piątek, 5 listopada 2010

Wyborcze trzaski i szumy


Na 15 dni przed wyborami miasto pokryły wyborcze rekwizyty. Zrobiło się barwnie i kolorowo. Przechodzimy pospiesznie obok tych wyborczych dzieł sztuki, które mają nam narobić apetytu, by na kogoś zagłosować. Przechodzimy i nie zastanawiamy się nad ukrytą symboliką wyborczych banerów.

Znane wszystkim górowianom skrzyżowanie mieni się i skrzy do tych środków przymusu wzrokowego.

Przypatrzmy się jednak, jak dziwnie ślepy los zestawił pary.
Pierwszą parę stanowią: były burmistrz i kandydat do ponownego objęcia fotela burmistrz Tadeusz Wrotkowski oraz obecna włodarz gminy i mocna kandydatka na kolejną kadencję Irena Krzyszkiewicz.

Pierwsze, co się rzuca w oczy to, to, iż każde z nich patrzy w innym kierunku. Ten gest można zinterpretować, jako wyraz różnic programowych dotyczących rozwoju naszej gminy.

Można też to zinterpretować jako wyraz najgłębszej niechęci obu kandydatów. No, kochać to się oni nie kochają, fakt.

Proszę też zauważyć, iż baner obecnej szefowej gminy ukazuje wyrazistą twarz kobiety pełnej przekonania, iż „dotrzymałam słowa.” Ta kropka – niewypowiedziana i nienapisana – sama ciśnie się na usta. No, może nie wszystko wyszło tak jak sobie obecna burmistrz wymarzyła, ale wyszło sporo, jak na 2,5 roku sprawowania władzy. Więcej niż przez ponad 5 lat rządów konkurenta. To górowianie doceniają i w wyborach docenią. To pewnik.

Zdjęcie kontrkandydata na banerze jest trochę zbyt małe. W zestawieniu z konkurentką Tadeusz Wrotkowski wydaje się nieco mikry, oddalający się w nieodgadnioną dal. Hasło: „Zdecydowanie. Konsekwencja Wiarygodność” też chyba najlepiej nie sformułowane. Bo jakaż może być wiarygodność kandydata na burmistrza, który w wywiadzie dla „elki” twierdzi, że nie dopuści do tego, by tiry jeździły drogami w Osetnie, Starej Górze, po ulicy Starogórskiej?

Wszak to droga 323! Droga wojewódzka! A co ma burmistrz do dróg wojewódzkich? Chyba, że kandydat nie wiedział, że to droga wojewódzka, a to by było bardzo smutne.
Ta drobna wpadka nie przekreśla jednak kandydatury Tadeusza Wrotkowskiego, bo z kimś musi Irena Krzyszkiewicz zawalczyć o fotel. A to kandydat jedyny, z którym jakąś namiastka walki obecna burmistrz może stoczyć.

Pomijam w swoich rozważaniach plankton polityczny sądzący w swoim zadufaniu i bezgranicznej megalomani, iż ma jakieś polityczne znaczenie. Nie jest bowiem w moim stylu, stylu Kanalii – ludojada, żreć plankton. Z obawy o stan zdrowia własnego, rzecz jasna.

Zaglądnąłem też na stronę Tadeusza Wrotkowskiego i usiłowałem przeczytać program wyborczy. No, nie dotrwałem do połowy lektury, chociaż szeroko znana jest moja pazerność na słowo pisane. Rzuciło mi się jednak w oczy, że Tadeusz Wrotkowski zamierza ratować powiat.

Jak spojrzałem na listę kandydatów do Rady Powiatu i zobaczyłem z kim, to sobie pomyślałem: poddajmy się sami od razu! Teresa Sibilak ratująca powiat?! Chyba w ramach pokuty za przyłożenie się do jego rozłożenia!

Karol Rutkowski ratujący powiat? Raczej inaczej: ratujmy powiat od Karola Rutkowskiego! (niezłe i chwytliwe hasło wyborcze wymyśliłem, co?).

Po lewej stronie kandydata Tadeusza Wrotkowskiego też wisi potencjalny „zbawca” powiatu – Dariusz Wołowicz. Osobiście nic do niego nie mam. Ma futurystyczne hasło: „Młode Pokolenie. Nowa Jakość”. Młody chłop. Lat 40. Z przejściami w Ośrodku Kultury Fizycznej w Górze. Odszedł na własną prośbę. Amen. Nikt nie lał łez.

Drugą sympatyczną parę stanowią: Piotr Wołowicz i Marek Biernacki. Kumple. Ci na siebie się nie boczą. Patrzą w jedną stronę. Oczywiście jedynie słuszną. Platformerską.

Piotr Wołowicz jest „kandydatem powiatu” do sejmiku dolnośląskiego. No, ja tam sobie uchwały Rady Powiatu nie przypominam w tej sprawie, ale może przegapiłem. Po co mu ten sejmik? A cholera go wie! Tam na zmarnowanie pójdzie, a tu, w powiecie, by się przydał. Bo łeb, to on ma, nie jak Piotr Iskra. Szkoda chłopa. Chociaż życzę mu powodzenia. W cud jednak nie wierzę.

Wicestarosta Marek Biernacki też nieco „ściemnił” z hasłem: „Zmieniamy Górę. Z dala od polityki”.

Te pierdy wymyślił nie Biernacki, tylko jakiś jajogłowy z ich centrali. I to poszło w całą Polskę. Klopsik się zrobił, bo lud co bardziej kumaty w czoło się puka, jak to „hasełko” przeczyta. A tak poważnie, to chciałbym, by PO w końcu wzięła po wyborach odpowiedzialność za powiat. Trzeba im oddać jedno. Gdy kryzys w powiecie sięgnął gigantycznych rozmiarów tę odpowiedzialność wzięli. Biernackiego przestrzegano przed tym i mówiono, że to mu może zaszkodzić. Zdał egzamin w chwili próby. Zaryzykował.

Banery, ulotki, plakaty – to wszystko towarzyszy wyborom od zawsze. Wielu kandydatów mami wyborców obietnicami bez pokrycia. Ja mogę iść w zakład, że 80% kandydatów nie ma zielonego pojęcia o pracy w samorządzie. Mam na myśli pracę i świadomość tego o czym się mówi podczas sesji.

Od dawna twierdziłem, że 70% radnych nie czyta materiałów na sesje. Są oni jak turkucie – podjadki, z apetytem na diety. Absolutnie nieprzydatni.

Są też i tacy radni, którzy ten fakt wykorzystali, by załatwić pracę dla swoich pociech. Np. kandydujący do Rady Powiatu Jan Bondzior. Milczał 4 lata jak zaklęty. I chce milczeć kolejne cztery. Zgroza. W gminie też znajdziemy coś podobnego.

Patrzmy. Słuchajmy. Analizujmy. Przyglądajmy się kandydatom a nie plakatom. Pytajmy o kompetencje, bo samorząd to rzecz niezwykle skomplikowana i przeciętniak jest tam w niczym nieprzydatny. Kompetentny prezes pewnej spółdzielni okazał się niekompetentny jako przewodniczący. Bo w życiu jest tak, że każdy osiąga swój poziom niekompetencji, po którego przekroczeniu stanowi zagrożenia dla dobra wspólnego. A tym dobrem wspólnym jest nasza wspólnota samorządowa.

Brak komentarzy: