się na temat zmian w konstrukcji budynku. A jak było? A 24 września 2008 roku Przewodniczący – łamiąc prawo – brał udział w obradach na temat takich zmian. Poniżej protokół, który otrzymałem w prezencie od – oczywiście – Jana Nowaka.


Uczestnicy otwarcia strażnicy zwiedzali obiekt. Ku ich zdziwieniu zauważyli, iż na dachu są spore kałuże wodne. Ja tam nie wiem czy to dobrze czy źle. Myślę, że chyba niedobrze.


Nie popadajmy jednak w pesymizm. Nie oceniajmy, że coś zostało skopane. Przecież za rządów osobistości tak znamienitej jak Bob Budowniczy fuszera nie może mieć miejsca. I z tego punktu widzenia należy wyjść, by zrozumieć zagadnienia obecności wody na dachu.

To jest nie przypadek. Jest to finezyjnie zaprojektowany dodatkowy rezerwuar wodny dla potrzeb strażaków. Jasne?

Przecież za rządów Boba Budowniczego i jego protegowanej, oskarżonej (mama nadzieję, że oskarżenie to stan przejściowy, bo liczę na napisanie: skazana), starościny powiatu górowskiego Beaty P., nic tak karygodnego przydarzyć się nie mogło.

Doświadczenie Władysława Stanisławskiego, jego praca w Najwyższej Izbie Kontroli przed 30 laty, prowadzenie PSS „Społem” z jego czterema sklepami, gdzie wszystko drogie jak cholera, i branie za to wynagrodzenia w wysokości 10.964 zł miesięcznie plus 1200 za miesiąc za prowadzenie Rady Powiatu; tak, to wszystko predysponuje jego osobę do pełnienia wszelkich funkcji. I ja się na to zgadzam. Pod warunkiem, że nie będzie ich pełnił w naszym powiecie i broń Boże gminie! A poza tym, to fajny gość.

Nie tak dawno powiedział mi np., że wicestarosta Tadeusz Birecki w związku z nieszczęsną budową strażnicy powinien podać się do dymisji. Oczywiście, osobiście do tego wicestarosty nie nawoływał podczas sesji.

Wobec takiego postawienia zagadnienia odpowiedzialności można postawić pytanie: co powinna zrobić oskarżona, starościna powiatu górowskiego, protegowana Władysława Stanisławskiego Beta P.? Targnąć się?

A już pytaniem zasadniczym jest co powinien zrobić wysoki protektor oskarżonej, starościny powiatu górowskiego Beaty P. Władysław Stanisławski?
I tak pytania można mnożyć. Tylko po co naśladować Władysława Stanisławskiego skoro i tak nic z tego nie wynika.