niedziela, 25 maja 2008

Biznes na zabytku

Wielu z Czytelników nie pamięta już w jakich okolicznościach sprzedano tzw. "zamek". Przy okazji należy pamiętać, że używana nazwa "zamek" jest nieadekwatna do tej budowli. Nie wiadomo bowiem, gdzie znajdował się obiekt (a taki istniał). Konserwatorzy przypuszczają, iż w okolicach przedszkola na ulicy Żeromskiego. "Zamek" jest dawną basztą obronną. Ma ona dwie kondygnacje: parter pochodzi z końca XIV wieku a piętro z XVI wieku. Pod koniec XIX wieku (ok. 1890 r) dobudowano do baszty dach w obecnym kształcie i szczyty w kształcie schodków. Tyle historii, teraz biznes.

Sprzedaż "zamku" nastąpiła na podstawie uchwały Rady Miejskiej, która zapadła na sesji w dniu 11 kwietnia 1997 r. Należy pamiętać, iż w myśl wówczas obowiązującego prawa, to rada gminy podejmowała decyzję o zbycie nieruchomości. Gmina dokonała wyceny obiektu, dokonano podziału geodezyjnego, który polegał na podziale działki nr 907 na trzy mniejsze. Do sprzedaży trafiła działka nr 907/2, czyli ta z zamkiem. Wartość obiektu wyceniła rzeczoznawca - Wiesława Bartosiewicza. Rzeczoznawca wycenił 56.700zł. Następnie ogłoszono przetarg, w którym wyceniono obiekt na 58.200 zł. Zgodnie z obowiązującą wówczas ustawą o gospodarce nieruchomościami cenę nieruchomości - w przypadku zbycia - obniżało się o 50%. Uwaga o tej bonifikacie zawarta była w ogłoszeniu o przetargu.
Pierwszy przetarg, który miał się odbyć 24 października 1997 r.,nie odbył się z powodu braku oferentów. Wobec powyższego Zarząd obniżył cenę do 48 tys. zł. Kolejny przetarg odbył się 21 listopada 1997 r. W przetargu wzięły udział dwie osoby. Za kwotę 22.750 zł. nabył obiekt Dariusz Barna. Dnia 15 stycznia 1998 r. umowa sprzedaży została sformalizowana prawnie poprzez zawarcie aktu notarialnego. Wojewódzki Konserwator Zabytków w Lesznie nie wniósł do faktu sprzedaży żadnych zastrzeżeń.
Zgodnie z apisami zawartymi w akcie notarialnym "zamek" nie mógł być przeznaczony do prowadzenia działalności gospodarczej, usług lub zamieszkania. Pamiętać należy, iż podczas sesji Rady Miejskiej - liczyła ona wówczas 28 radnych - za zbyciem "zamku" było 18 radnych, wstrzymało się 4, nikt nie był przeciw. Po upływie niespełna dwóch lat niektórzy z radnych zaczęli interesować się losami obiektu. Pojawiały się głosy, że "obiekt szpeci wygląd miasta" (radny Ryszard Borawski).
Niszczejącym obiektem zajęto się podczas posiedzenia Komisji Oświaty, Kultury i Sportu Rady Miejskiej, która odbyła się 13 września 1999 roku. Wywiązała się wówczas dyskusja na temat obiektu.
Wacław Samotyja: czy konserwator nie wydał zaleceń odnośnie użytkowania nieruchmości?
Sekretarz UMiG (Tadeusz Otto): konserwator w swoim piśmie wspomniał tylko o warunkach architektoniczno - konserwatorskich, tzn. bryła baszty nie może być przebudowywana ani nie może być deformowana elewacja budynku. Wszystkie uwagi konserwatora odnoszą się przede wszystkim do zmian architektonicznych.
Ryszard Borawski: czy zawarty jest zapis w umowie lub akcie notarialnym, że w razie nieremontowania budynku, można by odstąpić od o tego?
Wypowiedź sekretarza pozostaje w sprzeczności z wypowiedzią burmistrz Ireny Krzyszkiewicz z dnia 21 maja 2008 roku, która w sprawie obiektu wypowiedziała się w następujący sposób: "W grę wchodzi nawet pozbawienie praw własności dotychczasowego właściciela. Podstawę do ewentualnego podjęcia takiej decyzji stanowi zapis w akcie notarialnym, w którym znajduje się klauzula o ciążącym na nabywcy obowiązku przeprowadzania prac konserwatorskich.
Sekretarz UMiG (Tadeusz Otto): taki zapis nie mógł się znaleźć ponieważ zapisy warunkujące zabudowę można czynić w przypadku oddawania gruntów w wieczyste użytkowanie a nie na własność. To, że obiekt jest w takim stanie, o tym decyduje konserwator zabytków, on sprawuje pieczę nad wszystkimi zabytkami i on może wydawać odpowiednie zalecenia ich właścicielom.
Ryszard Borawski: obiekt szpeci wygląd miasta.
Sekretarz UMiG (Tadeusz Otto): dla ówczesnego Zarządu chodziło o sprzedaż obiektu, na który nie było środków na remont. Poinformował ponadto, iż w 1997 roku wyprowadzili się z budynku lokatorzy i dążono do realizacji koncepcji muzeum Ziemi Górowskiej. Koncepcji nie zrealizowano z powodu braku środków. W roku 1993 Bractwo Kurkowe (19 kwietnia 1994 r. na posiedzeniu Zarządu Cechu Rzemiosł Różnych kupcy i rzemieślnicy górowscy powołali Kurkowe Bractwo Strzeleckie.Inicjatywa ta nigdy się nie rozwinęła), miało zawiązać w Górze i chciało przejąć ten obiekt, jednak koncepcja zagospodarowania budynku przez Bractwo nie doszła do skutku.
Bolesław Witkowski: czy gmina ma jakikolwiek wpływ na wygląd budynku?
Sekretarz UMiG (Tadeusz Otto): bezpośredni nie, jedynie pośrednio poprzez konserwatora zabytków i nadzór budowlany.
Dyskusja w sprawie "zamku" na tym się wyczerpała. Jednak jej członkowie nie poszli sobie do domów, ale udali się na lustrację dóbr kultury. Zlustrowano: "mury obronne, Wieżę Głogowską, kościół św. Katarzyny, kościół Bożego Ciała, wieżę ciśnień, zamek - wiezienie".
Po powrocie z lustracji komisja sporządziła do Zarządu następujący wniosek: "Wyznaczyć osobę w Urzędzie Miasta i Gminy odpowiedzialną za stan zabytków w gminie Góra". I członkowie komisji poszli sobie do domu.
Z radnych, którzy w momencie sprzedaży "zamku" byli radnymi i są nimi obecnie pozostali nam: Bronisław Barna oraz Eugeniusz Stankiewicz. Bronisław Barna - ojciec nabywcy "zamku"; w latach 1994 - 1998 był również członkiem Zarządu gminy Góra, który to podjął decyzję o sprzedaży. Burmistrzem był wówczas Stanisław Kwiatek. Pozostali członkowie Zarządu: Czesław Błyga, Michał Kałasz (z-ca burmistrza), Stanisław Majowicz, Alfred Osmolski, Jan Rewers.

Widzą więc Państwo, że problem "zamku" nie jest nowy. Tyle tylko, że od 11 lat nikt nie próbował znaleźć sposobu jego rozwiązania. Zabytkowa budowla jest do reszty zrujnowana. Władza udawała, że problemu nie widzi a mieszkańcy miotali pod nosem ciężkie wyrazy, i tak to leciało. Problem był mniej widoczny do czasu powstania
"Netto". Obecnie przy "zamku" przebiega bardzo uczęszczany szlak komunikacyjny i wszystkich trafia szlag, że jeden z nielicznych zabytków ocalałych w naszym mieście wygląda jakby dzień wcześniej rąbnął w niego pocisk z haubicy 220 mm. A przecież działań wojennych nie było. Chyba, że ja coś przespałem.

Brak komentarzy: